Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 września 2011

Zakretki za wózek, czyli robienie dobrego bez wysiłku - po wysiłku.

Ostatnio w zaprzyjaźnionym studio tanecznym Makesense przypadkiem spotkałem się o z akcją charytatywno - społeczną, o którejś wprawdzie kiedyś już słyszałem, ale jakoś puściłem ją mimo uszu. Chodzi o zbiórkę zakrętek po napojach w celu wymiany ich na wózki inwalidzkie. Naturalnie, żeby uzbierać ilość wystarczającą do sfinansowanie takiego dealu, trochę się trzeba poodkręcać, ale biorąc pod uwagę hektolitry wody, które wypiłem na letnich warsztatach i dziesiątki butelek, które wlewam w siebie każdego miesiąca można przyjąć, a następnie mnożąc mnie przez liczbę innych uczestników szkół tańca, siłowni, fitness klubów w całej Polsce, myślę, że rocznie uzbierałoby się nawet kilkanaście takich wózków. Także jeśli miałeś ostatnio ochotę zrobić coś dobrego, a nie za bardzo wiesz jak wymyślić lekarstwo na raka, albo nawodnić Saharę, to możesz postarać się o to aby w twojej szkole tańca pojawił się pojemnik na zakrętki. Niech kropla drąży skałę, a nakrętki wydrążą wózki inwalidzkie:)

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat tej akcji polecam poniższe strony:
http://www.zakretki.info/

środa, 25 maja 2011

Michael Jackson Memories Musical - Opera Krakowska 18.05.2011

michael jackson musical krakow opera
Dla tych, którzy nie mieli okazji zobaczyć na żywo, lub dla tych którzy widzieli, ale chcą zobaczyć raz jeszcze. Dla tych, którzy o musicalu w ogóle nie wiedzieli, albo wiedzieli lecz pójść nie mogli. Dla tych, którzy występowali i zrobili kawał dobrej roboty wylewając litry potu na treningach, i dla tych którzy po prostu podziwiają człowieka-legendę Michaela Jacksona...
przesyłam nagranie zarejestrowane podczas spektaklu zatytułowanego Michael Jackson Memories  w Operze Krakowskiej 18.05.2011. Zapraszam do obejrzenia krakowskich pasjonatów, którzy wraz z profesjonalnymi choreografami Januszem Skubaczkowskim, Beatą Owczarek oraz reżyserem Arturem Dobrzańskim wspólnymi siłami stworzyli musical poświęcony Królowi Popu. 

czwartek, 5 maja 2011

Cracow Dance Connection - Flash Mob

Cracow Dance Connection - Flash Mob
Jestem pewien, że większość z was widziała już nagranie tanecznego flash mob'a przeprowadzonego w ramach projektu Cracow Dance Connection. Większość widziała, ale i tak lepiej odnotować ten fakt 'dla potomnych', albo dla tych, którzy nie odwiedzają Facebooka 15 razy dziennie i jakimś sposobem mogli przegapić ten fakt:) Wydarzenie miało miejsce 29 kwietnia, odbyło się więc w ramach Międzynarodowego Dnia Tańca, a poprzedzone było trzymiesięcznymi przygotowaniami. Jak podają organizatorzy finalnie w projekt zaangażowało się około 150 osób z Polski i zagranicy.

Kto wie, może takie akcje powtórzą się jeszcze w przyszłości, i inne miasta, albo inne rejony Krakowa zostaną opanowane przez 'spontanicznie' tańczących przechodniów? I może w kolejnych odsłonach udział weźmie nie 150 a 300 lub 500 tancerzy, a do nich dołączą się zwykli przechodnie? Poniżej strona organizatora happeningu oraz link do samej akcji zarejestrowanej 29 kwietnia przed Galerią Krakowską i Dworcem Głównym w Krakowie w godzinach popołudniowych 29.04.2011. Go Kraków! Go Kraków! Go, go GO!!!:)




