Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współczesny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą współczesny. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 grudnia 2011

Taneczny przemysł 2.0



Grupa, czy indywidualizm. Kariera w zespole czy freelancing. To kwestia indywidualna, jeden czuje się lepiej kiedy otacza go zespół osób, z którym jest się w stanie porozumieć. Inni wolą samemu stawiać czoła wyzwaniom i zarówno upadki jak i sukcesy przypisywać wyłącznie własnym wysiłkom. Takie dylematy towarzyszą też zapewne niejednemu tancerzowi, czy choreografowi, który rozpocznie już swoją karierę zawodową. Jednak niezależnie od tego jaką drogę tancerz wybierze, w obliczu potencjalnych pracodawców powinien umieć mówić wspólnym z innymi tancerzami głosem. Dzięki temu, większe są szanse na przeforsowanie praw, które mu przysługują i wyegzekwowanie godnych warunków pracy i honorarium.

Taneczne lobby? Do tego w Polsce jeszcze długa i wyboista droga, ale coś zaczęło się dziać przy okazji Pierwszego Kongresu Tańca, który odbył się w Warszawie 9-11.05 tego roku. Trzeba jednak podkreślić, że kongres skupiał się jednak na tancerzach, którzy zawód swój wykonują na deskach teatrów, nie było na nim miejsca na komercyjną stronę tańca, a szkoda, przecież ta forma rozwija się w Polsce w równym jeśli nie większym stopniu niż ta artystyczna i tancerze komercyjni również powinni walczyć o swoje prawa. W przeciwnym wypadku, będą nimi rządziły wyłącznie prawa rynku, a żadne prawo nie jest chyba tak bezlitosne niż to które sam ustala rynek.

Telewizyjne programy przyniosły tancerzom komercyjnym wiele dobrego - możliwość częstszego występowania na licznych pokazach, większe zainteresowanie szkołami tańca. Są jednak również niedźwiedzie przysługi, które boom przysporzył tancerzom profesjonalnym i zawodowym. Dokładnie rok temu, moja znajoma tancerka ragga jam – Aga Bota gościła jako choreograf na niemieckiej imprezie Street Dance - Hip Hop Day 2010 we Frankfurcie. Na moją prośbę przeprowadziła krótki wywiad z Tomem Woll’em, jednym z niemieckich tancerzy street dance. Jedno z pytań, które mu zadałem dotyczyło popularności tańca w Niemczech przed i po erze YCD. Pamiętam, że zaskoczyła mnie wtedy jego odpowiedź pozbawiona entuzjazmu wobec tego programu. Przeciwnie, Tom stwierdził, że kiedyś tancerze w Niemczech zarabiali duże pieniądze za występowanie na koncertach i w teledyskach. Dziś, kiedy taniec jest tak popularny, wiele osób gotowych jest trząść tyłkiem przed kamerą za darmo, a niektórzy piosenkarze, którzy w dobie kryzysu sami muszą liczyć się z funduszami, wolą zrezygnować z profesjonalistów na rzecz bujających się za darmoszkę amatorów.

Moim zdaniem jednym z największych błogosławieństw, ale także jednym z największym przekleństw dzisiejszych czasów jest praktycznie nieograniczona dostępność wszystkich do wszystkiego. Kiedyś, aby świat zobaczył młodego artystę, ten musiał odbić się od dziesiątek drzwi, aż w końcu na tym właściwym castingu dostrzegła go właściwa osoba, która po przejściu szeregu dalszych etapów, w końcu zaprezentowała go szerszej publiczności. Posiadanie teledysku w telewizji było już pierwszym dużym krokiem w kierunku sukcesu. A dziś? Żeby nakręcić ‘teledysk’ wystarczy kamerka internetowa dostępna praktycznie w każdym laptopie. Żeby pokazać go światu wystarczy kilka kliknięć na youtube, a następnie wrzucenie go na tablicę na Fejsie. I już. Możesz stać się lokalnym celebrytą. Sytuacja jest jaka jest i nawet największy atleta choćby i zjadł tysiąc kotletów jej nie zmieni. Jedyne co można zrobić to się do niej dostosować. Część artystów z LA odkryła już jak wykorzystać te media (praktycznie każdy tancerz z Debbie Reynolds i Millenium studio), część zapiera się przed nimi rękami i nogami (Brian Green, Suga Pop i inne stare koty wciąż działające w przemyśle tanecznym). Moim zdaniem rozsądniej robią Ci, którzy godzą się z faktem, że z Internetem nikt nie wygra i albo nauczą się go wykorzystywać, albo sami zostaną przezeń wykorzystani. Najrozsądniejsze jak do tej pory podejście zapoczątkowała grupa choreografów z San Diego zakładając stowarzyszenie Movement Lifestyle, o którym nie raz wspominał już w swoich artykułach Maciek Cielecki. Lyle Beniga i Sean Evaristo tworząc wraz z kilkoma przyjaciółmi ML nadali zupełnie nowego wymiaru choreografiom, uczonym w swoich tanecznych studiach na cotygodniowych zajęciach. Wcześniej nagrywane komórkami materiały, które różnymi drogami przedostawały się do sieci, nagle zaczęły mieć wysoką jakość pod względem montażu, dźwięku, a czasem również scenariusza i fabuły. Nic dziwnego, że kanały YT obu panów, a także studia ML i wielu choreografów z nimi związanymi zostały prędko subskrybowane przez rzesze miłośników tańca. W jaki sposób przekłada się to na dobrobyt tych tancerzy? Przecież YT jest za darmo, a na reklamach wyświetlanych pod filmem właściciel kanału może po pół roku zarobić co najwyżej na zgrzewkę wody mineralnej. Chodzi oczywiście o promocję. Najbardziej rozpoznawalni i uwielbiani celebryci taneczni to pewniak gwarantujący sukces przy organizowanych na całym świecie warsztatach i eventach tanecznych. Organizatorzy wiedzą bowiem, że popularność z Internetu przełoży się na real life i jeśli postawią na takie nazwiska frekwencja entuzjastów tańca będzie zadowalająca. Tak producenci Ushera zrobili z Justinem Bieberem i historia pokazuje, że źle na tym nie wyszli. Pewnie niebawem, headhunterzy taneczni szukający kandydatów do trasy koncertowej gwiazd muzyki pop (jeśli już tak nie robią) obok tradycyjnych castingów będą również skanować zasoby youtube poszukując najpopularniejszych tancerzy sieci. Żeby daleko nie szukać, najlepszym przykładem tanecznego youtube'owego fenomenu jest grupa Quick z Norwegii, która szturmem podbija światowy rynek taneczny w 2012. Podobnie sytuacja wygląda z francuskimi bliźniakami Les Twins, których taneczne ewolucje widział już w Internecie każdy szanujący się streetdancer w Polsce.


Aby przetrwać na rynku trzeba się dostosować nie załamując rąk i nie płacząc, że kiedyś było lepiej. Beyonce i Jay-Z to jedna z najbogatszych par biznesu muzycznego pomimo tego, że ich najnowsze albumy do większości fanów trafiło zapewne dzięki pirackim torrentom. Budżet Jay-Z i B jest jednak w stanie przetrać to uszczuplenie majątku dzięki temu, że dochody z płyty to zaledwie kropla w morzu przychodów generowanych przez ich dwuosobową korporację. Ciuchy, napoje, perfumy, filmy… dziś, żeby artysta mógł wydawać muzykę musi generować zyski na dziesiątki innych sposobów pokrewnych jedynie z działalnością core’ową. Stąd obok warsztatów tanecznych warto, otworzyć własny clothing line i przy okazji letnich lub zimowych zjazdów oferować spodnie, które chyba w przypadku każdej z trzech dominujących na rynku szkół (FNF, FPC i SDA) rozchodzą się zawsze jak świeże bułeczki. W przeciwieństwie do sztuki, która po śmierci artysty obroni się sama shobiznes musi się bronić już za życia i wygra w nim ten, kto poza warsztatem tanecznym potrafi wykorzystać jeszcze techniki marketingowe. Dance is life, owszem… ale również life is brutal. Żeby tańczyć trzeba najpierw (za coś) żyć.




sobota, 22 października 2011

Virpi Pahkinen - Scandinavian Snake Eater

It was quite a while since the last interview with a contemporary dancer or choreographer. Quite a while, but it was worth waiting for. This time I have a pleasure to present a conversation with a very charismatic and intriguing Scandinavian artist Virpi Pahkinen. I was able to make this interview thanks to Agnieszka Federowicz who is a cultural manager at Arsharter Atelier in Krakow. Aga visitetd Finland some time ago and met Virpi Pahkinen there. She saw her performance and talked to her about her art, her work and her attitude towards life. I didn't have that opportunity but thanks to Aga I was able to send a pack of my questions and receive answers to all of them. As a result you may read below a short bio of our guest as well as a complete interview right after it.



