wtorek, 27 grudnia 2011

Just for Kicks - szczypta historii

Na zakończenie roku z kopniakiem polecam świetny film dokumentalny opowiadający historię sneakersów. Prawie półtorej godzinny film opowiadający historię kolorowych butów sportowych? Dziwne? Może trochę, ale ja łyknąłem go w całości jakieś dwa lata temu, a dziś wracam, do niego, żeby odświeżyć sobie historię, która nierozerwalnie związana jest przecież z historią hiphopu.
Jeśli chcecie dowiedzieć się,
...którym butom Run DMC dedykowało jeden ze swoich najbardziej znanych kawałków?
...które buty od 20 lat nieprzerwanie cieszą się największym powodzeniem w USA , pierwotnie będąc wizytówką trouble makerów z  ulic Nowego Jorku?
...które buty zostały wyklęte przez władze NBA, czym przewrotnie zyskały kosmiczną wręcz popularność wśród amerykanów?
Jeśli chcecie dowiedzieć się dziesiątek innych ciekawostek na temat ulubionych butów hiphopowców sprawdźcie koniecznie poniższy film.


poniedziałek, 19 grudnia 2011

Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD - wyniki konkursu

Dziś krótko i zwięźle:) W ogłoszonym przeze mnie tydzień temu konkursie zwycięzcą okazał się Wawrzek z Krakowa. Jego mail był krótki i zwięzły, ale wystarczył, aby przekonać mnie, że zasługuje na nagrodę:) Do Wawrzka płytka trafi pewnie jeszcze w tym tygodniu. Wszystkim startującym w konkursie dziękuję i polecam śledzić bloga dalej. Kto wie, może za jakiś czas pojawią się równie atrakcyjne kąski do zgarnięcia:)

Poniżej mail Wawrzka:
Wielokrotnie słyszałem jak wspaniałe są organizowane przez FNF obozy, na których można spotkać wybitnego choreografa, jakim jest Tony Czar. Osobiście nigdy nie miałem okazji pojawienia się na nich (z powodów finansowych). Dlatego skorzystanie z płyty Tony'ego jest dla mnie świetną okazją, by poznać jego styl, choreografie - a przede wszystkim - rozwinąć się!

środa, 14 grudnia 2011

Taneczny przemysł 2.0



Grupa, czy indywidualizm. Kariera w zespole czy freelancing. To kwestia indywidualna, jeden czuje się lepiej kiedy otacza go zespół osób, z którym jest się w stanie porozumieć. Inni wolą samemu stawiać czoła wyzwaniom i zarówno upadki jak i sukcesy przypisywać wyłącznie własnym wysiłkom. Takie dylematy towarzyszą też zapewne niejednemu tancerzowi, czy choreografowi, który rozpocznie już swoją karierę zawodową. Jednak niezależnie od tego jaką drogę tancerz wybierze, w obliczu potencjalnych pracodawców powinien umieć mówić wspólnym z innymi tancerzami głosem. Dzięki temu, większe są szanse na przeforsowanie praw, które mu przysługują i wyegzekwowanie godnych warunków pracy i honorarium.

Taneczne lobby? Do tego w Polsce jeszcze długa i wyboista droga, ale coś zaczęło się dziać przy okazji Pierwszego Kongresu Tańca, który odbył się w Warszawie 9-11.05 tego roku. Trzeba jednak podkreślić, że kongres skupiał się jednak na tancerzach, którzy zawód swój wykonują na deskach teatrów, nie było na nim miejsca na komercyjną stronę tańca, a szkoda, przecież ta forma rozwija się w Polsce w równym jeśli nie większym stopniu niż ta artystyczna i tancerze komercyjni również powinni walczyć o swoje prawa. W przeciwnym wypadku, będą nimi rządziły wyłącznie prawa rynku, a żadne prawo nie jest chyba tak bezlitosne niż to które sam ustala rynek.

Telewizyjne programy przyniosły tancerzom komercyjnym wiele dobrego - możliwość częstszego występowania na licznych pokazach, większe zainteresowanie szkołami tańca. Są jednak również niedźwiedzie przysługi, które boom przysporzył tancerzom profesjonalnym i zawodowym. Dokładnie rok temu, moja znajoma tancerka ragga jam – Aga Bota gościła jako choreograf na niemieckiej imprezie Street Dance - Hip Hop Day 2010 we Frankfurcie. Na moją prośbę przeprowadziła krótki wywiad z Tomem Woll’em, jednym z niemieckich tancerzy street dance. Jedno z pytań, które mu zadałem dotyczyło popularności tańca w Niemczech przed i po erze YCD. Pamiętam, że zaskoczyła mnie wtedy jego odpowiedź pozbawiona entuzjazmu wobec tego programu. Przeciwnie, Tom stwierdził, że kiedyś tancerze w Niemczech zarabiali duże pieniądze za występowanie na koncertach i w teledyskach. Dziś, kiedy taniec jest tak popularny, wiele osób gotowych jest trząść tyłkiem przed kamerą za darmo, a niektórzy piosenkarze, którzy w dobie kryzysu sami muszą liczyć się z funduszami, wolą zrezygnować z profesjonalistów na rzecz bujających się za darmoszkę amatorów.

Moim zdaniem jednym z największych błogosławieństw, ale także jednym z największym przekleństw dzisiejszych czasów jest praktycznie nieograniczona dostępność wszystkich do wszystkiego. Kiedyś, aby świat zobaczył młodego artystę, ten musiał odbić się od dziesiątek drzwi, aż w końcu na tym właściwym castingu dostrzegła go właściwa osoba, która po przejściu szeregu dalszych etapów, w końcu zaprezentowała go szerszej publiczności. Posiadanie teledysku w telewizji było już pierwszym dużym krokiem w kierunku sukcesu. A dziś? Żeby nakręcić ‘teledysk’ wystarczy kamerka internetowa dostępna praktycznie w każdym laptopie. Żeby pokazać go światu wystarczy kilka kliknięć na youtube, a następnie wrzucenie go na tablicę na Fejsie. I już. Możesz stać się lokalnym celebrytą. Sytuacja jest jaka jest i nawet największy atleta choćby i zjadł tysiąc kotletów jej nie zmieni. Jedyne co można zrobić to się do niej dostosować. Część artystów z LA odkryła już jak wykorzystać te media (praktycznie każdy tancerz z Debbie Reynolds i Millenium studio), część zapiera się przed nimi rękami i nogami (Brian Green, Suga Pop i inne stare koty wciąż działające w przemyśle tanecznym). Moim zdaniem rozsądniej robią Ci, którzy godzą się z faktem, że z Internetem nikt nie wygra i albo nauczą się go wykorzystywać, albo sami zostaną przezeń wykorzystani. Najrozsądniejsze jak do tej pory podejście zapoczątkowała grupa choreografów z San Diego zakładając stowarzyszenie Movement Lifestyle, o którym nie raz wspominał już w swoich artykułach Maciek Cielecki. Lyle Beniga i Sean Evaristo tworząc wraz z kilkoma przyjaciółmi ML nadali zupełnie nowego wymiaru choreografiom, uczonym w swoich tanecznych studiach na cotygodniowych zajęciach. Wcześniej nagrywane komórkami materiały, które różnymi drogami przedostawały się do sieci, nagle zaczęły mieć wysoką jakość pod względem montażu, dźwięku, a czasem również scenariusza i fabuły. Nic dziwnego, że kanały YT obu panów, a także studia ML i wielu choreografów z nimi związanymi zostały prędko subskrybowane przez rzesze miłośników tańca. W jaki sposób przekłada się to na dobrobyt tych tancerzy? Przecież YT jest za darmo, a na reklamach wyświetlanych pod filmem właściciel kanału może po pół roku zarobić co najwyżej na zgrzewkę wody mineralnej. Chodzi oczywiście o promocję. Najbardziej rozpoznawalni i uwielbiani celebryci taneczni to pewniak gwarantujący sukces przy organizowanych na całym świecie warsztatach i eventach tanecznych. Organizatorzy wiedzą bowiem, że popularność z Internetu przełoży się na real life i jeśli postawią na takie nazwiska frekwencja entuzjastów tańca będzie zadowalająca. Tak producenci Ushera zrobili z Justinem Bieberem i historia pokazuje, że źle na tym nie wyszli. Pewnie niebawem, headhunterzy taneczni szukający kandydatów do trasy koncertowej gwiazd muzyki pop (jeśli już tak nie robią) obok tradycyjnych castingów będą również skanować zasoby youtube poszukując najpopularniejszych tancerzy sieci. Żeby daleko nie szukać, najlepszym przykładem tanecznego youtube'owego fenomenu jest grupa Quick z Norwegii, która szturmem podbija światowy rynek taneczny w 2012. Podobnie sytuacja wygląda z francuskimi bliźniakami Les Twins, których taneczne ewolucje widział już w Internecie każdy szanujący się streetdancer w Polsce.


Aby przetrwać na rynku trzeba się dostosować nie załamując rąk i nie płacząc, że kiedyś było lepiej. Beyonce i Jay-Z to jedna z najbogatszych par biznesu muzycznego pomimo tego, że ich najnowsze albumy do większości fanów trafiło zapewne dzięki pirackim torrentom. Budżet Jay-Z i B jest jednak w stanie przetrać to uszczuplenie majątku dzięki temu, że dochody z płyty to zaledwie kropla w morzu przychodów generowanych przez ich dwuosobową korporację. Ciuchy, napoje, perfumy, filmy… dziś, żeby artysta mógł wydawać muzykę musi generować zyski na dziesiątki innych sposobów pokrewnych jedynie z działalnością core’ową. Stąd obok warsztatów tanecznych warto, otworzyć własny clothing line i przy okazji letnich lub zimowych zjazdów oferować spodnie, które chyba w przypadku każdej z trzech dominujących na rynku szkół (FNF, FPC i SDA) rozchodzą się zawsze jak świeże bułeczki. W przeciwieństwie do sztuki, która po śmierci artysty obroni się sama shobiznes musi się bronić już za życia i wygra w nim ten, kto poza warsztatem tanecznym potrafi wykorzystać jeszcze techniki marketingowe. Dance is life, owszem… ale również life is brutal. Żeby tańczyć trzeba najpierw (za coś) żyć.




niedziela, 11 grudnia 2011

Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD - konkurs!!!

Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD
Swego czasu zamówiłem na stronie weruletheempire.com płytkę o nazwie Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD. Tonego w Polsce przedstawiać nie trzeba, bo jest to gwiazda numer jeden wszystkich FNFowych Summerów, jeden z najbardziej kreatywnych, błyskotliwych i otwartych choreografów z LA. Lil Bigz to prowadzona przez niego mała taneczna gwiazdeczka, o której za klika lat będzie pewnie równie głośno jak wczoraj o Tuckerze Barkleyu, a dziś o Ianie Eastwoodzie. Na płytce znajdują sześć choregrafii na różnych poziomach zaawansowania. Poczynając od prawdziwego rookie, bazującego w główniej mierze na groovie, aż do choregrafii na poziomie master class, którą Tony poza Lil Bigz uczy wraz z Ianem Eastwoodem i Laurą Edwards. Poza samymi choregorafiami znajdzieciee inne extrasy w postaci teledysków do nauczanych choreografii czy krótkiego wywiadu z Tonym i Lil. A teraz uwaga: postanowiłem ogłosić konkurs i oddać tą płytkę jednemu z was, bo wiem, że jest w naszym kraju wiele osób, które zrobi z niej 10 razy lepszy pożytek niż ja. Samemu nie miałem nawet czasu przeglądnąć całej do końca, nie mówiąc o nauczeniu się, którejkolwiek z choreografii. Jeśli więc czujesz, że możesz to DVD wykorzystać lepiej, w takim razie zapraszam do sięgnięcia po nie. Zasady konkursu są banalnie proste:

Napisz dlaczego właśnie do Ciebie powinienem wysłać płytę Tony Czar Lil Bigz – Street Dance Instructional?

Najbardziej przekonującą wypowiedź umieszczę na blogu, a płyta z filmem pocztą poleci do zwycięzcy. Konkurs trwa do końca przyszłego tygodnia – 18 grudnia, tak abym zdążył wysłać nagrodę prosto pod choinkę. Zatem do roboty tancerze, chwytać klawiaturę i pisać do mnie maile albo przez formularz kontaktowy w prawym górnym rogu bloga, albo na mojego facebooka: https://www.facebook.com/antoni.sikora
Powodzenia!

niedziela, 4 grudnia 2011

Ciemne zaułki dubstepu

Kilka miesięcy temu umieściłem na blogu reklamę płatków śniadaniowych, na których dziewczynka o imieniu Arizona wykonywała dubstepową choreografię wraz z pluszowymi miśkami przyprawiając tym o opad szczeny zarówno swoich kolegów z podstawówki, jak również widzów youtube. Jeśli ktoś przeoczył tą reklamę możecie ją znaleźć tutaj, a jeśli chcecie zobaczyć jak reklama wyglądała od zaplecza i kim na prawdę były tańczące miśki to zobaczycie to tu.
Tym razem przedstawiam wam podobny zestaw jednak w zupełnie innym klimacie... Grupa Skrillex w kawałku First of the Year mocne dustepowe uderzenie muzyczne wzmocniła jeszcze mocniejszą historią, która moim zdaniem śmiało mogłaby być w wersji okrojonej wykorzystywana w reklamach społecznych przeciwko... zresztą zobaczcie sami.


środa, 2 listopada 2011

Festiwal Gdańsk Dźwiga Muze 2011 Dance Edition

Abradab rocks the Mic right
Południe - Północ
Pewnego pięknego weekendu sierpnia (choć pogoda w sierpniu świadczyła o czymś zupełnie innym, to jednak weekendy zawsze są piękne) postanowiłem oderwać się od codzienności i wraz z kilkoma znajomymi wybrać na drugi koniec Polski. Plotki bowiem niosły, że Gdańsk Muzę będzie Dźwigał, i to już nie pierwszy raz. Jako, że Gdańsk piękny jak i Muza zacna, wiele się nie zastanawiałem i po uzyskaniu akredytacji postanowiłem przejechać na drugi koniec Polski z miasta Krakusa do miasta Neptuna. Przewijając na Fast Forward wszelkie perypetie związane z podróżą i zakwaterowaniem, znalazłem się na Placu Zebrań Ludowych by wkroczyć luźnym krokiem na festiwal tańca i muzyki z pod znaku hip ha o pe.

Ponieważ z festiwalu chciałem wynieść jak najwięcej i w pełni wykorzystać te dwa dni już od rana krążyłem pomiędzy namiotami, w których odbywały się warsztaty taneczne z weteranami sceny hiphopowej z zachodniego i wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Zanim przejdę do szczegółowego opisywania tego co w namiotach napiszę jeszcze parę słów na temat tego co poza nimi. Otóż na placu zebrań znajdowało się wszystko co znajdować powinno. Trzy namioty ze stylami: hiphop, street dance i videoclip dance, ściana do graffiti, scena dla młodych MC, scena dla beatboxerów, i dla boyów oraz scena główna z DJem za deckami. Czekaj, czekaj: rap, DJing, B-boying, graffiti i beatbox… toż to przecie książkowe elementy kultury hiphopowej. Rzeczywiście, festiwal Gdańsk Dźwiga Muzę, jak żaden inny festiwal na którym byłem oddawał ducha kultury hiphopowej bez pominięcia żadnego z kluczowych elementów, bez David Guetta i bez autotune’a. Choć nie byłem jeszcze na Hiphop Kempie w Czechach ani Street Dance Kemp w Czechach, ani Urban Dance Camp w Cze… nie, nie, tym razem nie u braci z zza południowej granicy, ale w NiemCZECH;). Pomimo, że nie byłem na tych festiwalach to jednak wydaje mi się, że MTV GDM do tych właśnie najłatwiej porównać, co zresztą potwierdził mój znajomy, który na HHK dwukrotnie był. Jeśli więc MTV zdecyduje się na utrzymanie i rozwijanie tego festiwalu, to może się okazać, że za parę lat wykształcimy sobie nad polskim morzem europejskiej sławy festiwal hiphopowy, taki jakim obecnie stał się Heineken Open’er. Ale to najwcześniej za kilka lat, wróćmy więc do dnia dzisiejszego.

Hip Hop and Ya' Don't Stop...

Muzyka
Rap. Czyli słowa i muzyka, albo lepiej rymy i bity. Przyznam, że moje preferencje muzyczne i oczekiwania wobec wieczornych koncertów były zgoła inne niż zainteresowania ogółu. Moja w tej kwestii relacja będzie więc bardzo subiektywna, ale z drugiej strony - która relacja nie jest? Odmienność moich zainteresowań wynikała zapewne z tego, że wraz ze znajomymi, wiekowo prawie dwukrotnie przewyższaliśmy średni wiek uczestników tej imprezy. Jestem z pokolenia szerokich spodni z krokiem w kolanach, które pamięta kawałki Trzycha i Warszafskiego Deszczu, które album Tede S.P.O.R.T. znało na pamięć. Dla mnie więc bez wątpienia największe wrażenie zrobił koncert Warszawskiego Deszczu, przypominając mi starą dobrą polską szkołę rapu. Ech, kiedy to było… czas nas zmienił chłopaki, proste, robiłem głupoty ale z tego wyrosłem…



- Przerwa na łzę wzruszenia -



Trochę trudno zrozumieć mi cały hype na Grubsona, który pojawiał się na scenie częściej niż reklamy pasty do zębów na Polsacie. Nie wiem co mnie w nim drażni. Może vocal brzmiący jak mix DMXa z Damianem Marleyem? A może polsko-jamajskie brzmienie, którego z założenia nie lubię? Pewnie jedno i drugie. Raczej nie przekonam się do tego rapera, aczkolwiek Grubson nie powinien się tym szczególnie przejmować bo dla 95% uczestników festiwalu to właśnie on był główną gwiazdą wieczoru. Część z widowni Grubsona i Abradaba nie dotrwała bowiem do koncertów Das FX i Chali 2na. Cóż, różnica pokoleń. Das FX i Chali to już weterani, Grubson to najwyraźniej przyszłość, a na pewno teraźniejszość.
GrubSon - Na szczycie, w rzeczy samej... 


Koncert Das FX składał się głównie z klimatu. Przyznam, że nie znałem kawałków tej nowojorskiej grupy, poza klasycznym Real Hip Hop, ale zdaje mi się, że spożycie przez nich zwiększonej ilości ziół przed koncertem sprawiło, że sami również nie do końca je pamiętali. Większość koncertu upłynęła na nawoływaniach ze sceny w stylu: ‘Put your hands up hiiiiii’, ‘When I say hip, you say hop’, Na ich koncercie nastąpił jednak najlepszy epizod całego festiwalu. W pewnym momencie jeden z członków grupy, bodajże Skoob wezwał do siebie pięciu eMCe z widowni, którzy byliby gotowi wystąpić z nim na scenie. Na odzew nie trzeba było długo czekać, pięciu składaczy rymów wskoczyło na scenę, żeby po chwili wyrzucać z siebie wers za wersem. Z całej piątki jeden płynął z lepszym inny z gorszym freestylem, jeden zaprezentował też nieco oszukany freestyle siląc się zwrotką swojego kawałka bo jego słowna improwizacja brzmiał jak ta Eminema w 8mej Mili. Mniejsza o tą czwórkę, bo najważniejszy był ten jeden, który (za mikrofon zdaje się chwycił jako drugi) popłynął z prawdziwym, spójnym i sensownym freestylem zakończonym wersem mówiącym że „w tym momencie na tej scenie spełniają się jego marzenia”. Now, how cool is that?! Publiczność doceniła młodego emce deszczem braw (albo przynajmniej zapamiętałem to jako deszcz).