wtorek, 5 kwietnia 2011

Krystyna Mazurówna - Burzliwe życie tancerki: spotkanie w Empiku 29.03.2011

Krystyna Mazurowna burzliwe zycie tancerki Empik
W zeszłym tygodniu korzystając z paru wolnych godzin wtorkowego popołudnia postanowiłem wpaść na chwilę do Empiku przy krakowskim Rynku, w którym to Krystyna Mazurówna podpisywała swoją autobiografię. Książka zatytułowana 'Burzliwe życie tancerki' trafiła już wcześniej w moje ręce, jednak nie miałem okazji spędzić z nią więcej czasu. Stwierdziłem jednak, że warto iść na spotkanie z tą ekstrawagancką tancerką, która swoim oryginalnym wizerunkiem wzbudza u każdego 'jakieś' odczucia. U jednych pozytywne i innych negatywne, nikt jednak nie może przejść obok niej obojętnie.

Jako, że kobiet o wiek się nie pyta nie będę tu przytaczał daty urodzenia Krystyny Mazurówny, powiem tylko, że w swoim dorobku artystycznym ma między innymi na koncie występ w jednym ze spektakli Josephine Baker, która to z kolei jako pierwsza w historii przywiozła zza oceanu do Europy taniec jazzowy, wraz z rewią - La Revue Negre. Tak jak wspomniałem Krystyna Mazurówna budzi emocje. Na pierwszy rzut oka sam nie wiedziałem co myśleć o osobie, która swoje siwe włosy maluje na różowo, nosi skórzane leginsy, ma przebity łuk brwiowy, a na ramieniu zawieszoną torebkę w kształcie samochodzika. Wysłuchawszy jednak co ta nieszablonowa artystka ma do powiedzenia uznałem, że jej szalony styl zupełnie mi nie przeszkadza - przeciwnie, jest doskonałym dopełnieniem jej osoby. Krystyna Mazurówna w jednym z wywiadów na pytanie jaka aktorka powinna zagrać ją w filmie o jej życiu odpowiedziała:

"Myślę, że musiałaby to być jakaś zła aktorka, bo jestem kiczowata, w złym stylu, mam zły gust... ale to rewandykuję i uważam że tak powinno być bo trzeba być wiernym sobie.

z kolei poproszona o opisanie się w pięciu słowach wymienia:

wariatka, dziwaczka, konsekwentna, silna, zabawowa

Ja dodałbym jeszcze 'z ogromnym dystansem' i 'pozbawiona artystycznego napompowania', które bardzo często towarzyszy osobom, które osiągnęły już mniejszy lub większy sukces, a z nim weszły na najwyższy poziom samouwielbienia.

Zapraszam zatem do obejrzenia pełnego wywiadu z Krystyną Mazurówną, która 29.03.2011 spotkała się z czytelnikami swojej książki pt. "Bużliwe Życie Tancerki" w krakowskim Empiku.








na koniec pochwalę się jeszcze dedykacją, którą otrzymałem po spotkaniu. Dedykacja baaardzo na wyrost, ale nie kryję, że również baaaardzo miła:)
Krystyna Mazurówna - dedykacja



środa, 23 marca 2011

Cracovia Danza - pełen wywiad z Romaną Agnel

Po wywiadzie w wersji spisanej dla magazynu Trendy publikuje tym razem rozmowę w całości, zarejestrowaną podczas spotkania z Panią Romaną Agnel w Krakowie. Wywiad podzielony jest na cztery części, każda z nich okraszona zdjęciami ze spektakli baletu Cracovia Danza:

Karnawał staropolski, Plac Szczepański, 2008-01-27, fot. Victor van de Pavert



Karnawał na Wawelu, Plac Szczepański, 2008-01-26, fot. Victor van de Pavert



Szachy, 750-lecie Lokacji Krakowa, 2007-06-10



Międzynarodowy Dzień Tańca w Krakowie, 2008-04-28, fot. Victor van de Pavert



2007-06-08, Legenda o Królowej Jadwidze, Romana Agnel

wtorek, 15 marca 2011

Dance for (gay) guys

W ten weekend (tradycyjnie) brałem udział w warsztatach z dwoma FairPlay'ami - Bzygą i Niecikiem. Warsztaty porządne, acz z organizacyjnego punktu widzenia troszku nietrafione z terminem. W ten sam weekend bowiem Yummy Crew z Pauliną Kędzior na Czele organizowało dwudniowe warsztaty w Nowym Sączu, które ściągnęły do siebie pół tańczącego południa Polski w tym większą część Krakowa. Gdybym był w stanie wyrwać się na cały weekend zapewne również bym się tam pojawił, ale ponieważ nie mogłem, skorzystałem przynajmniej z dwóch lekcji z tancerzami z FPC. Ale, ale... wyjątkowo jednak nie o tym jest ten wpis. Nie o choreografiach, warsztatach i wiedzy jakiej na nich zdobyłem, ale bardziej o intrygującym plakacie, który zaatakował mnie w szatni swoją tęczową flagą i przypakowaną klatą typa w kolorowych slipach. Przyznam, że spotkałem się już z ogromną ilością bardziej lub mniej komercyjnych odmian tańca bardziej lub mniej nakierowanych na potencjalnego klienta. Panie w eleganckich fitness klubach mają do swojej dyspozycji najróżniejsze Funky, JazzFunkyHipHop'y (JFH), Salsa Lady Styling'i i inne Latino Solo densy. Natomiast z tańcem zwącym się Dance for Guy's nie słyszałem jeszcze nigdy. Na pierwszy rzut oka widać, że kurs kierowany jest do chłopaków... bardziej niż taniec, lubiących innych chłopaków:) Jestem ciekaw wielce jaki jest popyt na tego rodzaju zajęcia i jak wyglądać będą takie zajęcia taneczne. Jednak mimo, że jestem bywalcem wszelkiej maści warsztatów tanecznych, te wyjątkowo sobie odpuszczę:) Jeśli  ktoś byłby zainteresowany to klikając w link przeniesiecie się na stronę szkoły organizującej te zajęcia. Jeśli któryś z czytelników chciałby się później podzielić wrażeniami to zachęcam do przesyłania waszych wrażeń - z chęcią je opublikuję.


Dance for gay guys

czwartek, 10 marca 2011

Romana Agnel i Cracovia Danza czyli rozmowa o tańcach dworskich w epoce renesansu

Romana Agnel Cracovia Danza
Romana Agnel - Cracovia Danza
Zapraszam dziś do kolejnego z serii wywiadów, które przeprowadzam z ciekawymi osobistościami tanecznego świata.

Miałem okazję rozmawiać już z Anną Krysiak - tancerką trudnej odmiany tańca współczesnego, charakterystycznej dla Śląskiego Teatru Tańca - tańcem fizycznym.

Rozmawiałem z Leszkiem Stankiem, tancerzem, również związanym z tańcem fizycznym i ŚTT, dla szerszej publiczności znanym jako Kuba w serialu Tancerze w TVP.

Laure Courtellemont kreatorka stylu tanecznego Ragga Jam, który wykształcił się z dancehallu, udzieliła mi wywiadu w trakcie, którego odpowiedziała między innymi czym różni się jej styl od oryginalnego tańca mieszkańców Jamajki.

Wojciech Terechowicz, dyrektor Atelier Arsharter i Teatru Hothaus opowiedział mi o możliwościach łączenia świata teatru i tańca i swoich planach na spektakle, w których aktorzy i tancerze spotkają się na jednej scenie.

Tom Woll i Simeon Campbell przedstawili pokrótce jak wygląda sytuacja tańca hiphop w ich krajach ojczystych - Niemczech i Wielkiej Brytanii.





Dziś z kolei zapraszam was na spotkanie z równie charyzmatyczną rozmówczynią, którą tym razem jest osoba związana z... tańcami dworskimi - Dyrektor Naczelny i Artystyczny Baletu Dworskiego „Cracovia Danza” - Romana Agnel.


Choć dziś popularność tańca jest niekwestionowana, to wciąż istnieją tańce, które nie przebiły się do masowego odbiorcy programów telewizyjnych, spektakli, komercyjnych pokazów. Taniec przeżywa renesans... ale jak tańczono w epoce renesansu? O historii tańca w Europie rozmawiam z Romaną Agnel - Dyrektor Naczelnym i Artystycznym Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”.