Virpi Pahkinen, one of the Scandinavia´s most successful solo dancers. She has been succesfully touring the world in her dual role as choreographer and solo dancer. Her solos have met critical acclaim in over 40 countries including Australia, Mexico, South Africa and Lebanon. (...) She has also choreographed and appeared in a short dance film for wide screen, Atom by Atom, an existential thriller filmed on the remarkable volcanic mountains of Lanzarote and M de Mafra which was shot at the Palácio Nacional de Mafra Library in Portugal. (...) Her musicality and her interest in light as architecture has attracted artists of the highest quality, the lighting designer Jens Sethzman for instance, the composer Akemi Ishijima and live-musicians such as Jon Rose (violin,etc.) and Sussan Deyhim (song). In 2001, at the International Solo Dance Theatre Festival in Stuttgart, Virpi Pahkinen won the 1st Choreography Prize with her solo Prayer of the Scorpio. In 2002 she was awarded Carina Ari Foundation Gold Medal. (...)
She has taken part as a dancer in several of Ingmar Bergman´s theatre productions at the Royal Dramatic Theatre in Stockholm: The Bacchae, Peer Gynt, Goldberg Variations, Space and Time, A Winter´s Tale and Ghostsonata.




Antoni Sikora: When I meet modern and contemporary dancers, especially in Poland their dance educational backgrounds are usually very different from each other. Some of the dancers used to be acrobats or gymnasts, some were martial arts professionals that moved away from karate or aikido to modern dance. Some have a classical ballet background. Your dance background is also different. Can you please tell us what you did before you took up dancing and why you decided to change?

Virpi Pahkinen: Before dancing I did gymnastics and figure skating. At the age of 15 I saw an announcement about modern dance classes. I got curious. At that time this dance school hired the studio from the Mormon church, so the place was quite fantastic, high in the ceiling and big windows. This is unlike the usual studios down in the basements. I tried to combine everything but then I decided to take more dance classes and skipped the other activities. Of course I also played piano a lot. So after school. I always had something to do. When I saw Carolyn Carlsson´s "Blue Lady" on the TV I got more enthusiastic. It confirmed that Dance can open up new spaces in our souls. At the age of 18 had no idea what I should do. I intuitively knew it should be something to do with Art, but didn´t know which direction. I dreamt of traveling. Signed up to study in the University but instead of going to lectures I enjoyed the student discounts and saw lot´s of films, in a.o Tarkovski. While doing my piano studies in the conservatory of Helsinki also danced every evening. Got a hint from a teacher to apply in the National College of Dance in Stockholm. I started my studies in the choreography department 1989.

Antoni Sikora: Have you ever been/are you associated with any dance theater or group or do you prefer to work as an individual? Why?

Virpi Pahkinen: Already 1990 one of our guest teachers in choreography, Donya Feur picked me up to a theatre production, Peer Gynt, directed by Ingmar Bergman in the Royal Dramatic Theatre in Stockholm. So it was busy times with both the performances in the evening and studies in the daytime. By 2001 I had been working with Ingmar in 6 different productions as a dancer and also in 2 of them as a choreographer. I had many contracts with the Royal Dramtatic Theatre in the 90´s and sometimes it was hard to combine with my own independent productions and touring with that theatre job. But I appreciate a lot all the rehearsal periods with Ingmar Bergman, it was really interesting. Now am happy to be a freelancer, couldn´t be doing any too regular normal theater work any longer. The freedom and the responsibility, the uncertainty and the surprises keeps the dance spirit inspired and live. Am of course ready to make commissioned works for ex ballet companies, but these type of contracts are just few months.

Antoni Sikora: What intention do you have when you create your choreographies? Is there any specific subject you want to touch on through your dance performances or do you want people to understand them individually, each interpreting the performance on their own?

Virpi Pahkinen: I wish people can get connected with their own spirituality and fantasy. I want to offer a beautiful resting place for a soul.

Antoni Sikora: You have said you have drawn your inspirations from Asia and the Far East. What is it about these regions that has affected you most significantly? How do you translate this influence onto your artistic work?

Virpi Pahkinen: Actually people have seen these "asiatic" influences long before I even visited Asia for the first time. Maybe it is my life before this that carries the "dance" karma from the past. One of the most important books I ever read is the Tibetan Book of Death. Some of the temples in South India are mind-blowing. The extraordinary architecture and the atmosphere that is vibrating of the prayers.

Antoni Sikora: You wrote a book called "Snake Eater". There’s not much information about it in English on the internet. Can you tell us what is it about and what made you write it?

Virpi Pahkinen: When I was kid I wrote a lot and while I was 18 years tried some poetry. It is still a little mystery why one Publisher in Finland asked me if I was interesting in a book project. The genre was free. I admitted that I might have some notes and maybe it was time to sum up something. It took me 3 years to write. When you are touring and dancing it is the other parts of the brain that are activated. Another kind of fire. quite far from the writing process, which needs more calm mood and melancholia The book is difficult to put in any box, it is autobiographical but with some ironic twist, lot´s of short travel stories, some poetic visions of life when the motor is improvisation, even some romantic adventures are present.

Antoni Sikora: What are you working on right now? What are your plans for the nearest future?

Virpi Pahkinen: I recently had a premiere in the Finnish National Opera Ballet. The commissioned work Korona was for 11 dancers and the music by Slovenian composer Borut Krzisnik. Tomorrow I will continue with a technically advanced dance film project, directed by Marita Liulia. Later this summer will have few gigs in Sweden, then will go to Java, Indonesia to work with Mugi Kasido and perform at the festivals in Solo City and Jogyakarta. In October my work "Aajej" will tour in Mexico, starting at the Cervantino Festival in Guanajuato 17th Oct.

Agnieszka Federowicz: What does dance mean to you? What fascinates you about dance?

Virpi Pahkinen: When I was young and anxious about the meaning of life, the physical activities were the relief form difficult questions, a run-away from God. What fascinates you about dance? Nowadays it is the highway back to God.
As an artist your need is to communicate, and when the words are not enough, the dance is the continuation of the thought, dance touch the places that words are afraid of.

Agnieszka Federowicz: Have you ever been involved in any projects in Poland? If so, what projects, can you tell us about your experience?

Virpi Pahkinen: I have choreographed for Polski Teatr Tanca/Poznan, two times, the latest was in 2003. I made a work called Zefirum. I liked the company and their artistic quality a lot. Sometimes we had some language problems but that passed away while drinking a strong black tea. I specially remember one of the company´s fantastic dancer, Iwona Pasinka. I have also performed in Cross Roads festival in Warsaw in 2005 (Theater Maly) with my solo series called SUITE 303.

poniedziałek, 12 września 2011

Ciało\Umysł - X edycja Festiwalu Tańca Współczesnego 17.09 - 2.10 2011

Ależ ten czas leci. Najbardziej uświadamiam to sobie, kiedy nadchodzą warsztaty, festiwale czy inne okresowe wydarzenia, które przecież przed chwilą się odbyły, a okazuje się, że minął już rok. Tym razem jest tak z Międzynarodowym Festiwalem Tańca Współczesnego Ciało\Umysł, który w tym roku odbędzie się w Warszawie po raz dziesiąty. Festiwalem tym, jak pisałem już w zeszłym roku powinni zainteresować się bardziej świadomi i dojrzali odbiorcy sztuki nowoczesnej... i w tym roku zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że chyba raczej do nich nie należę. Okej, może moje postrzeganie sztuki współczesnej jest płytkie, ale trudno mi się wyzbyć przekonania, że sztuka współczesna wielokroć równa się pokazywaniu gołej dupy na scenie. Jak w zeszłym roku tak i w tym. Już w materiale promującym wydarzenie można zobaczyć mężczyznę wypinającego się gołym zadem do publiczności trzymającego w okół swoich pośladków ramę obrazu. Przekaz zrozumiały, ale ile można? Cycki, dupy i przyrodzenia już były. To szokowanie jest nuuuuudne. Bardziej zszokowało by mnie, gdybym na kolejnym festiwalu nie zobaczył  golasa na scenie wymachującego swoim klejnotami w imię wyższych wartości.

Acha, no i jeszcze jedno. Na Boga, gdzie ten taniec?? Co się stało z tańcem?!! Nie wiem czy festiwal Ciało\Umysł można nazywać jeszcze Festiwalem Tańca Współczesnego czy już może Festiwalem Sztuki Alternatywnej, albo Festiwalem Ruchu. Mam nadzieje, że taniec współczesny w naszym kraju dozna jakiegoś przebudzenia i przestanie iść kierunku całkowitej rezygnacji z tańca na rzecz (bez)ruchu, bez majtek.






środa, 7 września 2011

Przesłuchania do europejskich akademii tańca - Rotterdam, Linz, Bytom...