Graffiti, DJing & Beatbox…
Bruk Brothers, na festiwalu GDM jeszcze bezimienni
Ściana do graffiti była moim zdaniem najsłabszym elementem całego festiwalu. Choć miejsca było sporo i każdy kto chciał mógł podejść do niej i wyrazić siebie za pomocą puszki i farby to jednak chętnych było niewielu. Pomimo licznych nawoływań z głośnika nie wielu zdecydowało się tam podejść. Dlaczego? Być może dlatego, że na festiwalu nie było najwyraźniej zbyt wielu graficiarzy, którzy potrafią wrzucić na ścianę coś co później można nazwać street artem, a ci którzy nie mieli pojęcia czym to się je i jak to się robi nie za bardzo mieli gdzie uzyskać porady. Przy punkcie graffiti niewiele się działo, zainteresowani podchodzili nieśmiało nie bardzo wiedząc o co pytać i o co prosić. Moim zdaniem w przyszłym roku, warsztaty z graffiti powinny być zaplanowane nieco lepiej bo choć w harmonogramie znajdowała się taka pozycja, to na żywo trudno było mi jej doświadczyć.
Zarówno DJe jak i beatboxerzy dbali o to, żeby na festiwalu ciągle coś płynęły dobre cięte dźwięki. Dje wymieniali się co jakiś czas na scenie głównej, z kolei beatboxerzy na podeście na środku placu najpierw szkolili warsztat poczym pod okiem jury w postaci Dharniego z Singapuru, Roxorloops z Belgii i Blady Kris z Polski stoczyli finałowe pojedynki na dźwięki… niestety wiele więcej na ten temat nie jestem w stanie powiedzieć bo dokładnie w tym czasie przebywałem na jednej z najlepszych, teoretycznych lekcji hiphopu jakie kiedykolwiek miałem okazję wziąć. A lekcji tej było na imię Mr Wiggles.



Hey girls, hey boys, superstar DJs, here we go!!!
Bboying
Choć raczej na tym festiwalu więcej było samego hiphopu i poppingu niż bboyingu, więc może lepiej powiedzieć ogólnie – taniec. Taniec… tym właśnie festiwal GDM odróżniał się od wielu innych wakacyjnych festiwali, że na koncertach nieraz bardziej chciało się spoglądać na płynącą do muzyki widownie niż na samą scenę. Tak był na koncercie Cali 2Na, czyli głównej gwiazdy drugiego dnia. Kiedy rozglądnąłem się w koło po prostu nie mogłem oderwać oczu od bansujących ludzi. Don’t stop the body rock! W poprzednim artykule podsumowującym FNF Summer Intensive zarzucałem polskim tancerzom, że ogromna większość z nas nie potrafi freestyle’ować. Z tego zdania się nie wycofuje, jednak muszę zaznaczyć, że na festiwalach takich jak Gdańsk Dźwiga Muzę ilość tancerzy potrafiących swobodnie interpretować muzykę jest o znacznie większa. Nic dziwnego – na taki festiwal przyjeżdżają przecież głównie wyznawcy oldchoolowego hiphopu, w którym freestyle to podstawa, a choreografia to największe zło. W naszym kraju, podobnie zresztą jak na całym świecie wykrystalizowały się dwa światy hiphopu (w celowym i pogrubionym cudzysłowie). Tancerze street dance, dla których hiphop to jedynie Elite Force Crew, Electric Boogaloos i RockSteady Crew, oraz tancerze LA Style dla których hiphop to Movement Lifestyle, Young Lions, Essence, SoRealCrew i centra szkoleniowe takie jak Debbie Raynolds czy Millenium w Los Angeles. Ci pierwsi zarzucają drugim, że to co tańczą nie kwalifikuje się jako hiphop i może być nazwane wyłącznie street jazzem, Ci drudzy z kolei zarzucają pierwszym archaiczność, hermetyczność i zamknięcie się na zmiany jakie niesie ze sobą ewolucja tańca ulicznego. Myślę, że za parę lat emocje za oceanem opadną, co pewnie z kolei przeniesie się i na stary kontynent. Już teraz jedna i druga strona wypowiada się mniej stanowczo i autorytarnie niż jeszcze jakiś czas temu. Każdy z młodych tancerzy LA w pierwszych zdaniach nauczania powtarza jak mantrę ‘learn foundations… study the roots… know your history…’. Mr Wiggles, który jeszcze nie dawno pisał na swojej oficjalnej stronie ‘hiphop choreography always sucks!’ w Gdańsku wypowiadał się już w znacznie bardziej wyważony sposób.



Streetowe kocury spragnione wiedzy na wykładzie Mr Wigglesa
Mr Wiggles says…
No właśnie, Mr Wiggles… choć o tej barwnej postaci słyszałem nie raz, to nie miałem do tej pory okazji być na jego zajęciach. Cieszę się, więc, że udało mi się to tym razem, bo były to jedne z ciekawszych lekcji jakie kiedykolwiek wziąłem. U pana Wigglesa nie poznałem wprawdzie jakichś niesamowitych kombinacji ruchowych, bo jego zajęcia sprowadzały się do najbardziej podstawowych podstaw i najgłębszych korzeni - do studiowania takich ruchów jak body rock, bounce, skate, back step, powerturn itp. Ale nie po to tam szedłem. Albo może inaczej, szedłem właśnie po to, aby zażyć hiphopu u jego korzeniu i w najczystszej pierwotnej wręcz formie. Wiggles to bowiem członek takich grup jak Rocksteady Crew czy Elecric Boogaloos, które dały początek stylom tańca hiphop dance, popping i locking. Każdy, kto dziś szaleje na punkcie tanecznych sensacji Youtuba rodem z Los Angeles, powinien obowiązkowo wziąć udział w zajęciach jeden z osób, które ten styl stworzyły. Hiphopowcy, mają tą wyjątkową szansę, której nie mają, tancerze innych gatunków tanecznych - poznać na żywo prekursorów gatunku. Hiphop jest na tyle młodym tańcem, że jego twórcy wciąż żyją, tańczą i jeżdżą po świecie. Ci którzy dali początek tańcu modern, jazzowi czy tańca współczesnemu od dawna tańczą już po tamtej stronie, a ich taneczne dziedzictwo możemy poznawać wyłącznie dzięki ich tanecznym wychowankom, książkom czy nagraniom archiwalnym. Głównym przekazem Wigglesa było uświadomienie polskim tancerzom bez pamięci zakochanym w choreografiach, że hiphop od zawsze był i zawsze będzie social party dance, czyli tańcem klubowym mającym za zadanie jednoczyć bawiących się ludzi. Patrząc na znane mi kluby faktycznie wielu w naszym kraju o tym zapomniało. I mówię teraz o tych, którzy przychodzą do klubów potańczyć i którzy kochają i potrafią to robić. Nasz klubowy taniec rzadko łączy ludzi! Jeśli ktoś potrafi tańczyć to najczęściej tak bardzo zagłębia się w swoim tańcu, że totalnie zapomina o otaczających go ludziach na parkiecie. Jeśli na parkiet wkroczą Bboye, lub Popperzy to najczęściej zamykają się w swoich własnych grupkach gdzie wzajemnie pokazują przed sobą skilla. Inna sprawa, że w wielu przypadkach to również dziewczyny zamykają się na wszelką formę integracji tanecznej skupiając w trzyosobowych grupkach tańcząc w okół torebki, która leży pomiędzy nimi. Paranoja… ale o tym może kiedy indziej :) wróćmy jeszcze do festiwalu.




Poza Wigglesem wziąłem jeszcze udział w zajęciach Briana Greena, J.C. Winstona, Fabrice Labrany i Justyny Lichacy. Gdybym miał opisywać zajęcia każdego z nim ten artykuł przeciągnąłby się jeszcze o kilka stron, a tego naczelny pewnie by mi nie wybaczył, zatem postaram się streścić. Brian Green to podobnie jak Wiggles, jeden z prekursorów gatunku. Jego umiejętności i wiedza jest faktycznie wybitna, jednak w przeciwieństwie do Pana W, Brian nie wzbudził u mnie zbyt wielkiej sympatii. Wręcz przeciwnie, miałem wrażenie, że Brian koniecznie chce nam udowodnić, że choć wydaje nam się, że coś tam umiemy to jednak jedynie nam się wydaje, z każdym kolejnym krokiem trudnej koordynacyjnie choreografii spoglądał na uczestników z wyrazem coraz większej ironii, a na samym końcu praktycznie pokładał się ze śmiechu. Wprawdzie, rzucił nam na pocieszenie hasło: ‘I’m not laughing AT you, but WITH you’ ale nie zabrzmiało to szczególnie przekonująco. Cóż, bądź co bądź z tej lekcji też można się było czegoś nauczyć – spokoju i pokory. Na zajęciach JC i Fabrice również trafiłem na choreografie, jednak obydwaj zaprezentowali coś zupełnie innego. JC na całkowitym groove, w starym stylu, Fabrice na mocnym spięciu do robiącej się coraz popularniejszą muzyki dubstep. Tak, to było coś innego. U Justyny dostałem porządną dawkę house’u którego akurat w Krakowie bardzo mi brakuje. Praktycznie nikt nigdzie tego nie tańczy. Szkoda. Na końcu zajęć Justyny udało mi się załapać jeszcze na płytkę z jej wspólnym projektem taneczno-filmowym pt. ‘Zamknij oczy’ wyreżyserowanym wraz z Pawłem Łukomskim. Powiem tylko tyle, że niezależnie ile rozgłosu uda się zebrać temu projektowi to i tak będzie za mało. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze napisać o tym szerzej bo naprawdę warto. Ci, którzy jeszcze nie widzieli powinni koniecznie obejrzeć go na youtube, bo znajduje się tam w całości (w dwóch częściach).
Tyle odnośnie edycji 2011. W moich odczuciach wypadła naprawdę nieźle, choć brak mi porównania do edycji zeszłorocznej. Czuję jednak, że za rok, znów zdecyduję się odwiedzić ten festiwal i tym razem osobiście doświadczyć czy ulega on zmianom i czy są to zmiany na lepsze.

PS:
Za zdjęcia wielkie dzięki przesyłam dla Marty Szreder z Gdańska, która uchwyciła na swoim aparacie wiele fajnych scen z tego wydarzenia:)





MTV - Gdańsk Dźwiga Muzę 2011

sobota, 22 października 2011

Virpi Pahkinen - Scandinavian Snake Eater

It was quite a while since the last interview with a contemporary dancer or choreographer. Quite a while, but it was worth waiting for. This time I have a pleasure to present a conversation with a very charismatic and intriguing Scandinavian artist Virpi Pahkinen. I was able to make this interview thanks to Agnieszka Federowicz who is a cultural manager at Arsharter Atelier in Krakow. Aga visitetd Finland some time ago and met Virpi Pahkinen there. She saw her performance and talked to her about her art, her work and her attitude towards life. I didn't have that opportunity but thanks to Aga I was able to send a pack of my questions and receive answers to all of them. As a result you may read below a short bio of our guest as well as a complete interview right after it.



