Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydarzenia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lutego 2012

Mistrzowskie cięcie dźwięków - IDA World DJ Championships 2011

Na początek małe ogłoszenia parafialne. Poniższy ukazał się w lutowym wydaniu Trendy Magazynu, który właśnie ukazał się w Empiku w twoim mieście. W lutym Maciek Cielecki robi wiwisekcję twórczości choreograficznej  twórczości Vinha Nguyena, Justyna Lichacy kontynuuje historię swojej przygody z tańcem na Wyspach, z kolei Bizon - ojciec chrzestny Rytmów Ulicy opowiada co sądzi o turniejach tańca w Polandii. Sprawdź to ziom.

A teraz do rzeczy.

Intro

Mistrzowskie cięcie dźwięków ewidentnie ulubiło sobie nasz kraj, a jeszcze bardziej Stołeczne Miasto Królewskie, bo już nie pierwszy raz właśnie w Krakowie z początkiem grudnia odbyły się Mistrzostwa Świata DJów - IDA World DJ Championships 2011. O samej imprezie dowiedziałem się na dwa dni przed, bo zdecydowanie bardziej siedzę w ‘światku’ tanecznym niż muzycznym. Jednak po obejrzeniu materiału promo (o którym więcej na końcu) wiedziałem, że nie mogę przegapić tego wydarzenia, tym bardziej, że dzieje się na moim własnym podwórku - w mieście Kraka. Na szybkości sporządziłem więc mailo - smsa do naczelnego aby na ostatni dzwonek, załatwił mi akredytację na to wydarzenie. Pominę detal, jak bardzo Jacek lubi, kiedy przedstawiam mu takie niespodzianki za pięć dwunasta (tak, tak, wiem. Na przyszłoroczną edycję Gdańsk Dźwiga Muzę zgłaszam się zatem szefie już dziś!!!) i przejdę od razu do rzeczy.

Cięte dźwięki

Na początek wesprę się nieco Wikipedią żeby wprowadzić tych mniej wtajemniczonych w świat DJingu.
Didżej lub DJ, dyskdżokej (ang. Disc Jockey – Dee Jay) – osoba zajmująca się dobieraniem oraz odtwarzaniem i miksowaniem muzyki na żywo, w celu rozbawienia publiczności. DJ najczęściej stara się stworzyć płynność muzyczną w swoim występie, łącząc ze sobą różne utwory muzyczne, a nawet dodając efekty dźwiękowe, sample, utwory typu acapella. DJe turntabliści posługują sie także skreczem.

Najbardziej w tej definicji podoba mi się fragment o rozbawieniu publiczności. Ach, jakże zawsze rozbawiony jestem kiedy DJ rozkręca się za konsoletą;) Ale okej, bądź co bądź ta definicja jest w dużej mierze właściwa. Jeśli jednak z taką wiedzą i przekonaniem ktoś wybrałby się na imprezę z pod znaku IDA mógłby się grubo rozczarować, a jego spojrzenie na ‘stworzenie płynności muzycznej w celu rozbawienia publiczności’ nabrałoby zupełnie innego wymiaru.

Mistrzostwa IDA to impreza, na której DJe z całego świata mogą wykazać się swoim kunsztem. Prezentują więc nadludzkie wręcz umiejętnościami skreczu, miksowania i co równie ważne – umiejętności nawiązania kontaktu z publicznością podczas wykonywania arcytrudnych manewrów z wykorzystaniem dwóch płyt winylowych i miksera. Podkreślić trzeba, że na takiej imprezie nie usłyszy klubowych setów, czy znanych z clubbangerów. Podczas 2 minutowych showcase’ów, artyści mają na celu pokazać swoją sprawność manualną, niesamowity timing i precyzję ruchów rąk. Są to więc sety w pigułce, w dawce skondensowanej bardziej niż napoje energetyczne sprzedawane w tych śmisznych mikro pojemniczkach. Tricki wykorzystywane w klubach sporadycznie, aby uatrakcyjnić przejście z jednego kawałka w drugi, tu są z kolei głównym elementem pokazu. Choć kategorie zawodów podzielone są tradycyjnie na ‘technical’ i ‘show’ to dla na w pół laika takiego jak ja nie robi to zbyt dużej różnicy. Technical jest technical, a show jest technical również tylko trochę bardziej z show. Nie będę się tu silił na wystawianie profesjonalnej oceny poszczególnym DJom, bo po prostu się na tym nie znam. Kiedy siedzący obok koleś z Pomorza powiedział mi, że DJ S-Trix zaprezentował charakterystyczny niemiecki styl miksowania, nie pozostało mi nic innego jak pokiwać głową.

Loop Skywalker i Cross Vader

Mogę jednak wypowiedzieć się na temat samego show dawanego przez kolejnych artystów i umiejętności zaskarbienia sobie publiczności. Oglądając występy każdego z uczestników zacząłem w wyobraźni rysować ich sobie jako zawodników z jakiejś rąbanki rodem z Playstation 3 w stylu Tekkena czy Mortal Kombat (nic nie poradzę, MK9 kradnie mi wiele godzin życia od jakiegoś pół roku, stąd analogia). Każdy z nich bowiem miał inne skille. Pomijając już te techniczne, których ocenić nie jestem w stanie, każdy w inny sposób wyważał stosunek między koncentracją na gramofonach, a publiczności. Loop Skywalker choć pozytywny, wydawał mi się mocno pospinany, S-Trix (ten od niemieckiego stylu) wydawał mi się bardzo skupiony na sprzęcie i w niego wpatrujący się przez 90% seta. DJem, który wygrał sobie publiczność swoją nieprzeciętną sceniczną osobowością i pomysłem na set był DJ Cross z Belgii, który zgarnął tym samym główne trofeum w kategorii technical, co publiczność przyjęła z szalonym entuzjazmem. Jak później się okazało, Cross był faworytem publiczności już na starcie, bo rok wcześniej, wbrew oczekiwaniom wszystkich, nagrodę z przed nosa zgarnął mu Mandrayq z Włoch. W zeszłym roku Cross otrzymał więc powołaną naprędce nagrodę publiczności, a w 2011 przybył aby odebrać co mu się słusznie należało. W 2010 nie byłem świadkiem jego występu, ale to co przekonało mnie do niego w tym roku to jego niesłychany spokój, praktycznie nieustanny kontakt z publicznością i tak zwane amerykańskie ‘cockyness’ czyli w wolnym tłumaczeniu pozytywne cwaniactwo i wielka pewność siebie… albo po ludzku - Cross był kozakiem.



Granie na ekranie

Poza samymi mistrzostwami warto wspomnieć jeszcze o dwóch innych atrakcjach tego wieczoru. Pierwszą z nich był fenomenalny występ DJ-a Irie, który na żywo miksował obraz z dźwiękiem. Byłem już nieraz świadkiem takich wyczynów w krakowskim klubie Ministerstwo i jeśli będziecie mieli okazję wybrać się na imprezę, na której DJ miksuje video z muzyką koniecznie się na nią wybierzcie. DJ Irie zaprezentował kontynuację zeszłorocznego Miracle Motion Picture Show, które moim zdaniem zdaniem było jeszcze lepsze niż przyjęty z owacjami na stojąco występ zeszłoroczny (po który tradycyjnie odsyłam na youtube). Druga atrakcja to występ etno-elektro-ekipy o nazwie Gooral, która święci całkiem zasłużone tryumfy w polskich klubach, nie tylko na fali rosnącej popularności etno-folku, i nie tylko dzięki popularności przeraźliwie białych zębów ‘Tańczącego z Gwiazdami’ Staszka Karpiela-Bułecki, ale również za przyczyną tego, że robią całkiem porządną muzę.



Say what?

Największym dla mnie nieobecnym tej imprezy była ekipa Foreign Beggars… która tak naprawdę wcale nie miała na tegorocznych mistrzostwach IDA wystąpić. Wraz z kilkoma znajomymi zaznaliśmy masowej iluzji, w którą wkręciliśmy się samodzielnie wmawiając sobie, że wbrew wszelkiej logice i wszystkim informacjom podanym na plakatach i biletach Beggarsi jednak na imprezie wystąpią. Źródłem tej mistyfikacji było fenomenalne promo, którego obejrzenie gorąco polecam (a nawet nalegam) na kanale youtube krakowskiej Zooteki. Ten pięciominutowy klip, w którym pojawiają się właśnie Beggarsi (sic!), a także Fader Penetrators i mistrz świata federacji DMC - DJ Unkut to produkcja lepsza niż niejeden teledysk, lub filmowy trailer. Propsy za to.

Udział wzięli

Na koniec dwa słowa o organizatorach. Krakowska organizacja Zooteka, na czele której stoi Zulus, jest w moim mniemaniu hiphopowym (muzyka) odpowiednikiem hiphopowego (taniec) FNFu i Blazee’a (Błażeja Szychowskiego). O ile jednak o Błażeju i FNFach można dowiedzieć się z netu co nieco (nawet zanim stał się czasopismowo - plejadowym celebrytą), o tyle o Zulusie zbyt wiele nie przeczytasz. A szkoda, bo jest to człowiek, który zrobił bardzo wiele dla hiphopu w Polsce, i rozkręca koncerty i imprezy hiphopowe wraz ze swoją Zooteką już od ponad dekady. Ważne jednak, że przemysł hiphopowy wciąż się kręci, a imprezy typu IDA z roku na rok mają coraz większy rozmach i zyskują coraz większe zainteresowanie, cały czas ewoluując… podobnie jak ewoluuje muzyka gdzie hiphop coraz częściej zwalnia miejsce swojemu potomkowi z ADHD o imieniu – dubstep.

Jeśli chcecie zobaczyć więcej kozackich fotek z tej imprezy sprawdzcie fanpejdża IDA 2011 skąd zassałem większość fotek do tego artykułu, jak również galerię na stronie where2b.



Na sam koniec, końców wrzucam linkusa do tegoż zajebistego promomateriału, o którym mowa w ostatnim paragrafie. Amen.