Wiem, że pewna część czytelników tego bloga myśli poważnie o karierze tancerza. Niektórzy może zdecydowali się już nawet na szkołę wyższą o kierunku tanecznym. Dla tych, którym pomysł dalszej edukacji tanecznej dopiero kiełkuje w głowie polecam poniższe video będące nagraniem aplikacyjnym nadesłanym do jednej z najbardziej prestiżowych akademii tanecznych w Europie - Rotterdam Dance Academy - CODARTS. Jego autorka Candela Celeste Ramos ze względu na to, że mieszka w Buenos Aires, nie była w stanie osobiście stawić się na przesłuchaniu (audycji) w Europie, podesłała więc nagranie video. Dzięki temu mogę wykorzystać to dziś na blogu i pokazać wam z jakich elementów składa się proces rekrutacyjny do tej Akademii. Na nagraniu zobaczycie:

  1. Ćwiczenia klasyczne: adagio przy drążku i ćwiczenia na środku - chaine, pique, jeté, itp.
  2. Ćwiczenia współczesne: podłoga, rolle, contraction, release, itp.
  3. Etiuda własna: albo inaczej krótka solówka w dowolnym stylu



Jak już wspomniałem powyższa prezentacja przeznaczona była dla akademii CODARTS w Rotterdamie, ale do innych akademii tanecznych rekrutacja wygląda w zbliżony sposób. Prestiżowe szkoły europejskie, które warto także wymienić to między innymi Institute of Dance Arts (IDA) w Linz (Austria), czy też nasz polski Wydział Teatru Tańca PWST w Bytomiu. Znam kilka osób, które dostały się, ukończyły, albo obecnie studiują w wyżej wymienionych akademiach, może więc uda mi się kiedyś przeprowadzić z nimi krótką rozmowę i umieścić ją później na blogu.


wtorek, 21 czerwca 2011

Kongres Tańca - relacja video

Na Youtube pojawiła się relacja video z Pierwszego Kongresu Tańca, który odbył się 27-29.04.2011 w Warszawie o którym pisałem już wcześniej tutaj. Na nagraniu usłyszeć możecie w kolejności wypowiedzi:
Grzegorza Pańtaka - współzałożyciela i wicedyrektora Kieleckiego Teatru Tańca
Jacka Łumińskiego - dyrektora i choreografa Śląskiego Teatru Tańca
Krzysztofa Pastora - dyrektora Polskiego Baletu Narodowego
Joannę Leśnierowską - krytyka tańca
W materiale video zobaczyć możecie też między innymi Romanę Agnel, Sylwię Hefczyńską i wiele innych osób związanych z dziedziną tańca w Polsce.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Historia Post Modern Dance

Przy okazji zbliżającego się zaliczenia z Historii Tańca i Baletu przypomniałem sobie o grafice, którą zacząłem opracowywać kiedyś w ramach konstruktywnego wykorzystania przerwy świątecznej. Jeśli dobrze pamiętam było to między Bożym Narodzeniem, a Sylwestrem kiedy regularne zajęcia pokończyły się, a kalendarz warsztatów tanecznych wyjątkowo świecił pustkami. Sięgnąłem zatem po książkę Post Modern Dance autorstwa Barbary Sier-Janik, żeby dowiedzieć się nieco na temat tańca współczesnego i swojej wiedzy nie czerpać już wyłącznie z You Can Dance i Trendy Magazynu. Swoją drogą dostęp do materiałów poświęconych tańcu jest w naszym kraju naprawdę potwornie ograniczony. Książkę Post Modern Dance zdjąłem akurat z półki zaprzyjaźnionej tancerki:) jednak nadzieję na odnalezienie w księgarni książki Taniec Jazzowy - Alaina Bernarda porzuciłem już dawno...

Wracając jednak do (post) modern dance. Poniższe drzewo genealogiczne tworzyłem na bieżąco w ramach lektury książki wzbogacając się wiedzą z Wikipedii i źródeł pochodnych. Poddałem się jednak, bo w tydzień nie udało mi się dopracować tego do końca, a później z powrotem rzuciłem się w wir codziennych zmagań i nie miałem już czasu na tego typu prace badawcze. Nie udało mi się do końca, bo nazwisk i koneksji między nimi jest zbyt wiele, a przy każdym z nich wypada jeszcze napisać kim dana osoba była i co do tańca współczesnego wniosła. To, że rozwój drzewa zaniechałem w połowie drogi powoduje też, że jest ono nieco stronnicze. Poświęciłem sporo czasu Alvinowi Ailey'owi pomijając jednocześnie opis tak istotnych nazwisk jak Lucinda Childs, Deborah Hay, czy Douglas Dunn. Bądź co bądź odzwierciedla też to poniekąd moje większe zainteresowanie gatunkiem modern jazz niż post modern. Podsumowując, drzewo to jest ewidentnie drzewem zimowym. Brakuje na nim wielu gałęzi, a te które są mogłyby być znacznie bardziej rozwinięte. Jeśli ktoś z was chciałby je kiedyś rozbudować, chętnie przyjmę brakujące opisy umieszczając tym samym nazwisko takiej osoby jako współautora. Możliwe też, że samemu wrócę kiedyś do uzupełniania drzewa... jeśli za pół roku, grudzień znów okaże się jałowy w kwestii ciekawych wydarzeń tanecznych:)


Od Sneakers & Pointes

wtorek, 10 maja 2011

Instytut Muzyki i Tańca - Taniec w Internecie

Będzie ciekawie, pomyślałem sobie zasiadając do raportu przygotowanego przez Instytut Muzyki i Tańca zatytułowanego Gry medialne i podtytule – analiza rozwoju cyfrowego rynku informacji o tańcu współczesnym. nie ukrywam, że podszedłem do niego z dużą rezerwą i krytycznym nastawieniem, bo niestety mam dość niepochlebną opinię na temat podejścia i wiedzy instytucji państwowych względem internetu. Jednak po uważnym przeczytaniu raportu Sandry Wilk doszedłem do wniosku, że jest on jednak trafny i rzetelny. Myślę, że nie jedna osoba chętnie skorzysta z informacji tam zebranych przygotowując swoje prace maturalne lub zaliczeniowe na temat tańca:) Pełną treść raportu znajdziecie po kliknięciu tutaj. Zabieram się też powoli do zebrania wszystkich dostępnych mi materiałów w jednym miejscu i dołożenia kolejnej zakładki o nazwie 'Biblioteka'. Kto wiem, może już wkrótce:) 

instytut muzyki i tanca - gry medialne

środa, 27 kwietnia 2011

Kongres Tańca - transmisja na żywo

instytut muzyki i tanca' title=

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, a technika nie zawiedzie to dziś od godziny 10 rano będzie można na żywo śledzić przebieg Pierwszego Kongresu Tańca. Kongres już za chwil kilka rozpoczyna się w Warszawie. W oknie poniżej będziecie mogli śledzić przebieg tego wydarzenia.



Pierwszego dnia organizatorzy zaplanowali trzy dyskusje panelowe:

10.30 - 12.40
PANEL 1

Etapy rozwoju zawodowego artysty tańca i związane z nimi szanse i wyzwania.

13.40 - 15.40
PANEL 2
Infrastruktura dla tańca - stan obecny, wizje i projekty zmian.

16.00 - 17.00
PANEL 3
Instytucje i sieci tańca: potrzeba, szansa, konieczność?

czwartek, 21 kwietnia 2011

Kongres Tanca - Warszawa 27-29.04.2011

Jacek Łumiński - założyciel,
dyrektor i choreograf Śląskiego Teatru Tańca 
Jak pisałem w poprzednim poście wielkimi krokami zbliża się najbardziej znaczące wydarzenie tego roku, dotyczące polskiego tańca. Przez trzy dni, od 27 do 29 kwietnia osoby związane z tą dziedzina artystyczną będą debatować, dyskutować i ustalać kierunek, w którym zmierzać będzie taniec w naszym kraju.  Spotkanie to jest o tyle istotne, że poza samymi tancerzami i choreografami głos zabiorą również przedstawiciele władzy na czele z Ministrem Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdanem Zdrojewskim, oraz mediów jak Sandra Wilk - dziennikarka specjalizująca się w promocji tańca współczesnego.


Czytając zapowiedź na głównej stronie Kongresu www.kongrestanca.pl zapowiada się, że dyskusja obejmie  faktycznie najistotniejsze problemu z którymi boryka się taniec w Polsce:

Współzałożyciel i wicedyrektor
 Kieleckiego Teatru Tańca
"Poruszone zostaną istotne (...) tematy jak dostosowanie infrastruktury, polityki kulturalnej oraz wprowadzenie rozwiązań systemowych. Kongres służy także integracji środowiska, rozproszonego w ośrodkach i teatrach na terenie całego kraju i za granicą, oraz pogłębionej analizie sytuacji zarówno artystów, jak i odbiorców tej sztuki. Najistotniejszym zadaniem Kongresu jest diagnoza obecnego stanu oraz potrzeb środowiska tanecznego w Polsce. Uzyskana dzięki temu wiedza stanie się podstawą opracowania strategii rozwoju tańca w Polsce, której realizacji służyć będzie m.in. Instytut Muzyki i Tańca."





