Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moose. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moose. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 października 2010

Did Step Up 3D keep up with the previous parts?

Some time ago I published on this blog my review of Step Up 3D in polish. It can be found here. I decided to put it once again in English as a new post now. Enjoy!
Step Up 3D Poster
Banner advertising  Step Up 3D movie in US 
Before I’ll start with the review of Step Up 3D the movie (or any other Step Up clone) we need to keep one thing in mind. It is not a normal movie. It is not a movie for an ordinary popcorn eater. It is not a movie for a cinema connoisseur as well. It is a movie about the dance, for people who love the dance. Nothing more, nothing less. Well, OK, maybe a little bit more – in this case I mean street style dance lovers more than dance enthusiasts in general. Those who are into modern, ballet or contemporary may be quite harsh to this flick and will dismiss it at hello, not understanding what’s all this fuss about.

Keeping in mind what’s above, I wanna move on to movie summary, not wasting time on things like so-obvious-that-it-hurts script and cheesy dialogues. Tough, not the dialogues and not the script are the reason for a viewer to visit a cinema. We go to the movies (at least those aware viewers, and not those taken to the cinema by force by their better halves). To see the dance in an XXL package and executed in breathtaking, mind blowing way. And those requirements the movie fulfills in 100%. But what new will we see in Step Up 3D that we haven’t seen before? Is there anything that the previous parts did not show? Will there be anything more, apart from third dimension, which is slowly getting a standard in youngster movies? We sure will. The movie is full of amazing and unreal (yep, from time to time too unreal) dance scenes, and numbers of tasteful pieces, which targeted viewer will absorb with arms wide open. Battles are boosted to maximum with all the Hi Tec Visual tricks. All the sceneries – club dancefloor, training rooms and loft where dancers live, look like locations from young dancer dreams. An acrobatics room, a roof space for the parkour, may cause dreamy gasp. Music wall, built from dozens of various ghetto blasters is just the best sound system ever made. Other thing is, how would that invention work, but let’s not be nitpick. Step Up is in the end a dance fairy tale movie. Precisely. And as the previous flicks where slightly realistic, the new one is a mix of martial arts movie with science fiction production. It’s kind of like, what would happen, if you take ‘Crouching Tiger, Hidden Dragon’ and ‘Star Wars: Attack of the Clones’ and tell the main characters to dance to phat beats of Flo’Rida and Swizz Beatz. I don’t really know what was that for. The abilities of the dancers are astonishing enough, and they don’t really need to be mastered so the dancers will jump one-handedly on public toilet sinks (yeah, right!). This, I guess, is a small gift for all those guys, who were forced to go to this movie by their girlfriends. She’ll enjoy the dancing scenes, while he will focus on dance battles, straight from console fighting games. This however, is not the end of all the attractions. I personally, enjoyed the most two movie tasteful bites. First, would be the wall of sneakers. Goddamit! For sneaker freaks, like me, hundreds of unique Dunks, Superstars, Jordans, or Air Force One’s in one place is a pure madness. Producers knew what they do. Nike knew as well, placing their shoes in first and last scene of the movie. On the other hand I wonder how much did Nike pay, so the most desirable shoes of the movie were Dunks and not Adidas. Just a marketing digression. Second scene, for which the producers should get a big round of applause, was a reference to classical musicals with Fred Astaire, Gene Kelly and Debbie Reynolds. Scene where Moose and Camille walk down the street dancing, is a remake of a scene from Roberta – 1935 musical(!), where Fred Astaire and Ginger Rogers did the step to a song ‘I won’t dance’. In Step Up 3D the song version is slightly refreshed by group District 78. It was a really smart and thoughtful accent to place that scene in a movie, cause it may educate the youths that the dance did not come up suddenly in shows like You Can Dance or Dancing with the Stars and has even longer history then oldschool Dirty Dancing or archaic Saturday Night Fever.

To sum up, this movie is perfect for very narrow and specific group of people that know why they wanna see it. A group which will not grumble about plastic main character looking like foiled Action Man from a Toys’r’Us shelf. They will appreciate tough the presence of Twitch from SYTYCD season 4 and Legacy from season 6. They won’t debate on logics of the movie and wonder how the hell did the main character never met his best friends sister. They will, however, be amazed by the dance rivalry of the two top competitors. If you’re planning to see this movie deliberately, you will like it for sure. If you’re gonna see it by accident, or because you have to, better grab a big popcorn box or focus on your partner because this movie will not find a place on your Top Ten list.

sikorson

wtorek, 17 sierpnia 2010

Czy Step Up 3D dotrzymał kroku poprzednikom?

If you would like to read this review in english please go here. Enjoy!
Step Up 3D Poster
Zanim zacznie się wystawiać ocenę filmowi Step Up 3D (lub każdemu innemu klonowi Step up’a, których powstało już całkiem sporo) trzeba wziąć jedną poprawkę. To nie jest normalny film. To nie jest film dla przeciętnego zjadacza popcornu. Nie jest to też film dla konesera kina. To jest film o tańcu, dla osób, które taniec kochają. Nic więcej, nic mniej. OK., może jeszcze trochę więcej - chodzi dokładnie o miłośników hiphopu i to bardziej tego komercyjnego tudzież LA Style’owego, niż fanów lockingu czy poppingu. Zwolennicy modernu, klasyki czy tańca współczesnego raczej potraktują ten film surowo i obejdą go szerokim łukiem wraz z innymi przeciętnymi widzami, nie rozumiejącymi skąd wokół filmu cały ten hype.