Virpi Pahkinen, one of the Scandinavia´s most successful solo dancers. She has been succesfully touring the world in her dual role as choreographer and solo dancer. Her solos have met critical acclaim in over 40 countries including Australia, Mexico, South Africa and Lebanon. (...) She has also choreographed and appeared in a short dance film for wide screen, Atom by Atom, an existential thriller filmed on the remarkable volcanic mountains of Lanzarote and M de Mafra which was shot at the Palácio Nacional de Mafra Library in Portugal. (...) Her musicality and her interest in light as architecture has attracted artists of the highest quality, the lighting designer Jens Sethzman for instance, the composer Akemi Ishijima and live-musicians such as Jon Rose (violin,etc.) and Sussan Deyhim (song). In 2001, at the International Solo Dance Theatre Festival in Stuttgart, Virpi Pahkinen won the 1st Choreography Prize with her solo Prayer of the Scorpio. In 2002 she was awarded Carina Ari Foundation Gold Medal. (...)
She has taken part as a dancer in several of Ingmar Bergman´s theatre productions at the Royal Dramatic Theatre in Stockholm: The Bacchae, Peer Gynt, Goldberg Variations, Space and Time, A Winter´s Tale and Ghostsonata.




Antoni Sikora: When I meet modern and contemporary dancers, especially in Poland their dance educational backgrounds are usually very different from each other. Some of the dancers used to be acrobats or gymnasts, some were martial arts professionals that moved away from karate or aikido to modern dance. Some have a classical ballet background. Your dance background is also different. Can you please tell us what you did before you took up dancing and why you decided to change?

Virpi Pahkinen: Before dancing I did gymnastics and figure skating. At the age of 15 I saw an announcement about modern dance classes. I got curious. At that time this dance school hired the studio from the Mormon church, so the place was quite fantastic, high in the ceiling and big windows. This is unlike the usual studios down in the basements. I tried to combine everything but then I decided to take more dance classes and skipped the other activities. Of course I also played piano a lot. So after school. I always had something to do. When I saw Carolyn Carlsson´s "Blue Lady" on the TV I got more enthusiastic. It confirmed that Dance can open up new spaces in our souls. At the age of 18 had no idea what I should do. I intuitively knew it should be something to do with Art, but didn´t know which direction. I dreamt of traveling. Signed up to study in the University but instead of going to lectures I enjoyed the student discounts and saw lot´s of films, in a.o Tarkovski. While doing my piano studies in the conservatory of Helsinki also danced every evening. Got a hint from a teacher to apply in the National College of Dance in Stockholm. I started my studies in the choreography department 1989.

Antoni Sikora: Have you ever been/are you associated with any dance theater or group or do you prefer to work as an individual? Why?

Virpi Pahkinen: Already 1990 one of our guest teachers in choreography, Donya Feur picked me up to a theatre production, Peer Gynt, directed by Ingmar Bergman in the Royal Dramatic Theatre in Stockholm. So it was busy times with both the performances in the evening and studies in the daytime. By 2001 I had been working with Ingmar in 6 different productions as a dancer and also in 2 of them as a choreographer. I had many contracts with the Royal Dramtatic Theatre in the 90´s and sometimes it was hard to combine with my own independent productions and touring with that theatre job. But I appreciate a lot all the rehearsal periods with Ingmar Bergman, it was really interesting. Now am happy to be a freelancer, couldn´t be doing any too regular normal theater work any longer. The freedom and the responsibility, the uncertainty and the surprises keeps the dance spirit inspired and live. Am of course ready to make commissioned works for ex ballet companies, but these type of contracts are just few months.

Antoni Sikora: What intention do you have when you create your choreographies? Is there any specific subject you want to touch on through your dance performances or do you want people to understand them individually, each interpreting the performance on their own?

Virpi Pahkinen: I wish people can get connected with their own spirituality and fantasy. I want to offer a beautiful resting place for a soul.

Antoni Sikora: You have said you have drawn your inspirations from Asia and the Far East. What is it about these regions that has affected you most significantly? How do you translate this influence onto your artistic work?

Virpi Pahkinen: Actually people have seen these "asiatic" influences long before I even visited Asia for the first time. Maybe it is my life before this that carries the "dance" karma from the past. One of the most important books I ever read is the Tibetan Book of Death. Some of the temples in South India are mind-blowing. The extraordinary architecture and the atmosphere that is vibrating of the prayers.

Antoni Sikora: You wrote a book called "Snake Eater". There’s not much information about it in English on the internet. Can you tell us what is it about and what made you write it?

Virpi Pahkinen: When I was kid I wrote a lot and while I was 18 years tried some poetry. It is still a little mystery why one Publisher in Finland asked me if I was interesting in a book project. The genre was free. I admitted that I might have some notes and maybe it was time to sum up something. It took me 3 years to write. When you are touring and dancing it is the other parts of the brain that are activated. Another kind of fire. quite far from the writing process, which needs more calm mood and melancholia The book is difficult to put in any box, it is autobiographical but with some ironic twist, lot´s of short travel stories, some poetic visions of life when the motor is improvisation, even some romantic adventures are present.

Antoni Sikora: What are you working on right now? What are your plans for the nearest future?

Virpi Pahkinen: I recently had a premiere in the Finnish National Opera Ballet. The commissioned work Korona was for 11 dancers and the music by Slovenian composer Borut Krzisnik. Tomorrow I will continue with a technically advanced dance film project, directed by Marita Liulia. Later this summer will have few gigs in Sweden, then will go to Java, Indonesia to work with Mugi Kasido and perform at the festivals in Solo City and Jogyakarta. In October my work "Aajej" will tour in Mexico, starting at the Cervantino Festival in Guanajuato 17th Oct.

Agnieszka Federowicz: What does dance mean to you? What fascinates you about dance?

Virpi Pahkinen: When I was young and anxious about the meaning of life, the physical activities were the relief form difficult questions, a run-away from God. What fascinates you about dance? Nowadays it is the highway back to God.
As an artist your need is to communicate, and when the words are not enough, the dance is the continuation of the thought, dance touch the places that words are afraid of.

Agnieszka Federowicz: Have you ever been involved in any projects in Poland? If so, what projects, can you tell us about your experience?

Virpi Pahkinen: I have choreographed for Polski Teatr Tanca/Poznan, two times, the latest was in 2003. I made a work called Zefirum. I liked the company and their artistic quality a lot. Sometimes we had some language problems but that passed away while drinking a strong black tea. I specially remember one of the company´s fantastic dancer, Iwona Pasinka. I have also performed in Cross Roads festival in Warsaw in 2005 (Theater Maly) with my solo series called SUITE 303.

piątek, 7 października 2011

Tańczące Misie od zaplecza, czyli płatków śniadaniowych z dubstepem ciąg dalszy...

Pamiętacie reklamę płatków z tańcząca dziewczynką i towarzyszącymi jej pluszowymi miśkami? Wrzucałem ją na bloga niedawno bo tańcząca małolata zrobiła na mnie nie lada wrażenie. Po obejrzeniu poniższego materiału okazuje się, że wrażenie powinny robić również... tańczące misie! Wbrew podejrzeniom miśki nie są w całości zrobione komputerowo - w postacie te wcieli się bowiem prawdziwi tancerze! Ogromne propsy za umiejętność wykonywania układów choreograficznych w tak niesamowicie niewygodnych kostiumów. Zobaczcie piruety i salta w wykonaniu troskliwych misi:)

czwartek, 29 września 2011

FNF Summer Intensive - Taneczna inwazja z Los Angeles

Summer Intensive = Tony Czar
Hey, hey Toney… to pierwsze co przychodzi mi do głowy kiedy myślę o FNF Summer Dance Intensive, którego tegoroczna edycja dobiegła już końca. Choć choreografów na letnich warsztatach w Darłówku było co niemiara, zjechali się bowiem najlepsi tancerze zajmujący się szeroko rozumianym hiphopem, czy też LA Syle’m z naszego kraju, ale także z Rosji, Niemiec czyWielkiej Brytanii to i tak najważniejszą jak dla mnie postacią Summera, rok w rok pozostaje Tony Czar. Swietnie tańczyło mi się w tym roku na zajęciach Lee Daniela, niezwykle ciekawy ruch pokazali Jun Quemado i Miguel Antonio, prestiż wydarzenia podwyższał swoim nazwiskiem obecny choreograf Britney Spears – Kevin Maher, a Erica Sobol jak co roku wywoływała wśród tancerzy emocjonalne burze swoimi choreografiami, mimo to i tak najbardziej utkwiły mi w pamięci każde z zajęć Tonego. O Tonym Czarze, szerzej przeczytać możecie w tym numerze w artykule Maćka Cieleckiego, który niczym Lary King przepytał go dokładnie z całego życiorysu. Odsyłam więc kilka stron wcześniej w celu dowiedzenia się o kim mowa. Ja skupię się z kolei na Tonym na Summerze i tym co w tym roku przekazał polskim tancerzom.

They’re doing choreograpy…
Zabierając się do tego artykułu sięgnąłem wpierw do archiwalnych wpisów na moim tanecznym blogu www.sneakersandpointes.blogspot.com, żeby przypomnieć sobie, jakie miałem odczucia po letnich warsztatowych wojażach w 2010. Przypomniałem więc sobie, że zeszłoroczny FNF Summer Intensive zainspirował mnie do napisania artykułu Words of Wisdom: Czyli złote myśli choreografów, który to w dwóch częściach opublikowany został w Trendy Magazynie 11-12/2010. Wskazówki tam zebrane, w dużej mierze spisane były właśnie na bazie słów Tonego, który już w zeszłym roku celnie, acz z sympatią wytykał błędy i niedociągnięcia polskiej sceny tanecznej. Tak też było w tym roku. O ile poprzednio, główny wykład odbył się wśród tancerzy z grup zaawansowanej, kiedy to głównym zarzutem było ‘execution’ czyli wykonanie, ‘wytańczenie’ choreografii na pół gwizdka, o tyle w tym roku tyrada Tonego skierowana była do grupy średnio-zaawansowanej. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo słowa były uniwersalne i każdy z uczestników obozu mógł w mniejszym lub większym stopniu odnieść je do siebie. Pierwsze co przyszło mi do głowy po wypowiedzi Tonego to piosenka Danny’ego Kaye’a z musicalu White Christmas z 1954 roku zatytułowana Choreography. OK., OK., piosenkę znam wprawdzie z amerykańskiej edycji So You Think You Can Dance i wykonania Kathryn McCormick i Nathana Trasorasa w piątym sezonie programu, ale wypada przytoczyć pierwotne źródło, nie prawdaż? Tekst piosenki leciał jak niżej:

One and all they're not chancing
What we used to call dancing
They're busy doing choreography
One and all keep us guessing
What the heck they're expressing
Instead of dance it's choreography!