Choreograf i inscenizator,
dyrektor Polskiego Baletu Narodowego
Jestem szalenie ciekaw jak przebiegał będzie kongres i jakie przyniesie rezultaty. Czy odbędzie się w typowo politycznym stylu - gdzie każdy będzie przekonywał resztę o swoich racjach i narzekał na swe bolączki, a następnie wszyscy pójdą w swoją stronę? Czy też może uda się zmobilizować i jasno określić swoje cele i potrzeby i jednogłośnie przedstawić je rządzącym? Czy uda się zaszczepić pogląd, że istnieje taki zawód jak profesjonalny tancerz i że powinien on być traktowany na równi profesjonalnym muzykiem z Filharmonii czy aktorem w Teatrze. Już za tydzień będziemy mogli się przekonać...




piątek, 4 lutego 2011

My, Wy, Oni... czyli dom wariatów

anna hampelska adrian ambroziakKilka tygodni temu umieściłem na blogu obszerną relację z obrony prac dyplomowych studentów Instruktorskiego Kursu Choreograficznego w Krakowie. Moje wrażenia z tych pokazów przeczytać możecie tutaj. Pisałem wtedy, że z pośród wielu udanych występów największe wrażenie zrobiły na mnie trzy, przy czym tylko jedno udało mi się nagrać. Dziś prezentuję wam drugi z tych występów, którego nagranie udostępniła mi Ania Hampelska, która wraz z Adrianem Ambroziakiem wspólnie opracowali do niego choreografię. Etiuda taneczna nosi nazwę Tacy Sami - My, Wy, Oni . Zapraszam...



poniedziałek, 17 stycznia 2011

Taye Diggs - czyli Teatr Tańca z Gwiazdami

Scott 'Taye' Diggs
Znany w naszym kraju z seriali Will & Grace czy Grey's Anatomy, oraz filmów Equilibrium lub Sekcja 8 aktor Scott 'Taye' Diggs, ma szanse zaskarbić sobie nowe rzesze fanek. Tym razem tych tańczących. Okazuje się, że Taye rozpoczynał swoją drogę do aktorstwa zaczynając właśnie od tańca, a i teraz będąc już umiarkowanie znanym celebrytą nie zapomniał o swojej pierwotnej pasji. Przeciwnie, Taye Diggs jest również współzałożycielem nowojorskiego teatru tańca \ dance company o nazwie dre.dance. Na oficjalnej stronie www.dredance.com zobaczycie między innymi ich repertuar, kilka zdjęć tancerzy oraz materiały video ze spektakli. Na moje oko, grupie bliżej do tańca współczesnego i teatralności, a nawet naszej rodzimej techniki tańca fizycznego niż popularnego obecnie w Stanach contemporary, tańczonego do słów i do konkretnych piosenek. Na stronie znajduje się także poniższa misja, która przyświeca nowojorskiemu teatrowi:


dre.dance is not a ballet company (but you will see pirouettes)
dre.dance is not an avante-garde company (but you will have a unique experience)
dre.dance is not about effects (but you will be affected)
dre.dance is immediate (but we pull from our collective history)
dre.dance is powerful (but we will let you decide)


Poniżej najnowszy spektakl dre.dance w choreografii drugiego z założycieli teatru - Andrew Palermo

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Isadora Duncan - Buntowniczka, ekscentryczka, kobieta wyzwolona...

Isadora Duncan - the movie
Dziś prawdziwa perełka, którą przy okazji innych poszukiwań udało mi się wykopać z samego dna Youtube'a. Perełka wielka, acz naprawdę interesująca jedynie dla garstki osób zainteresowanych tańcem współczesnym, a dokładnie samymi jego korzeniami. Znalazłem film z 1968 roku będący biografią Isadory Duncan - protoplastki tańca modern. Isadora Duncan, o której mowa, była postacią szalenie barwną, a jej życie obfitowało w liczne kontrowersje i skandale towarzyskie. Więcej o jej życiu przeczytać możecie na Wikipedii, na blogu skupię się jednak na jej wkładzie w historię tańca.

Isadora Duncan – tancerka amerykańska ur. 26 maja 1877 w San Francisco, zm. 14 września 1927 w Nicei. Nie studiowała tańca w sposób systematyczny, lecz stworzyła oryginalny, niepowtarzalny styl oparty na własnej filozofii. Widziała w tańcu wyraz wolnej myśli i radykalnie sprzeciwiała się ograniczeniom, jakie narzucał taniec klasyczny. Wywarła ogromny wpływ zarówno na całokształt przyszłej sztuki scenicznej, jak i na wygląd następnych pokoleń tancerzy. Odrzuciła klasyczną białą paczkę (tutu), zrzuciła baletki, tańczyła przyodziana w grecką tunikę, boso i z rozpuszczonymi włosami, co było szokującą innowacją dla ówczesnej publiczności. Jako pierwsza pokazała się na scenie ubrana tylko w obcisły trykot.


Film jest bardzo długi, podzielony aż na 16cie części. Wklejam więc poniżej jedynie link do pierwszej części; kolejne pojawiają się z boku w sugerowanych linkach. Film znajduje się na kanale bloggera o nicku alexinmovieland, który na swoim koncie umieszcza różne prastare filmy ze złotej ery Hollywood. Na wszelki wypadek skopiowałem jednak Isadorę również na swoje konto. Gdyby okazało się, że film jakimś cudem zniknie jednak wkrótce z sieci, będzie dostępny u mnie w opcji niepublicznej - dla potomnych;) i posiadaczy linka.

A teraz zapraszam już do kina...




I jeszcze na koniec kilka ciekawszych cytatów Isadory Duncan:

Wiele okazji do śmiechu traci ten, kto nie potrafi śmiać się z samego siebie.

Gdy żegnamy się z ukochanym, chociaż nęka nas straszny żal, doznajemy zarazem dziwnego uczucia ulgi, wyzwolenia

Nadzieja jest rośliną trudną do wyplenienia. Można nie wiem ile odrąbać gałęzi i zniszczyć, a zawsze będzie wypuszczać nowe pędy.

Nie ma na świecie tak zwanego szczęścia, bywają tylko szczęśliwe chwile.

Najpiękniejszym dziedzictwem, jakie można dać dziecku, jest zezwolić mu, by szło własna drogą, wyłącznie o własnych siłach.

U kołyski teatru stał taniec i pierwszym aktorem był tancerz.


niedziela, 19 grudnia 2010

Niezliczone oblicza jazzu - czyli choreograficzne pokazy dyplomowe

Kolejny już weekend upłynął mi w całości pod znakiem tańca. Wczoraj, w sobotę 18 grudnia miałem przyjemność gościć na pokazie absolwentów 2,5 letniego Instruktorskiego Kursu Choreograficznego w Krakowie ze specjalnością taniec jazzowy. Kilka tygodni wcześniej odbył się również pokaz zwieńczający absolutorium świeżo upieczonych choreografów tańca ludowego, nie wiem z kolei czy odbył się już czy dopiero odbędzie pokaz choreografów tańca współczesnego. Anyway, taniec jazzowy to chyba najszerszy gatunek taneczny ponieważ można pod niego przyporządkować ogromną ilość rodzajów tańca nowoczesnego takich jak modern, contemporary, hiphop (nie wchodzę w dyskusję na ten temat), czy też taniec musicalowy \ broadway \ showdance etc. Ponieważ dziedzina ta jest tak obszerna, podczas około czterdziestu występów na prawdę trudno byłoby wskazać dwa takie same. Każdy miał swój pomysł, swój rodzaj ruchu, swoją koncepcję sceniczną. Niektóre występy ocierały się o teatr tańca i poruszały tematy istotne, inne z kolei nastawione były w całości na rozrywkę lub na show sceniczny. I bardzo dobrze. Nie każdy taniec musi na siłę 'uczyć' widza jak postrzegać świat, nie każdy spektakl taneczny musi też emanować pięknem ruchu, ewolucjami w przestworzach i możliwościami akrobatycznymi tancerzy. Było więc miejsce zarówno dla układów współczesnych i modernowych było również dla hiphopowych, house'owych, balltimore'owych i ragga jamowych (w tych ostatnim moje ulubione jamajsko-sileziańskie dziewczyny z Jammin Squad!
O każdym występie można by powiedzieć więc coś dobrego. Ja skupię się na trzech etiudach tanecznych, które wywarły na mnie największe wrażenie. Każda z nich była totalnie z innej bajki i w inny sposób poruszała widza. Niestety w większości nie spisałem sobie tytułów tych projektów, ani nazwisk osób które je prezentowały, posługiwał się więc będę jedynie nazwami umownymi.



Numer 1:

Vivere militare est - czyli Życie jest walką Zdecydowane numero uno i to nie tylko w mojej opinni. Rozmawiałem z wieloma osobami i słuchałem braw, mogę więc śmiało powiedzieć, że ta etiuda zyskała sobie najwięsze grono zwolenników. Vivere militare est to projekt Łukasza Zięby, któremu na scenie towarzyszyła Julia Żytko i Dominik Olechowski. Występ ukazywał trzy etapy życia człowieka: dzieciństwo, dojrzałość i starość. Każdy z tych etapów rządzi się swoimi prawami, charakteryzuje specyficznym podejściem do świata i do otaczających ludzi, każdy również przeplata się ze sobą. Dzieci ciekawe świata, dorośli zawsze w biegu,
starzy z balastem życiowych doświadczeń przekazujący je młodym potrzebujący opieki dojrzałych. Dorośli z kolei dający oparcie dwóm pozostałym. Jasny w przekazie i ciekawy zarazem temat przeplatał się tu z wyjątkowymi umiejętnościami trzech tancerzy. Wartość tej etiudy wzrosła dodatkowo dzięki umiejętnościom aktorskim występujących, którzy poza tańcem potrafili wcielić się w grane przez siebie osoby. Łukasz dziecko, Julia dojrzałego człowieka i Dominik - starca. Ten występ udało mi się na szczęście zarejestrować dlatego możecie sami przekonać się o czym mówię oglądając nagranie. Spostrzegawczy zauważyli na pewno, że koncepcja choreografii pokazująca trzy osoby: dziecko, dorosłego i starca była już wykorzystana w telewizji, Autor jednak nie odżegnywał się od tego, samemu przyznając, że choreografia zainspirowana jest układem stworzonym przez niesamowitą Mię Michaels dla VII edycji amerykańskiego So You Think You Can Dance.