środa, 2 listopada 2011

Festiwal Gdańsk Dźwiga Muze 2011 Dance Edition

Abradab rocks the Mic right
Południe - Północ
Pewnego pięknego weekendu sierpnia (choć pogoda w sierpniu świadczyła o czymś zupełnie innym, to jednak weekendy zawsze są piękne) postanowiłem oderwać się od codzienności i wraz z kilkoma znajomymi wybrać na drugi koniec Polski. Plotki bowiem niosły, że Gdańsk Muzę będzie Dźwigał, i to już nie pierwszy raz. Jako, że Gdańsk piękny jak i Muza zacna, wiele się nie zastanawiałem i po uzyskaniu akredytacji postanowiłem przejechać na drugi koniec Polski z miasta Krakusa do miasta Neptuna. Przewijając na Fast Forward wszelkie perypetie związane z podróżą i zakwaterowaniem, znalazłem się na Placu Zebrań Ludowych by wkroczyć luźnym krokiem na festiwal tańca i muzyki z pod znaku hip ha o pe.

Ponieważ z festiwalu chciałem wynieść jak najwięcej i w pełni wykorzystać te dwa dni już od rana krążyłem pomiędzy namiotami, w których odbywały się warsztaty taneczne z weteranami sceny hiphopowej z zachodniego i wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Zanim przejdę do szczegółowego opisywania tego co w namiotach napiszę jeszcze parę słów na temat tego co poza nimi. Otóż na placu zebrań znajdowało się wszystko co znajdować powinno. Trzy namioty ze stylami: hiphop, street dance i videoclip dance, ściana do graffiti, scena dla młodych MC, scena dla beatboxerów, i dla boyów oraz scena główna z DJem za deckami. Czekaj, czekaj: rap, DJing, B-boying, graffiti i beatbox… toż to przecie książkowe elementy kultury hiphopowej. Rzeczywiście, festiwal Gdańsk Dźwiga Muzę, jak żaden inny festiwal na którym byłem oddawał ducha kultury hiphopowej bez pominięcia żadnego z kluczowych elementów, bez David Guetta i bez autotune’a. Choć nie byłem jeszcze na Hiphop Kempie w Czechach ani Street Dance Kemp w Czechach, ani Urban Dance Camp w Cze… nie, nie, tym razem nie u braci z zza południowej granicy, ale w NiemCZECH;). Pomimo, że nie byłem na tych festiwalach to jednak wydaje mi się, że MTV GDM do tych właśnie najłatwiej porównać, co zresztą potwierdził mój znajomy, który na HHK dwukrotnie był. Jeśli więc MTV zdecyduje się na utrzymanie i rozwijanie tego festiwalu, to może się okazać, że za parę lat wykształcimy sobie nad polskim morzem europejskiej sławy festiwal hiphopowy, taki jakim obecnie stał się Heineken Open’er. Ale to najwcześniej za kilka lat, wróćmy więc do dnia dzisiejszego.

Hip Hop and Ya' Don't Stop...

Muzyka
Rap. Czyli słowa i muzyka, albo lepiej rymy i bity. Przyznam, że moje preferencje muzyczne i oczekiwania wobec wieczornych koncertów były zgoła inne niż zainteresowania ogółu. Moja w tej kwestii relacja będzie więc bardzo subiektywna, ale z drugiej strony - która relacja nie jest? Odmienność moich zainteresowań wynikała zapewne z tego, że wraz ze znajomymi, wiekowo prawie dwukrotnie przewyższaliśmy średni wiek uczestników tej imprezy. Jestem z pokolenia szerokich spodni z krokiem w kolanach, które pamięta kawałki Trzycha i Warszafskiego Deszczu, które album Tede S.P.O.R.T. znało na pamięć. Dla mnie więc bez wątpienia największe wrażenie zrobił koncert Warszawskiego Deszczu, przypominając mi starą dobrą polską szkołę rapu. Ech, kiedy to było… czas nas zmienił chłopaki, proste, robiłem głupoty ale z tego wyrosłem…



- Przerwa na łzę wzruszenia -



Trochę trudno zrozumieć mi cały hype na Grubsona, który pojawiał się na scenie częściej niż reklamy pasty do zębów na Polsacie. Nie wiem co mnie w nim drażni. Może vocal brzmiący jak mix DMXa z Damianem Marleyem? A może polsko-jamajskie brzmienie, którego z założenia nie lubię? Pewnie jedno i drugie. Raczej nie przekonam się do tego rapera, aczkolwiek Grubson nie powinien się tym szczególnie przejmować bo dla 95% uczestników festiwalu to właśnie on był główną gwiazdą wieczoru. Część z widowni Grubsona i Abradaba nie dotrwała bowiem do koncertów Das FX i Chali 2na. Cóż, różnica pokoleń. Das FX i Chali to już weterani, Grubson to najwyraźniej przyszłość, a na pewno teraźniejszość.
GrubSon - Na szczycie, w rzeczy samej... 


Koncert Das FX składał się głównie z klimatu. Przyznam, że nie znałem kawałków tej nowojorskiej grupy, poza klasycznym Real Hip Hop, ale zdaje mi się, że spożycie przez nich zwiększonej ilości ziół przed koncertem sprawiło, że sami również nie do końca je pamiętali. Większość koncertu upłynęła na nawoływaniach ze sceny w stylu: ‘Put your hands up hiiiiii’, ‘When I say hip, you say hop’, Na ich koncercie nastąpił jednak najlepszy epizod całego festiwalu. W pewnym momencie jeden z członków grupy, bodajże Skoob wezwał do siebie pięciu eMCe z widowni, którzy byliby gotowi wystąpić z nim na scenie. Na odzew nie trzeba było długo czekać, pięciu składaczy rymów wskoczyło na scenę, żeby po chwili wyrzucać z siebie wers za wersem. Z całej piątki jeden płynął z lepszym inny z gorszym freestylem, jeden zaprezentował też nieco oszukany freestyle siląc się zwrotką swojego kawałka bo jego słowna improwizacja brzmiał jak ta Eminema w 8mej Mili. Mniejsza o tą czwórkę, bo najważniejszy był ten jeden, który (za mikrofon zdaje się chwycił jako drugi) popłynął z prawdziwym, spójnym i sensownym freestylem zakończonym wersem mówiącym że „w tym momencie na tej scenie spełniają się jego marzenia”. Now, how cool is that?! Publiczność doceniła młodego emce deszczem braw (albo przynajmniej zapamiętałem to jako deszcz).



Graffiti, DJing & Beatbox…
Bruk Brothers, na festiwalu GDM jeszcze bezimienni
Ściana do graffiti była moim zdaniem najsłabszym elementem całego festiwalu. Choć miejsca było sporo i każdy kto chciał mógł podejść do niej i wyrazić siebie za pomocą puszki i farby to jednak chętnych było niewielu. Pomimo licznych nawoływań z głośnika nie wielu zdecydowało się tam podejść. Dlaczego? Być może dlatego, że na festiwalu nie było najwyraźniej zbyt wielu graficiarzy, którzy potrafią wrzucić na ścianę coś co później można nazwać street artem, a ci którzy nie mieli pojęcia czym to się je i jak to się robi nie za bardzo mieli gdzie uzyskać porady. Przy punkcie graffiti niewiele się działo, zainteresowani podchodzili nieśmiało nie bardzo wiedząc o co pytać i o co prosić. Moim zdaniem w przyszłym roku, warsztaty z graffiti powinny być zaplanowane nieco lepiej bo choć w harmonogramie znajdowała się taka pozycja, to na żywo trudno było mi jej doświadczyć.
Zarówno DJe jak i beatboxerzy dbali o to, żeby na festiwalu ciągle coś płynęły dobre cięte dźwięki. Dje wymieniali się co jakiś czas na scenie głównej, z kolei beatboxerzy na podeście na środku placu najpierw szkolili warsztat poczym pod okiem jury w postaci Dharniego z Singapuru, Roxorloops z Belgii i Blady Kris z Polski stoczyli finałowe pojedynki na dźwięki… niestety wiele więcej na ten temat nie jestem w stanie powiedzieć bo dokładnie w tym czasie przebywałem na jednej z najlepszych, teoretycznych lekcji hiphopu jakie kiedykolwiek miałem okazję wziąć. A lekcji tej było na imię Mr Wiggles.



Hey girls, hey boys, superstar DJs, here we go!!!
Bboying
Choć raczej na tym festiwalu więcej było samego hiphopu i poppingu niż bboyingu, więc może lepiej powiedzieć ogólnie – taniec. Taniec… tym właśnie festiwal GDM odróżniał się od wielu innych wakacyjnych festiwali, że na koncertach nieraz bardziej chciało się spoglądać na płynącą do muzyki widownie niż na samą scenę. Tak był na koncercie Cali 2Na, czyli głównej gwiazdy drugiego dnia. Kiedy rozglądnąłem się w koło po prostu nie mogłem oderwać oczu od bansujących ludzi. Don’t stop the body rock! W poprzednim artykule podsumowującym FNF Summer Intensive zarzucałem polskim tancerzom, że ogromna większość z nas nie potrafi freestyle’ować. Z tego zdania się nie wycofuje, jednak muszę zaznaczyć, że na festiwalach takich jak Gdańsk Dźwiga Muzę ilość tancerzy potrafiących swobodnie interpretować muzykę jest o znacznie większa. Nic dziwnego – na taki festiwal przyjeżdżają przecież głównie wyznawcy oldchoolowego hiphopu, w którym freestyle to podstawa, a choreografia to największe zło. W naszym kraju, podobnie zresztą jak na całym świecie wykrystalizowały się dwa światy ‘hiphopu’ (w celowym i pogrubionym cudzysłowie). Tancerze street dance, dla których hiphop to jedynie Elite Force Crew, Electric Boogaloos i RockSteady Crew, oraz tancerze LA Style dla których hiphop to Movement Lifestyle, Young Lions, Essence, SoRealCrew i centra szkoleniowe takie jak Debbie Raynolds czy Millenium w Los Angeles. Ci pierwsi zarzucają drugim, że to co tańczą nie kwalifikuje się jako hiphop i może być nazwane wyłącznie street jazzem, Ci drudzy z kolei zarzucają pierwszym archaiczność, hermetyczność i zamknięcie się na zmiany jakie niesie ze sobą ewolucja tańca ulicznego. Myślę, że za parę lat emocje za oceanem opadną, co pewnie z kolei przeniesie się i na stary kontynent. Już teraz jedna i druga strona wypowiada się mniej stanowczo i autorytarnie niż jeszcze jakiś czas temu. Każdy z młodych tancerzy LA w pierwszych zdaniach nauczania powtarza jak mantrę ‘learn foundations… study the roots… know your history…’. Mr Wiggles, który jeszcze nie dawno pisał na swojej oficjalnej stronie ‘hiphop choreography always sucks!’ w Gdańsku wypowiadał się już w znacznie bardziej wyważony sposób.