W ustach Tonego słowa te brzmiały nieco mniej melodyjnie: I know Poland for great choreography dancers, I want to come here one day and say I know Poland for great freestyle dancers as well. Innymi słowy o ile w choreografiach radzimy już sobie całkiem nieźle, o tyle w umiejętnościach swobodnej interpretacji muzyki wciąż kulejemy. I fakt, widać to najlepiej na sali kiedy choreograf włącza muzykę, do której przygotowana jest choreografia, a ¾ sali stoi przed lustrami wpatrując się w siebie zmrużonymi oczyma, oczekując na konkretny bit, lub słowo które uwolni je z dziwacznego bezruchu. Polska nie umie freestyle’ować – it’s a fact. Okej, nie twierdzę, że w ogóle nie posiadamy dobrych freestylerów. Uliczne koty, dla których hiphop równa się popping, locking i bboing, potrafią faktycznie ruszać się do wszystkiego i umiejętnie interpretują muzykę street style’owymi ruchami. Jednak takich tancerzy w porównaniu do Francji – europejskiej stolicy tańca ulicznego jest w naszym kraju niestety garstka, a tancerze, których główną domeną jest LA Style, New Age, New Style, czy jak zwał tak zwał, niestety często w tej kwestii zawodzą. Na swoje usprawiedliwienie możemy spojrzeć wstecz i porównać naszą historie i tradycje taneczne, w których moim zdaniem możemy doszukiwać się naszej freestyle’owej abnegacji. Nie da się ukryć, że taniec hiphop, który wywodzi się w klubów i ulic NYC i LA, stworzony przez czarnoskórych mieszkańców USA ma znamiona tańca plemiennego. Od zawsze istotna była w nim rywalizacja (battelki) i chęci pokazania swoich tanecznych umiejętności drugiej osobie. W Stanach hiphop social dance’s od zawsze były uskuteczniane na klubowych parkietach. Ktoś wymyślił jakiś krok, a jeśli przypadł do gustu pozostałym był kopiowany, rozwijany i uskuteczniany w kolejnych klubach USA. Tak było z funk styles, tak jest i teraz. Co roku pojawia się coś nowego co ludzie podchwytują i wykonują samodzielnie. Hitem tego roku jest dougie, w zeszłych latach był jerk itp. Dzięki temu każdy amerykański klubowicz, ma już jakąś bazę, którą może następnie dowolnie modyfikować według potrzeb. A jak w Polsce? Kurcze, nasze tradycyjne tańce – mazur, obrek, czy krakowiak raczej nie nadają się na klubowe parkiety. Od zawsze dominował więc taniec z nóżki na nóżkę, lub po zwiększonej dawce alkoholu coś na kształt tańca świętego Wita. Klubowe inspiracje w kraju nad Wisłą przez lata czerpane nie z klubów USA, lecz z teledysków Macaren’y czy kilku lekcji towarzyskiego wziętych w podstawówce. Taki mix raczej nie mógł przynieść nic dobrego. Z biegiem lat sytuacja na szczęście ulegała zmianie i w klubach można dziś spotkać coraz więcej ludzi, którzy… uwaga, uwaga – rzeczywiście lubią tańczyć i potrafią się ruszać! Kiedyś, przynajmniej z moich obserwacji, było to zjawisko raczej rzadkie.
OK., skleciłem więc piękną wymówkę dla naszego dyletanctwa i pogłaskałem się powyższym akapitem po główce, pora jednak zabrać się do roboty, i poprawić obecny stan rzeczy. Aby umieć się ruszać do muzyki, trzeba zacząć od zwiększenia zakresu swoich ruchów, a aby zwiększyć ich zakres jak i możliwości ciała trzeba wrócić do podstaw hiphopu czyli do izolacji, do groove’u, do bounce’u. Tony nie rzucając słów na wiatr, poprowadził więc lekcję rezygnując z kolejnej wypasionej choreografii, a skupiając się na równoczesnych izolacjach, różnych partii mięśni, na umiejętnym wykonaniu dougie, a na koniec na mini battelce freestyle’owej. Myślę, że nie tylko dla mnie było to sporym zaskoczeniem, że tancerz z Los Angeles, którym często stare koty zarzucają zatracenie ducha hiphopu, koncentruje się własnie na freestyle’u i battelkach. Kurcze, myślę, że nie byłoby złym pomysłem, gdyby zajęcia z ‘foundations’ czyli bazowych hiphopowych ruchów i izolacji weszły na stałe do grafiku zajęć każdego polskiego tancerza LA Style. Można wprawdzie powiedzieć, że każdy z nas może to robić samemu przed lustrem, lub w klubie. Jasne, że tak, ale ilu to robi? Tancerze zajmujący się baletem, przynajmniej połowę swoich treningów spędzają zamiatając podłogę przy drążku wykonując setki battement tendus i czy poszerza w nieskończoność demi plié i grande plié. Czemu więc tancerze hiphopowi nie mogą także zając się ćwiczeniem techniki? Hm… jestem ciekawy jakie będą uwagi Tonego w przyszłym roku i czy weźmiemy sobie do serca jego wskazówki z tego lata. Czy zrobimy postęp i czy pozycja Polskich tancerzy na mapie Europy będzie się dalej umacniać? Przekonamy się za rok.

FNF Summer = Błażej Szychowski

Na koniec muszę dodać jeszcze zdanie na temat Błażeja Szychowskiego, przy którym to właśnie tak naprawdę powinien pojawić się znak równości z Summer Intensive. Bez niego powiem coroczna inwazja choreografów z LA nie miała by miejsca, a scena taneczna w Polsce nie rozwijałaby się w takim tempie, w jakim się rozwija. Jestem pod ogromnym wrażeniem rozwoju każdych kolejnych warsztatów markowanych znakiem FNF. Stawiam perły przeciw orzechom, że w nadchodzącym sezonie usłyszymy jeszcze nie raz o tancerzach z FNF, jak i o samym Błażeju Szychowskim. Monopol na polskiej scenie tańca komercyjnego właśnie zostaje przełamany, a na rynku pojawia się nowy gracz, który ma dużą szansę na dorównanie tanecznemu potentatowi Agustinowi Egurrola.

Słownik:

Danny Kaye (albo David Daniel Kaminsky; 18.01.1913 –3.03.1987) amerykański aktor, tancerz i piosenkarz i komik znany z licznych ról musicalowych.
Dougie – ruch oryginalnie zainspirowany rapperem o ksywce Doug E Fresh, który w jednym z teledysków wykonywał ruch zaczesywania głowy ręką od przodu do tyłu. W ubiegłym roku w klubach w Texasie pojawił się taniec Dallas boogie, który następnie zmodyfikowany został w dougie ponieważ charakterystyczny ruch Doug E Fresha został dodany do tego kroku.
Lary King – jeden z najbardziej znanych amerykańskich dziennikarzy, który w swej karierze przeprowadził ponad 40 tysięcy wywiadów.



czwartek, 22 września 2011

Na śniadanie jem płatki z dubstepem

Na fali popularności dubstepu coraz więcej ludzi zaczyna do niego tańczyć. Tańczy do niego również dziewięcioletnia Arizona Snow czyli cudowne dziecko brytyjskiego streetdance'u. Arizona została zauważona na jednym z zawodów tanecznych, przez kogoś z branży reklamowej, co zaowocowało poniższą reklamą z płatków śniadaniowych z tańczącą Arizoną i miśkami Weetabix.



Dla przypomnienia, podobna sytuacja miała miejsce kilka miesięcy temu, kiedy Jayfunk - talent odkryty na youtube został zaangażowany do reklamy telefonu Samsung Galaxy S II.




poniedziałek, 12 września 2011

Ciało\Umysł - X edycja Festiwalu Tańca Współczesnego 17.09 - 2.10 2011

Ależ ten czas leci. Najbardziej uświadamiam to sobie, kiedy nadchodzą warsztaty, festiwale czy inne okresowe wydarzenia, które przecież przed chwilą się odbyły, a okazuje się, że minął już rok. Tym razem jest tak z Międzynarodowym Festiwalem Tańca Współczesnego Ciało\Umysł, który w tym roku odbędzie się w Warszawie po raz dziesiąty. Festiwalem tym, jak pisałem już w zeszłym roku powinni zainteresować się bardziej świadomi i dojrzali odbiorcy sztuki nowoczesnej... i w tym roku zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że chyba raczej do nich nie należę. Okej, może moje postrzeganie sztuki współczesnej jest płytkie, ale trudno mi się wyzbyć przekonania, że sztuka współczesna wielokroć równa się pokazywaniu gołej dupy na scenie. Jak w zeszłym roku tak i w tym. Już w materiale promującym wydarzenie można zobaczyć mężczyznę wypinającego się gołym zadem do publiczności trzymającego w okół swoich pośladków ramę obrazu. Przekaz zrozumiały, ale ile można? Cycki, dupy i przyrodzenia już były. To szokowanie jest nuuuuudne. Bardziej zszokowało by mnie, gdybym na kolejnym festiwalu nie zobaczył  golasa na scenie wymachującego swoim klejnotami w imię wyższych wartości.

Acha, no i jeszcze jedno. Na Boga, gdzie ten taniec?? Co się stało z tańcem?!! Nie wiem czy festiwal Ciało\Umysł można nazywać jeszcze Festiwalem Tańca Współczesnego czy już może Festiwalem Sztuki Alternatywnej, albo Festiwalem Ruchu. Mam nadzieje, że taniec współczesny w naszym kraju dozna jakiegoś przebudzenia i przestanie iść kierunku całkowitej rezygnacji z tańca na rzecz (bez)ruchu, bez majtek.






środa, 7 września 2011

Przesłuchania do europejskich akademii tańca - Rotterdam, Linz, Bytom...

