środa, 29 grudnia 2010

Place for Dance - w Nowy Rok z walczykiem

Place for Dance
W tym tygodniu w kioskach pojawił się kolejny, styczniowo-lutowy numer magazynu Place for Dance. Tym razem temat główny numeru to Walc oraz taniec klasyczny - Balet. Z tematem numeru wiąże się już tradycyjnie sesja zdjęciowa oraz okładka wydania dotycząca danego tańca. Z tych dwóch tańców wybór padł na walc. Osobiście wiele bardziej wolałbym balet bo sesja z zdjęciowa z tancerzami Polskiego Baletu Narodowego mogłaby być naprawdę niesamowita. Tymczasem z okładki spogląda na mnie Gąs, który na zdjęciach przybiera miny lubieżnego Mefistofelesa. No ale cóż - walc bardziej pasuje na okładkę w okresie sylwestrowych uroczystości i karnawałowych balów, a prowadzący Tańca z Gwiazdami prędzej rzuci się w oko przeciętnemu czytelnikowi niż nieznani szerszej widowni tancerze baletowi. Sama koncepcja z okładkami tematycznym to jednak strzał w dziesiątkę i jak do tej pory najbardziej przypadła mi do gustu ta z  numeru drugiego - jazzowa.


Co ponadto w numerze... dancehall, taniec współczesny, taniec irlandzki, Isadora Duncan (yay! bohaterka mojego poprzedniego wpisu), Martha Graham i spora dawka historii i ciekawostek na temat tańca. Artykuł o dancehallu pierwsza klasa. Rzetelny i ciekawy. Czytając go zastanawiałem się czy autorka wspomni o ragga jam czy pominie ten temat, ale ku mej radości na samym końcu artykułu pojawiła się ta wisienka na torcie. W stałych rubrykach Michał Piróg załamuje ręce nad rodzimymi ekspertami od tańca z pilotami w ręku, Filip Łobodziński rozwodzi się nad znaczeniem słowa 'bal', a Michał Malitkowski relacjonuje kolejny międzynarodowy turniej - tym razem w Royal Albert Hall w Londynie. A za dwa miesiące Czarna Mamba, rock'n'roll i Samba de Janeiro...

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Isadora Duncan - Buntowniczka, ekscentryczka, kobieta wyzwolona...

Isadora Duncan - the movie
Dziś prawdziwa perełka, którą przy okazji innych poszukiwań udało mi się wykopać z samego dna Youtube'a. Perełka wielka, acz naprawdę interesująca jedynie dla garstki osób zainteresowanych tańcem współczesnym, a dokładnie samymi jego korzeniami. Znalazłem film z 1968 roku będący biografią Isadory Duncan - protoplastki tańca modern. Isadora Duncan, o której mowa, była postacią szalenie barwną, a jej życie obfitowało w liczne kontrowersje i skandale towarzyskie. Więcej o jej życiu przeczytać możecie na Wikipedii, na blogu skupię się jednak na jej wkładzie w historię tańca.

Isadora Duncan – tancerka amerykańska ur. 26 maja 1877 w San Francisco, zm. 14 września 1927 w Nicei. Nie studiowała tańca w sposób systematyczny, lecz stworzyła oryginalny, niepowtarzalny styl oparty na własnej filozofii. Widziała w tańcu wyraz wolnej myśli i radykalnie sprzeciwiała się ograniczeniom, jakie narzucał taniec klasyczny. Wywarła ogromny wpływ zarówno na całokształt przyszłej sztuki scenicznej, jak i na wygląd następnych pokoleń tancerzy. Odrzuciła klasyczną białą paczkę (tutu), zrzuciła baletki, tańczyła przyodziana w grecką tunikę, boso i z rozpuszczonymi włosami, co było szokującą innowacją dla ówczesnej publiczności. Jako pierwsza pokazała się na scenie ubrana tylko w obcisły trykot.


Film jest bardzo długi, podzielony aż na 16cie części. Wklejam więc poniżej jedynie link do pierwszej części; kolejne pojawiają się z boku w sugerowanych linkach. Film znajduje się na kanale bloggera o nicku alexinmovieland, który na swoim koncie umieszcza różne prastare filmy ze złotej ery Hollywood. Na wszelki wypadek skopiowałem jednak Isadorę również na swoje konto. Gdyby okazało się, że film jakimś cudem zniknie jednak wkrótce z sieci, będzie dostępny u mnie w opcji niepublicznej - dla potomnych;) i posiadaczy linka.

A teraz zapraszam już do kina...




I jeszcze na koniec kilka ciekawszych cytatów Isadory Duncan:

Wiele okazji do śmiechu traci ten, kto nie potrafi śmiać się z samego siebie.

Gdy żegnamy się z ukochanym, chociaż nęka nas straszny żal, doznajemy zarazem dziwnego uczucia ulgi, wyzwolenia

Nadzieja jest rośliną trudną do wyplenienia. Można nie wiem ile odrąbać gałęzi i zniszczyć, a zawsze będzie wypuszczać nowe pędy.

Nie ma na świecie tak zwanego szczęścia, bywają tylko szczęśliwe chwile.

Najpiękniejszym dziedzictwem, jakie można dać dziecku, jest zezwolić mu, by szło własna drogą, wyłącznie o własnych siłach.

U kołyski teatru stał taniec i pierwszym aktorem był tancerz.


czwartek, 23 grudnia 2010

Choinki, karpia i tańczącego Mikołaja...

Neil Cameron
Święta, święta... i od tańca chcąc, nie chcąc kilka dni przerwy. Pora zamienić parkiet na wigilijny stół, a choreografie na radosne kolędowanie ;) Wszystkim odwiedzającym bloga Sneakers & Pointes życzę Wesołych Świąt i roztańczonego Nowego Roku! Znając życie przed Nowym Rokiem jeszcze coś napiszę, ale już teraz życzę wszystkiego najlepszego:) Zamiast świątecznych kartek posyłam wam świąteczno-zimowe choreografie, które wpisały się wysoko na liście moich 'Ulubionych'. Większość z was pewnie je już widziała - szczególnie drugi, robiący ostatnio furrorę na YT, ale i tak myślę, że warte są przypomnienia i zobaczenia raz jeszcze. I tak:



Numer 1

Pierwsze nagranie to filmik z zeszłego roku. Sentymentalny Ian Eastwood wraz ze swym dziewczęciem swoją muzykalną i szczegółową choreografią sprawia, że śnieg rozpływa się pod nogami, a polskie fanki Iana rozmarzone rozpływają się wraz z nim.



Numer 2

Druga choreografia, to mój osobisty number one tego sezonu. Zresztą wydaję mi się, że nie tylko mój bo większość moich tańczących znajomych umieściła już link do tej choreografii na swoich Facebookowych profilach:) Tak, tak, mowa oczywiście o trzech zupełnie nieskandynawskich Norwegach o imionach Nasir, Bilal i Suleman, tworzących grupę Quick. Nazwa bardzo adekwatna bo ich szybkość i precyzja w każdej  choreografii zawsze przyprawia mnie o opad szczęki. W świątecznej choreografii zwolnili nieco tempo, jednak ich charakterystyczny rodzaj ruchu i zegarmistrzowska precyzja pozostała bez zmian. Zapraszam do obejrzenia Quick- Christmas Concept



Numer 3

Ostatni klip jest już leciwy i musiałem się trochę naszukać zanim udało mi się go odkopać w w przepastnych zasobach internetu. Na YT go już najwyraźniej nie ma, ale udało mi się zlokalizować go na szczęście w innym serwisie. Klip jest z totalnie innej bajki niż dwa pierwsze filmiki, ale zdecydowanie jest w klimacie świątecznym i zdecydowanie jest taneczny. Panie i Panowie: Salvation Army Santa vs Cup'o'Soup :)))


Justin Timberlake - Cup O Soup
Załadowane przez: tony0413. - Odkryj inne klipy wideo.

niedziela, 19 grudnia 2010

Niezliczone oblicza jazzu - czyli choreograficzne pokazy dyplomowe

Kolejny już weekend upłynął mi w całości pod znakiem tańca. Wczoraj, w sobotę 18 grudnia miałem przyjemność gościć na pokazie absolwentów 2,5 letniego Instruktorskiego Kursu Choreograficznego w Krakowie ze specjalnością taniec jazzowy. Kilka tygodni wcześniej odbył się również pokaz zwieńczający absolutorium świeżo upieczonych choreografów tańca ludowego, nie wiem z kolei czy odbył się już czy dopiero odbędzie pokaz choreografów tańca współczesnego. Anyway, taniec jazzowy to chyba najszerszy gatunek taneczny ponieważ można pod niego przyporządkować ogromną ilość rodzajów tańca nowoczesnego takich jak modern, contemporary, hiphop (nie wchodzę w dyskusję na ten temat), czy też taniec musicalowy \ broadway \ showdance etc. Ponieważ dziedzina ta jest tak obszerna, podczas około czterdziestu występów na prawdę trudno byłoby wskazać dwa takie same. Każdy miał swój pomysł, swój rodzaj ruchu, swoją koncepcję sceniczną. Niektóre występy ocierały się o teatr tańca i poruszały tematy istotne, inne z kolei nastawione były w całości na rozrywkę lub na show sceniczny. I bardzo dobrze. Nie każdy taniec musi na siłę 'uczyć' widza jak postrzegać świat, nie każdy spektakl taneczny musi też emanować pięknem ruchu, ewolucjami w przestworzach i możliwościami akrobatycznymi tancerzy. Było więc miejsce zarówno dla układów współczesnych i modernowych było również dla hiphopowych, house'owych, balltimore'owych i ragga jamowych (w tych ostatnim moje ulubione jamajsko-sileziańskie dziewczyny z Jammin Squad!
O każdym występie można by powiedzieć więc coś dobrego. Ja skupię się na trzech etiudach tanecznych, które wywarły na mnie największe wrażenie. Każda z nich była totalnie z innej bajki i w inny sposób poruszała widza. Niestety w większości nie spisałem sobie tytułów tych projektów, ani nazwisk osób które je prezentowały, posługiwał się więc będę jedynie nazwami umownymi.