Streetowe kocury spragnione wiedzy na wykładzie Mr Wigglesa
Mr Wiggles says…
No właśnie, Mr Wiggles… choć o tej barwnej postaci słyszałem nie raz, to nie miałem do tej pory okazji być na jego zajęciach. Cieszę się, więc, że udało mi się to tym razem, bo były to jedne z ciekawszych lekcji jakie kiedykolwiek wziąłem. U pana Wigglesa nie poznałem wprawdzie jakichś niesamowitych kombinacji ruchowych, bo jego zajęcia sprowadzały się do najbardziej podstawowych podstaw i najgłębszych korzeni - do studiowania takich ruchów jak body rock, bounce, skate, back step, powerturn itp. Ale nie po to tam szedłem. Albo może inaczej, szedłem właśnie po to, aby zażyć hiphopu u jego korzeniu i w najczystszej pierwotnej wręcz formie. Wiggles to bowiem członek takich grup jak Rocksteady Crew czy Elecric Boogaloos, które dały początek stylom tańca hiphop dance, popping i locking. Każdy, kto dziś szaleje na punkcie tanecznych sensacji Youtuba rodem z Los Angeles, powinien obowiązkowo wziąć udział w zajęciach jeden z osób, które ten styl stworzyły. Hiphopowcy, mają tą wyjątkową szansę, której nie mają, tancerze innych gatunków tanecznych - poznać na żywo prekursorów gatunku. Hiphop jest na tyle młodym tańcem, że jego twórcy wciąż żyją, tańczą i jeżdżą po świecie. Ci którzy dali początek tańcu modern, jazzowi czy tańca współczesnemu od dawna tańczą już po tamtej stronie, a ich taneczne dziedzictwo możemy poznawać wyłącznie dzięki ich tanecznym wychowankom, książkom czy nagraniom archiwalnym. Głównym przekazem Wigglesa było uświadomienie polskim tancerzom bez pamięci zakochanym w choreografiach, że hiphop od zawsze był i zawsze będzie social party dance, czyli tańcem klubowym mającym za zadanie jednoczyć bawiących się ludzi. Patrząc na znane mi kluby faktycznie wielu w naszym kraju o tym zapomniało. I mówię teraz o tych, którzy przychodzą do klubów potańczyć i którzy kochają i potrafią to robić. Nasz klubowy taniec rzadko łączy ludzi! Jeśli ktoś potrafi tańczyć to najczęściej tak bardzo zagłębia się w swoim tańcu, że totalnie zapomina o otaczających go ludziach na parkiecie. Jeśli na parkiet wkroczą Bboye, lub Popperzy to najczęściej zamykają się w swoich własnych grupkach gdzie wzajemnie pokazują przed sobą skilla. Inna sprawa, że w wielu przypadkach to również dziewczyny zamykają się na wszelką formę integracji tanecznej skupiając w trzyosobowych grupkach tańcząc w okół torebki, która leży pomiędzy nimi. Paranoja… ale o tym może kiedy indziej :) wróćmy jeszcze do festiwalu.




Poza Wigglesem wziąłem jeszcze udział w zajęciach Briana Greena, J.C. Winstona, Fabrice Labrany i Justyny Lichacy. Gdybym miał opisywać zajęcia każdego z nim ten artykuł przeciągnąłby się jeszcze o kilka stron, a tego naczelny pewnie by mi nie wybaczył, zatem postaram się streścić. Brian Green to podobnie jak Wiggles, jeden z prekursorów gatunku. Jego umiejętności i wiedza jest faktycznie wybitna, jednak w przeciwieństwie do Pana W, Brian nie wzbudził u mnie zbyt wielkiej sympatii. Wręcz przeciwnie, miałem wrażenie, że Brian koniecznie chce nam udowodnić, że choć wydaje nam się, że coś tam umiemy to jednak jedynie nam się wydaje, z każdym kolejnym krokiem trudnej koordynacyjnie choreografii spoglądał na uczestników z wyrazem coraz większej ironii, a na samym końcu praktycznie pokładał się ze śmiechu. Wprawdzie, rzucił nam na pocieszenie hasło: ‘I’m not laughing AT you, but WITH you’ ale nie zabrzmiało to szczególnie przekonująco. Cóż, bądź co bądź z tej lekcji też można się było czegoś nauczyć – spokoju i pokory. Na zajęciach JC i Fabrice również trafiłem na choreografie, jednak obydwaj zaprezentowali coś zupełnie innego. JC na całkowitym groove, w starym stylu, Fabrice na mocnym spięciu do robiącej się coraz popularniejszą muzyki dubstep. Tak, to było coś innego. U Justyny dostałem porządną dawkę house’u którego akurat w Krakowie bardzo mi brakuje. Praktycznie nikt nigdzie tego nie tańczy. Szkoda. Na końcu zajęć Justyny udało mi się załapać jeszcze na płytkę z jej wspólnym projektem taneczno-filmowym pt. ‘Zamknij oczy’ wyreżyserowanym wraz z Pawłem Łukomskim. Powiem tylko tyle, że niezależnie ile rozgłosu uda się zebrać temu projektowi to i tak będzie za mało. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze napisać o tym szerzej bo naprawdę warto. Ci, którzy jeszcze nie widzieli powinni koniecznie obejrzeć go na youtube, bo znajduje się tam w całości (w dwóch częściach).
Tyle odnośnie edycji 2011. W moich odczuciach wypadła naprawdę nieźle, choć brak mi porównania do edycji zeszłorocznej. Czuję jednak, że za rok, znów zdecyduję się odwiedzić ten festiwal i tym razem osobiście doświadczyć czy ulega on zmianom i czy są to zmiany na lepsze.

PS:
Za zdjęcia wielkie dzięki przesyłam dla Marty Szreder z Gdańska, która uchwyciła na swoim aparacie wiele fajnych scen z tego wydarzenia:)





MTV - Gdańsk Dźwiga Muzę 2011

czwartek, 29 września 2011

FNF Summer Intensive - Taneczna inwazja z Los Angeles

Summer Intensive = Tony Czar
Hey, hey Toney… to pierwsze co przychodzi mi do głowy kiedy myślę o FNF Summer Dance Intensive, którego tegoroczna edycja dobiegła już końca. Choć choreografów na letnich warsztatach w Darłówku było co niemiara, zjechali się bowiem najlepsi tancerze zajmujący się szeroko rozumianym hiphopem, czy też LA Syle’m z naszego kraju, ale także z Rosji, Niemiec czyWielkiej Brytanii to i tak najważniejszą jak dla mnie postacią Summera, rok w rok pozostaje Tony Czar. Swietnie tańczyło mi się w tym roku na zajęciach Lee Daniela, niezwykle ciekawy ruch pokazali Jun Quemado i Miguel Antonio, prestiż wydarzenia podwyższał swoim nazwiskiem obecny choreograf Britney Spears – Kevin Maher, a Erica Sobol jak co roku wywoływała wśród tancerzy emocjonalne burze swoimi choreografiami, mimo to i tak najbardziej utkwiły mi w pamięci każde z zajęć Tonego. O Tonym Czarze, szerzej przeczytać możecie w tym numerze w artykule Maćka Cieleckiego, który niczym Lary King przepytał go dokładnie z całego życiorysu. Odsyłam więc kilka stron wcześniej w celu dowiedzenia się o kim mowa. Ja skupię się z kolei na Tonym na Summerze i tym co w tym roku przekazał polskim tancerzom.

They’re doing choreograpy…
Zabierając się do tego artykułu sięgnąłem wpierw do archiwalnych wpisów na moim tanecznym blogu www.sneakersandpointes.blogspot.com, żeby przypomnieć sobie, jakie miałem odczucia po letnich warsztatowych wojażach w 2010. Przypomniałem więc sobie, że zeszłoroczny FNF Summer Intensive zainspirował mnie do napisania artykułu Words of Wisdom: Czyli złote myśli choreografów, który to w dwóch częściach opublikowany został w Trendy Magazynie 11-12/2010. Wskazówki tam zebrane, w dużej mierze spisane były właśnie na bazie słów Tonego, który już w zeszłym roku celnie, acz z sympatią wytykał błędy i niedociągnięcia polskiej sceny tanecznej. Tak też było w tym roku. O ile poprzednio, główny wykład odbył się wśród tancerzy z grup zaawansowanej, kiedy to głównym zarzutem było ‘execution’ czyli wykonanie, ‘wytańczenie’ choreografii na pół gwizdka, o tyle w tym roku tyrada Tonego skierowana była do grupy średnio-zaawansowanej. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo słowa były uniwersalne i każdy z uczestników obozu mógł w mniejszym lub większym stopniu odnieść je do siebie. Pierwsze co przyszło mi do głowy po wypowiedzi Tonego to piosenka Danny’ego Kaye’a z musicalu White Christmas z 1954 roku zatytułowana Choreography. OK., OK., piosenkę znam wprawdzie z amerykańskiej edycji So You Think You Can Dance i wykonania Kathryn McCormick i Nathana Trasorasa w piątym sezonie programu, ale wypada przytoczyć pierwotne źródło, nie prawdaż? Tekst piosenki leciał jak niżej:

One and all they're not chancing
What we used to call dancing
They're busy doing choreography
One and all keep us guessing
What the heck they're expressing
Instead of dance it's choreography!