Sneakers & Pointes: Rosnąca popularność tańca przynosi także wzrost zainteresowania jego gatunkami, formami i historią. Dziś ktoś, kto choć trochę interesuje się tańcem potrafi bez trudu odróżnić balet od tańca współczesnego, a jazz od hip hopu. Powszechna, ale też – bądźmy szczerzy – powierzchowna wiedza, nie obejmuje jednak całości europejskiego dorobku kulturowego w dziedzinie tańca. A przecież taniec był obecny i popularny w Europie już od średniowiecza.

Romana Agnel: Rzeczywiście, średniowiecze to najdalsza przeszłość do której możemy się cofnąć, bazując na wiarygodnych przekazach historycznych. Trudno jest precyzyjnie mówić o tańcu greckim czy rzymskim, bowiem antyk pozostawił nam jedynie różnego rodzaju poetyckie jego opisy, nie zaś wiarygodne źródła. Dopiero w XV wieku pojawiły się pierwsze notacje, czyli bardzo konkretne informacje metodycznie opisujące taniec. Od tego czasu zaczyna się więc tak naprawdę nasza wiedza na temat tańców dworskich. Przełom średniowiecza i renesansu był dla kultury europejskiej okresem niezwykle ważnym, czasem rozkwitu poezji dworskiej i muzyki, wysublimowanych i wyrafinowanych form kultury dworskiej. Wtedy swoje miejsce na kulturalnej mapie Europy zaznaczyły miasta włoskie na czele z Florencją, Mediolanem czy Wenecją. Ale mecenat dworski rozwijał się też we francuskiej Burgundii, w krajach Europy wschodniej, w tym także w Polsce. XV wiek to okres niezwykle istotny dla tańca dworskiego. Taniec staje się sztuką par excellence. Ówcześni monarchowie, władcy zaczęli przywiązywać do niego niezwykłą wagę. Taniec stał się niezwykle istotnym elementem życia społecznego, narzędziem wykorzystywanym w najróżniejszych celach. Współczesność ograniczyła taniec do funkcji rozrywkowych bądź towarzyskich, tymczasem w przeszłości, o której mówimy, taniec był sposobem kształtowania osobowości, kreowania charyzmatycznych i znaczących postaci. Był medium politycznym, umożliwiającym przedstawienie władcy w sposób wyjątkowy, wręcz nieziemski. Miał także rytualny charakter. Z tych między innymi powodów dbano, by taniec – ceremonia, wykonywany był na bardzo wysokim poziomie.

Legenda o królowej Jadwidze
Sneakers & Pointes: A jak jest dziś? Są przecież jeszcze państwa, w których istnieje dwór, panują monarchowie i władcy.

Romana Agnel: Oczywiście, współcześnie istnieją również tańce dworskie, w Europie pielęgnowane na balach w Wielkiej Brytanii czy Danii. Ale funkcjonują także w bardziej orientalnych krajach: w Japonii, Indonezji, czy w niektórych krajach afrykańskich. W Kambodży – król Norodom Sihamoni, władający krajem od 2004 roku, w przeszłości był świetnym tancerzem zawodowym i nauczycielem baletu we Francji.
Współczesne podejście do tańca dworskiego niewiele różni się od sposóbu, w jaki ten taniec traktowany był kiedyś. Dzięki niemu łatwiej było również utrzymać harmonię w państwie.

Sneakers & Pointes: Nie sądziłem, że taniec może być istotnym narzędziem politycznym...

Romana Agnel: Powtarzanie tych samych linii, identycznych układów choreograficznych, wcielanie się w te same postaci mitologiczne to przecież rytuał, który odwołuje się do tradycji, ciągłości, trwania. I on daje zwykłym ludziom poczucie spokoju i trwania wartości niezmiennych. Dlatego myślę, że warto wracać do tych idei, które pokazują wielką siłę tańca.