Numer 1:

Vivere militare est - czyli Życie jest walką Zdecydowane numero uno i to nie tylko w mojej opinni. Rozmawiałem z wieloma osobami i słuchałem braw, mogę więc śmiało powiedzieć, że ta etiuda zyskała sobie najwięsze grono zwolenników. Vivere militare est to projekt Łukasza Zięby, któremu na scenie towarzyszyła Julia Żytko i Dominik Olechowski. Występ ukazywał trzy etapy życia człowieka: dzieciństwo, dojrzałość i starość. Każdy z tych etapów rządzi się swoimi prawami, charakteryzuje specyficznym podejściem do świata i do otaczających ludzi, każdy również przeplata się ze sobą. Dzieci ciekawe świata, dorośli zawsze w biegu,
starzy z balastem życiowych doświadczeń przekazujący je młodym potrzebujący opieki dojrzałych. Dorośli z kolei dający oparcie dwóm pozostałym. Jasny w przekazie i ciekawy zarazem temat przeplatał się tu z wyjątkowymi umiejętnościami trzech tancerzy. Wartość tej etiudy wzrosła dodatkowo dzięki umiejętnościom aktorskim występujących, którzy poza tańcem potrafili wcielić się w grane przez siebie osoby. Łukasz dziecko, Julia dojrzałego człowieka i Dominik - starca. Ten występ udało mi się na szczęście zarejestrować dlatego możecie sami przekonać się o czym mówię oglądając nagranie. Spostrzegawczy zauważyli na pewno, że koncepcja choreografii pokazująca trzy osoby: dziecko, dorosłego i starca była już wykorzystana w telewizji, Autor jednak nie odżegnywał się od tego, samemu przyznając, że choreografia zainspirowana jest układem stworzonym przez niesamowitą Mię Michaels dla VII edycji amerykańskiego So You Think You Can Dance.



Numer 2:
Tacy sami ? A może My i Oni ? Niestety nie zapamiętałem, ale w każdym razie coś w ten deseń. Był to projekt duetu tanecznego Adriana Ambroziaka i Anny Hampelskiej, którzy rozpoczęli występ w kaftanach bezpieczeństwa, z których wyzwolili się w raz z rozwojem akcji. Występ był bardzo przemyślany i wyważony. Pokazywał umiejętności techniczne tancerzy jednocześnie nie powodując przerostu formy nad treścią. Pomimo kaftanów, nie był na szczęście oczywisty do bólu. Dygresja: Jeśli w piosence pojawia się LOVE nie trzeba rękami robić znaku serca (sic!), a jeśli piosenka jest o umieraniu nie trzeba wbijać sobie niewidzialnego noża w serce. W takich wypadkach mam wrażenie, że choreograf \ reżyser ma widza za idiotę i koniecznie chce mu palcem wskazać to na co trzeba zwrócić uwagę. Ale wracając do tematu, w tym występie takiego przesytu oczywistości na szczęście nie było. Żałuję, że nie mogę zobaczyć raz jeszcze projektu tej pary i napisać na jego temat jeszcze więcej. Nie zarejestrowałem go niestety na video więc nie mam możliwości odtworzenia go i dostrzeżenia wszystkich ciekawych i trafionych elementów tej etiudy. A szkoda.


Numer 3:
Trzeci występ który podobał mi się najbardziej tego wieczoru to... występ trzech dziewcząt (dziewczęta w przypadku tego projektu pasują bardziej niż dziewczyny) tańczących choreografię tańca ludowego stworzoną przez Karolinę Swiatek wraz z towarzyszącym im jednym
bądź dwoma tancerzami. Nie pamiętam niestety ilu ich było ponieważ ta trójka zdecydowanie przykuwała wzrok i skupiała całą uwagę publiczności dzięki swojej energii scenicznej. Koncepcja była prosta, młoda panna pierze ubrania na tarce przy rzeczce, a od czynności tej odrywają ją jej przyjaciółki i młodociany zalotnik. Występujący tak idealnie oddali charakter tego występu, że na całej sali czuć było nastrój etiudy i pozytywna energia udzieliła się również widowni. Wydaje mi się, że w tej opinii również nie byłem odosobniony, ponieważ występ ten został uwieńczony jedną z większych salw braw tego wieczoru.

Nie chcę w tym podsumowaniu pisać co dokładnie mi się nie podobało, bo wiem, że każdy z występujących lub prezentujących (nie każdy choreograf występował bowiem na scenie) włożył w swój projekt masę pracy i emocji. Jednak od jednej uwagi nie jestem w stanie się powstrzymać. Przytoczę kilka tytułów prezentowanych prac: 'Kryzys', 'Depresja', 'Nałóg', 'Niewola'... nie to nie żart. Zabrakło jedynie zgonu, chociaż po jeszcze kilku takich tytułach jakiś pewnikiem nastąpiłby na widowni. Rozumiem, że część choreografów koniecznie chciała przekazać odbiorcom jakąś ważną historię, ale trzeba być bardzo ale to bardzo ostrożnym zabierając się za takie tematy. Choreograf musi być już naprawdę dojrzałym człowiekiem i artystą, żeby zmusić widza do refleksji nad problemem, którego etiuda dotyczy i jednocześnie nie kłuć w oczy banałami i zbyt oczywistym przekazem. Jest tak wiele tematów wartych uwagi i zastanowienia, które można przedstawić za pomocą tańca, choreografowie jednak często decydują się zadręczyć widza obraną problematyką. Druga sprawa, o której chciałem jeszcze wspomnieć to debata na temat inspiracji innymi choreografiami i powielania pomysłów. W trakcie oglądania tych kilkudziesięciu projektów, miałem czasem większe czasem mniejsze wrażenie, że gdzieś to już widziałem. Faktycznie, część występów silnie podpierała się innymi produkcjami i jeśli ktoś śledzi taneczne programy sam z pewnością to zauważył. Jednak dopóki ogranicza się to jedynie do zapożyczenia pomysłu, a całość choreografii - ruchy, muzyka i scenariusz jest własna, w takim wypadku nie widzę w tym nic złego. Jedną rzeczą jest dobry pomysł, a drugą jego realizacja i kiedy jest ona oryginalna i trafiona, projekt zawsze obroni się sam.


piątek, 17 grudnia 2010

Roc-a-FELA! Czyli Jay - Z producentem musicalu na Broadwayu.

Fela! musical
Artysta Wizjoner? Tak. Wzór cnót? Hmmmm.
Takiego projektu jeszcze nie było. Nazwiska, które do tej pory kojarzyły się z muzyką i filmem: Shawn "Jay-Z" Cartner, Will Smith i Jada Pinkett Smith, teraz kojarzyć się mogą również z musicalem i Broadwayem. Wymieniona wyżej trójka połączyła bowiem swe siły i swoje portfele aby wspólnie stworzyć sceniczne przedsięwzięcie dekady - musical FELA!. Taneczne show, swoją premierę na Broadwayu miało wprawdzie już rok temu, ale głośno jest o nim cały czas i z każdym kolejnym występem robi się coraz głośniej. Na oficjalnej zapowiedzi musicalu (link na samym dole posta) zobaczyć możecie artystów takich jak Questlove z the Roots, Alicia Keys, Spike Lee czy John Legend opowiadających o swoich wrażeniach z musicalu. A o czym jest FELA! ? Nazwa pochodzi od imienia afrykańskiego artysty i muzyka - Fela Kuti, który stworzył gatunek muzyczny zwany afrobeat łączący afrykańskie rytmy i techniki wokalne oraz tradycyjną muzykę nigeryjskiego plemienia Joruba z funkiem i jazzem. Cytując dalej za wikipedią... Afrobeat pojawił się w latach sześćdziesiątych. Jego korzenie sięgają muzyki Yoruba – pochodzącej z Nigerii, opartej o bębny i mocno zakorzenionej w lokalnej tradycji. Motywy z Czarnego Lądu zostały szybko zaadaptowane przez artystów z Ameryki Łacińskiej – przede wszystkim z Karaibów. Stamtąd droga do murzyńskich dzielnic południa USA była już krótka. Epoka funku w latach siedemdziesiątych zakończyła ewolucję – narodził się afrobeat. Fela Kuti, na którego pomysłach opierają się współczesne zespoły, był najważniejszą postacią tego muzycznego zjawiska. Fela Kuti był również aktywistą walczącym o prawa człowieka i równości i walki z rasizmem. Stąd cechą charakterystyczną afrobeatu jest jego silne, polityczne przesłanie. Artyści krytykują dyskryminację Czarnych, wojny, elity polityczne i gospodarcze. Zwracają uwagę na problemy Trzeciego Świata: głód, nędzę czy kryzys zadłużenia.