W ustach Tonego słowa te brzmiały nieco mniej melodyjnie: I know Poland for great choreography dancers, I want to come here one day and say I know Poland for great freestyle dancers as well. Innymi słowy o ile w choreografiach radzimy już sobie całkiem nieźle, o tyle w umiejętnościach swobodnej interpretacji muzyki wciąż kulejemy. I fakt, widać to najlepiej na sali kiedy choreograf włącza muzykę, do której przygotowana jest choreografia, a ¾ sali stoi przed lustrami wpatrując się w siebie zmrużonymi oczyma, oczekując na konkretny bit, lub słowo które uwolni je z dziwacznego bezruchu. Polska nie umie freestyle’ować – it’s a fact. Okej, nie twierdzę, że w ogóle nie posiadamy dobrych freestylerów. Uliczne koty, dla których hiphop równa się popping, locking i bboing, potrafią faktycznie ruszać się do wszystkiego i umiejętnie interpretują muzykę street style’owymi ruchami. Jednak takich tancerzy w porównaniu do Francji – europejskiej stolicy tańca ulicznego jest w naszym kraju niestety garstka, a tancerze, których główną domeną jest LA Style, New Age, New Style, czy jak zwał tak zwał, niestety często w tej kwestii zawodzą. Na swoje usprawiedliwienie możemy spojrzeć wstecz i porównać naszą historie i tradycje taneczne, w których moim zdaniem możemy doszukiwać się naszej freestyle’owej abnegacji. Nie da się ukryć, że taniec hiphop, który wywodzi się w klubów i ulic NYC i LA, stworzony przez czarnoskórych mieszkańców USA ma znamiona tańca plemiennego. Od zawsze istotna była w nim rywalizacja (battelki) i chęci pokazania swoich tanecznych umiejętności drugiej osobie. W Stanach hiphop social dance’s od zawsze były uskuteczniane na klubowych parkietach. Ktoś wymyślił jakiś krok, a jeśli przypadł do gustu pozostałym był kopiowany, rozwijany i uskuteczniany w kolejnych klubach USA. Tak było z funk styles, tak jest i teraz. Co roku pojawia się coś nowego co ludzie podchwytują i wykonują samodzielnie. Hitem tego roku jest dougie, w zeszłych latach był jerk itp. Dzięki temu każdy amerykański klubowicz, ma już jakąś bazę, którą może następnie dowolnie modyfikować według potrzeb. A jak w Polsce? Kurcze, nasze tradycyjne tańce – mazur, obrek, czy krakowiak raczej nie nadają się na klubowe parkiety. Od zawsze dominował więc taniec z nóżki na nóżkę, lub po zwiększonej dawce alkoholu coś na kształt tańca świętego Wita. Klubowe inspiracje w kraju nad Wisłą przez lata czerpane nie z klubów USA, lecz z teledysków Macaren’y czy kilku lekcji towarzyskiego wziętych w podstawówce. Taki mix raczej nie mógł przynieść nic dobrego. Z biegiem lat sytuacja na szczęście ulegała zmianie i w klubach można dziś spotkać coraz więcej ludzi, którzy… uwaga, uwaga – rzeczywiście lubią tańczyć i potrafią się ruszać! Kiedyś, przynajmniej z moich obserwacji, było to zjawisko raczej rzadkie.
OK., skleciłem więc piękną wymówkę dla naszego dyletanctwa i pogłaskałem się powyższym akapitem po główce, pora jednak zabrać się do roboty, i poprawić obecny stan rzeczy. Aby umieć się ruszać do muzyki, trzeba zacząć od zwiększenia zakresu swoich ruchów, a aby zwiększyć ich zakres jak i możliwości ciała trzeba wrócić do podstaw hiphopu czyli do izolacji, do groove’u, do bounce’u. Tony nie rzucając słów na wiatr, poprowadził więc lekcję rezygnując z kolejnej wypasionej choreografii, a skupiając się na równoczesnych izolacjach, różnych partii mięśni, na umiejętnym wykonaniu dougie, a na koniec na mini battelce freestyle’owej. Myślę, że nie tylko dla mnie było to sporym zaskoczeniem, że tancerz z Los Angeles, którym często stare koty zarzucają zatracenie ducha hiphopu, koncentruje się własnie na freestyle’u i battelkach. Kurcze, myślę, że nie byłoby złym pomysłem, gdyby zajęcia z ‘foundations’ czyli bazowych hiphopowych ruchów i izolacji weszły na stałe do grafiku zajęć każdego polskiego tancerza LA Style. Można wprawdzie powiedzieć, że każdy z nas może to robić samemu przed lustrem, lub w klubie. Jasne, że tak, ale ilu to robi? Tancerze zajmujący się baletem, przynajmniej połowę swoich treningów spędzają zamiatając podłogę przy drążku wykonując setki battement tendus i czy poszerza w nieskończoność demi plié i grande plié. Czemu więc tancerze hiphopowi nie mogą także zając się ćwiczeniem techniki? Hm… jestem ciekawy jakie będą uwagi Tonego w przyszłym roku i czy weźmiemy sobie do serca jego wskazówki z tego lata. Czy zrobimy postęp i czy pozycja Polskich tancerzy na mapie Europy będzie się dalej umacniać? Przekonamy się za rok.

FNF Summer = Błażej Szychowski

Na koniec muszę dodać jeszcze zdanie na temat Błażeja Szychowskiego, przy którym to właśnie tak naprawdę powinien pojawić się znak równości z Summer Intensive. Bez niego powiem coroczna inwazja choreografów z LA nie miała by miejsca, a scena taneczna w Polsce nie rozwijałaby się w takim tempie, w jakim się rozwija. Jestem pod ogromnym wrażeniem rozwoju każdych kolejnych warsztatów markowanych znakiem FNF. Stawiam perły przeciw orzechom, że w nadchodzącym sezonie usłyszymy jeszcze nie raz o tancerzach z FNF, jak i o samym Błażeju Szychowskim. Monopol na polskiej scenie tańca komercyjnego właśnie zostaje przełamany, a na rynku pojawia się nowy gracz, który ma dużą szansę na dorównanie tanecznemu potentatowi Agustinowi Egurrola.

Słownik:

Danny Kaye (albo David Daniel Kaminsky; 18.01.1913 –3.03.1987) amerykański aktor, tancerz i piosenkarz i komik znany z licznych ról musicalowych.
Dougie – ruch oryginalnie zainspirowany rapperem o ksywce Doug E Fresh, który w jednym z teledysków wykonywał ruch zaczesywania głowy ręką od przodu do tyłu. W ubiegłym roku w klubach w Texasie pojawił się taniec Dallas boogie, który następnie zmodyfikowany został w dougie ponieważ charakterystyczny ruch Doug E Fresha został dodany do tego kroku.
Lary King – jeden z najbardziej znanych amerykańskich dziennikarzy, który w swej karierze przeprowadził ponad 40 tysięcy wywiadów.



poniedziałek, 12 września 2011

Ciało\Umysł - X edycja Festiwalu Tańca Współczesnego 17.09 - 2.10 2011

Ależ ten czas leci. Najbardziej uświadamiam to sobie, kiedy nadchodzą warsztaty, festiwale czy inne okresowe wydarzenia, które przecież przed chwilą się odbyły, a okazuje się, że minął już rok. Tym razem jest tak z Międzynarodowym Festiwalem Tańca Współczesnego Ciało\Umysł, który w tym roku odbędzie się w Warszawie po raz dziesiąty. Festiwalem tym, jak pisałem już w zeszłym roku powinni zainteresować się bardziej świadomi i dojrzali odbiorcy sztuki nowoczesnej... i w tym roku zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że chyba raczej do nich nie należę. Okej, może moje postrzeganie sztuki współczesnej jest płytkie, ale trudno mi się wyzbyć przekonania, że sztuka współczesna wielokroć równa się pokazywaniu gołej dupy na scenie. Jak w zeszłym roku tak i w tym. Już w materiale promującym wydarzenie można zobaczyć mężczyznę wypinającego się gołym zadem do publiczności trzymającego w okół swoich pośladków ramę obrazu. Przekaz zrozumiały, ale ile można? Cycki, dupy i przyrodzenia już były. To szokowanie jest nuuuuudne. Bardziej zszokowało by mnie, gdybym na kolejnym festiwalu nie zobaczył  golasa na scenie wymachującego swoim klejnotami w imię wyższych wartości.

Acha, no i jeszcze jedno. Na Boga, gdzie ten taniec?? Co się stało z tańcem?!! Nie wiem czy festiwal Ciało\Umysł można nazywać jeszcze Festiwalem Tańca Współczesnego czy już może Festiwalem Sztuki Alternatywnej, albo Festiwalem Ruchu. Mam nadzieje, że taniec współczesny w naszym kraju dozna jakiegoś przebudzenia i przestanie iść kierunku całkowitej rezygnacji z tańca na rzecz (bez)ruchu, bez majtek.