Numer 2:
Tacy sami ? A może My i Oni ? Niestety nie zapamiętałem, ale w każdym razie coś w ten deseń. Był to projekt duetu tanecznego Adriana Ambroziaka i Anny Hampelskiej, którzy rozpoczęli występ w kaftanach bezpieczeństwa, z których wyzwolili się w raz z rozwojem akcji. Występ był bardzo przemyślany i wyważony. Pokazywał umiejętności techniczne tancerzy jednocześnie nie powodując przerostu formy nad treścią. Pomimo kaftanów, nie był na szczęście oczywisty do bólu. Dygresja: Jeśli w piosence pojawia się LOVE nie trzeba rękami robić znaku serca (sic!), a jeśli piosenka jest o umieraniu nie trzeba wbijać sobie niewidzialnego noża w serce. W takich wypadkach mam wrażenie, że choreograf \ reżyser ma widza za idiotę i koniecznie chce mu palcem wskazać to na co trzeba zwrócić uwagę. Ale wracając do tematu, w tym występie takiego przesytu oczywistości na szczęście nie było. Żałuję, że nie mogę zobaczyć raz jeszcze projektu tej pary i napisać na jego temat jeszcze więcej. Nie zarejestrowałem go niestety na video więc nie mam możliwości odtworzenia go i dostrzeżenia wszystkich ciekawych i trafionych elementów tej etiudy. A szkoda.


Numer 3:
Trzeci występ który podobał mi się najbardziej tego wieczoru to... występ trzech dziewcząt (dziewczęta w przypadku tego projektu pasują bardziej niż dziewczyny) tańczących choreografię tańca ludowego stworzoną przez Karolinę Swiatek wraz z towarzyszącym im jednym
bądź dwoma tancerzami. Nie pamiętam niestety ilu ich było ponieważ ta trójka zdecydowanie przykuwała wzrok i skupiała całą uwagę publiczności dzięki swojej energii scenicznej. Koncepcja była prosta, młoda panna pierze ubrania na tarce przy rzeczce, a od czynności tej odrywają ją jej przyjaciółki i młodociany zalotnik. Występujący tak idealnie oddali charakter tego występu, że na całej sali czuć było nastrój etiudy i pozytywna energia udzieliła się również widowni. Wydaje mi się, że w tej opinii również nie byłem odosobniony, ponieważ występ ten został uwieńczony jedną z większych salw braw tego wieczoru.

Nie chcę w tym podsumowaniu pisać co dokładnie mi się nie podobało, bo wiem, że każdy z występujących lub prezentujących (nie każdy choreograf występował bowiem na scenie) włożył w swój projekt masę pracy i emocji. Jednak od jednej uwagi nie jestem w stanie się powstrzymać. Przytoczę kilka tytułów prezentowanych prac: 'Kryzys', 'Depresja', 'Nałóg', 'Niewola'... nie to nie żart. Zabrakło jedynie zgonu, chociaż po jeszcze kilku takich tytułach jakiś pewnikiem nastąpiłby na widowni. Rozumiem, że część choreografów koniecznie chciała przekazać odbiorcom jakąś ważną historię, ale trzeba być bardzo ale to bardzo ostrożnym zabierając się za takie tematy. Choreograf musi być już naprawdę dojrzałym człowiekiem i artystą, żeby zmusić widza do refleksji nad problemem, którego etiuda dotyczy i jednocześnie nie kłuć w oczy banałami i zbyt oczywistym przekazem. Jest tak wiele tematów wartych uwagi i zastanowienia, które można przedstawić za pomocą tańca, choreografowie jednak często decydują się zadręczyć widza obraną problematyką. Druga sprawa, o której chciałem jeszcze wspomnieć to debata na temat inspiracji innymi choreografiami i powielania pomysłów. W trakcie oglądania tych kilkudziesięciu projektów, miałem czasem większe czasem mniejsze wrażenie, że gdzieś to już widziałem. Faktycznie, część występów silnie podpierała się innymi produkcjami i jeśli ktoś śledzi taneczne programy sam z pewnością to zauważył. Jednak dopóki ogranicza się to jedynie do zapożyczenia pomysłu, a całość choreografii - ruchy, muzyka i scenariusz jest własna, w takim wypadku nie widzę w tym nic złego. Jedną rzeczą jest dobry pomysł, a drugą jego realizacja i kiedy jest ona oryginalna i trafiona, projekt zawsze obroni się sam.


czwartek, 18 listopada 2010

Leszek Stanek i bezsenność na parkiecie

Mam dziś przyjemność zaprosić was do odsłuchania mojej drugiej już rozmowy z Leszkiem Stankiem. Poprzedni wywiad ukazał się na łamach magazynu Trendy jak również na blogu. Tym razem Leszek zgodził się na rozmowę specjalnie i wyłącznie dla bloga Sneakers & Pointes. Jest to też tym samym drugi wywiad, którego możecie odsłuchać bowiem pierwsza zarejestrowana rozmowa z Wojciechem Terechowiczem pojawiła się tu niecały miesiąc temu.


W pierwszej części wywiadu usłyszycie…
...o tym kto ma fajne buty;)
...o bezsenności na parkiecie
...o zarażaniu tańcem
...o kompozycji, improwizacji i eksperymentowaniu





W części drugiej wywiadu usłyszycie...
...o Zakopane Summer\Winter Dance Camp'ie
...o wyglądaniu w ruchu, wyobraźni i impulsach
...o Studiu Teatru Fizycznego





W części trzeciej wywiadu usłyszycie...
...o STF w Warszawie i dalszych planach ekspansji
...o Bytomiu, Warszawie, Krakowie i Poznaniu
...o newsletterach:)

niedziela, 14 listopada 2010

Anna Krysiak - rozmowa o tańcu współczesnym

Anna Krysiak
Dziś na blogu zapowiadany już jakiś czas temu wywiad z osobowością polskiej techniki tańca współczesnego (tańca fizycznego) - Anną Krysiak. Moją  rozmówczynię poznałem na festiwalu Kalejdoskop w Białymstoku gdzie poza prowadzonymi warsztatami przygotowała krótki projekt wraz z młodymi tancerzami uczestniczącymi w festiwalu. Drugi raz miałem okazję brać udział w prowadzonych przez Nią warsztatach podczas obozu tanecznego Unique Days w Łazach. Po obozie zdecydowałem się zaproponować wywiad i moja propozycja spotkała się z pozytywnym odbiorem. W efekcie tego powstał krótki wywiad, który pojawił się w październikowo-listopadowym numerze Trendy Magazyn'u, a teraz pokazuje się również na blogu. A rozmowa przebiegała tak...





Sneakers & Pointes: Pojawia się Pani i znika. Nie jest łatwo odnaleźć w Internecie taneczny harmonogram Anny Krysiak. Jak wygląda Pani kalendarz? Czy ma Pani zaplanowany z góry cały rok czy raczej spontanicznie wybiera oferty, które do Pani spływają?

Anna Maria Krysiak: Tak, prawdą jest, że nie można znaleźć mojego harmonogramu w Internecie. Nie należę do osób, które planują przyszłość z ołówkiem w ręku. Większość projektów, czy warsztatów pojawia się raczej spontanicznie i te zazwyczaj należą do najbardziej trafnych.

Sneakers & Pointes: Czy ma Pani jedno konkretne miejsce, w którym mieszka czy jest raczej obywatelką całego świata? Dla profesjonalnych tancerzy specyficzne jest to, że większą część swojego życia spędzają w podróży. Występuje Pani na deskach teatrów w Polsce, Kanadzie... Gdzie jest Pani dom?

Anna Maria Krysiak: Żyję między Polską, a Kanadą. Mam łatwość szybkiego klimatyzowania się wszędzie gdzie jestem. Mój dom jest jednak tu w Polsce. Mam takie magiczne miejsce do którego zawsze wracam i które kocham. Mieści się ono na wzgórzu nad pięknym jeziorem wokół lasów, koni i dzikich pól, tam jest moja rodzina, mój dom, tam odpoczywam i nabieram sił.

Sneakers & Pointes: Kilka lat temu należała Pani do elitarnego zespołu tancerzy Śląskiego Teatru Tańca. Później zdecydowała się jednak opuścić zespół i rozpocząć indywidualną drogę. Czym różni się praca na stałe w jednym miejscu od niezależnego wykonywania zawodu tancerza?

Anna Maria Krysiak: Ze Śląskim Teatrem Tańca byłam związana przez 13 lat, od samego początku powstania tego zespołu. To był dobry czas, dużo nauczyłam się i wiele doświadczyłam. Praca dłużej w jednym miejscu wymaga trochę więcej dyscypliny, sił, cierpliwości, wytrwałości i co najważniejsze dystansu do Siebie i wszystkiego dookoła. Pracy na krótki dystans towarzyszy całkiem inna energia. Wchodzimy z całym bagażem własnych doświadczeń, otwieramy się na nowe, słuchamy, tworzymy i idziemy dalej.

Sneakers & Pointes: Czy planuje Pani w najbliższym czasie osiedlić się w jakimś innym teatrze tańca czy status tancerza freelancera najbardziej Pani odpowiada?

Anna Maria Krysiak: Praca niezależnego tancerza i choreografa odpowiada mi najbardziej na ten moment. Jeśli znajdę coś wyjątkowego to zapewne zatrzymam się tam na dłużej.

Sneakers & Pointes: Popularność tańca w ostatnim dziesięcioleciu wzrosła drastycznie głównie dzięki programom telewizyjnym i filmom poświęconym tej tematyce. Taniec współczesny, a szczególnie śląska \ polska technika tańca współczesnego różni się jednak diametralnie od tańca prezentowanego w telewizji. Jak więc ocenia Pani zainteresowanie tańcem współczesnym młodych tancerzy oraz widzów tanecznych spektakli. Czy wzrosło ono również?