Hiphop wyrósł z funku, funk ewoluował w afro-amerykańskich klubach, a jazz w pierwotnej formie przypłynął do Stanów na statkach z Czarnego Lądu. Dobrze więc, że gwiazdy, które teraz są na szczycie, biorą się nie tylko za projekty przynoszące szybką i pewną kasę, ale rówież takie projekty w stylu Fela! Projekty takie spotkają się w prawdzie zwykle z mniejszą grupą fanów niż produkty marketingowe w stylu Justina Biebera, ale jednak ich wartość artystyczna i edukacyjna jest o niebo wyższa.

Gimme ejmen to dat. EeeejMen!



wtorek, 14 grudnia 2010

Czarna dusza królowej łabędzi

Dziś na blogu zapowiedź filmowa. Hurrraaa! Nowy film w którym
Black Swan
Black Swan   |   Czarny Łabędź
pojawia się taniec! Jeszcze większe hurrrraa, bo nie będzie to Step Up, Streetdance ani żaden kolejny klon ze scenariuszem w stylu: młodym tanecznerz zmagający się z brakiem akceptacji środowiska, walczący o 'wszystko' przełamując własne bariery! Zieeeeeew. Tym razem mowa o filmie reżysera znanego z tak ambitnych i przejmujących produkcji jak Requiem for a Dream czy nie tak dawno the Wrestler, w którego rolę wcielił się Mickey Rourke. Jeśli oglądało się któryś z tych dwóch filmów, można od razu nabrać trafnych podejrzeń, że Black Swan, o którym mowa, nie będzie sztampową historyjką dla młodzieży, tylko czymś bardziej ambitnym. I faktycznie. Nie miałem jeszcze możliwości zobaczenia tej produkcji, ale już z trailera, można się dowiedzieć, że film został doceniony przez na festiwalach w Wenecji i w Toronto. Przeczytałem również recenzję filmu na portalu IMDB i jej autor nie mógł wręcz wyjść z zachwytu wyrzucając z siebie nieustanne ochy! i achy!. Premiera w Polsce już 21 stycznia i mam nadzieję, że moje reakcje na ten... thriller psychologiczny, będą podobne jak we wspomnianej recenzji. Poniżej link do oficjalnej zapowiedzi filmu oraz kilka cytatów na jego temat. Warto zobaczyć również oficjalną stronę Black Swan. Zapowiada się naprawdę mroczna produkcja...

http://www.ijustwanttobeperfect.com





There are not enough words in the English language to describe the praise Darren Aronofsky deserves for Black Swan. It was one of the most talked about and sought after films at this year's Toronto International Film Festival, and for good reason – it is a masterpiece that is just as much beautiful as it is nightmarish.

What makes this film so extraordinary? While it excels in every aspect, its biggest strength is within its symbolism.


Never has a film been more emotionally driven this year than that one. "Black Swan" will literally evoke every emotion. "Black Swan" is the reason why I go to see movies. It gets your adrenaline pumping and it's easily comparable to our everyday life. The messages in "Black Swan" go much more in-depth than one would expect and touches our souls while disturbing them. If that's not a complement, then I don't know what is.



'What happened to my sweet girl? She's GONE!'

sobota, 11 grudnia 2010

Simeon Campbell - interview

As promised, here comes an itnerview with UK Hiphop dancer - Simeon Campbell. First I gonna publish it in original, then, when I find time to translate I will place it in Polish as well.

Sneakers & Pointes: So let's start from scratch. What's your story Simeon? When did you start dancing and why? What did you do before that? Did you have any role models? Did you try any other styles apart from hiphop?

Simeon Campbell I started dancing kind of late actually, i didnt really take dance seriously untill i was 17-18? I was always more of an actor before i stared studying musical theatre a college, where i picked up singing, music, acting and technical dance skills. This is where I have touched in contemporary, ballet, tap and a few specialist styles like flamenco, salsa, samba and capoiera. Because i started dance so late i didn't have many role models at the time, but like everybody else, was in total amazement at Michael Jackson!



Sneakers & Pointes: What do you like the most in dance?

Simeon Campbell Jheeeeez! ummmm....so much! i wouldnt know where to start! but i think mostly travelling and meeting new people and friends, and how dance is a international language wherever you go!! sharing work with people, and learning from others! But PERFORMING has to be my number 1! Cant get that feeling anywhere else! :D

Sneakers & Pointes: Do you travel a lot doing workshops or you prefer to focus on your dancing rather that teaching?

Simeon Campbell To be honest, I've probably spent more time teaching! i would like to concentrate more on being a dancer in some aspects, but i love to teach! i love to share and grow amd of course travel and meet people.

Sneakers & Pointes: Hiphop dance is quite wide term right now. To some oldschool cats hiphop is only popping, locking and hiphop dance that you do on battle jams. New school dancers especially those from LA do a hiphop that is very precise, isolated and very often danced to the words or to the beats of a specific song. Which of those elements are the closest to your own style of dance?


Simeon Campbell Hehehehe, i hear you!! :D For me, ummm i'm much closer to a new skool dancer, i love LA style, and have alot of that influence, i like to play around wit beats and lyrics to specific songs and sometime like to have a detailed routine, or something with lots of isolation! But i do appreciate old school hip-hop, because without it we would have nothing! and wouldnt of been able to evolve into all of this different styles of hip-hop!

Sneakers & Pointes: What do you think about hiphop battles and freestyle? Do dancers in UK (or other countries that you had chance to work in) freestyle a lot? Do you freestyle?

Simeon Campbell Freeestyleeeee!!!! :D:D :D first of all, i do loveeeee to freestyle!!! the way i work, if i couldnt freestyle, i probably couldnt make my choreography!! I think its such an important thing to have as a dancer, epsecially if you are working professionally, because you can put on the spot at an audtion or anything at anytime!!! And the thing is that people forget is that ANYONE can freestyle! because you cant be wrong!! you are just expressing yourself and what the music is telling you at the time! all u must do is practice enough to be confident in what you are doing! its literally just what you tell yourself in your head!! Dancers in UK do freestyle yes, there is always room for more! But fortunately getting better! especially with the younger generation now. In my opinion the battling scene has always been around here in the UK, but i think in the past few years it has taken a fresh turn with more stykes eing used or even old styles becoming very popular again, like house! In UK you now find Popping battles, Krump battles, Nu Style battles, Hip-hop battles, breaking battles, House battles, Locking battles, Jerkin' battles , waacking battles, vougue battles and many more.

Sneakers & Pointes: I know you take part in dance tournaments. Do you dance alone or with your crew? Can you tell us about a competition that was the most important in your career? Are there any new competitons ahead?

Simeon Campbell I dance with my group 'RUTHLESS' and we've been running about 6years now? My most important one was probably my most recent experience which was 'SOULPLEX' in Hannover Germany last month! It was the first time we have left the UK as a Dance crew, and were being judged by some of my idolsin dance such as Jun Quemado, Brian Puspos and more. And i was eager to impress them with our group! it wasnt really about winning, but more making a statement, because we would want to be known as a crew all over the world! At least for now, we gonna break from competitions for a while, get back to training working on material, but performing small showcases around the place to keep us going! :D

Sneakers & Pointes: This last question I ask all the dancers and choreographers that I interview. What would be your advise to young folks in Poland taking first steps on dancefloors. What should they focus on the most?

Simeon Campbell HAHAHA! i get scared at this part, because i never wanna tell kids the wrong thing! looooooool!! I would say, take time to learn your styles! Training is probably one of the most important things as a dancer! Make sure u go to classes, or at least do a jam with people that have experience and learn from those who know their styles well!

środa, 8 grudnia 2010

Taniec, którego nie widać...


Trafił dziś do mnie link z bardzo fajną rysunkową animacją. Naszkicowana ołówkiem para spleciona w bajkowym tańcu do muzyki zespołu The Weepies - World Spins Madly On. Wydaje mi się, że to nagranie mogłoby śmiało stać się oryginalnym teledyskiem, którego nawiasem mówiąc chyba nie ma.


... zobaczcie co tak naprawdę dzieje się zwykle podczas tańca, a czego nie da się zobaczyć gołym okiem:)



Thought of You from Ryan J Woodward on Vimeo.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Tricky LA, Tricky WWA, Tricky KRK...