środa, 27 lipca 2011

Amelia Rudolph i Project Bandaloop: Peregrine Dreams

Sztuka dla sztuki czy sztuka dla ludzi? Taniec, dla samego tańca czy taniec w jakimś celu? Wielu już zadawało sobie tego rodzaju pytania i zapewne jeszcze wielu będzie. Odpowiedź na to jest oczywiście tak indywidualną sprawą jak indywidualny jest gust, smak i sposób postrzegania rzeczy i zdarzeń. Mnie osobiście zawsze bliżej było do poglądu, że sztuka powinna wpływać na ludzi i wywoływać w nich jakieś emocje bądź reakcje. Sztuka, w której artysta wie co chce powiedzieć i wykorzystując do tego pędzel, słowo, kamerę lub ludzkie ciało formuje pewien przekaz, wobec którego odbiorca nie może pozostać obojętnym.
Oglądając performance Amelii Rudolph pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy to właśnie celowość tańca. Project Bandaloop, czyli zespół tancerzy \ akrobatów założony przez tą amerykańską artystkę, znany jest z ‘występów w przestworzach’. Nie jest to teatr tańca w tradycyjnym tego słowa znaczeniu (jeżeli w ogóle można mówić o tradycji przy pojęciu tak młodym jak teatr tańca). Grupa swoje przedstawienia realizuje zwykle w dość ekstremalnych warunkach, niezwykle wymagających nawet dla wprawionych w akrobacjach tancerzy. Występowali więc na skałach i budynkach w Stanach Zjednoczonych, jak również wielu krajach z całego świata. W 1997 przyszła kolej na wzniesienie El Capitan w skalistych rejonach parku Yosemite, którego zdobycie wymagało od tancerzy 6 dni wspinaczki bez przerwy po praktycznie pionowej skale. Jak wspomniałem, temu odważnemu przedsięwzięciu przyświecał pewien konkretny cel. Sokół Wędrowny, tubylec z Yosemite został w tym czasie usunięty z niechlubnej listy gatunków zagrożonych wyginięciem. Amelia Rudolph postanowiła uczcić ten fakt performance’m wykonanym na ziemi (lub raczej na niebie) ojczystej głównego bohatera całego zajścia. Tancerze wspięli się na szczyt, aby w odpowiednim miejscu i czasie wykonać taniec na linach, poświęcony Sokołowi z Gór Skalistych. Takie wydarzenie niewątpliwie odbiło się szerokim echem w rejonach Yosemite, a niewykluczone również w innych stronach Stanów Zjednoczonych. Po latach dotarło również do Polski, gdzie adepci jazzowej sztuki tanecznej mogli oglądać go w ramach zajęć teoretycznych z ‘Historii Tańca i baletu’;) Cel Amelii został więc osiągnięty. Hołd Sokołowi został oddany, a sprawa nabrała rozgłosu i pojawiła się na językach.
I bardzo dobrze, że pojawiła. Dobrze kiedy artyści bujając w obłokach potrafią też wpłynąć na drugiego człowieka. Kiedy na dodatek bujanie to rozumiane jest w sensie stricte, a artyści unosząc się na wysokości kilkuset metrów nad ziemią wykonują skomplikowane kombinacje ruchowe, efekt może być piorunujący. Mojemu zachwytowi nad sensem przedsięwzięcia towarzyszyła przyziemna i chłodna refleksja na temat ludzkich możliwości w zestawieniu z gwiazdą tego show – Sokołem Wędrownym. Czwórka akrobatów zwisających ze skały z przyczepionymi do ramion piórami postawiona obok podniebnego drapieżnika, króla przestworzy wygląda niestety dość ubogo. Ile obrotów, podskoków i ewolucji by nie wykonali wciąż uzależnieni są w pełni od siły wiatru, wytrzymałości liny i przyczepności butów wspinaczkowych. Może tego typu spostrzeżenia są nie na miejscu, w momencie kiedy sam jestem  amatorem tańca i bez dwóch zdań dzieli mnie ogromna przepaść w umiejętnościach i możliwościach fizycznych względem tancerzy z Yosemite. Pewnie przedstawienie podobałoby mi się wizualnie bardziej, gdyby wykonywane było na twardym gruncie desek teatralnych, gdzie możliwości ruchowe tancerzy wykorzystane byłyby w pełni, a nie ograniczone siłami natury. Z drugiej strony jednak, oddźwięk akcji przygotowanej przez Amelię Rudolf niewątpliwie byłby o wiele mniejszy, a przesłanie projektu zapewne nie opuściłoby teatralnych murów - projekt nie miałby więc wtedy wiekszego sensu. Jego głównym celem nie było bowiem pokazanie ruchowych możliwości tancerzy, a poruszenie za pomocą sztuki konkretnego problemu. W tym kontekście więc, Peregrine Dreams spełniło swoje zadanie umożliwiając odbiorcy klarowny odbiór jednocześnie pozostawiając go z przestrzenią do zastanowienia i refleksji.

Oficjalną stronę projektu znajdziecie pod adresem: www.projectbandaloop.org


Poniżej materiał video, relacjonujący projekt Peregrine Dreams, o którym mowa w powyższym artykule:


Peregrine Dreams from Greg Bernstein on Vimeo.


środa, 29 czerwca 2011

Francuskie potyczki uliczne Red Bull'a - Beat It

redbull beat it paris
Nie wiem od czego zacząć ten post. Od Red Bulla, który jest jednym z najlepszych organizatorów\sponsorów street style'owych wydarzeń na świecie. Czy może od Paryża, który jest mekka old schoolowego hiphopu i tańca ulicznego. Czy też może od Yak Films, czyli studia, specjalizującego się  w  realizacji profesjonalnych video dotyczących street dance'u i kultury ulicznej. Każda z tych trzech rzeczy jest na tyle ważna, że mógłbym poświęcić jej wstęp, ponieważ jednak blog jest taneczny, rozpocznę od tańca (ulicznego) i tego jak silnie rozwinięty i ugruntowany jest on obecnie we Francji. Każdy wie, że hiphop wywodzi się z USA. Popping i locking z zachodniego wybrzeża, bboying z Nowego Yorku. Kultura hiphopowa zawsze była i pewnie zawsze będzie tam najmocniej rozwinięta. Jednak, drugą w kolejności stolicą tańca ulicznego, a z pewnościa pierwszą europejską jest Paryż. Z którego wywodzi się między innymi opisywana niedawno tancerka Sofia Boutella, tudzież miasta, w którym od 2002 roku regularnie odbywają się mistrzostwa Juste Debout poświęcone głównie staro-szkolnym stylom ulicznym: takim jak wspomniany popping, locking czy house. Nic więc dziwnego, że na pierwszą edycję nowych zawodów ulicznych Red Bull obrał sobie właśnie Paryż. Red Bull w naszym kraju znany jest między innymi ze sponsorowania najróżniejszych ekstremalnych wydarzeń sportowych, z których największe to motocyklowe Red Bull X-Fighters. W tanecznym świecie najważniejsze wydarzenie to Red Bull BC One, o którym pisałem szerzej przy okazji zakwalifikowania się do finałowej światowej szesnastki bboya z Krakowa o ksywce Kleju. Turniej, o którym dziś piszę to Red Bull Beat It. Choć natknąłem się na niego przypadkiem, przy okazji poszukiwań materiałów do innego posta:) jestem pewien, że będę śledził w przyszłości jego kolejne edycje. Sami organizatorzy wydarzenie to zapowiadali tak:

For its first edition, Red Bull Beat It breaks codes and converts music festival in celebration of dance! June 21, 2011, twelve hip-hop dancers most renowned from the Hexagon invades three Parisian mythical place: Opera, St. Michael & the Trocadero. They will compete in a new kind of battle: version crazy competitions hip-hop dance, Red Bull Beat It will compete in one-to-one dancers from all styles (boogaloo, lockin ', poppin ', krump, break ...), the sound of a playlist that goes far beyond hip-hop (electro, disco, rock, reggae ...).

Do pierwszej edycji Red Bull Beat It łamie kody i konwertuje festiwalu z okazji taniec! 21 czerwca 2011, dwunastu tancerzy hip-hop najbardziej znanych z Hexagon inwestować trzy paryskie mityczne miejsce: Opera, St Michael i Trocadero. Będą walczyć o nowy rodzaj walki: Wersja szalone konkursy hip-hop dance, Red Bull Beat on konkurować w jednym-to-one tancerzy ze wszystkich stylów (boogaloo, lockin ', Poppin ', krump, ...), przerwać dźwięk odtwarzania, która wykracza daleko poza hip-hop (electro, disco, rock, reggae ...).


(tłumaczenie z francuskiego trochę bez ładu i składu, ale to wina google translate)

Poniżej film promujący to wydarzenie. Sugeruję dotrwać do końca i nie wyłączać guzika 'annotations' na youtube, bo w ostatnich sekundach filmu klip odsyła do półfinałowych i finałowych dziewięciu pojedynków po trzy w każdej z dzielnic Paryża.




Wklejam od razu wybrane walki tych zawodów na wypadek jakby nie chciało wam się szukać;) Pierwszy pojedynek to półfinały, w których zmierzyli się Meech Onomo oraz Lilou. Meech specjalizuje się w tańcu house, jest zwycięzcą między innymi: Soul Circle – I miejsce w kategorii house (2009), Step Ya Game Up – I miejsce w kategorii house (2009), World Dance Colloseum – I miejsce w kategorii hip hop (2009), House Dance Conference – I miejsce (2009). Meech to również pierwszy zagraniczny tancerz, u którego byłem na warsztatch, kilka miesięcy po tym jak zacząłem tańczyć, nic więc dziwnego, że po zajęciach z nim wyszedłem z miną . Rzuciłem się na naprawdę głęboką wodę... Lilou to z kolei jeden z najlepszych bboyów świata, który w 2009 roku zwyciężył we wspomnianych już wcześniej zawodach Red Bull BC One.


Drugi pojedynek to już jedna z trzech finałowych finałych potyczek (trzy różne miejsca walk). Kolejny bboy, tym razem tancerz o ksywce Varinn zmierzył się z popperem. Zobaczcie w jaki sposób obydwoje potrafili dopasować swoje style do muzyki do której przyszło im walczyć - orientalnych brzmień bardziej pasujących to tańca brzucha niż tańca ulicznego.



W następnej potyczce zobaczycie jak wielostronna tancerka Sarah bee kopie tyłek w półfinałach Fabrice'owi. Chyba, żadnemu innemu uczestnikowi tych zawodów pojedynkowanie nie sprawia takiej radości jak Sarah Bee, co widać w jej wiecznie uśmiechniętej twarzy.



Jeśli macie czas to warto prześledzić wszystkie pojedynki zarejestrowane na kanale Yakbattles, bo praktycznie w każdym, można zobaczyć coś innego, oryginalnego i inspirującego.

wtorek, 21 czerwca 2011

Kongres Tańca - relacja video

Na Youtube pojawiła się relacja video z Pierwszego Kongresu Tańca, który odbył się 27-29.04.2011 w Warszawie o którym pisałem już wcześniej tutaj. Na nagraniu usłyszeć możecie w kolejności wypowiedzi:
Grzegorza Pańtaka - współzałożyciela i wicedyrektora Kieleckiego Teatru Tańca
Jacka Łumińskiego - dyrektora i choreografa Śląskiego Teatru Tańca
Krzysztofa Pastora - dyrektora Polskiego Baletu Narodowego
Joannę Leśnierowską - krytyka tańca
W materiale video zobaczyć możecie też między innymi Romanę Agnel, Sylwię Hefczyńską i wiele innych osób związanych z dziedziną tańca w Polsce.