Sneakers & Pointes: Wspomniała Pani o tym, że taniec w XV wieku zaczął być zapisywany…

Romana Agnel: Jeden z najważniejszych i najstarszych odnalezionych traktatów o tańcu to traktat mistrza Guglielmo Ebreo da Pesaro z XV wieku. Wymienia się w nim sześć różnych funkcji tańca m.in. poruszanie sie w przestrzeni, charakter tańca, czas wykonywania... Bardzo naukowe, wręcz współczesne podejście do tematu. Poza traktatami mówiącymi o znaczeniu i celu tańca pojawił się również zapis samego ruchu, tak zwana notacja tańca. Jednak droga do stworzenia zestandaryzowanego zapisu była długa i kręta. Na początku każdy próbował zapisać taniec na swój własny sposób. Dzięki tym staraniom mamy możliwość odtworzenia tańców i poznania sposobu w jaki poruszano się i zachowywano na dworach Europy. Pod koniec XVII wieku pojawił się system Raoula Augera Feuillet 'a, który współcześnie jest podstawą do odtworzenia tańca barokowego. Używany był do początku XX wieku. W tym mniej więcej czasie zapis Feuillet 'a został zastąpiony kinetografią – nowoczesnym systemem notacji ruchu opracowanym przez węgierskiego tancerza i teoretyka tańca Rudolfa Labana i Albrechta Knausta. Notacja Labana posługiwała sie symbolami określającymi kierunek ruchu, jego poziom, czas trwania oraz część ciała będąca w ruchu. Konkretnym częściom ciała przyporządkowane zostały konkretne elementy graficzne np. krzyżyki. System Labana i Knausta obowiązuje do dnia dzisiejszego.

Taneczny Świat Chopina
Sneakers & Pointes:  Dzięki takiemu zapisowi dziś możemy dokładnie odtworzyć taniec z tamtych epok?

Romana Agnel: Jak najbardziej.

Sneakers & Pointes:  W takim razie dziś oglądając tańce dworskie oglądamy choreografie nowe czy te odtworzone, które tańczono setki lat temu?

Romana Agnel: I jedno i drugie. Z tańcem jest podobnie jak z muzyką, poezją czy teatrem. Oryginalny tekst Szekspira możemy przedstawić w wiernym odwzorowaniu lub zrobić z niego bardzo współczesne przedstawienie. Podobnie wygląda sytuacja z tańcem dworskim. Mamy choreografie autentyczne, ale jesteśmy też kreatywni, mamy możliwość tworzenia choreografii na bazie odtworzonych technik. Moim zdaniem tańce dworskie absolutnie się nie zdewaluowały. Jest z nimi podobnie jak z tańcami innych kultur. Tańce afrykańskie, hinduskie czy irlandzkie mają swoją bardzo tradycyjną choreografię, ale dają również możliwość kreacji. Taniec – tradycyjny, narodowy czy dworski – jest punktem wyjścia do zrobienia czegoś współczesnego, nawet adaptacji, bo nie możemy przecież uciekać od tego, że żyjemy tu i teraz, że jesteśmy tancerzami dzisiaj. Nie chcemy jedynie odtwarzać, powracać do przeszłości. Chcemy to, co było kiedyś twórczo wykorzystać dzisiaj. Jeśli gramy muzykę Bacha, to czemu nie sięgąć po tańce z tamtych epok? To element wiedzy i umiejętności tancerza, który poznając bardzo różne dziedziny muzyki i tańca ma możliwość stworzenia czegoś różnorodnego, bogatego, historycznego, a przy tym współczesnego.

Sneakers & Pointes: Czy tańce dworskie: angielskie, włoskie, francuskie, polskie różniły się od siebie?


Romana Agnel: I tak i nie. Każdy z krajów miał swoją „specjalizację”, charakterystyczną dla regionu. Ze względu na różnorodność tańce pochodzące z konkretnego miejsca w Europie były nazywane w indywidualny sposób. Nazwa zależała również od miejsca, w którym dany taniec nazywano. Tańce polskie, które cieszyły się dużym uznaniem w różnych krajach nosiły więc różne nazwy. I tak w Austrii nazywano je Polnischer Tanz, w Anglii Polish Dance, we Francji la Danse Polonaise, we Włoszech Alla Polacca. Wiadomo było, że postacie wykonujące charakterystyczne ruchy taneczne, w charakterystycznych strojach to polski taniec. W Polsce z kolei tańczono repertuar francuski czy włoski. Tańce przenikały się między sobą. W kulturze dworskiej przejmowanie wpływów innych kultur wynikało z mariaży, przymierzy politycznych oraz wydarzeń społecznych czy kulturalnych skupiających ludzi z różnych dworów.