Wiem, że pewna część czytelników tego bloga myśli poważnie o karierze tancerza. Niektórzy może zdecydowali się już nawet na szkołę wyższą o kierunku tanecznym. Dla tych, którym pomysł dalszej edukacji tanecznej dopiero kiełkuje w głowie polecam poniższe video będące nagraniem aplikacyjnym nadesłanym do jednej z najbardziej prestiżowych akademii tanecznych w Europie - Rotterdam Dance Academy - CODARTS. Jego autorka Candela Celeste Ramos ze względu na to, że mieszka w Buenos Aires, nie była w stanie osobiście stawić się na przesłuchaniu (audycji) w Europie, podesłała więc nagranie video. Dzięki temu mogę wykorzystać to dziś na blogu i pokazać wam z jakich elementów składa się proces rekrutacyjny do tej Akademii. Na nagraniu zobaczycie:

  1. Ćwiczenia klasyczne: adagio przy drążku i ćwiczenia na środku - chaine, pique, jeté, itp.
  2. Ćwiczenia współczesne: podłoga, rolle, contraction, release, itp.
  3. Etiuda własna: albo inaczej krótka solówka w dowolnym stylu



Jak już wspomniałem powyższa prezentacja przeznaczona była dla akademii CODARTS w Rotterdamie, ale do innych akademii tanecznych rekrutacja wygląda w zbliżony sposób. Prestiżowe szkoły europejskie, które warto także wymienić to między innymi Institute of Dance Arts (IDA) w Linz (Austria), czy też nasz polski Wydział Teatru Tańca PWST w Bytomiu. Znam kilka osób, które dostały się, ukończyły, albo obecnie studiują w wyżej wymienionych akademiach, może więc uda mi się kiedyś przeprowadzić z nimi krótką rozmowę i umieścić ją później na blogu.


poniedziałek, 5 września 2011

Zakretki za wózek, czyli robienie dobrego bez wysiłku - po wysiłku.

Ostatnio w zaprzyjaźnionym studio tanecznym Makesense przypadkiem spotkałem się o z akcją charytatywno - społeczną, o którejś wprawdzie kiedyś już słyszałem, ale jakoś puściłem ją mimo uszu. Chodzi o zbiórkę zakrętek po napojach w celu wymiany ich na wózki inwalidzkie. Naturalnie, żeby uzbierać ilość wystarczającą do sfinansowanie takiego dealu, trochę się trzeba poodkręcać, ale biorąc pod uwagę hektolitry wody, które wypiłem na letnich warsztatach i dziesiątki butelek, które wlewam w siebie każdego miesiąca można przyjąć, a następnie mnożąc mnie przez liczbę innych uczestników szkół tańca, siłowni, fitness klubów w całej Polsce, myślę, że rocznie uzbierałoby się nawet kilkanaście takich wózków. Także jeśli miałeś ostatnio ochotę zrobić coś dobrego, a nie za bardzo wiesz jak wymyślić lekarstwo na raka, albo nawodnić Saharę, to możesz postarać się o to aby w twojej szkole tańca pojawił się pojemnik na zakrętki. Niech kropla drąży skałę, a nakrętki wydrążą wózki inwalidzkie:)

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat tej akcji polecam poniższe strony:
http://www.zakretki.info/

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Mr Wiggles i historia hiphopu na festiwalu MTV Gdańsk Dźwiga Muzę

Tempo publikacji postów i artykułów na blogu w ostatnim czasie nieco spadło, jest to bowiem spowodowane moimi licznymi wojażami warsztatowo-festiwalowymi (Yay!) Zaledwie wczoraj wróciłem z SDA Summer Camp z Darłówka, na które jechałem prosto z Fair Play Dance Camp, z mojego rodzinnego Krakowa. Chwilę wcześniej gościłem w Trójmieście na festiwalu tanecznym MTV Gdańsk Dźwiga Muzę. O wszystkich tych wydarzeniach z czasem na pewno napiszę szerzej. Posłałem już do redakcji Trendów obszerną relację z Gdańska więc, za jakiś miesiąc po publikacji w magazynie papierowym zapewne opublikuję ją na blogu. Już teraz z kolei na blogu umieszczam to czego w artykule w magazynie papierowym wstawić niestety się nie da - mianowicie nagranie podczas, którego Mr Wiggles opowiada o historii hiphopu, oraz odpowiada na pytania uczestników warsztatów (w tym również moje:)) Zapytałem się go o kwestię, którą niejednokrotnie poruszałem już na blogu - rozdział pomiędzy hiphopem, a tak zwanym LA Style. Przekonajcie się sami jaką jeden z prekursorów dzisiejszego hiphopu ma na ten temat opinię. Zanim odpalicie video upewnijcie się, że wiecie kim jest Mr Wiggles, bo jest to wiedza podstawowa, którą każdy tańczący i interesujący się street stylem powinien posiadać.

Dodam jeszcze, że poniższe nagranie podzieliłem na dwie części (trwa ponad dwadzieścia minut) i wzbogaciłem i adnotacje linkujące do innych materiałów, więc sprawdźcie czy nie macie ich wyłączonych w ustawieniach. Tyle na dziś, zachęcam was gorąco do zagłębienia się w historię hiphopu z Mr Wigglesem i do poszerzania swojej wiedzy na temat tych gatunków tańca, które najbardziej kochacie.






poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Festiwal MTV Gdańsk Dźwiga Muze 2011 - sneak peek

Wróciłem właśnie z festiwalu MTV Gdańsk Dźwiga Muze, który miał miejsce w ubiegły weekend 5-6.08.2011. Na obszerną relację będziecie musieli chwilę poczekać ale obiecuję, że będzie dużo i gęsto. Na razie powiem tylko tyle, że festiwal jest zdecydowanie wart polecenia wszystkim zgłodniałym kultury hiphopowej. Nie tylko tańca, ale również pozostałych jej elementów czyli muzyki, graffiti, beatboxu, pojedynków i przede wszystkim klimatu. Póki co umieszczam linki do dwóch obszernych galerii ze zdjęciami z tego wydarzenia:

czwartek, 4 sierpnia 2011

Monsters of Hiphop czyli polskie Bestie zdobywają LA

Stało się! Pierwsze polskie 'bestie', rozpoczęły właśnie taneczny podbój Stanów Zjednoczonych:) Już w ten weekend, 5-6 sierpnia w Los Angeles, Sandra 'Sandy' Rzeźniczak i Mariusz 'Maniek' Kotarski, wystąpią w prestiżowym pokazie Monsters of Hiphop, na który zostali zaproszeni jako pierwsi w historii tancerze z Polski! Sandy i Maniek wraz z 13toma innymi tancerzami w większości z USA wystąpią na scenie w wyjątkowym projekcie, w którym to właśnie tancerze, a nie piosenkarze czy aktorzy, będą głównymi bohaterami show. Na tej samej scenie poza wytypowaną w tym roku piętnastką pojawią się również grupy ReQuest Crew i Street Kingdom znane z programu America's Best Dance Crew. Choreografie opracowywane będą przez tancerzy, którzy przez lata wyrobili już sobie pozycję w showbiznesie współpracując z największymi gwiazdami muzyki pop. Marty Kudelka , David Moore, Luam, Tucker Barkley, Sean Bankhead, Derrell Bullock, Nick DeMoura, Jaquel Knight, Kevin Maher, jeden z prekursorów poppingu Popin' Pete czy Krumpu Tight Eyez. Każda z wymienionych powyżej osób jest tancerzem bądź choreografem, tych gwiazd muzyki pop, które słyszycie na codzień w radio. Beyonce, Britney, Janet, Justin, Pink... you name it they got it...

Gala Monsters jest więc wprowadzeniem młodych tancerzy w świat tanecznego biznesu Los Angeles. Pewnie więc już niebawem zobaczymy naszych:) tancerzy w teledyskach wyżej wymienionych artystów, a za kilka lat okaże się, że Beyonce w swoim kolejnym hicie będzie wykonywała ruchy przygotowane dla niej przez Sandy lub Mańka:)




sobota, 30 lipca 2011

Nowe Trendy, a w nich April Rodriguez, Ill Kozby Durden i Shaun Evaristo

Lipcowo-sierpniowe Trendy jakiś czas temu pojawiły się w Emipku w twoim mieście. Go and get it! Tym razem polecam je nawet bez promila prywaty, bo w tym numerze nie znajdziecie żadnego mojego artykułu:) Znajdziecie za to cholernie dużo wartościowych tekstów szczególnie z zakresu hiphopu i streetstyle'u. Tego lata szala moich zainteresowań zdecydowanie przechyliła się w kierunku tańca ulicznego kosztem tańca współczesnego i modernu. Nie wiem czy taki trend utrzyma się po rozpoczęciu kolejnego sezonu tanecznego, ale póki co urban dance zdecydowanie jest u mnie na pierwszym miejscu. Urban dance? A cóż to, przecie zawsze mówiłem o hiphopie, o LA Style, o street style, ale urban dance? No właśnie, to hasło pojawiło się w najnowszych Trendach w rozprawce April Joy Rodriguez, która kilka tygodni temu gościła jeszcze nad Polskim morzem w Darłówku. April z perspektywy młodego tancerza i choreografa z LA głośno myśli jak nazwać styl, którym sama się zajmuje. Choć widać u niej ogromny szacunek dla spuścizny street dance'u to jednak stara się (całkiem słusznie) jakoś skategoryzować to co do tej pory wciąż jest nienazwane. Na odpowiedź na jej list czekać nie trzeba było zbyt długo. Stary kocur o imieniu Moncell 'Ill Kozby' Durden jeden z prekursorów hiphopu, obecnie wykładowca tańca i kultury hiphopowej na University of Arts w Filadelfii bierze biedną April na widelec używając górnolotnych haseł i wyszukanych zwrotów. Ehhhh, cat daddy, give her a break... jeśli interesujecie się tańcem LA Style i street dance, te dwa teksty poprostu MUSICIE przeczytać. Nawet jeśli mielibyście to zrobić stąpając z nogi na nogę w Empiku. Lektura obowiązkowa. Żeby zrozumieć o co chodzi, żeby wyrobić sobie opinię i żeby wiedzieć co i dlaczego tańczycie.
Drugi gorący tekst to kolejny z rzędu artykuł Maćka Cieleckiego, który tym razem pod mikroskop bierze Shaun'a Evaristo. Miesiąc w miesiąc jestem pod wrażeniem dokładności i skrupulatności z jaką Maciek przygotowuje te artykuły. Materiał pełen jest trafnych uwag i komentarzy, ale najbardziej przypadł mi do gustu teskt:
"LA Style ma szansę wydostać się z zakleszczenia pomiędzy byciem tzw. tańcem wideoklipowym, a pozostaniem nigdy nie zaakceptowanym 'bękartem' streetdance'u"
DAAAAAMN! bękart streetdance'u! Czemu mi nie przyszło do głowy tak idealnie pasujące określenie! :)

Pozostając jeszcze w tej tanecznej przegródce warto również przeczytać artykuły Filipa Czeszyka i Jakuzy, który swój wykład na temat kultury hiphopowej będzie miał również na zbliżających się wielkimi krokami warsztatami Fair Play Dance Camp w Krakowie.