środa, 25 maja 2011

Michael Jackson Memories Musical - Opera Krakowska 18.05.2011

michael jackson musical krakow opera
Dla tych, którzy nie mieli okazji zobaczyć na żywo, lub dla tych którzy widzieli, ale chcą zobaczyć raz jeszcze. Dla tych, którzy o musicalu w ogóle nie wiedzieli, albo wiedzieli lecz pójść nie mogli. Dla tych, którzy występowali i zrobili kawał dobrej roboty wylewając litry potu na treningach, i dla tych którzy po prostu podziwiają człowieka-legendę Michaela Jacksona...
przesyłam nagranie zarejestrowane podczas spektaklu zatytułowanego Michael Jackson Memories  w Operze Krakowskiej 18.05.2011. Zapraszam do obejrzenia krakowskich pasjonatów, którzy wraz z profesjonalnymi choreografami Januszem Skubaczkowskim, Beatą Owczarek oraz reżyserem Arturem Dobrzańskim wspólnymi siłami stworzyli musical poświęcony Królowi Popu. 

wtorek, 17 maja 2011

Przegląd choreograficzny Polityki Tańca - Warszawa 20-22.05.2011

Już za kilka dni, między 20 a 22 maja, w Warszawie odbędzie się przegląd prac polskich choreografów i tancerzy w ramach festiwalu o nazwie Polityki Tańca. Wśród prezentujących swoje prace pojawią się między innymi młodzi choreografowie z Krakowa Dominika Knapik, Magdalena Przybysz, a także Anna Brzezińska, Rafał Urbacki i Wojciech Klimczyk.

W programie pojawią się następujące spektakle:
Polityki Tańca


Więcej informacji znajdziecie na stronie organizatora www.politykitanca.ezapisy.pl.

wtorek, 10 maja 2011

Instytut Muzyki i Tańca - Taniec w Internecie

Będzie ciekawie, pomyślałem sobie zasiadając do raportu przygotowanego przez Instytut Muzyki i Tańca zatytułowanego Gry medialne i podtytule – analiza rozwoju cyfrowego rynku informacji o tańcu współczesnym. nie ukrywam, że podszedłem do niego z dużą rezerwą i krytycznym nastawieniem, bo niestety mam dość niepochlebną opinię na temat podejścia i wiedzy instytucji państwowych względem internetu. Jednak po uważnym przeczytaniu raportu Sandry Wilk doszedłem do wniosku, że jest on jednak trafny i rzetelny. Myślę, że nie jedna osoba chętnie skorzysta z informacji tam zebranych przygotowując swoje prace maturalne lub zaliczeniowe na temat tańca:) Pełną treść raportu znajdziecie po kliknięciu tutaj. Zabieram się też powoli do zebrania wszystkich dostępnych mi materiałów w jednym miejscu i dołożenia kolejnej zakładki o nazwie 'Biblioteka'. Kto wiem, może już wkrótce:) 

instytut muzyki i tanca - gry medialne

czwartek, 5 maja 2011

Cracow Dance Connection - Flash Mob

Cracow Dance Connection - Flash Mob
Jestem pewien, że większość z was widziała już nagranie tanecznego flash mob'a przeprowadzonego w ramach projektu Cracow Dance Connection. Większość widziała, ale i tak lepiej odnotować ten fakt 'dla potomnych', albo dla tych, którzy nie odwiedzają Facebooka 15 razy dziennie i jakimś sposobem mogli przegapić ten fakt:) Wydarzenie miało miejsce 29 kwietnia, odbyło się więc w ramach Międzynarodowego Dnia Tańca, a poprzedzone było trzymiesięcznymi przygotowaniami. Jak podają organizatorzy finalnie w projekt zaangażowało się około 150 osób z Polski i zagranicy.

Kto wie, może takie akcje powtórzą się jeszcze w przyszłości, i inne miasta, albo inne rejony Krakowa zostaną opanowane przez 'spontanicznie' tańczących przechodniów? I może w kolejnych odsłonach udział weźmie nie 150 a 300 lub 500 tancerzy, a do nich dołączą się zwykli przechodnie? Poniżej strona organizatora happeningu oraz link do samej akcji zarejestrowanej 29 kwietnia przed Galerią Krakowską i Dworcem Głównym w Krakowie w godzinach popołudniowych 29.04.2011. Go Kraków! Go Kraków! Go, go GO!!!:)




środa, 27 kwietnia 2011

Kongres Tańca - transmisja na żywo

instytut muzyki i tanca' title=

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, a technika nie zawiedzie to dziś od godziny 10 rano będzie można na żywo śledzić przebieg Pierwszego Kongresu Tańca. Kongres już za chwil kilka rozpoczyna się w Warszawie. W oknie poniżej będziecie mogli śledzić przebieg tego wydarzenia.



Pierwszego dnia organizatorzy zaplanowali trzy dyskusje panelowe:

10.30 - 12.40
PANEL 1

Etapy rozwoju zawodowego artysty tańca i związane z nimi szanse i wyzwania.

13.40 - 15.40
PANEL 2
Infrastruktura dla tańca - stan obecny, wizje i projekty zmian.

16.00 - 17.00
PANEL 3
Instytucje i sieci tańca: potrzeba, szansa, konieczność?

czwartek, 21 kwietnia 2011

Kongres Tanca - Warszawa 27-29.04.2011

Jacek Łumiński - założyciel,
dyrektor i choreograf Śląskiego Teatru Tańca 
Jak pisałem w poprzednim poście wielkimi krokami zbliża się najbardziej znaczące wydarzenie tego roku, dotyczące polskiego tańca. Przez trzy dni, od 27 do 29 kwietnia osoby związane z tą dziedzina artystyczną będą debatować, dyskutować i ustalać kierunek, w którym zmierzać będzie taniec w naszym kraju.  Spotkanie to jest o tyle istotne, że poza samymi tancerzami i choreografami głos zabiorą również przedstawiciele władzy na czele z Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdanem Zdrojewskim, oraz mediów jak Sandra Wilk - dziennikarka specjalizująca się w promocji tańca współczesnego.


Czytając zapowiedź na głównej stronie Kongresu www.kongrestanca.pl zapowiada się, że dyskusja obejmie  faktycznie najistotniejsze problemu z którymi boryka się taniec w Polsce:

Współzałożyciel i wicedyrektor
 Kieleckiego Teatru Tańca
"Poruszone zostaną istotne (...) tematy jak dostosowanie infrastruktury, polityki kulturalnej oraz wprowadzenie rozwiązań systemowych. Kongres służy także integracji środowiska, rozproszonego w ośrodkach i teatrach na terenie całego kraju i za granicą, oraz pogłębionej analizie sytuacji zarówno artystów, jak i odbiorców tej sztuki. Najistotniejszym zadaniem Kongresu jest diagnoza obecnego stanu oraz potrzeb środowiska tanecznego w Polsce. Uzyskana dzięki temu wiedza stanie się podstawą opracowania strategii rozwoju tańca w Polsce, której realizacji służyć będzie m.in. Instytut Muzyki i Tańca."





Choreograf i inscenizator,
dyrektor Polskiego Baletu Narodowego
Jestem szalenie ciekaw jak przebiegał będzie kongres i jakie przyniesie rezultaty. Czy odbędzie się w typowo politycznym stylu - gdzie każdy będzie przekonywał resztę o swoich racjach i narzekał na swe bolączki, a następnie wszyscy pójdą w swoją stronę? Czy też może uda się zmobilizować i jasno określić swoje cele i potrzeby i jednogłośnie przedstawić je rządzącym? Czy uda się zaszczepić pogląd, że istnieje taki zawód jak profesjonalny tancerz i że powinien on być traktowany na równi profesjonalnym muzykiem z Filharmonii czy aktorem w Teatrze. Już za tydzień będziemy mogli się przekonać...




środa, 20 kwietnia 2011

Wiosenne Trendy - czyli rozgrzewka przed I Kongresem Tańca

Karol Niecik Niecikowski FPC
Za oknem wiosna, a w kioskach i Empikach wiosenne Trendy. Polecam nowe wydanie bo dużo w nim ciekawego, nowego i smakowitego:)

Numer zaczyna się obszerną rozprawką kilku znaczących osób, mających coś do powiedzenia w kwestii polskiego tańca. Jest to tym samym rozgrzewka przed Pierwszym Kongresem Tańca, który już za tydzień odbędzie się w Warszawie! Wydarzenie to jest wyjątkowe i warte podkreślenia bo jest to pierwsze tak znaczące spotkanie na szczycie jeśli nie w historii to na pewno od wielu, wielu lat. O samym kongresie napiszę jeszcze później - teraz wspomnę tylko, że przed Kongresem głos w Trendach zabierają między innymi Grzegorz Pańtak, Karolina Garbacik czy Filip Czeszyk. Są więc różne strony Polski, różne style taneczne i różne postrzeganie sytuacji tańca i kierunku w jakim on zmierza. Będzie ciekawie...



Ponadto w Trendach perełka dla stałych czytelników magazynu w postaci płyty DVD z widowiskiem zatytułowanym Chopin4, w którym udział wzięli między innymi Urszula Dudziak, Aga Zaryan i Wojciech Pawlik. Tak o koncercie z okazji premiery pisały internetowe portale:

- Takiego widowiska w Kielcach jeszcze nie było - zapowiadał wydarzenie Grzegorz Pańtak, zastępca dyrektora Kieleckiego Teatru Tańca. Z artystycznego poziomu wydarzenia zdają sobie sprawę nie tylko organizatorzy, ale także, co nie zawsze idzie w parze, kielecka publiczność.
Oprócz wspomnianych gwiazd muzycznych, widzowie będą mogli zobaczyć wspaniałą choreografię Elżbiety Szlufik-Pańtak, Grzegorza Pańtaka i Sławomira Woźniaka w wykonaniu ponad dwudziestu solistów Ballet Arizona, Ballet Noir z Nowego Jorku, American Ballet Theatre, Bayerisches Staatsballett Monachium, Teatru Wielkiego w Łodzi, Polskiego Baletu Narodowego oraz najlepszych tancerzy KTT.


Na koncert (...) nie ma już miejsc. I kto mówi, że Polacy nie interesują się kulturą wyższą?


Musimy jednak zmartwić wszystkich, którzy chcieliby osobiście uczestniczyć w koncercie, a nie kupili jeszcze biletów. Bilety na "Chopin 4" rozeszły się jak świeże bułeczki, choć organizatorzy potroili ilość miejsc.