Warsztaty, warsztaty, warsztaty... chwilę już nie pisałem żadnych relacji ani zapowiedzi ciekawych wydarzeń. A ostatnie dwa weekendy spędziłem przecież na warsztatach i to nie byle jakich:

FNF Tricky LA
FNF Tricky LA 2010
W zeszłym tygodniu usilnie zastanawiałem się jakby tu uchwycić dwie sroki za ogon jeden i nawet jako tako udało mi się tego dokonać. Zależało mi bardzo, żeby wybrać się na Tricky LA do Warszawy i poczuć przedsmak FNF Winter Dance Intensive, tudzież sięgnąć wspomnieniami do FNF Summer Dance Intensive, jak kto woli. Zależało mi też na warsztatach z Marcinem Krajewskim w Krakowie, tancerzem popularnym z roli Mirona w serialu Tancerze, choć o niebo ważniejszym osiągnięciem w jego karierze była zapewne rola Pierwszego Solisty Teatru Opery Narodowej w Warszawie i Pierwszego Solisty Opery Narodowej w Mexico City i Baletu w Monterrey. Chciałem być na tych warsztatach także po to, aby podszkolić nieco swój warsztat, ale chyba bardziej po to aby zobaczyć na żywo jego umiejętności. Ale po kolei...

Tricky LA:


Sohey Sugihara
Hey, hey Sohey!
Na organizowanych już kolejny raz dwudniowych zimowych warsztatach FNF tym razem zaproszeni zostali Tony Czar i Sohey Sugihara. Tonego miałem już szansę spotkać na Summerze, Soheya znałem jedynie z Youtube, i z jego charakterystycznego sposobu wywijania blond brzywą. Tony jak zwykle pozytywny, profesjonalny, innowacyjny i dający masę cennych uwag nawet podczas jednych ledwie zajęć, jakie miałem okazję u niego odbyć. To co osobiście uznałem za najważniejsze to rozróżnianie energii w choreografii i dopasowanie jej do charakteru muzyki, do której się tańczy. Nie można całej piosenki przetańczyć na takiej samej mocy bo widz w pewnym momencie będzie miał przesyt. Należy dawkować napięcie, zmieniać energię, tempo, siłę uderzeń itp. Tak jak z filmami, komedie nie są przez całe 90 minut śmieszne, a horrory nie szargają nerwów widza bez przerwy przez cały seans. Wiem, to jest oczywiste i brzmi jak banał jak się o tym słucha, ale wbrew pozorom, nie jest już tak oczywiste kiedy tańczy się samemu.
A jak u Sohey'a? U niego też miałem możliwość skorzystania z jednej ledwie lekcji, żeby nie spóźnić się na pociąg powrotny do Krakowa. Młody Amerykanin urodzony na Hokkaido zrobił na wszystkich ogromnie pozytywne wrażenie, już samą swą osobowością. Chłopak emanował bez przerwy niesamowicie pozytywną energią, wyglądając przy tym jak postać wyjęta z mangowej kreskówki. Brakowało mi jedynie tego, żeby co jakiś czas do słów, które wypowiadał wtrącił jakieś 'Yatta, Yatta!'. Plusem jego zajęć było na pewno to, że zaoferował nam coś zupełnie nowego (przynajmniej dla mnie). Układ w klimacie, w którym rzadko mam okazję tańczyć. Kroki i charakter ruchu był mi dość obcy przez co wydaje mi się, że i z tych zajęć udało mi się wynieść coś nowego.
A po Soheyu pędęm na Dworzec Centralny. W 30 minut udało mi się dostać na peron i 'wsiąść do pociągu, (nie) byle jakiego', bo całkiem komfortowego i z pełni zaplanowaną destynacją.

Dnia następnego przyszedł czas na zajęcia z Marcinem Krajewskim.


Warsztaty z Marcinem Krajewskim


Baletnik Marcin Krajewski
Z cyklu 'przełamywanie stereotypów' - współczesny solista baletowy -  Marcin Krajewski.
To już totalnie inna bajka, inny klimat, inni ludzie. Z hiphopu, z LA Style'u trzeba było przerzucić się na klasykę i to w czystej formie. Pierwsze pół godziny ćwiczeń przy drążku, które tylko ćwiczeniami przy drążku się nazywały, bo w sali zabrakło niestety tego podstawowego narzędzia kaźni wszystkich baletnic. Trzeba było więc poradzić sobie z wykorzystaniem ścian i parapetów. Później ćwiczenia na środku, szukanie pionu, piruety, fouette (sic!). To ostatnie było już mocno na wyrost, bo większość grupy nie była w stanie zakręcić jednego czystego piruetu. Szkoda, że nie wprowadzono poziomów zaawansowania, bo jedna jedyna baletnica, która była na tych zajęciach mogła poczuć się trochę niewytańczona, natomiast ludzie, którzy z tańcem mieli do czynienia tyle ile wynieśli z serialu na TVP2, po powrocie do domu mogli wpaść w stan niekontrolowanego walenia głową o ścianę. Ja chyba uplasowałbym się gdzieś pośrodku. Ale tak jak wspominałem, szedłem na te warsztaty, żeby obejrzeć na żywo jak wyglądają skoki do sufitu i jak kręci się po 10 piruetów i było mi to dane. Tak, wiem, jeśli chcę zobaczyć taniec, powinienem iść na spektakl, nie na warsztaty. Spoko, jeśli tylko w Krakowie będzie możliwość zobaczenia takich tancerzy na scenie częściej, pierwszy ustawiał się będę w kolejce do kasy. Ale jeśli póki co przyjeżdżają głównie na warsztaty to warsztaty takie wykorzystuję również w charakterze widza:)


I tak oto wyglądał zeszły warsztatowy weekend. Ten z kolei spędziłem pod znakiem Polskiego Teatru Tańca i spektaklu Ohada Naharina pt. Minus 2 oraz warsztatów z Poppingu, które poprowadził Bienio wielokrotny laureat i uczestnik zawodów streetdance'owych. Czyli jak zwykle bardzo różnorodne, ale bardzo taneczne klimaty:) W tym tygodniu postaram się napisać parę słów na temat tego spektaklu bo zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie i zaskoczył kilkoma niespodziewanymi pomysłami.

Na sam koniec wklejam jeszcze po filmiku z każdym ze wspomnianych wyżej tancerzy, żebyście mogli zobaczyć ich w akcji.

Tony Czar - Rabbit Heart



Kyle Hanagami & Sohey Sugihara - Operate



Marcin Krajewski - Les Bourgeois

czwartek, 2 grudnia 2010

Czym jest dla ciebie taniec?

Funk Style
It's FUN! That's why you dance.
Pytanie dość oklepane. Pytanie najczęściej powtarzane w wywiadach z tancerzami i choreografami. Pytanie zadawane przez znajomych, których intryguje twoja pasja. Ale mimo, że tak banalne, u każdego może prowokować inną, często ciekawą i bardzo osobistą odpowiedź. Poniżej krótki materiał, w którym ikony tańca street dance odpowiadają co znaczy dla nich taniec.

Dwie wypowiedzi, które mnie osobiście najbardziej przypadły do gustu i z którymi w pełni lub w części się utożsamiam.

Universal language. You don't have to speak. You just meet somebody in the club, not sayin' damn world and dance all nite.

It's FUN! That's why you dance. Because it brings you JOY. Not because you need to beat this guy at Juste Debout...








poniedziałek, 29 listopada 2010

Red Bull BC One - czyli Kleju z Krakowa atakuje Tokio

Dziś post z pod znaku "cudze chwalicie swego nie znacie"... czyli o ostatnich niewiarygodnych osiągnięciach naszego bboya znad Wisły Tomka Kulisia bardziej znanego jako bboy Kleju. Ten charakterystyczny tancerz uliczny o posturze Pana Wołodyjowskiego i afro godnym polskiego Micheala Jacksona, rozpoczął karierę bboya ledwie w 2002 roku w wykonując pierwsze pierwsze freeze na Rynku w Krakowie, a już wspiął się na światowe szczyty. W tym roku Kleju reprezentował Polskę w mistrzostwach świata Red Bull BC One, które w tym roku odbywały się w Tokio.

Red Bull BC One 2010


Red Bull BC One to jedne z najważniejszych na świecie zawodów w bboyingu, podczas których 16 najlepszych bboyów z całego świata pojedynkuje się ze sobą w walkach 1 na 1. Pierwsze mistrzostwa Red Bulla odbyły się w Biel w Szwajcarii w 2004 roku, kolejne edycje miały zaś miejsce w Berlinie (2005), Sao Paulo (2006), Johannesburgu (2007), Paryżu (2008). W zeszłym roku z kolei bboying wrócił do miejsca, w którym narodził się w latach 70tych czyli do Nowego Jorku.

Tegoroczna edycja przeniosła się tym razem do Kraju Kwitnącej Wiśni, w której po raz pierwszy w historii mieliśmy okazję zobaczyć reprezentanta naszego kraju. Poniżej zobaczyć możecie walkę którą przyszło Klejowi stoczyć 2 dni temu. Walkę niestety werdyktem sędziów przegraną, jednak dla ogromnej rzeszy publiczności (nie tylko polskiej) zwycięską. Kliknijcie play i oceńcie sami.




Trzeba przyznać, że reprezentant Francji - Marcio - miał bardzo imponujące Power Moves czyli siłowe elementy akrobatyczne, ale warto też pamiętać, że Bboying to nie tylko akrobatyka, a jego podstawowe elementy to Toprock, Downrock, Power Moves i Freezes, o których pisałem już wcześniej.