Anna Maria Krysiak: Popularność tańca bardzo wzrosła co mnie cieszy, zwłaszcza w telewizji. Teatr i telewizja rządzą sie jednak swoimi prawami. W teatrze nie można niczego zatrzymać, wyciąć, zmontować czy powtórzyć, nie ma nic na pokaz. Wszystko dzieje się tu i teraz, jest prawdziwe, żywe. Zachęcam wszystkich młodych tancerzy do oglądania spektakli tanecznych na żywo. Gdy chodzi jednak o publiczność zawsze była, jest i będzie zróżnicowana.

Sneakers & Pointes: Czym jest taniec fizyczny?

Anna Maria Krysiak: Tak jak i sama nazwamówi, wymaga więcej sprawności i świadomości ciała.

Sneakers & Pointes: Tańczy Pani na deskach teatrów całego świata. Jak w innych krajach traktowany jest taniec w porównaniu do Polski?

Anna Maria Krysiak: Taniec popularny jest wszędzie, różni się tylko jego poziom i przekaz - w zależności od kultury.

Sneakers & Pointes: Kiedy będzie można zobaczyć Panią na scenie w Polsce i gdzie? Również kiedy będzie można wziąć udział w prowadzonych przez Panią warsztatach?

Anna Maria Krysiak: Wylatuje teraz do Kanady, gdzie będę pracować nad nowym projektem ze wspaniałymi artystami. Mam nadzieję że uda mi się sprowadzić ten spektakl do Polski, nie wiem jeszcze gdzie… Rozstrzygnie się to w najbliższym czasie. Jeśli chodzi o warsztaty to w styczniu będę uczyć w Warszawie w Free Art Fusion na Miedzianej.

Sneakers & Pointes: Myśląc o tańcu współczesnym myślę również o trudnej i wymagającej technice, którą dobry tancerz musi opanować. Przypominam sobie bardzo trudne do przyswojenia wskazówki, których udziela Pani na warsztatach – np. o pracy na kościach nie na mięśniach, czy o tym aby zawsze pamiętać co wyprowadza dany ruch...

Anna Maria Krysiak: Uczymy się całe życie i nigdy nie ma końca. Latami pracujemy na mięśniach, aby w końcu odkryć, że możemy zrobić to samo lepiej na kościach i energii, bez niepotrzebnego zmagania się. Szybkość i zwinność nie wymaga wysiłku. Wystarczy zaufać ciału, poczuć impuls i pójść za jego przepływem.

Sneakers & Pointes: Tradycyjnie zadaję to pytanie każdemu tancerzowi i choreografowi, z którym mam możliwość przeprowadzenia wywiadu. Jakich wskazówek udzieliłaby Pani młodym adeptom sztuki tanecznej w naszym kraju? Na co powinni zwrócić szczególną uwagę, jeśli chcą rozwijać się w kierunku tańca współczesnego?

Anna Maria Krysiak: Przede wszystkim Zaufać Sobie! Pozostać otwartym na wszystko nowe co pojawia się w tańcu; uczyć się u dobrych nauczycieli i pamietać, że "Ważne jest to co Nami porusza, a nie jak się ruszamy!" -jak mawiała wielka Pina Bausch....

czwartek, 21 października 2010

Wywiad z Wojciechem Terechowiczem (Arsharter|Hothaus)

Arsharter logo

Dziś na blogu coś, czego jeszcze do tej pory nie próbowałem:) W zeszłym tygodniu udało mi się namówić do wywiadu Wojtka Terechowicza dyrektora Atelier Arsharter i Teatru Hothaus, a następnie całą naszą rozmowę zarejestrować na dyktafonie. Do tej pory wywiady, które miałem okazję przeprowadzać publikowałem w skróconej wersji w Trendy Magazynie, a następnie na blogu. Tym razem postanowiłem podzielić się całym materiałem, w wersji uncensored:) Jestem strasznie niezadowolony ze swych wypowiedzi, tonu głosu i okropnego zaciąganiaaaaaa, ale człowiek uczy się na błędach i mam nadzieje, że kiedyś zbliżę się nieco do umiejętności dykcyjnych mojego rozmówcy.

Materiał jest dość długi, ponieważ rozgadaliśmy się ździebko z Wojtkiem, ale zapewniam, że rozmowa była bardzo ciekawa i jeśli interesują was takie zagadnienia jak teatr amatorski, teatr tańca, aktor-tancerz, czy wreszcie nabór do spektaklu tanecznego w Krakowie sądzę, że wywiad powinien was zaciekawić. Przy każdym z odcinków umieściłem skrót tematów, które w danej części wywiadu poruszaliśmy.

W pierwszej części wywiadu usłyszycie…
… czym jest Arhsrter.
… o teatrze HotHaus
… o teatrze tańca w Krakowie.
… a nawet o KATHARSIS




W drugiej części wywiadu usłyszycie…
… o przemianie aktora w tancerza i tancerza w aktora
… o tancerzach i aniołach
… o tym czy tancerz powinien się odzywać




W trzeciej części wywiadu usłyszycie…
…o obrazach mentalnych
… o tancerzach stojących przed lustrem
… o pierwotnej przyczynie ruchu
… o dojrzałości i spalaniu kalorii




W czwartej części wywiadu usłyszycie…
… o indywidualności i odkrywaniu nowych styli
… o jaskółkach i walce o ogień




W piątej części wywiadu usłyszycie…
… o krumpie na deskach teatru
… o fabule tanecznych spektakli
… o skażeniu stylem
… o obliczach profesjonalizmu




W szóstej części wywiadu usłyszycie…
… o naborze do spektaklu
… o uroczystościach i jubileuszach
… o budowaniu, ludziach i cudach i ideałach.




W siódmej części wywiadu usłyszycie…
…o planach na przyszłość
… o premierach teatru Hothaus (ale w
I W TYM MOMENCIE BRUTALNIE NAM PRZERWANO:) Ale wywiad postaram się dokończyc już w przyszłym tygodniu, jednocześnie pracując nad swoją pożal-się-boże dykcją, która przyprawiała mnie o ból głowy przy montowaniu tego nagrania.

czwartek, 7 października 2010

Leszek Stanek - wywiad z aktorem serialu 'Tancerze'

Leszek Stanek
We wrześniowym Trendy Magazynie ukazał się wywiad, który miałem okazję przeprowadzić z Leszkiem Stankiem. Aktor i tancerz, przez młodszych widzów najbardziej kojarzony jest z rolą Kuby Krzysztonia w serialu Tancerze emitowanym w TVP2. Ci, którzy tańcem interesują się dłuższy czas mogli również zobaczyć Leszka w spektaklach Śląskiego Teatru Tańca, do którego przez kilka lat przynależał. Poniżej nasza rozmowa, którą przeprowadziliśmy w sierpniu... a już niedługo być może kolejny wywiad z Leszkiem Stankiem, gdyż wiem, że (jak to w świecie tancerzy i artystów:)) dzieje się u niego wiele nowego...

Antoni Sikora: Tej jesieni w TVP2 zobaczyć będzie można trzecią już serię „Tancerzy” w których grasz jedną z głównych ról. Czy romans z telewizją to tylko przelotna znajomość czy planujesz kontynuować tę drogę?

Leszek Stanek: Dostałem kilka propozycji, zobaczymy co z nich wyniknie. We wrześniu rozpoczynam zdjęcia do filmu Tomasza Wasilewskiego „W sypialni”, w którym mam zagrać dość ciekawy i intrygująco mocny, choć nieduży epizod. Praca z kamerą różni się znacznie od pracy w teatrze, ale chciałbym równolegle kontynuować oba te romanse:)

Antoni Sikora: W serialu profesjonalni tancerze, grają z aktorami, którzy musieli nauczyć się być tancerzami. Jak współpracuje Ci się z ludźmi nie posiadającymi tanecznego warsztatu?

Leszek Stanek: Podczas pracy nad serialem staram się koncentrować na tym, co ja mam do zrobienia. Staram się nie oceniać kolegów ani wyborów reżyserskich. Ważne jest, by każdy przykładał się do swojej pracy jak najlepiej i pozostawał otwartym na nowe doświadczenia. Owszem zdarza się czasem, że musimy wspierać się wzajemnie aby ukryć jakieś niedoskonałości, ale o to przecież chodzi w tej pracy, po to jest reżyser, montażysta i koledzy z planu:)

Antoni Sikora: A jak tancerze odnajdują się na planie? Czy aktorstwo to duże wyzwanie, czy z łatwością przychodzi Ci grać?

Leszek Stanek: Jeden z reżyserów powiedział, że łatwiej jest nauczyć tancerza gry aktorskiej, niżeli aktora tańczyć:) Podejrzewam, że sugerował się on czasem, jaki należy poświęcić, aby aktor stał się tancerzem. Ja jestem aktorem scen muzycznych i posiadam doświadczenie sceniczne, więc gra aktorska nie jest mi obca, aczkolwiek praca przed kamerą to spore wyzwanie, wymagające innego sposobu podejmowania tematu, roli niż scena teatralna.