KTT Chopin4 Zaryan Dudzik Jeśli nie uda wam się nabyć Trendów wzbogaconych o płytę DVD (z tego co mi wiadomo - dostępna ona była jedynie w wybranych numerach i to chyba głównie w wysyłce) polecam odwiedzenie fanpejdża  magazynu na Facebooku TRENDY MAGAZYN taniec moda muzyka i zapytanie redakcji w jaki sposób można otrzymać płytkę DVD. Myślę, że dla zdeterminowanych na pewno znajdzie się jakiś sposób, żeby obejrzeć to wyjątkowe, i nie często spotykane na rodzimej scenie widowisko taneczno - muzyczne.


środa, 23 lutego 2011

Natasha Modern Project - Out of System

Po dłuższej przerwie powoli wracam do siebie, do bloga i do ponownie do większej aktywności piśmienniczej:) Zastój spowodowany był moim wyjazdem na warsztaty SDA Winter Camp, z którego zapewne przygotuje relację, wzmocnioną o kilka smaczków. Ale to uzależnione jest również od tego, kiedy dotrze do mnie nowy laptop, który pozwoli mi na więcej niż obecny, pozwalający ostatnio głównie na swobodne poruszanie się jedynie w edytorze tekstowym.

Dziś pozwolę sobie oficjalnie zaprosić czytelników na kolejny już spektakl grupy do której należę: Natasha Modern Project pod wezwaniem Nataszy Leśniak. Jeśli śledzicie uważnie moje posty zauważyliście może, że nasza nazwa zmieniła się nieco i znając życie zmieni się jeszcze nie raz. Może więc nazwiemy się Grupą Niezmiennie Zamienną acz Znamienną, kto wie... W związku z występem zabrałem się również za tworzenie plakatu promującego to wydarzenie używając zaawansowanego programu graficznego Paint. Po zaproponowaniu 'dzieła' zespołowi, moja grupa wyraziła umiarkowane zadowolenie graniczące z subtelnym rozczarowaniem;) powstały więc dwa kolejne projekty za które wzięła się Patka Bańbuła, również z naszego zespołu. Żeby nasza twórczość nie pozostała nie zauważona, zdecydowałem się zaprezentować wszystkie trzy postery, abyście wy drodzy czytelnicy zadecydowali, który z nich najbardziej przypada wam do gustu. Na dole znajduje się ankieta, w której możecie oddać głos na jedną z trzech propozycji.




Który z plakatów reklamujących spektakl 'Out of System' podoba Ci się najbardziej?
Pierwszy (grupa)
Drugi (Dwie postacie)
Trzeci (Krajobraz)




środa, 9 lutego 2011

Keone Madrid i Mari Martin zwycięzcami konkursu World of Dance


Już za kilka dni we Wrocławiu odbędzie się Street Dance Academy Winter Camp 2011. Największymi gwiazdami tych warsztatów będą bez wątpienia Keone Madrid i Mariel Martin z San Diego w USA. Zaledwie kilka tygodni przed warsztatami w sieci pojawiła się wiadomość potwierdzająca prestiż i wyjątkowy talent obydwu choreografów. Keone i Mari wraz ze swoją grupą Choreo Cookies zgarnęli najważniejsze nagrody w konkursie organizacji Word of Dance wręczającej nagrody za największe osiągnięcia taneczne roku. I tak, najlepszym choreografem roku uznany został Keone, najlepszą choreografką Mari, a najlepszą grupą street team zostało Choreo Cookies.

Poniżej rozmowa z nagrodzonymi artystami, tuż przed uroczystością wręczenia nagród.


Chwała zwycięzcom, chwała zwyciężonym!!! A mówiąc o zwyciężonych... konkurencja była naprawdę spora. Poniżej lista artystów nominowanych w tegorocznym konkursie. Pośród nazwisk dostrzeżecie wiele znanych polskim tancerzom z warsztatów tanecznych FNF, SDA czy Fair Play Crew.

Categories and Nominations:


TEAM OF THE YEAR
Choreo Cookies
GRV
Poreotics
Quest Crew

DANCER OF THE YEAR
Shaun Evaristo
Stephen “Twitch” Boss
Dominic Sandoval

INTERNATIONAL TEAM OF THE YEAR
BluPrint Cru Canada
Request Dance Crew New Zealand
Sh!t Kings Japan

INTERNATIONAL CHOREOGRAPHER OF THE YEAR
Brian Puspos
Lyle Beniga
Jun Quemado
Keone Madrid
Shaun Evaristo

MALE CHOREOGRAPHER OF THE YEAR
Andrew Baterina
Keone Madrid
Kyle Hanagami
Mike Song
Scotty Nguyen
Shaun Evaristo

FEMALE CHOREOGRAPHER OF THE YEAR
Candace Brown
Ellen Kim
Gigi Torres
Mari Martin
Rino Nikasone

BEST COMPETITION COLLEGE TEAM
CADC
Kaba Modern
PAC Modern

BEST COMPETITION STREET TEAM
Choreo Cookies
Common Ground
GRV
The Company

BEST YOUTH TEAM
APT
Emanon
IDK

BEST ALL-FEMALE COMPANY
Beat Freaks
Essence
We Are Heroes

BEST COLLEGE COMPETITION
Fusion 220 - UCSD
Ultimate Brawl 909 – UCR
Vibe LTD – UCI

BEST STREET COMPETITION
Battlefest
Body Rock
Bridge
Maxt Out
Prelude

BEST DANCE WORKSHOP
Boogiezone University
Coastal Dance Rage
Monsters of Hip Hop

BEST DANCE WEBSITE
Bloggingbestdancecrew.com
Boogiezone.com
Danceplug.com

BEST DANCE MEDIA COVERAGE
Bloggingbestdancecrew.com
Danceplug.com
Pac Rim Press

BEST CLOTHING SPONSOR
Kallusive Clothing
Lucratif Clothing
Other Duck Clothing

TV DANCE PERFORMANCE OF THE YEAR
LXD The Oscar’s
Jabbawockeez ABDC Champions for Charity
Twitch & Ellen DeGeneres So You Think You Can Dance

LIVE DANCE PERFORMANCE OF THE YEAR
Anbu Black Ops Vibe
Choreo Cookies Body Rock
GRV World of Dance Pomona
Les Twins World of Dance San Diego
Shaun Evaristo and Sh!t Kings House of Blues San Diego


piątek, 4 lutego 2011

My, Wy, Oni... czyli dom wariatów

anna hampelska adrian ambroziakKilka tygodni temu umieściłem na blogu obszerną relację z obrony prac dyplomowych studentów Instruktorskiego Kursu Choreograficznego w Krakowie. Moje wrażenia z tych pokazów przeczytać możecie tutaj. Pisałem wtedy, że z pośród wielu udanych występów największe wrażenie zrobiły na mnie trzy, przy czym tylko jedno udało mi się nagrać. Dziś prezentuję wam drugi z tych występów, którego nagranie udostępniła mi Ania Hampelska, która wraz z Adrianem Ambroziakiem wspólnie opracowali do niego choreografię. Etiuda taneczna nosi nazwę Tacy Sami - My, Wy, Oni . Zapraszam...



piątek, 28 stycznia 2011

Paula Abdul i jej nowe taneczne show

CBS Live To Dance
Czwartego stycznia w amerykańskiej telewizji CBS rozpoczął się nowy telewizyjny show Live to Dance będący połączeniem Mam Talent i You Can Dance. Głównym nazwiskiem promującym nową produkcję jest piosenkarka i tancerka popularna we wczesnych latach 90tych, obecnie znana głównie dzięki programowi American Idol, w którym przez kilka edycji z rzędu zasiadała na krześle jurora. Paula Abdul, bo o niej mowa, choreograf Travis Payne oraz była piosenkarka zespołu Pussycat Dolls - Kimberly Wyatt zasiadają w charakterze sędziów aby oceniać taneczne zmagania solo, duetów oraz grup, tancerzy profesjonalnych jak i amatorów bez żadnych ograniczeń wiekowych. Program zapowiada się całkiem ciekawie, kto wie, może za jakiś czas przywędruje również do Europy, a może nawet do kraju nad Wisłą. W naszym kraju nazywałby się pewnie 'Kinga Rusin: Żyj i Tańcz' :) Poniżej dwa filmiki z oficjalnego kanału youtube programu. Pierwszy to promo serii wyjaśniające koncepcję show, drugie z kolei to wybrany przeze mnie filmik, z niesamowitym poppingiem w wykonaniu 'soccer mommy'. Mamuśka ma powera i gadane, którego mógłby jej pozazdrościć niejeden małolat...



poniedziałek, 3 stycznia 2011

Bye Bye FNF Summer Dance Intensive... ?

 FNF SDI 2010
SDI 2011 ...???
Wolałbym rozpocząć rok od bardziej optymistycznego posta, ale co zrobić. Wszystko wskazuje na to, że najbardziej znane i popularne warsztaty taneczne FNF Summer Dance Intensive stoją pod znakiem zapytania, a wraz z nimi inne warsztaty organizowane przez FNF. Na oficjalnej stronie FNFów niedawno pojawiła się niepokojąca informacja:

Uprzejmie informujemy ze w związku z wprowadzeniem nowych przepisów podatkowych na rok 2011 i narzuceniem na wszelkie warsztaty taneczne podatku vat 23%, warsztaty FNF (SDI i Tricky L.A) w roku 2011 pozostaja pod znakiem zapytania. Oświadczamy tez ze Winter Dance Intensive 2011 będą ostatnimi miedzynarodowymi warsztatami tanecznymi organizowanymi przez firme Fresh N Funky Błażej Szychowski.