Update 02/08/2011: Umieszczam jeszcze poniżej wywiad, który April opublikowała ostatnio na swoim blogu http://aprilrodriguez.tumblr.com/ . Warto posłuchać od 5.30sek kiedy April zaczyna opowiadać o różnicy i zrozumieniu pomiędzy underground dance scene i commercial dance scene...

piątek, 29 lipca 2011

Muzyka łagodzi obyczaje... Krump that Cello!

Muzyka łagodzi obyczaje... ach cóż za piękny zwrot, choć nie do końca potwierdzający się kiedy weźmiemy pod uwagę gusta muzyczne młodych i tych trochę starszych. Nie pamiętam, żeby nerwy moich rodziców były szczególnie ułagodzone kiedy swego czasu z głośników mojej wieży Redman i Methodman wywoływali muzyczny Blackout. Wygląda jednak na to, że przy sprzyjających warunkach (no i przede wszystkim sprzyjającej muzyce) takie złagodzenie może mieć miejsce. Ba! Może nawet skłonić  streetdancera do poruszania się delikatnie i lekko jak piórko czy liść na wietrze... tak, tak, liść niesiony dźwiękami 270 letniej wiolonczeli! Ale o czym ja w ogóle piszę, i skąd pomysł na takie dziwaczne rozważania? Zobaczcie poniższy filmik, a dowiecie się co mam na myśli (dla niecierpliwych od 40sekundy:)) Tancerz to Lil Buck z Los Angeles, muzyk to światowej sławy wiolonczelista Yo-Yo Ma. Sam występ z kolei to muzyczny eklektyzm repertuaru klasycznego i... ruchu hiphopowego:)






środa, 27 lipca 2011

Amelia Rudolph i Project Bandaloop: Peregrine Dreams

Sztuka dla sztuki czy sztuka dla ludzi? Taniec, dla samego tańca czy taniec w jakimś celu? Wielu już zadawało sobie tego rodzaju pytania i zapewne jeszcze wielu będzie. Odpowiedź na to jest oczywiście tak indywidualną sprawą jak indywidualny jest gust, smak i sposób postrzegania rzeczy i zdarzeń. Mnie osobiście zawsze bliżej było do poglądu, że sztuka powinna wpływać na ludzi i wywoływać w nich jakieś emocje bądź reakcje. Sztuka, w której artysta wie co chce powiedzieć i wykorzystując do tego pędzel, słowo, kamerę lub ludzkie ciało formuje pewien przekaz, wobec którego odbiorca nie może pozostać obojętnym.
Oglądając performance Amelii Rudolph pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy to właśnie celowość tańca. Project Bandaloop, czyli zespół tancerzy \ akrobatów założony przez tą amerykańską artystkę, znany jest z ‘występów w przestworzach’. Nie jest to teatr tańca w tradycyjnym tego słowa znaczeniu (jeżeli w ogóle można mówić o tradycji przy pojęciu tak młodym jak teatr tańca). Grupa swoje przedstawienia realizuje zwykle w dość ekstremalnych warunkach, niezwykle wymagających nawet dla wprawionych w akrobacjach tancerzy. Występowali więc na skałach i budynkach w Stanach Zjednoczonych, jak również wielu krajach z całego świata. W 1997 przyszła kolej na wzniesienie El Capitan w skalistych rejonach parku Yosemite, którego zdobycie wymagało od tancerzy 6 dni wspinaczki bez przerwy po praktycznie pionowej skale. Jak wspomniałem, temu odważnemu przedsięwzięciu przyświecał pewien konkretny cel. Sokół Wędrowny, tubylec z Yosemite został w tym czasie usunięty z niechlubnej listy gatunków zagrożonych wyginięciem. Amelia Rudolph postanowiła uczcić ten fakt performance’m wykonanym na ziemi (lub raczej na niebie) ojczystej głównego bohatera całego zajścia. Tancerze wspięli się na szczyt, aby w odpowiednim miejscu i czasie wykonać taniec na linach, poświęcony Sokołowi z Gór Skalistych. Takie wydarzenie niewątpliwie odbiło się szerokim echem w rejonach Yosemite, a niewykluczone również w innych stronach Stanów Zjednoczonych. Po latach dotarło również do Polski, gdzie adepci jazzowej sztuki tanecznej mogli oglądać go w ramach zajęć teoretycznych z ‘Historii Tańca i baletu’;) Cel Amelii został więc osiągnięty. Hołd Sokołowi został oddany, a sprawa nabrała rozgłosu i pojawiła się na językach.
I bardzo dobrze, że pojawiła. Dobrze kiedy artyści bujając w obłokach potrafią też wpłynąć na drugiego człowieka. Kiedy na dodatek bujanie to rozumiane jest w sensie stricte, a artyści unosząc się na wysokości kilkuset metrów nad ziemią wykonują skomplikowane kombinacje ruchowe, efekt może być piorunujący. Mojemu zachwytowi nad sensem przedsięwzięcia towarzyszyła przyziemna i chłodna refleksja na temat ludzkich możliwości w zestawieniu z gwiazdą tego show – Sokołem Wędrownym. Czwórka akrobatów zwisających ze skały z przyczepionymi do ramion piórami postawiona obok podniebnego drapieżnika, króla przestworzy wygląda niestety dość ubogo. Ile obrotów, podskoków i ewolucji by nie wykonali wciąż uzależnieni są w pełni od siły wiatru, wytrzymałości liny i przyczepności butów wspinaczkowych. Może tego typu spostrzeżenia są nie na miejscu, w momencie kiedy sam jestem  amatorem tańca i bez dwóch zdań dzieli mnie ogromna przepaść w umiejętnościach i możliwościach fizycznych względem tancerzy z Yosemite. Pewnie przedstawienie podobałoby mi się wizualnie bardziej, gdyby wykonywane było na twardym gruncie desek teatralnych, gdzie możliwości ruchowe tancerzy wykorzystane byłyby w pełni, a nie ograniczone siłami natury. Z drugiej strony jednak, oddźwięk akcji przygotowanej przez Amelię Rudolf niewątpliwie byłby o wiele mniejszy, a przesłanie projektu zapewne nie opuściłoby teatralnych murów - projekt nie miałby więc wtedy wiekszego sensu. Jego głównym celem nie było bowiem pokazanie ruchowych możliwości tancerzy, a poruszenie za pomocą sztuki konkretnego problemu. W tym kontekście więc, Peregrine Dreams spełniło swoje zadanie umożliwiając odbiorcy klarowny odbiór jednocześnie pozostawiając go z przestrzenią do zastanowienia i refleksji.

Oficjalną stronę projektu znajdziecie pod adresem: www.projectbandaloop.org


Poniżej materiał video, relacjonujący projekt Peregrine Dreams, o którym mowa w powyższym artykule:


Peregrine Dreams from Greg Bernstein on Vimeo.


wtorek, 19 lipca 2011

Beyonce - End Of Time | Nie ma klipu za to jest flash mob!

Kolejny kosmiczny sklepowy flashmob tym razem wyprodukowany za oceanem i dedykowany miss  Beyonce, zrealizowany przez odkrycie ostatniej edycji American Idol, chłopaka o nazwisku Tedrick Hall. Po obejrzeniu tego klipu siedemnaście razy z rzędu (no dobra, dziewiętnaście) przyszło mi do głowy kilka poniższych spostrzeżeń, którymi nie omieszkam się z wami podzielić:)


  1. Ten kawałek to jak dla mnie najbardziej pozytywne dźwięki 2011. Jak usłyszałem go po raz pierwszy na FNF Summer Dance Intensive, już po kilku sekundach czułem zwiększający się poziom endorfiny.
  2. Beyonce i End Of Time to dla mnie Lee Daniel i FNF Summer Intensive. Choregorafia jaką zrobił do tego Lee rozłożyła mnie na łopatki. Mam nadzieję, że Blazee podeśle mu nagranie , a Lee wrzuci ją na swój prywatny kanał, żeby wszyscy mogli to zobaczyć... jeśli nie, to będę go molestował na fejsbuku, żeby wrzucił przynajmniej moje, które nagrałem i niebawem mu podeślę. 
  3. Blond tancerka ruszająca się po lewej stronie Todricka Halla, to chyba młodsza siostra Dżoany Krupy.
  4. Młodsza siostra Dżoany Krupy is sooooo hot!!! :D
  5. WSZYSCY w tym Flash Mobie potrafią tańczyć!
  6. Boże, chce mi się tańczyćććććć... :D
  7. Z serii 'edukacja na blogu' - od 2.50 zaczyna się stomp. Jeśli chcecie zobaczyć więcej takiego tańca, polecam film How She Move
  8. Ten flash mob to tak na pradę, nie do końca flash mob... cięć w nim bez liku i widać, że powtarzany był nie raz i nie dwa. Ale co tam, haters gon hate, a mnie się i tak cholernie podoba - kciuki w górę!
  9. Jak myślicie? Czas na Dodę i Media Markt? :)




PS:

Kurcze, drugi raz z rzędu post o Beyonce. Słowo honoru, następny będzie o czym innym! ;)

poniedziałek, 11 lipca 2011

Beyonce vs Michelle, czyli Boo Got Served !!!

Z ostatniej chwili!!! Anonimowy przechodzień umieścił w internecie video, na którym piosenkarka znana bliżej jako Beyonce robiła zakupy w okolicznym warzywniaku. Pech chciał, że w tym samym sklepie zaopatrywała się jej (ex)przyjaciółka z zespołu Michelle! Zobaczcie co z tego wynikło!