Antoni Sikora: Leszek Stanek - aktor, tancerz, choreograf, nauczyciel. W jakiej kolejności ułożyłbyś te przypisywane Ci profesje? Co dodałbyś jeszcze do tej listy? Czy są jakieś dodatkowe zajęcia, o których nasi czytelnicy nie wiedzą?

Leszek Stanek: Zawsze bawi mnie, gdy czytam takie informacje o sobie i korci mnie aby - skoro opisuje się wszystkie „profesje” - sporo jeszcze dodać: kucharz, sprzątaczka i inne zajęcia funkcyjne. Prawdą jest, że wykonuje prace, którą opisuje się właśnie tak, jak Ty to zrobiłeś. Z tym w parze idzie moje wykształcenie, ale nie lubię ani gradacji, ani napięcia tytularnego ani dokonywania przeze mnie wyboru co jest mi bliższe i ważniejsze.

Antoni Sikora: Droga wielu tancerzy, przed rozpoczęciem kariery tanecznej prowadzi przez akrobatykę, gimnastykę artystyczną lub inne sporty. Co robiłeś zanim zacząłeś tańczyć? Czy taniec był twoim pierwszym wyborem?

Leszek Stanek: Zanim zacząłem tańczyć nie chodziłem nawet na zajęcia z wychowania fizycznego i w piłkę też nie grałem, a zajęcia akrobatyczne zaczęły się i skończyły w czasach, kiedy biegałem po murkach i skakałem przez płoty z kolegami kraść jabłka z pobliskiego sadu. Długo nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, aż postanowiłem rozwijać się wokalnie i... trafiłem do szkoły wokalno-baletowej, a na dyplomie tańczyłem już solówkę:)

Antoni Sikora: Jesteś tancerzem i choreografem. Co sprawia większą satysfakcję: występowanie na scenie czy oglądanie swoich autorskich spektakli z perspektywy widza?

Leszek Stanek: W moim przypadku czasem miesza się moja obecność na scenie z pracą choreografa. Zdarza się, że tańczę we własnych spektaklach. Staram się tego unikać, gdyż ciężko jest koncentrować się na swojej kreacji scenicznej i jednocześnie mieć pogląd na całość wydarzenia. Jednak jak już wspomniałem staram niestosować gradacji ważności. Każde z tych zadań twórczych dostarcza innych wrażeń i spełnienia.

Antoni Sikora: W Śląskim Teatrze Tańca, niemal od początku swej kariery tańczyłeś taniec współczesny. Ta forma tańca jest bliższa klasyce wystawianej na deskach operowych niż stylom wywodzącym się z klubów i ulic, takich jak popping, locking czy hip hop. Co sądzisz o tych stosunkowo młodych gatunkach tanecznych? Czy to chwilowa moda czy też ewolucja tańca, tak jak ewolucją baletu był modern.

Leszek Stanek: Ciężko mi oceniać techniki, z którymi nie miałem zbyt wiele w swoim życiu tanecznym do czynienia. Historia pokazuje, że każdy trend jest zaczątkiem zmian ewolucyjnych i tak też jest w tańcu.

Antoni Sikora: Jakie są twoje plany, może nie na pięć lat, ale na najbliższy rok? Telewizja? Kino? Teatr?

Leszek Stanek: Przygotowujemy się właśnie do kilku premier. Na początku sezonu w warszawskim teatrze „Capitol” pokażę teatr tańca współczesnego mojego autorstwa, w ramach projektu Studia Teatru Fizycznego, a pod koniec roku dwa komercyjne show taneczne, których producentem jest IQ ART i w których zobaczyć będzie można tancerzy znanych z programów telewizyjnych. Jesienią w Warszawie otwieramy oddział zamiejscowy Studia Teatru Fizycznego, które założyłem w 2005 roku w Bytomiu przy Śląskim Teatrze Tańca. Plany telewizyjne... teraz zdradzić mogę jedynie to, co pewne, film Wasilewskiego:)

Antoni Sikora: Dla wielu młodych tancerzy twoja kariera w teatrze tańca, udanie rozpoczęta przygoda z showbiznesem to synomimy sukcesu. Co radziłbyś tym, którzy stawiają dopiero pierwsze kroki na parkietach i marzą o karierach profesjonalnych tancerzy?

Leszek Stanek: By mieli w sobie dużo pokory, cierpliwości i jeszcze więcej samozaparcia:)

wtorek, 21 września 2010

Ciało\Umysł - Festiwal Tańca Współczesnego

Już 23 września w Warszawie rozpocznie się dziewiąty festiwal tańca współczesnego Ciało/Umysł. Wydarzenie to po raz kolejny sprowadzi do stolicy wybitnych i ekscentrycznych tancerzy oraz choreografów z całego świata. Festiwal zapewne wzbudzał będzie spore zainteresowanie choćby ze względu na niecodzienne pokazy przełamujące ograniczenia fizyczne jak i bariery społeczne. Ten festiwal z pewnością kierowany jest bardziej do widza o dużej dojrzałości i wrażliwości niż zwykłego entuzjasty tańca. Na tego typu imprezach taniec (ruch) jest bowiem dodatkiem służącym do wyrażenia czegoś głębszego niż same wrażenia estetyczne. Z resztą zobaczcie sami…


Ale wspominam o tym festiwalu również z innego powodu. Dziś po raz trzeci natknąłem się  na informację na jego temat, tym razem w postaci wywiadu z organizatorką Edytą Kozak. W rozmowie z magazynem Metro, wypowiedziała ona zdanie, które bardzo przypadło mi do gustu bo pokrywa się z moimi oczekiwaniami względem ewolucji i przenikania się gatunków tańca. Poniżej cytat z dzisiejszej gazety:
Metro: Mocno akcentowany na festiwalu będzie też hiphop. To wasz ukłon w stronę masowego widza i popkultury?

Edyta Kozak: Hiphop jest dla mnie jak balet klasyczny. Rządzi się podobnymi prawami – prezentuje ściśle określony kanon, ruchy mają swój precyzyjny kod i hierarchię. Oczywiście podeszłam do tego dość przewrotnie i na festiwalu zobaczymy „japoński spirytualistyczny hiphop” czyli artystę Kentaro. Będzi też wspomniany już Bill Shannon, który nie uprawia klasycznego hiphopu, a raczej rodzaj ulicznego tańca na kulach”

Cieszę się, że dyrektor festiwalu tańca współczesnego ma takie właśnie podejście do hiphopu, i że widzi dla niego miejsce na deskach teatru. Bardzo często zdarza się, że tancerze i choreografowie, nawet Ci stosunkowo młodzi, zamknięci są na jeden gatunek tańca, a im bardziej jest on powiązany ze sztuką (klasyka, współczesny) tym bardziej ich szowinizm względem innych gatunków tańca jest widoczny. Mam nadzieję, że już za kilka lat w polskich teatrach będzie można zobaczyć wiele przedstawień, w których taniec będzie obecny w najróżniejszych jego formach i wymiarach…

… ok., żeby tymi marzeniami w stylu Johna Lennona nie wznosić się zbytnio na wyżyny patosu (czego nienawidzę) schodzę na ziemię z czymś lżejszym czego  - założę się -  nie zna żaden z czytelników mojego bloga :) echhh, dirty, dirty south... :P




poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Dancing Poznań - XVII Międzynarodowe Warsztaty Tańca Współczesnego

Dzięki uprzejmości znajomego umieszczam dziś na blogu galerię zdjęć z Festiwalu Dancing Poznań czyli VII Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Tańca, połączonego z XVII Międzynarodowymi Warsztatami Tańca Współczesnego. Na imprezę tą chciałem jechać osobiście ale raz - powoli brakuje mi już urlopu, dwa - pogubiłem się w kalendarzu i wypadła mi totalnie z głowy ta data (kto wie, może wybrałbym się na dzień czy dwa). Prezentuję zatem poniżej galerię zdjęć zrobionych przez Grześka wraz z krótkim opisem jego wrażeń:

Dancing Poznan 2010

Sobotnie popołudnie upłynęło pod znakiem pokazów tańca na dziedzińcu Zamku Cesarskiego w Poznaniu. Uczestnicy warsztatów, które odbywały się pod szyldem Dancing Poznań 2010, zaprezentowali swoje układy choreograficzne. Publiczność gorąco przyjmowała występy grup, nagradzając odwagę i walory artystyczne gromkimi brawami. Prezentowały się zarówno grupy podstawowe, średniozaawansowane i te całkiem profesjonalne. Towarzyszyli im mistrzowie, czyli instruktorzy tańca, wśród których nie zabrakło uznanych autorytetów. Młodzi tancerze fotografowali się ze swoimi nauczycielami wśród tłumu poznanian i przyjezdnych turystów.
Przyjemnie było obserwować, jak ci, którzy nie tańczyli na scenie, podrygiwali w takt muzyki na płytach zamkowego dziedzińca. Bity muzyki wprawiały ich ramiona, nogi, całe ciało w podrygi i wibracje. Wszyscy przepełnieni byli tańcem i szeroko się do siebie uśmiechali.
Wieczorem impreza przeniosła się do klubu Blue Note, gdzie wystąpiła śmietanka festiwalu Dancing Poznań prezentując modern, funky, r’n’b i ogniste tańce latynoskie.
Grzesiek

czwartek, 22 lipca 2010

Tancerz doskonały... ?