Poniżej kilka gorących komentarzy po walce:

Absolutely Kleju... I dont think judges should come to work with a hangover, they make few mistakes in work, Taisuke lost for making a short set, Kleju lost to Marcio although MArcio made 2 almost identical sets.... Seriously, less alcohol in work boys...
TheBboyHubee


Ja powiem tak równie dobrze za bboya Marcio mógł tańczyć nasz wspaniały gimnastyk Leszek Blanik, i było by pewnie to samo, same powery zero top rocku, zero footworku. zastanawiam się czy marcio ma jakiekolwiek i tym pojecie. Ciekawe czy wie kim jest Kool Herc.
szewaone


Dziwna decyzja;/ Gimnastyk bez podstawowych elementów breaka wygrywa z kompletnym Bboy'em;/ poraszka zwłaszcza werdykt Ken Swifta. Kto jak kto ale on powinien się znać. w póżniejszych walkach już zrozumieli o co comon. Więc szkoda, że walka była tak wcześnie pozdro pincet
anonymous


Why Marcio win? Because he did flares and airflares ? SO FUCKIN WHAT?????? My grandma would do it faster and more powerful than Marcio. Kleju was dynamic, he showed more moves and he danced to the music! Who Judged this battle? Morgan Hamm?
KrzysioFisiol
? 

Marcio doesn´t danceto the music! no flow, no flava, only power...that´s only 1 element of bboying...that´s shit ..why was he in red bull bc1?...because it´s fucking comercial action....
....Kleju won! Who said that Kleju didn´t smoke Marcio... is wack..because only guy who doesn´t understand what the bboying is can say that
bboyTASTY


gimnastykę celebruje się chyba podczas igrzysk olimpijskich, no z tego co mi wiadomo ;> ta impreza jest dla bboy'i i to oni powinni wygrywać. Cóż poradzić... dziś ponad taniec przedkłada się jakąkolwiek widowiskowość najwyraźniej, a szkoda. Kleju dał radę i za to szacun!!!
patsonpierwszy



...oczywiście, każdy kij ma dwa końce, trzeba więc również oddać honor Marciowi. Poniżej wrzucam więc kilka komentarzy tych, którzy jednak zgadzają się z wynikiem jury.


Marcio is the creator of much powermoves of bboying, he is strong bboy focused on powermoves, and showed his skills on this battle, respect for the dedicion. good Kleju too ! ;)
koque


Damn use your brain and think, you are gonna put all 30 powermoves in a set? DAMN! He did a high difficulty airflare which not everyone can do and some halos freeze.....and he thinks it's enoguh, even the judges thinks thats enought to ripe Kleju's style apart......use your brain to think sometime before you start bullshits again...
lancauz


I na koniec garść zdjęć z Red Bull BC One Tokio 2010, opublikowane pierwotnie na www.bboyworld.com.

Bboyworld

czwartek, 25 listopada 2010

Jak zwiększyć oglądalność Tańca z Gwiazdami?

Ognista Silvina Escudero Bailando Argentyna
O jejku... miało być w sukience?
Zastanawiałem się co mogłoby mnie skłonić do oglądania Tańca z gwiazdami, do którego nie mogę się przekonać od 12tu już bodajże edycji. Choć jestem ogromnym miłośnikiem tańca, nie czuję ani tych gwiazd ani tańca towarzyskiego. Ale w końcu odnalazłem 'to coś', co mogłoby wpłynąć na mój odbiór tego programu:) Poniżej link do jednego z występów w programie Bailando 2010 (Dancing with the stars - Argentina). Nie mam pojęcia kim jest tańcząca Silvina Escudero, która w programie występuje  w charakterze gwiazdeczki. Nie jest to jednak zbyt istotne, bo jej taniec do Aerosmith - Crazy, sprawił, że świat stał się piękniejszy na jakieś 3 minuty :D







Na wypadek usunięcia video z YT z powodu łamania praw autorskich, przesyłam jeszcze jednego linka do tego samego na innym portalu:)


SILVINA ESCUDERO STRIPDANCE 25-10-2010
Załadowane przez: betocammpos. - Obejrzyj więcej wideo w HD!

wtorek, 23 listopada 2010

Hip Hop Day - We got moves

Jakiś czas temu w Niemczech, we Frankfurcie miały miejsce warsztaty tańca ulicznego - Hip Hop Day 2010, których przygotowaniem zajęła się organizacja We got moves. Na miejscu jako jeden z głównych choreografów tej imprezy pojawiła się Agnieszka Bota, o której mieliście już okazję przeczytać na blogu. Aga zajmuje się gatunkiem Ragga Jam, o którym już niedługo będziecie mogli usłyszeć ponownie przy okazji zbliżającego się powoli kolejnego zjazdu Ragga Jam Workshops z Laure Courtellemont w Warszawie. Dzięki uprzejmości Agi udało mi się zdobyć relację z tych niemieckich warsztatów, które mam teraz przyjemność opublikować. Dzięki Adze specjalnie dla bloga Sneakers & Pointes krókiego wywiadu udzieił Tom Woll, a również Aga opowiedziała w kilku słowach o wrześniowych warsztatach. Poniżej relacja z Hip Hop Day 2010 - We got moves.


Sneakers & Pointes: What is ‘We got moves’? Is it an event? Organization? Dance convention?

Tom Woll: We got Moves is a Organisation run by Marcel Kaidusch and Tom Woll in Cooperation. We organize Workshops, Conventions and Marcel runs his own Dance School in Frankfurt.

Sneakers & Pointes: This year Hip Hop Day takes place not for the first time. Can you tell few words about previous editions and how do they change?

Tom Woll: This Time it was the fourth Time that we organize that Event. We have always Dancers from all around Germany and some Dancers from other Countrys like, Luxemburg, France, Spain and Russia…
Its always the same Procedure that we organize. We keep the Price for the Customers really low because we want to give Kids the Chance to Dance who has not that much Money…
That’s our Credo…


Sneakers & Pointes: How big is hiphop dance in Germany? In Poland dance generally gets big right now, cause of all the TV shows. Did it change as well or dance was always popular in your country?

Tom Woll: It was allways popular, long before the TV Shows. In the Years before these Shows we always made a lot of Money with Backrounddancing…Now everybody want to Dance for free…just to be on Stage. That’s why I think the TV brought the Industry down. But Dance is still big big big in Germany.



Sneakers & Pointes: Czy gościłaś już wcześniej na tej imprezie? W charakterze uczestnika czy instruktora?

Agnieszka Bota: W konwencji "Hip-Hop Day 2010" uczestniczyłam po raz pierwszy i jestem bardzo zaskoczona świetną organizacją, wysokim poziomem tancerzy oraz bardzo pozytywnym przyjęciem.

Sneakers & Pointes: W tym roku pojawiłaś się na Hip Hop Day 2010 jako jedna z głównych instruktorek. Jakie sa twoje wrażenia z tej imprezy? Jak uczyło Ci się w Niemczech i w jakim języku prowadziłaś zajęcia?

Agnieszka Bota: Głównym stylem konwencji był, jak sama nazwa wskazuje, Hip-Hop, prezentowany przez doświadczonych tancerzy i nauczycieli z różnych zakątków świata: Gus Bembery (Ameryka), Lars Schuijling (Holandia), Marcel Klaidusch oraz Tom Woll (Niemcy). Moja lekcja Ragga była zupełną nowością tej konwencji i stanowiła nie lada atrakcję dla uczestników, którzy widzieli ten styl po raz pierwszy. Bardzo dobrze prowadziło mi się tę lekcję, oczywiście w języku angielskim..

Sneakers & Pointes: Czym różnią się tego typu imprezy w Niemczech i w Polsce?

Agnieszka Bota: Właściwie nie widzę specjalnej różnicy pomiędzy naszymi rodzimymi imprezami tego typu, często bywam uczestnikiem i nauczycielem na różnych warsztatach i konwencjach zarówno w Polsce, jak i za granicą i wszędzie spotykam pozytywnych i zdolnych młodych ludzi, dla których taniec to sposób na życie i spędzanie wolnego czasu oraz wielka pasja i zamiłowanie.
Bardzo gorąco polecam Hip-Hop Day we Frankfurcie polskim tancerzom, to event o naprawdę wysokim poziomie zarówno w kwestii organizacji, jak i prowadzonych lekcji.
Organizator zadbał o wszystko! Bardzo dobrze wspominam ten dzień i mam nadzieję pojechać tam ponownie w przyszłym roku.



A poniżej pełna galeria z konwencji Hip Hop Day 2010:

HipHop Day 2010 - We got moves

czwartek, 18 listopada 2010

Leszek Stanek i bezsenność na parkiecie

Mam dziś przyjemność zaprosić was do odsłuchania mojej drugiej już rozmowy z Leszkiem Stankiem. Poprzedni wywiad ukazał się na łamach magazynu Trendy jak również na blogu. Tym razem Leszek zgodził się na rozmowę specjalnie i wyłącznie dla bloga Sneakers & Pointes. Jest to też tym samym drugi wywiad, którego możecie odsłuchać bowiem pierwsza zarejestrowana rozmowa z Wojciechem Terechowiczem pojawiła się tu niecały miesiąc temu.