Mając na uwadze powyższe, można przejść do podsumowania filmu, nie rozdrabniając się już wtedy na prostej jak budowa cepa fabule, i ckliwych dialogach (najbardziej pasuje mi tu angielskie słowo cheesy, dla którego nie mogę niestety znaleźć idealnego odpowiednika). Nie dialogi i nie fabuła są wartością tego filmu i nie na dialogi i fabułę widz idzie do kina. Do kina idziemy po to (przynajmniej Ci świadomi widzowie, nie zaciągnięci na siłę przez swoją drugą połówkę) aby zobaczyć taniec w dawce XXL i w wykonaniu powodującym niekontrolowany opad szczęki. I te wymogi film spełnia w 100%. Ale co nowego zobaczymy w Step Up 3D czego nie widzieliśmy już wcześniej? Czy jest jeszcze coś czego nie pokazały poprzednie części? Czy poza trójwymiarowością, którą zdradza już literka Dy przy cyferce 3 pojawi się coś jeszcze? Oczywiście, że tak. Film pełen jest niesamowitych i nierealnych (tak, tak, momentami niestety zbyt nierealnych) scen tanecznych, oraz różnego rodzaju smaczków, które docelowy odbiorca przyjmie z otwartymi ramionami. Battelki zostały podrasowane (czasem przerysowane) do granic możliwości. Wszystkie scenerie – klubowy parkiet, sale do ćwiczeń, loft w którym tancerze mieszkają wyglądają jak pomieszczenia, ze snów młodego tancerza. Sala do ćwiczenia akrobacji i poddasze do parkoura może wywołać rozmarzone westchnienie. Ściana grająca stworzona z dziesiątek najróżniejszych boomboxów to po prostu najlepszy system grający wszechczasów. Inna sprawa, w jaki sposób miałoby to niby grać, ale nie będę się czepiał. Step up to w końcu taneczna bajka. No właśnie. O ile poprzednie części ocierały się jeszcze o realizm, o tyle ta część przypomina mi już nieco połączenie filmów kung fu z produkcjami science fiction. Trochę jakby zmontować ‘Przyczajonego Tygrysa i Ukrytego Smoka’ z ‘Atakiem Klonów’ i kazać wszystkim bohaterom tańczyć do tłustych bitów Flo Ride’y i Swizz Beatza. Nie wiem za bardzo po co to. Przecież umiejętności tancerzy w tym filmie są już na tyle kosmiczne, że nie trzeba przyspieszać ich ruchów, dopieszczać ich komputerowo i kazać podskakiwać na jednej ręce po umywalkach w publicznych toaletach(yeah, right!). To chyba krok w stronę chłopaków, których dziewczyny zaciągnęły siłą na ten film. Dla każdego coś miłego – ona poogląda sobie taniec, on walki taneczne rodem z konsolowych naparzanek.

Na tym liczba atrakcji się nie kończy. Mnie szczególnie przypadły do gustu dwa filmowe smaczki. Pierwszy to scena ze ścianą pełną sneakersów. Goddamit! Istny ołtarz. Dla sneaker freak’ów, do których chcąc nie chcąc się zaliczam, setki unikalnych Dunków, Superstarów, Jordanów czy Air Force One’ów w jednym miejscu to istne szaleństwo. Producenci wiedzieli co robią. Nike wiedział również umieszczając swoje buty w pierwszej i ostatniej scenie filmu. Swoją drogą, ciekawe ile zapłacili producentom za to, że te najbardziej pożądane buty filmu były właśnie Dunk’ami, a nie Adidasami. Ot, marketingowa dygresja. Druga scena, za którą producentom należą się wielkie brawa, była ukłonem w kierunku klasycznych musicali z Fred’em Astairem, Gene Kellym czy Debbie Reynolds. Scena w której Moose wraz z Camille przemieszcza się po ulicy tanecznym krokiem to remake sceny musicalu ‘Roberta’ z 1935 roku (!), w której to właśnie Fred Astaire stepował wraz z Ginger Rogers przy akompaniamencie orkiestry wykonującej piosenkę ‘I won’t dance’. W Step Up 3D wersja ta jest trochę unowocześniona przez grupę District 78. Jest to naprawdę miły i mądry akcent w filmie, bo może uświadomić młodym roztańczonym, że taniec nie pojawił się nagle po programie You Can Dance i Tańcu z Gwiazdami i sięga nawet dalej w przeszłość niż prastare Dirty Dancing i przedpotopowe Saturday Night Fever.

Podsumowując, film jest jak znalazł dla tej konkretnej grupy osób, które wiedzą po co chcą na niego iść. Grupy, która nie będzie się czepiać plastikowości głównego bohatera wyglądającego jak zafoliowany Action Man ze sklepowej półki. Będą za to ekscytować się obecnością Twitch’a z SYTYCD 4 i Legacy z edycji 6tej. Nie będą zastanawiać się nad logiką filmu i rozważać jakim cudem główny bohater nigdy nie widział na oczy siostry swojego najlepszego przyjaciela. Będą za to podziwiać scenę tanecznego starcia dwóch rywali. Jeśli wybierasz się na ten film świadomie, spodoba Ci się na pewno. Jeśli idziesz przypadkiem albo idziesz bo musisz, zaopatrz się w duże wiadro popcornu albo skup na partnerce bo film raczej nie trafi do twojej Top listy.

sikorson

Older Posts