PS:
Uwielbiam 'naturalny' śmiech Beyonce z tego videoclipu :)))

środa, 29 czerwca 2011

Francuskie potyczki uliczne Red Bull'a - Beat It

redbull beat it paris
Nie wiem od czego zacząć ten post. Od Red Bulla, który jest jednym z najlepszych organizatorów\sponsorów street style'owych wydarzeń na świecie. Czy może od Paryża, który jest mekka old schoolowego hiphopu i tańca ulicznego. Czy też może od Yak Films, czyli studia, specjalizującego się  w  realizacji profesjonalnych video dotyczących street dance'u i kultury ulicznej. Każda z tych trzech rzeczy jest na tyle ważna, że mógłbym poświęcić jej wstęp, ponieważ jednak blog jest taneczny, rozpocznę od tańca (ulicznego) i tego jak silnie rozwinięty i ugruntowany jest on obecnie we Francji. Każdy wie, że hiphop wywodzi się z USA. Popping i locking z zachodniego wybrzeża, bboying z Nowego Yorku. Kultura hiphopowa zawsze była i pewnie zawsze będzie tam najmocniej rozwinięta. Jednak, drugą w kolejności stolicą tańca ulicznego, a z pewnościa pierwszą europejską jest Paryż. Z którego wywodzi się między innymi opisywana niedawno tancerka Sofia Boutella, tudzież miasta, w którym od 2002 roku regularnie odbywają się mistrzostwa Juste Debout poświęcone głównie staro-szkolnym stylom ulicznym: takim jak wspomniany popping, locking czy house. Nic więc dziwnego, że na pierwszą edycję nowych zawodów ulicznych Red Bull obrał sobie właśnie Paryż. Red Bull w naszym kraju znany jest między innymi ze sponsorowania najróżniejszych ekstremalnych wydarzeń sportowych, z których największe to motocyklowe Red Bull X-Fighters. W tanecznym świecie najważniejsze wydarzenie to Red Bull BC One, o którym pisałem szerzej przy okazji zakwalifikowania się do finałowej światowej szesnastki bboya z Krakowa o ksywce Kleju. Turniej, o którym dziś piszę to Red Bull Beat It. Choć natknąłem się na niego przypadkiem, przy okazji poszukiwań materiałów do innego posta:) jestem pewien, że będę śledził w przyszłości jego kolejne edycje. Sami organizatorzy wydarzenie to zapowiadali tak:

For its first edition, Red Bull Beat It breaks codes and converts music festival in celebration of dance! June 21, 2011, twelve hip-hop dancers most renowned from the Hexagon invades three Parisian mythical place: Opera, St. Michael & the Trocadero. They will compete in a new kind of battle: version crazy competitions hip-hop dance, Red Bull Beat It will compete in one-to-one dancers from all styles (boogaloo, lockin ', poppin ', krump, break ...), the sound of a playlist that goes far beyond hip-hop (electro, disco, rock, reggae ...).

Do pierwszej edycji Red Bull Beat It łamie kody i konwertuje festiwalu z okazji taniec! 21 czerwca 2011, dwunastu tancerzy hip-hop najbardziej znanych z Hexagon inwestować trzy paryskie mityczne miejsce: Opera, St Michael i Trocadero. Będą walczyć o nowy rodzaj walki: Wersja szalone konkursy hip-hop dance, Red Bull Beat on konkurować w jednym-to-one tancerzy ze wszystkich stylów (boogaloo, lockin ', Poppin ', krump, ...), przerwać dźwięk odtwarzania, która wykracza daleko poza hip-hop (electro, disco, rock, reggae ...).


(tłumaczenie z francuskiego trochę bez ładu i składu, ale to wina google translate)

Poniżej film promujący to wydarzenie. Sugeruję dotrwać do końca i nie wyłączać guzika 'annotations' na youtube, bo w ostatnich sekundach filmu klip odsyła do półfinałowych i finałowych dziewięciu pojedynków po trzy w każdej z dzielnic Paryża.




Wklejam od razu wybrane walki tych zawodów na wypadek jakby nie chciało wam się szukać;) Pierwszy pojedynek to półfinały, w których zmierzyli się Meech Onomo oraz Lilou. Meech specjalizuje się w tańcu house, jest zwycięzcą między innymi: Soul Circle – I miejsce w kategorii house (2009), Step Ya Game Up – I miejsce w kategorii house (2009), World Dance Colloseum – I miejsce w kategorii hip hop (2009), House Dance Conference – I miejsce (2009). Meech to również pierwszy zagraniczny tancerz, u którego byłem na warsztatch, kilka miesięcy po tym jak zacząłem tańczyć, nic więc dziwnego, że po zajęciach z nim wyszedłem z miną . Rzuciłem się na naprawdę głęboką wodę... Lilou to z kolei jeden z najlepszych bboyów świata, który w 2009 roku zwyciężył we wspomnianych już wcześniej zawodach Red Bull BC One.


Drugi pojedynek to już jedna z trzech finałowych finałych potyczek (trzy różne miejsca walk). Kolejny bboy, tym razem tancerz o ksywce Varinn zmierzył się z popperem. Zobaczcie w jaki sposób obydwoje potrafili dopasować swoje style do muzyki do której przyszło im walczyć - orientalnych brzmień bardziej pasujących to tańca brzucha niż tańca ulicznego.



W następnej potyczce zobaczycie jak wielostronna tancerka Sarah bee kopie tyłek w półfinałach Fabrice'owi. Chyba, żadnemu innemu uczestnikowi tych zawodów pojedynkowanie nie sprawia takiej radości jak Sarah Bee, co widać w jej wiecznie uśmiechniętej twarzy.



Jeśli macie czas to warto prześledzić wszystkie pojedynki zarejestrowane na kanale Yakbattles, bo praktycznie w każdym, można zobaczyć coś innego, oryginalnego i inspirującego.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Lektura na lato, czyli wakacyjny przegląd magazynów tanecznych

W ramach szybkiego przeglądu prasy wakacyjnej przegląd dwóch dostępnych na rynku tytułów tanecznych.

Place for Dance: w numerze sporo o balecie, sporo nowego i ciekawego. W sumie zawsze znajdzie się tu przynajmniej jedna rzecz, o której nie wiedziałem, która mnie zaintryguje lub być może nawet zainspiruje do podchwycenia na bloga. Z kolei PfD wpadło na podobny pomysł jak ja poprzednio i przygotowało artykuł pt. Pogromczynie baletowych mitów traktujący o stereotypowym myśleniu o tancerzach klasycznych. Z ośmiu punktów, dwa pokrywają się z moimi spostrzeżeniami. Po artykuł PfC możecie sięgnąć po czerwcowo\lipcowo\sierpniowe wydanie, z kolei mój artykuł pt. Rzeczy, o które pytają tancerzy znajdziecie tutaj. Ponadto w numerze kilka ciekawych artykułów m.in. o związkach wśród tancerzy (wywiad z hiphopową warszawską rodzinką), o 'oldschoolowych' hiphopowcach o nazwie 'Never grown up', którzy przygodę z tańcem rozpoczęli po 30tce, czy też kilka praktycznych porad na temat rozciągania i nawadniania organizmu.



Trendy Magazyn: W Trendach z kolei już na starcie wpada w oko świetna moim zdaniem okładka okładka. Kciuki w górę, dla mnie to zdecydowany numer jeden wśród okładek magazynów tanecznych w 2011. Ponadto drugi z serii rewelacyjnych artykułów Maćka Cieleckiego, tym razem poświęcony choreografowi SDA Summer Campu - Bam'owi Martin'owi. Mam nadzieje, że ta seria będzie długo kontunuowana i że Maćkowi nie znudzi się tak wnikliwa analiza tancerzy z LA, bo jego teksty naprawdę dobrze się czyta i pozwalają one spojrzeć na street dance \ LA Style z innej perspektywy. Poza hiphopem, znajdzie się również coś dla zwolenników innych styli tanecznych. Podsumowanie Pierwszego Kongresu Tańca, o którym pisałem już na blogu kilkukrotnie, dziedzictwo Piny Bausch, oraz dalszy ciąg 'Zwierzeń' tancerzy. Tym razem na tapetę wzięto Anię Bosak i Błażeja Bzygę Górskiego.




Nadchodzi czas warsztatów, summerów, festiwali i imprez tanecznych w całej polsce, jeśli więc poszukujecie lektury do pociągu, to sądzę, że powyższe magazyny bardziej nadadzą się do umilenia podróży niż Cosmo, Elle, czy CKM;)

piątek, 24 czerwca 2011

Sofia Boutella w kolejnej części StreetDance 3D

Pamiętacie tancerkę o imieniu Sophia Boutella? W 2006 każdy mógł zobaczyć ją w niezwykle udanej kampanii reklamowej Nike Woman, która tak naprawdę rozpoczęła jej karierę w show-biznesie. Doskonale pamiętam jak pojedynkując się z głośnikiem udowadniała, że mimo iż nie jest rozpoznawalnym (wtedy) na całym świecie sportowcem, ma pełne prawo do tego aby być miano sportowca nosić. W reklamie Sophia wypowiadała między innymi kwestie:

I will never have a fanclub, get a signing bonus, or even sign an autograph...

O ironio losu, myślę że nie jeden fanclub Sophii już powstał po tej reklamie, kolejne powstały po tym jak została tancerką Madonny w trasie Confessions Tour, gdy dostała się do obsady trasy Michaela Jacksona This is It, czy kiedy wystąpiła w jego najnowszym teledysku "Hollywood Tonight".



Na wiosnę 2012 jej fancluby mogą rozrosnąć się o kolejnych wielbicieli bo wtedy właśnie Sophia pojawi się w kinach jako jedna z głównych bohaterek kolejnej odsłony filmu Streetdance 3D:) Na razie na necie nie pojawiły się jeszcze żadne zwiastuny filmu, wrzucam więc trailer dla przypomnienia albo dla tych, którzy jeszcze nie widzieli pierwszej części. Przyznam, że jak na tego typu produkcję oglądało się go naprawdę nieźle. Moją recenzję Streetdance 3D znajdziecie tutaj.



PS:

Sophia była też bohaterką mojego pierwszego w historii tekstu, który napisałem w temacie tańca jeszcze na długo przed tym zanim wpadłem na pomysł prowadzenia bloga. Jeśli chcecie więc dowiedzieć się więcej na jej temat i przekonać czy mój sposób pisania ewoluował;) możecie sprawdzić to klikając tutaj.



Newer Posts Older Posts