W pierwszej części wywiadu usłyszycie…
...o tym kto ma fajne buty;)
...o bezsenności na parkiecie
...o zarażaniu tańcem
...o kompozycji, improwizacji i eksperymentowaniu





W części drugiej wywiadu usłyszycie...
...o Zakopane Summer\Winter Dance Camp'ie
...o wyglądaniu w ruchu, wyobraźni i impulsach
...o Studiu Teatru Fizycznego





W części trzeciej wywiadu usłyszycie...
...o STF w Warszawie i dalszych planach ekspansji
...o Bytomiu, Warszawie, Krakowie i Poznaniu
...o newsletterach:)

środa, 17 listopada 2010

Wskakuj w obcasy i zgarnij 2500 $

Aldo shoes


Dziś trafiła do mnie taneczno-obuwnicza ciekawostka, czyli coś w sam raz na bloga o tańcu, który w nazwie posiada obuwie:) Znajoma blogerka zajmująca się modą podesłała mi link do konkursu organizowanego przez firmę obuwnicza Aldo. Aby zgarnąć główną nagrodę, czyli 2500 dolców, należy nagrać i opublikować na stronie producenta, krótki film video z własną choreografią, jedynym ograniczeniem jest muzyka, którą narzuca organizator. Piosenka jest jednak na tyle uniwesalna, że zatańczyć do niej można praktycznie wszystko. Zatem, jeśli przydałaby wam się ekstra kasa i macie sporo znajomych na Facebooku lub Twitterze, którzy wsparli by was głosami to do roboty! Wymyślać, nagrywać, wysyłać... termin zgłoszeń upływa 6 grudnia.

... a przy okazji, patrząc na te buty, myślę sobie, że dobra choreografia high heels mogłaby być w tym konkursie mocnym kandydatem, o ile nie pewnym zwycięzcą. Jeśli nie wiecie czym jest high heels, to poniżej obejrzeć możecie dwa układy, które przygotowała znajoma tancerka - Kaja Kudełko. Moim zdaniem Ciara, i Beyoncé mogłyby się już teraz sporo od tych tancerek nauczyć:)





niedziela, 14 listopada 2010

Anna Krysiak - rozmowa o tańcu współczesnym

Anna Krysiak
Dziś na blogu zapowiadany już jakiś czas temu wywiad z osobowością polskiej techniki tańca współczesnego (tańca fizycznego) - Anną Krysiak. Moją  rozmówczynię poznałem na festiwalu Kalejdoskop w Białymstoku gdzie poza prowadzonymi warsztatami przygotowała krótki projekt wraz z młodymi tancerzami uczestniczącymi w festiwalu. Drugi raz miałem okazję brać udział w prowadzonych przez Nią warsztatach podczas obozu tanecznego Unique Days w Łazach. Po obozie zdecydowałem się zaproponować wywiad i moja propozycja spotkała się z pozytywnym odbiorem. W efekcie tego powstał krótki wywiad, który pojawił się w październikowo-listopadowym numerze Trendy Magazyn'u, a teraz pokazuje się również na blogu. A rozmowa przebiegała tak...





Sneakers & Pointes: Pojawia się Pani i znika. Nie jest łatwo odnaleźć w Internecie taneczny harmonogram Anny Krysiak. Jak wygląda Pani kalendarz? Czy ma Pani zaplanowany z góry cały rok czy raczej spontanicznie wybiera oferty, które do Pani spływają?

Anna Maria Krysiak: Tak, prawdą jest, że nie można znaleźć mojego harmonogramu w Internecie. Nie należę do osób, które planują przyszłość z ołówkiem w ręku. Większość projektów, czy warsztatów pojawia się raczej spontanicznie i te zazwyczaj należą do najbardziej trafnych.

Sneakers & Pointes: Czy ma Pani jedno konkretne miejsce, w którym mieszka czy jest raczej obywatelką całego świata? Dla profesjonalnych tancerzy specyficzne jest to, że większą część swojego życia spędzają w podróży. Występuje Pani na deskach teatrów w Polsce, Kanadzie... Gdzie jest Pani dom?

Anna Maria Krysiak: Żyję między Polską, a Kanadą. Mam łatwość szybkiego klimatyzowania się wszędzie gdzie jestem. Mój dom jest jednak tu w Polsce. Mam takie magiczne miejsce do którego zawsze wracam i które kocham. Mieści się ono na wzgórzu nad pięknym jeziorem wokół lasów, koni i dzikich pól, tam jest moja rodzina, mój dom, tam odpoczywam i nabieram sił.

Sneakers & Pointes: Kilka lat temu należała Pani do elitarnego zespołu tancerzy Śląskiego Teatru Tańca. Później zdecydowała się jednak opuścić zespół i rozpocząć indywidualną drogę. Czym różni się praca na stałe w jednym miejscu od niezależnego wykonywania zawodu tancerza?

Anna Maria Krysiak: Ze Śląskim Teatrem Tańca byłam związana przez 13 lat, od samego początku powstania tego zespołu. To był dobry czas, dużo nauczyłam się i wiele doświadczyłam. Praca dłużej w jednym miejscu wymaga trochę więcej dyscypliny, sił, cierpliwości, wytrwałości i co najważniejsze dystansu do Siebie i wszystkiego dookoła. Pracy na krótki dystans towarzyszy całkiem inna energia. Wchodzimy z całym bagażem własnych doświadczeń, otwieramy się na nowe, słuchamy, tworzymy i idziemy dalej.

Sneakers & Pointes: Czy planuje Pani w najbliższym czasie osiedlić się w jakimś innym teatrze tańca czy status tancerza freelancera najbardziej Pani odpowiada?

Anna Maria Krysiak: Praca niezależnego tancerza i choreografa odpowiada mi najbardziej na ten moment. Jeśli znajdę coś wyjątkowego to zapewne zatrzymam się tam na dłużej.

Sneakers & Pointes: Popularność tańca w ostatnim dziesięcioleciu wzrosła drastycznie głównie dzięki programom telewizyjnym i filmom poświęconym tej tematyce. Taniec współczesny, a szczególnie śląska \ polska technika tańca współczesnego różni się jednak diametralnie od tańca prezentowanego w telewizji. Jak więc ocenia Pani zainteresowanie tańcem współczesnym młodych tancerzy oraz widzów tanecznych spektakli. Czy wzrosło ono również?

Anna Maria Krysiak: Popularność tańca bardzo wzrosła co mnie cieszy, zwłaszcza w telewizji. Teatr i telewizja rządzą sie jednak swoimi prawami. W teatrze nie można niczego zatrzymać, wyciąć, zmontować czy powtórzyć, nie ma nic na pokaz. Wszystko dzieje się tu i teraz, jest prawdziwe, żywe. Zachęcam wszystkich młodych tancerzy do oglądania spektakli tanecznych na żywo. Gdy chodzi jednak o publiczność zawsze była, jest i będzie zróżnicowana.

Sneakers & Pointes: Czym jest taniec fizyczny?

Anna Maria Krysiak: Tak jak i sama nazwamówi, wymaga więcej sprawności i świadomości ciała.

Sneakers & Pointes: Tańczy Pani na deskach teatrów całego świata. Jak w innych krajach traktowany jest taniec w porównaniu do Polski?

Anna Maria Krysiak: Taniec popularny jest wszędzie, różni się tylko jego poziom i przekaz - w zależności od kultury.

Sneakers & Pointes: Kiedy będzie można zobaczyć Panią na scenie w Polsce i gdzie? Również kiedy będzie można wziąć udział w prowadzonych przez Panią warsztatach?

Anna Maria Krysiak: Wylatuje teraz do Kanady, gdzie będę pracować nad nowym projektem ze wspaniałymi artystami. Mam nadzieję że uda mi się sprowadzić ten spektakl do Polski, nie wiem jeszcze gdzie… Rozstrzygnie się to w najbliższym czasie. Jeśli chodzi o warsztaty to w styczniu będę uczyć w Warszawie w Free Art Fusion na Miedzianej.

Sneakers & Pointes: Myśląc o tańcu współczesnym myślę również o trudnej i wymagającej technice, którą dobry tancerz musi opanować. Przypominam sobie bardzo trudne do przyswojenia wskazówki, których udziela Pani na warsztatach – np. o pracy na kościach nie na mięśniach, czy o tym aby zawsze pamiętać co wyprowadza dany ruch...

Anna Maria Krysiak: Uczymy się całe życie i nigdy nie ma końca. Latami pracujemy na mięśniach, aby w końcu odkryć, że możemy zrobić to samo lepiej na kościach i energii, bez niepotrzebnego zmagania się. Szybkość i zwinność nie wymaga wysiłku. Wystarczy zaufać ciału, poczuć impuls i pójść za jego przepływem.

Sneakers & Pointes: Tradycyjnie zadaję to pytanie każdemu tancerzowi i choreografowi, z którym mam możliwość przeprowadzenia wywiadu. Jakich wskazówek udzieliłaby Pani młodym adeptom sztuki tanecznej w naszym kraju? Na co powinni zwrócić szczególną uwagę, jeśli chcą rozwijać się w kierunku tańca współczesnego?