Kolejna już lista mojego autorstwa (poprzednia w dość subiektywny sposób opisywała typy instruktorskie). Tym razem postanowiłem spisać umiejętności, które w moim mniemaniu tancerz doskonały powinien posiadać i cech, które wyróżniałyby go od tancerza dobrego. Zestawienie to podobnie jak poprzednie jest dość umowne i nie znajdziecie go zapewne w żadnym leksykonie tańca współczesnego. Nie jest to również checklista, którą kieruje się komisja egzaminacyjna przyjmując petenta do szkoły artystycznej bądź reżyser przyjmując tancerzy do swego spektaklu (swoją drogą jestem ciekaw, jak bardzo takie listy odbiegały by od tej przeze mnie przedstawionej…?).
Tancerz idealny 1
Attitude;)

Słuch:

Jedną z podstawowych i koniecznych cech dobrego tancerza jest umiejętność słuchania muzyki i słyszenia, tego co dla przeciętnego odbiorcy muzyki jest niesłyszalne, lub nieistotne. Słuch i muzykalność wydaje się być istotna w każdym gatunku tanecznym (...nawet w tańcu współczesnym, w którym wg niektórych muzyka nie tyle powinna wyznaczać kierunek tańca co po prostu ‘nie powinna przeszkadzać’. Słuch wydaje mi się jednak być kluczowy w przypadku takich stylów jak Hiphop Dance, New Age, LA style, Street Jazz (w którym choreografia wykonywana jest do beatu do słów piosenki lub do jednego i drugiego). Niesamowicie istotne jest aby tancerz słyszał kiedy wypowiadane jest dane słowo, któremu odpowiada specyficzny ruch, oraz w jakim tempie następują charakterystyczne uderzenia basu i perkusji aby jego ruch był zawsze perfekcyjnie zgrany z towarzyszącą piosenką.


Rozciągnięcie:

Ta cecha jest szalenie istotna przy klasyce, ale również jazzie, modern jazzie i tańcu współczesnym. Stąd osobą profesjonalnie zajmującą się baletem można zostać jedynie zajmując się tym tańcem od czasów dziecięcych. Z czasem bowiem ścięgna i mięśnie u dorosłego człowieka stają się coraz mniej rozciągliwe i bez wcześniejszego przygotowania ciała nie ma już możliwości wykonania takich kombinacji jakie jest w stanie zrobić dziecko, lub baletnica rozciągająca się codziennie od maleńkości. Tancerz doskonały w moim mniemaniu nie musi oczywiście stając na jednej nodze drugą dotykać sobie czoła, jednak jego skoki powinny zagarniać jak największą ilość przestrzeni i sprawiać wrażenie latania co nie wyjdzie jeśli nogi tancerza połączone są niewidzialną pajęczyną.

Siła, izolacje:

Siła to tempo, jeśli tancerz nie jest w stanie szybko zebrać się z jakiegoś ruchu i w płynny sposób przejść do następnego, to jego taniec bardzo szybko może być tańcem obok, a nie wraz z daną muzyką. Dodatkowo siła to umiejętność napinania i rozluźnienia mięśni w sposób kontrolowany – czyli robienie tak zwanych izolacji. Bardzo wielu młodych tancerzy uprawia ‘rozlatujący się’ hiphop. Doskonale pamiętają choreografię jednak nie potrafią zatrzymać ruchu, dodać mu odpowiedniej siły i precyzji. W efekcie tego tańcząca grupa, pomimo wykonywania tego samego układu wygląda często jak grupa indywidualistów, w której każdy na własny sposób ‘interpretuje’ daną choreografię. Umiejętność kontroli własnego ciała i precyzyjności ruchów jest więc szalenie ważna jeśli tancerz nie jest freestylerem, a członkiem tanecznej grupy.
Tancerz doskonaly 2
Relevé Passé

Koordynacja:

Brzmi banalnie, jednak umiejętność ta jest bardzo daleko od banalności. Przeciwnie. Jeśli chcecie przekonać się jakie to trudne spróbujcie wykonywać prawą ręką kolejne pozycje jazzowe po kolei od pierwszej, drugą ręką po kolei od końca, a nogi niech tańczą wam walczyka. Da się? To wprowadźcie jeszcze sobie jakieś dodatkowe utrudnienia. Pomieszajcie pozycje, pomieszajcie ręce, a nogami wykonujcie bardziej skomplikowane kombinacje. Po 5 minutach wasz mózg zacznie się gotować. Tancerz doskonały powinien być w stanie wykonać nawet najbardziej skomplikowane i nielogiczne dla ludzkiego ciała kombinacje, a przynajmniej powinien być w stanie szybko się ich uczyć.

Pamięć ruchowa:

Spotkaliście się z osobami, którym wystarczy pokazać coś raz i już to mają? Ja również. Ech, co tu dużo gadać – szczęściarze. Dla takich tancerzy zobaczenie danej ósemki dwa razy jest równoznaczne z zapamiętaniem jej i nie wiąże się z to z przeciążeniem zwojów mózgowych. Ta umiejętność akurat często przekłada się również na ‘normalne życie’ i umiejętność szybkiego zapamiętywania i przyswajania wiedzy różnorodnej. Cóż, tancerze to w końcu przecież bystrzachy:)

Umiejętność Improwizacji:

Chcesz występować na scenie? Chcesz zawładnąć deskami teatru i wzbudzać owacje na stojąco? Lepiej naucz się improwizować. Każdy kto miał przyjemność występowania przed widownią wie, że łączy się to z większym lub mniejszym stresem, który czasem motywuje a czasem blokuje tancerza. Umiejętność radzenia sobie z nerwami to jedna sprawa, umiejętność radzenia sobie z konsekwencjami ‘nerwostanu’ to sprawa druga. Jeśli podczas występu twoja koncentracja zostanie rozproszona krzywym uśmiechem pana w pierwszym rzędzie, głośnym kichnięciem pani gdzieś z tyłu, lub reflektorem który oświetleniowiec skutecznie skieruje prosto w twoje oko, to jesteś o krok od zagubienia się we własnym występie. Jeśli pozwolisz wygrać nerwom to natychmiastowa pustka w głowie murowana. Ale takie coś może i przydarza się nawet najlepszym. O jakości tancerza świadczy jednak to jak z takiej sytuacji wybrnie i w jaki sposób nie da widowni znać, że właśnie zakończył się występ planowany a rozpoczął improwizowany. Tancerz doskonały zachowując klimat spektaklu doprowadzi swój występ do końca przedstawienia bądź do momentu, w którym pamięć powróci i będzie on mógł powrócić na ścieżkę planowanej i wyćwiczonej choreografii.

Emocje \ Własny Flejwa:

To kryterium jest konieczne aby tancerz nie stał się wyrobnikiem, wykonawcą i jedynie odtwórcą wyuczonych ruchów, Aby był w stanie nadać im odpowiedniej ekspresji, wymowy i przekazu. Wbrew pozorom ta charakterystyka nie wyklucza się z umiejętnością dopasowania się do stylu choreografii i idealnego zgrania z zespołem. Przy choreografiach grupowych istotne jest aby grupa tańczyła jako całość – jeden organizm. Jeśli tancerz wykonuje układ samemu - emocje są szczególnie istotne. Przy spektaklach tanecznych, równie bardzo jak choreografia liczy się historia opowiedziana przez tancerza. Występ musi być zrozumiany, a przynajmniej odebrany przez widza zarówno tego, który siedzi w pierwszym rzędzie jak i tego, który ma miejsce stojące na końcu sali, albo loże na balkonie w teatrze. Jeśli układ wykonywany jest rzemieślniczo na pół gwizdka, to nawet jeśli byłby on niezwykle złożony i atrakcyjnie skonstruowany przez choreografa to niedbałe wykonanie przez tancerza może zabić cały czar i cały przekaz artystyczny.

Wielostylowość:

Tancerz idealny 1
Attitude
Ostatni punkt mojej listy to umiejętność odnalezienia się przez tancerza w jak największej dziedzinie tanecznej. To hasło powtarzane jest jak mantra przez jurorów najbardziej popularnego tanecznego show w telewizji. Bardzo często zdarza się, że tancerze doskonali są w jednej bardzo wąskiej gałęzi tańca. Mistrzowie poppingu i lockingu, rzadko kiedy są w stanie wykręcić choćby dwa piruety. Baleriny operowych scen nie są w stanie wykonać hiphopowych izolacji. Tancerze współcześni gubią się w footworkach wykonywanych przez tancerzy house lub amatorach c-walka ... i w tym momencie pisząc te słowa doszedłem jednak do wniosku, że cały mój artykuł nie jest tak na prawdę o tancerzach doskonałych. Jest o tancerzach wszechstronnych. Tancerzem doskonałym może być zarówno locker, b-boy, czy tancerz współczesny. Doskonały w swojej dziedzinie. Oczywistym jest, że aby stać się mistrzem w danego stylu trzeba się mu poświęcić w 100%. Nie ma tancerzy, którzy są wybitni we wszystkich gatunkach. Jednak są tancerze, którzy są w stanie bardzo szybko zaaklimatyzować się w zupełnie im obcych stylach i sprawnie odnaleźć się w teoretycznie 'niewygodnych' choreografiach. Tacy tancerze w moim mniemaniu zasługują na miano tancerzy doskonale wszechstronnych, doskonale odnajdujących się w każdej scenicznej sytuacji.

sikorson


Artykuł ukazał się na łamach czerwcowego wydania Trendy Magazyn.

Older Posts