Bardzo możliwe, że w ślad za nimi wkrótce pójdą również Fair Play'e, Street Dance Academy z Wrocławia i inne szkoły i kluby taneczne organizujące warsztaty z zagranicznymi choreografami. Ale dlaczego tak jest i o co dokładnie chodzi? Otóż niestety z Nowym Rokiem i z nowymi planami budżetowymi, Sejm wprowadził nowe stawki vat na produkty i usługi. W przypadku imprez takich jak warsztaty taneczne cena w 2011 powiększona zostaje o 23 procentowy podatek. Te 23% dopłacić musi organizator z własnej kieszeni, a co za tym idzie, finalnie uczestnik warsztatów, płacąc za kurs 23% więcej. Tancerze w naszym kraju to najczęściej młodzi 'konsumenci', a ich wypłacalność opiera się w dużej mierze na dobrej woli rodziców. Więc jeśli Ci usłyszą, że i tak niemałe już koszty przeznaczone na pasję wrasta o kolejne setki PLNów, ich reakcja będzie łatwa do przewidzenia. Cóż, znak zapytania na plakacie reklamującym poprzednią edycję Summera nabiera dziś zupełnie innego znaczenia... Pozostaje mieć nadzieję, że założyciel FNFów Blazee i inni organizatorzy warsztatów tanecznych, w myśl hasła 'Polak potrafi' wpadną na jakiś pomysł, dzięki któremu dalej będziemy mogli korzystać z nauczania tancerzy z Los Angeles bez większego uszczerbku na domowych finansach...

... okej, okej, jak zwykle mam swoją 'dobrą radę' na każdą sytuację i jak zwykle nie zawaham się jej przedstawić;) Z nowych ustaleń wynika, że są jednak szkolenia, których 23% vat nie dotknie. W przypadku wszelkich kursów językowych wszystko zostaje po staremu.

Może więc zamiast Dance Intensive, zorganizować szkolenie FNF Summer English Intensive?:)

- Dear Mr Tony Czar, teach us how to dance!
- Alright guys, but first let's practice some English! How about somebody tell me how do we spell the word 'c-h-o-r-e-o-g-r-a-p-h-y'?

Mr Clever

Tak czy siak musi znaleźć się jakieś rozwiązanie tego problemu, bo jestem pewien, że setki miłośników tańca nie wyobrażają już sobie lata bez 'Summera' i na wiadomość o pożegnaniu na dobre Tonego Czara, Erici Sobol czy Lee Daniela, zareagują protestem, lamentem i strajkiem okupacyjnym bądź głodowym. 

niedziela, 19 grudnia 2010

Niezliczone oblicza jazzu - czyli choreograficzne pokazy dyplomowe

Kolejny już weekend upłynął mi w całości pod znakiem tańca. Wczoraj, w sobotę 18 grudnia miałem przyjemność gościć na pokazie absolwentów 2,5 letniego Instruktorskiego Kursu Choreograficznego w Krakowie ze specjalnością taniec jazzowy. Kilka tygodni wcześniej odbył się również pokaz zwieńczający absolutorium świeżo upieczonych choreografów tańca ludowego, nie wiem z kolei czy odbył się już czy dopiero odbędzie pokaz choreografów tańca współczesnego. Anyway, taniec jazzowy to chyba najszerszy gatunek taneczny ponieważ można pod niego przyporządkować ogromną ilość rodzajów tańca nowoczesnego takich jak modern, contemporary, hiphop (nie wchodzę w dyskusję na ten temat), czy też taniec musicalowy \ broadway \ showdance etc. Ponieważ dziedzina ta jest tak obszerna, podczas około czterdziestu występów na prawdę trudno byłoby wskazać dwa takie same. Każdy miał swój pomysł, swój rodzaj ruchu, swoją koncepcję sceniczną. Niektóre występy ocierały się o teatr tańca i poruszały tematy istotne, inne z kolei nastawione były w całości na rozrywkę lub na show sceniczny. I bardzo dobrze. Nie każdy taniec musi na siłę 'uczyć' widza jak postrzegać świat, nie każdy spektakl taneczny musi też emanować pięknem ruchu, ewolucjami w przestworzach i możliwościami akrobatycznymi tancerzy. Było więc miejsce zarówno dla układów współczesnych i modernowych było również dla hiphopowych, house'owych, balltimore'owych i ragga jamowych (w tych ostatnim moje ulubione jamajsko-sileziańskie dziewczyny z Jammin Squad!
O każdym występie można by powiedzieć więc coś dobrego. Ja skupię się na trzech etiudach tanecznych, które wywarły na mnie największe wrażenie. Każda z nich była totalnie z innej bajki i w inny sposób poruszała widza. Niestety w większości nie spisałem sobie tytułów tych projektów, ani nazwisk osób które je prezentowały, posługiwał się więc będę jedynie nazwami umownymi.



Numer 1:

Vivere militare est - czyli Życie jest walką Zdecydowane numero uno i to nie tylko w mojej opinni. Rozmawiałem z wieloma osobami i słuchałem braw, mogę więc śmiało powiedzieć, że ta etiuda zyskała sobie najwięsze grono zwolenników. Vivere militare est to projekt Łukasza Zięby, któremu na scenie towarzyszyła Julia Żytko i Dominik Olechowski. Występ ukazywał trzy etapy życia człowieka: dzieciństwo, dojrzałość i starość. Każdy z tych etapów rządzi się swoimi prawami, charakteryzuje specyficznym podejściem do świata i do otaczających ludzi, każdy również przeplata się ze sobą. Dzieci ciekawe świata, dorośli zawsze w biegu,
starzy z balastem życiowych doświadczeń przekazujący je młodym potrzebujący opieki dojrzałych. Dorośli z kolei dający oparcie dwóm pozostałym. Jasny w przekazie i ciekawy zarazem temat przeplatał się tu z wyjątkowymi umiejętnościami trzech tancerzy. Wartość tej etiudy wzrosła dodatkowo dzięki umiejętnościom aktorskim występujących, którzy poza tańcem potrafili wcielić się w grane przez siebie osoby. Łukasz dziecko, Julia dojrzałego człowieka i Dominik - starca. Ten występ udało mi się na szczęście zarejestrować dlatego możecie sami przekonać się o czym mówię oglądając nagranie. Spostrzegawczy zauważyli na pewno, że koncepcja choreografii pokazująca trzy osoby: dziecko, dorosłego i starca była już wykorzystana w telewizji, Autor jednak nie odżegnywał się od tego, samemu przyznając, że choreografia zainspirowana jest układem stworzonym przez niesamowitą Mię Michaels dla VII edycji amerykańskiego So You Think You Can Dance.



Numer 2:
Tacy sami ? A może My i Oni ? Niestety nie zapamiętałem, ale w każdym razie coś w ten deseń. Był to projekt duetu tanecznego Adriana Ambroziaka i Anny Hampelskiej, którzy rozpoczęli występ w kaftanach bezpieczeństwa, z których wyzwolili się w raz z rozwojem akcji. Występ był bardzo przemyślany i wyważony. Pokazywał umiejętności techniczne tancerzy jednocześnie nie powodując przerostu formy nad treścią. Pomimo kaftanów, nie był na szczęście oczywisty do bólu. Dygresja: Jeśli w piosence pojawia się LOVE nie trzeba rękami robić znaku serca (sic!), a jeśli piosenka jest o umieraniu nie trzeba wbijać sobie niewidzialnego noża w serce. W takich wypadkach mam wrażenie, że choreograf \ reżyser ma widza za idiotę i koniecznie chce mu palcem wskazać to na co trzeba zwrócić uwagę. Ale wracając do tematu, w tym występie takiego przesytu oczywistości na szczęście nie było. Żałuję, że nie mogę zobaczyć raz jeszcze projektu tej pary i napisać na jego temat jeszcze więcej. Nie zarejestrowałem go niestety na video więc nie mam możliwości odtworzenia go i dostrzeżenia wszystkich ciekawych i trafionych elementów tej etiudy. A szkoda.


Numer 3:
Trzeci występ który podobał mi się najbardziej tego wieczoru to... występ trzech dziewcząt (dziewczęta w przypadku tego projektu pasują bardziej niż dziewczyny) tańczących choreografię tańca ludowego stworzoną przez Karolinę Swiatek wraz z towarzyszącym im jednym
bądź dwoma tancerzami. Nie pamiętam niestety ilu ich było ponieważ ta trójka zdecydowanie przykuwała wzrok i skupiała całą uwagę publiczności dzięki swojej energii scenicznej. Koncepcja była prosta, młoda panna pierze ubrania na tarce przy rzeczce, a od czynności tej odrywają ją jej przyjaciółki i młodociany zalotnik. Występujący tak idealnie oddali charakter tego występu, że na całej sali czuć było nastrój etiudy i pozytywna energia udzieliła się również widowni. Wydaje mi się, że w tej opinii również nie byłem odosobniony, ponieważ występ ten został uwieńczony jedną z większych salw braw tego wieczoru.

Nie chcę w tym podsumowaniu pisać co dokładnie mi się nie podobało, bo wiem, że każdy z występujących lub prezentujących (nie każdy choreograf występował bowiem na scenie) włożył w swój projekt masę pracy i emocji. Jednak od jednej uwagi nie jestem w stanie się powstrzymać. Przytoczę kilka tytułów prezentowanych prac: 'Kryzys', 'Depresja', 'Nałóg', 'Niewola'... nie to nie żart. Zabrakło jedynie zgonu, chociaż po jeszcze kilku takich tytułach jakiś pewnikiem nastąpiłby na widowni. Rozumiem, że część choreografów koniecznie chciała przekazać odbiorcom jakąś ważną historię, ale trzeba być bardzo ale to bardzo ostrożnym zabierając się za takie tematy. Choreograf musi być już naprawdę dojrzałym człowiekiem i artystą, żeby zmusić widza do refleksji nad problemem, którego etiuda dotyczy i jednocześnie nie kłuć w oczy banałami i zbyt oczywistym przekazem. Jest tak wiele tematów wartych uwagi i zastanowienia, które można przedstawić za pomocą tańca, choreografowie jednak często decydują się zadręczyć widza obraną problematyką. Druga sprawa, o której chciałem jeszcze wspomnieć to debata na temat inspiracji innymi choreografiami i powielania pomysłów. W trakcie oglądania tych kilkudziesięciu projektów, miałem czasem większe czasem mniejsze wrażenie, że gdzieś to już widziałem. Faktycznie, część występów silnie podpierała się innymi produkcjami i jeśli ktoś śledzi taneczne programy sam z pewnością to zauważył. Jednak dopóki ogranicza się to jedynie do zapożyczenia pomysłu, a całość choreografii - ruchy, muzyka i scenariusz jest własna, w takim wypadku nie widzę w tym nic złego. Jedną rzeczą jest dobry pomysł, a drugą jego realizacja i kiedy jest ona oryginalna i trafiona, projekt zawsze obroni się sam.


Older Posts