Anna Maria Krysiak: Przede wszystkim Zaufać Sobie! Pozostać otwartym na wszystko nowe co pojawia się w tańcu; uczyć się u dobrych nauczycieli i pamietać, że "Ważne jest to co Nami porusza, a nie jak się ruszamy!" -jak mawiała wielka Pina Bausch....

piątek, 12 listopada 2010

Ogłoszenia duszpasterskie - czyli co nowego w listopadzie

W najbliższym czasie będzie na blogu intensywnie, oj intensywnie... tematów mam w bród i jedyne co mnie ogranicza to brak czasu na umieszczenie ich jeden po drugim. Tak więc już niebawem możecie spodziewać się aż czterech pewnych wywiadów - pierwszy - już jutro z osobowością polskiego tańca współczesnego. Kolejne z dwoma tancerzami i choreografami hiphop: z Wielkiej Brytanii, Niemiec, a także rozmowa z Agnieszką Botą, która wytrwale wprowadza technikę ragga jam na polskie parkiety. Aga opowie, gdzie będzie można w najbliższym czasie wybrać się na warsztaty albo pokazy ragga jam w wykonaniu grupy Jammin Squad. Zdradzi też pierwsze szczegóły na temat ponownej wizyty prekursorki ragga jam - Laure Courtellemont w Polsce. W głowie mam też plan wywiadu ze znanym tancerzem, który już raz pojawił się na tym blogu... oraz osobą z totalnie innej bajki i innego tanecznego świata. Jestem pewien, że 90% z was, nigdy nie spotkało się z tym tańcem, a już na pewno nie wykonywała go osobiście:) Ale to dopiero za czas jakiś...

Co ponadto? Trafił dziś w moje ręcę nowy numer Place for Dance. Nie miałem jeszcze czasu zagłębić się w zawartość magazynu, jednak sesja zdjęciowa tradycyjnie robi wrażenie. Tym razem na tapecie jest jazz, a w rolach głównych kolejna taneczno-życiowa para Magdalena Soszyńska i Paweł Michno. I jeden filmowy smaczek, który dziś odgapiam z zaprzyjaźnionego kanału na FB. W prawdzie jest to reklama, ale zupełnie nie jest tu istotne co reklamuje. Równie dobrze mogłoby to być biuro podróży, lub proszek do prania. Zobaczcie jak taniec należący do zupełnie innej kultury i estetyki można wpleść w tak odmienne i odległe realia. Tango vs Hiphop. Buenos Aires vs Compton


wtorek, 9 listopada 2010

Wielki Casting JDC, czyli po prostu tańcz w Krakowie

JDC
Ta! Da! Wielki Casting JDC przeszedł już do historii. Wszystko się zgadzało. Faktycznie, było dość wielki – liczba ludzi, która zdecydowała się wziąć w nim udział zaskoczyła mnie totalnie. Spodziewałem się głównie tancerzy z Krakowa, tymczasem bardzo wielu kandydatów było z miast w których JDC ma swoje filie, jak i z miejsc, do których JDC nigdy nawet nie zawitało. Jak widać, potęga Facebooka zbiera swoje żniwo. Nie da się ukryć, że był też Castingiem. W pełni profesjonalnym, zorganizowanym, przemyślanym i przeprowadzonym. No i na koniec był również JDC. Just Dope Castingiem;)
Ale od początku. Na przesłuchanie zdecydowałem się pójść bez większego roztrząsania za i przeciw. Wiedziałem, że chcę iść i wiedziałem po co tam idę. Po to, aby przekonać się jak to jest, aby pierwszy raz stanąć przed tego rodzaju komisją i publicznością i zaprezentować swoją pierwszą solową rutynę. I muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony. Z udziału, ze zdobytego doświadczenia, i z tego że włożyłem porcję pracy w przygotowanie się do niego, bo wiem, że jeślibym tego nie zrobił plułbym sobie później w brodę. Zresztą nie ja jeden. Jestem pewien, że każdy z obecnych tam uczestników wiedział po co się tam pojawił i jaki jest jego cel. Każdy chciał wypaść jak najlepiej i dać z siebie tyle ile tylko się da. Na pewno młodzi (bardzo młodzi:)) tancerze różnili się między sobą pewnością siebie, poziomem, upodobaniami tanecznymi, umiejętnością radzenia sobie ze stresem, ale wszystkich łączył wspólny cel. Dać pokaz na 100% swoich możliwości.
Zanim pierwsi kandydaci dostali się na salę ćwiczeń czekała ich przeprawa przez tradycyjną ankietę, a tych odważniejszych, również krótki wywiad przed kamerą. W rolę redaktora wcielił się Tomek ‘Marchew’ Marchewka, który sprawnie zadawał pytania swoim rozmówcom nie pozwalając na zaplątanie się mówiącego we własnej wypowiedzi. Wszystko to, kamery, ankiety, wywiad i tancerze rozciągający się po kątach, rozgrzewający mięśnie i utrwalający choreografie budziło nieodparte skojarzenia z castingami do You Can Dance. W zasadzie jedyne co różniło casting YCD i JDC to po prostu skala. Cała reszta była już bardzo podobna. Dla wszystkich kandydatów krótka chorografia jazz’owa, uczona w dużej grupie, a następnie prezentowana w pięcioosobowych podgrupach. W drugiej kolejności hiphop dla wszystkich uczestników i te same zasady gry - nauka i występy w mini grupach. Po tym etapie oceniający, Andrzej Starowicz, Paulina Kędzior i Alek Paliński wyselekcjonowali osoby, które przeszły do etapu solówek. W tej części programu każdy z uczestników miał swoje pięć minut (a dokładnie od 40 sekund do 2 minut), podczas którego miał możliwość zaprezentowania się w wybranej przez siebie technice. Ostatni etap był dla wielu (tak- dla mnie również:)), najcięższą próba walki z nerwami i własnym ciałem. Pojawiły się łzy, radość, a nawet kontuzja kolana u jednego z uczestników. Na ten etap warto było czekać, nawet jeśli nie wszystkim dane było wziąć w nim wziąć udziału, a jedynie śledzić wykonanie innych. Można było bowiem zobaczyć wszystko jak na dłoni. Jak dana osoba radzi sobie z kontrolowaniem nerwów i emocji, jaka jest technicznie, jak interpretuje muzykę, jaką ma energię tańcząc i wreszcie jak przyjmuje krytykę. A było na co patrzeć. Pomimo, że dominował hiphop i contemporary to jednak nie było dwóch takich samych występów, każdy wnosił do swojej solówki coś zupełnie innego, coś własnego. Ja osobiście, obserwując występy innych duża uwagę poświęcałem twarzom tańczących. Najbardziej zelektryzował mnie występ dziewczyny, mniej więcej w połowie castingu, która swoim spojrzeniem tak całkowicie weszła w rolę, że wydawać by się mogło, że znajduje się w zupełnie innym miejscu, w innej rzeczywistości… kurcze, miałem dreszcze. Aż chciałoby się zawołać, za wielką Joanną Krupą: Dziefczyno! Tfoje oszy som hipnotajzin!!! Na szczęście zapanowałem nad emocjami i krzyknąłem jedynie w myślach. Nie było mi niestety dane doczekać do końca castingu i tym samym obejrzeć wszystkich prezentacji, bo opuściłem studio chwilę po 23, a casting skończył się ponoć grubo po północy. Nie wiadome są jeszcze jego wyniki (piszę to we wtorek, a listę JDC ma ogłosić w piątek). Wydaje mi się jednak, że każda z osób biorących udział w audycji, powinna czuć się wygraną już za sam fakt przybycia, zmierzenia się ze sobą i z publicznością. jeszcze więcej zyskali Ci, którzy mieli okazję wysłuchać opinii jurorów, bo była to krytyka rzeczowa, konstruktywna i pozbawiona zbędnego lukru. Podsumowując: wszystkim tancerzom amatorom, ale też wszystkim tym, którzy myślą aby kiedyś występować na scenie polecam gorąco udział we wszelkiego rodzaju audycjach, castingach, przesłuchaniach i innego rodzaju występach. ...i chyba nawet lepiej kiedy na początku jest trudno, kiedy są wpadki, błędy i nerwy, bo później kiedy Lady Gaga wykona do Ciebie Telephone, aby poinformować o naborze w kolejnej trasy koncertowej, na casting pójdziesz easy like sunday morning.



sobota, 6 listopada 2010

Legion of Extraordinary Dancers

Czy może być coś lepszego niż to co dziś wam pokażę?!! Odpowiedź jest prosta. NIE MOŻE! Pozwólcie, że przedstawię... Panie i Panowie... the Legion of Extraordinary Dancers lub w skrócie the LXD. Najbardziej dociekliwi i będący na bieżąco z ciekawostkami z zza oceanu, pewnie  wiedzą już o czym mówię. Projekt miał bowiem swój oficjalny start już w kwietniu 2009 roku. Jednak ja dowiedziałem się o tym teraz i oglądając to przecierałem z niedowierzania oczy jednocześnie drugą ręką szczypiąc się by utwierdzić się w przekonaniu, że euforię przeżywam na jawie.

the LXD
X-men to przeżytek, the Avangers odeszli już cień. Nadszedł czas na... the Legion of Extraordinary Dancers.

Ale do rzeczy, jakiś czas temu w recenzji filmu StepUp 3D pisałem, że film trochę przypomina już science-fiction, a główni bohaterowie superbohaterów z gier komputerowych. Wygląda na to, że moja spostrzeżenie było całkiem trafne, bo reżyser filmu Jon Chu postanowił przenieść ten zamysł na kolejny poziom i przedstawić tancerzy jako... superbohaterów. Genialne!!! Jako koleś wychowany na Spidermanie, Batmanie, X-menie i wszystkich innych man'ach pomysł stworzenia supergrupy tancerzy o różnych stylach i umiejętnościach uważam za genialny. Tym sposobem Jon Chu stworzył grupę, w której zamiast superbohaterów fikcyjnych, są superbohaterowie prawdziwi, całość jednak opowiedziana jest w konwencji komiksowej. Herosi i złoczyńcy walczący ze sobą o... panowanie nad światem (nie wiem, zgaduję, nie zdążyłem jeszcze oglądnąć żadnego z odcinków w całości:))

Poniżej krótki film, w którym reżyser Jon Chu wprowadzi was w świat Legionu the Legion of Extraordinary Dancers... później pozostanie wam jedynie zasubskrybowanie strony projekty i ekscytowanie się wraz ze mną kolejnymi odcinkami tej online'owej serii o tańczących Herosach.

Ladies and gentelmen the LXD saga begins...


czwartek, 4 listopada 2010

Hiphop Kids

Kiedy Ice Cube i Easy E na ulicach Compton wykrzykiwali groźnie - Fuck the Police... rodzice tych brzdąców nie trzymali się jeszcze nawet za ręce. Kiedy album Chronic 2001 ujrzał światło dzienne, a cały świat bujał się do piosenki Still D.R.E. w rytm podskakujących na MTV lowriderów... tych dzieciaków nie było jeszcze nawet w planach. Kiedy Jaz-Z i Nas walczyli o Nowy York... dwójka z tych maluchów piła już mleko przez smoka, trzeci zaś pływał jeszcze w przytulnym łonie matki.
... a mimo to Gavin, Juju i Kida mają w sobie więcej hiphopowego ducha niż nie jeden streetstyle'owy tancerz! Wiek żadnego z nich nie przekroczył jeszcze liczby dwucyfrowej, a już teraz śmiało nazwałbym ich profesorami Poppingu i Izolacji!

Pierwszy filmik to freestyle trzech małolatów, zarejestrowany niedługo przed występem w amerykańskim programie The Ellen DeGeneres Show. Niecierpliwym proponuję przewinięcie do 1m20sec - gwarantowany LOL:)

Drugie video to już sam występ i rozmowa z młodymi tancerzami:) Występ na żywo zawsze wychodzi słabiej ale rozmowy warto posłuchać.

PS:
Zobaczcie też jak te maluchy nie mogą przestać się bujać na boki podczas rozmowy:) To właśnie nazywa się wrodzony grooove:)



niedziela, 31 października 2010

We are hiphop... czyli dawno temu w Bronxie

Freezes
Downrock
Toprock
Freezes
Ostatnio natrafiłem przypadkiem na materiał wyprodukowany przez amerykańską telewizję ESPN poświęcony break'owi. Program nadawany był w ramach pasma E:60 - czyli miniserii dokumentalnej poświęconej historiom lub osobowościom (około)sportowego świata.

Chylę czoła... montażystom tego programu, bo udało im się podnieść breaking do rangi Sztuki, którą zresztą według wielu, jest. Materiał w niesamowity sposób pokazuje umiejętności b-boy'ów, przypomina historię tego tańca i opisuje jego podstawowe ruchy i zasady. Dla znawców tematu materiał ten będzie jedynie podsumowaniem tego co i tak już wiedzą. Świeżaki, mogą dowiedzieć się między innymi, że określenie b-boy nie wzięło się od słowa breakdance, a od słowa Bronx-boy. Z boku umieściłem cztery kadry z filmu przedstawiające cztery podstawowe elementy b-boyingu. Są nimi:

Power moves - akrobacje wymagające ogromnej siły i kontroli
Downrock - kombinacje kroków wykonywanych przy ziemi
Freezes -  efektowne pozycje kończące wykonane rutyny
Toprock - czyli serie kroków wykonywane na stojąco


Żeby już nie przedłużać zapraszam do oglądania. Pierwszy filmik wrzuciłem dla osób, które tańcem ulicznym się nie interesują. Trwa niecałe 40 sekund więc może dooglądacie do końca;) Dla pozostałych - wersja pełna. E:60 Then New Oldschool.





We are Hip Hop...



Don't call it a come back...

wtorek, 26 października 2010

Trendy Dance - czyli porównanie dwóch dostępnych na rynku magazynów o tańcu

Już na wstępie zaznaczę, że artykuł ten nie zakończy się oceną punktową wystawioną obydwóm magazynom albo rekomendacją, który kupować, a który nie. Nie będzie tak, bo po pierwsze obydwa czasopisma traktują o tańcu i mam nadzieje, że obydwa zaskarbią sobie spore grono stałych czytelników, po drugie magazyny – mimo, że o tańcu, tak naprawdę dość mocno się różnią i kierowane są do innej grupy docelowej. Mam nadzieję, że poniższe zestawienie pomoże wam zdecydować, czy i która z gazet bardziej trafi w wasze gusta.

okładka magazynu Place for Dance
Place for Dance. Place for Tango... 
okładka magazynu Trendy
Taniec współczesny też może być Trendy...




















Do rzeczy zatem. Magazyn Place for Dance, który premierę połączoną z huczną galą miał w połowie września przeczytałem od deski do deski. Pominąłem jedynie porady jak malować usta i oczy żeby być ponętną, opisy najnowszych kosmetyków gdyż raczej bym z tych porad nie skorzystał:) Czasopismo, w nawiązaniu do tejże tematyki, zaskoczyło mnie jednak dość pozytywnie. W oczekiwaniu na premierę pisma, czytając liczne notki prasowe, zastanawiałem się co tak naprawdę w tej gazecie się znajdzie. Pojawiające się bez przerwy oklepane już, określenie lifestyle pojawiało się praktycznie w każdej informacji na temat magazynu wraz z rozwinięciem, iż będzie on traktował nie tylko o tańcu ale również modzie, turystyce, kulturze, i te pe i te de. W pewnym momencie nabrałem przekonania, że gazeta, o tańcu będzie jedynie z nazwy i tak na prawdę, będzie kolejną Elle lub Cosmo z większą ilością informacji na temat You Can Dance, bądź Tańca z Gwiazdami. Tak jak wspomniałem zaskoczyłem się bardzo pozytywnie. Magazyn faktycznie kierowany jest do aktywnych tancerzy oraz biernych lub czynnych amatorów tańca. Artykuły w nim są rzetelne i ciekawe, a kalendarium rzeczowe. Czyli pod tym względem obydwa pisma – Trendy Magazyn jak i Place for Dance nie okłamują czytelnika i są tym za co się podają. Magazynami o tańcu dla kochających taniec. Na tym jednak podobieństwo się kończy. O ile Trendy Magazyn kierowany jest do czytelników młodych bardzo wnikliwie opisując liczne turnieje i zawody z perspektywy osób biorących udział lub siedzących na widowni, o tyle Place for Dance kierowane jest do czytelników starszych (jak sami podają 25+), którzy poszukują nieco innych informacji niż młodzi tancerze. Kolejną rzeczą różniącą te dwa pisma jest struktura pisma. Place for Dance posiada stałe rubryki, takie jak 'Parkiet', czyli sekcja, w której wszystkie artykuły dotyczą tańca numeru (w pierwszym wydaniu jest to tango), 'Wasz Świat' poświęcony edukacji tancerza, a także 'Ulica', 'Teatr', 'Inspiracje' 'Podróże' itp. W Trendy Magazynie nie ma stałych rubryk więc każdy kolejny numer jest tak na prawdę niespodzianką. Ma to swego rodzaju uzasadnienie, ponieważ redakcja stara się pisać o rzeczach najciekawszych w danym momencie. Tak więc co kto lubi – albo systematyzacja, albo nieprzewidywalność:) Obydwa magazyny różnią się również ceną oraz częstotliwością wydania – Place for Dance jest droższy, ale za to wychodzi raz na dwa miesiące, więc (jako,że Trendy Magazyn ukazuje się co miesiąc) średnia jaką trzeba przeznaczyć na zakup pisma wychodzi mniej więcej taka sama. Niewątpliwym atutem Place for Dance było to, że już od pierwszego dnia dostępny był w sieciach sprzedaży, dzięki czemu, łatwiej go dostać... jednak według najświeższych informacji Trendy Magazyn, również wkracza na sklepowe półki. Także od listopada obydwa czasopisma będziecie mogli znaleźć na półkach w Empiku.

Jeśli więc poza tańczeniem i oglądaniem tańca macie jeszcze ochotę poczytać o tańcu (a lektura mojego bloga wciąż nie zaspakaja waszego nieposkromionego głodu informacji o tańcu:)) to sięgnijcie po jedno z tych czasopism. Jeśli z kolei macie własne zdanie na temat obu magazynów to zachęcam do podzielenia się swoją opinią w komentarzach:)

sikorson

Newer Posts Older Posts