Sneakers & Pointes: A co z tańcem scenicznym w tamtych czasach? Czy ludzie oglądali go na scenie?
Romana Agnel: Owszem. Już wtedy był balet – taniec widowiskowy, taniec w teatrze. Baletem jednak nazywano jakiekolwiek przedstawienie teatralne, które mieściło w sobie i słowo i tekst śpiewany i komedie dell’arte. Balet był więc czymś uniwersalnym.

Sobieski i Marysieńka
Sneakers & Pointes: A jak w tematykę tańców dworskich wpisuje się Polska? Wspomniała już Pani o nazewnictwie naszych tańców w Europie…

Romana Agnel: Wiedza na temat polskiego tańca rozpoczyna się dla nas od XVI wieku, dzięki zachowanej w kompletnej postaci tabulaturze Jana z Lublina. Polski organista i kompozytor epoki renesansu wymienia tam między innymi: taniec witany, czapkowany, hajducki, wyrwany, wesoły. Tańce te zawierają bardzo różne elementy choreograficzne. Są tańce chodzone, przypominające poloneza, są tańce z szybszym mazurowym rytmem, czasem nawet oberkowe, wywodzące się z naszych ludowych źródeł, które przeniknęły na dwory. Znajdujemy też wpływy węgierskie (np. hajducki), czy orientalne (np. taniec wołoski, kozacki, bergamoszka). Dzięki takiej różnorodności tańce polskie były bardzo cenione na świecie. Niestety nie posiadamy notacji naszych tańców, z wyjątkiem jednego zapisu w systemie Feuillet 'a, który zachował się w Niemczech.

Sneakers & Pointes: A jak prezentował się tancerz dworski?

Romana Agnel: W przedstawieniach tanecznych, teatralnych, baletowych wykorzystywano specjalne kostiumy. Bardzo różne, w zależności od kreowanej postaci. Często były to postacie mitologiczne, jednak mieszczące się w stylu i charakterze epoki. Zachowały się nawet projekty kostiumów baletników: polskich, węgierskich, czeskich, rosyjskich... Dzięki tym cennym zabytkom możemy zobaczyć, jak widowiskowe, nadające tancerzowi niezwykłego charakteru, ale też jak różne były stroje baletowe.

Sneakers & Pointes: Powróćmy jeszcze do średniowiecza? Dziś o tańcu, możemy mówić albo w kontekście rozrywki albo sztuki? A wtedy?


Romana Agnel: Taniec od zawsze wypełniał bardzo wiele funkcji. Oczywiste, że wtedy również był rozrywką. Ludzie nawet bardziej niż dzisiaj spędzali wolny czas na tańczeniu. Po prostu się tym rozkoszowali, popisywali się własnym tańcem. Tak wtedy było. Mało tego, wówczas oceniano ludzi po tym, jak tańczą. To była poważna obligacja – umiec tańczyć. Nie było dworzanina, który nie brałby lekcji tańca. Bohater Molierowskiej komedii „Mieszczanin Szlachcicem” pan Jourdain uczy się tańca, ukłonów, aby zmienić swój status społeczny. Królowie uczyli się tańca od dziecka, ćwiczyli nawet w namiocie wojennym! To było czymś powszechnym w całej Europie, w Polsce, w zakonach i w wojsku. Było to także pewnego rodzaju ćwiczenie sprawności przygotowujące i do wojny, i do pojedynku, i do jazdy konnej. Taniec był wówczas nieodłącznym elementem życia. Tańcem potrafiono się bawić, ale też tancerz musiał pokazać, że potrafi tańczyć. Mazur musiał być mazurem. A to trudny do nauczenia taniec. A jeśli pomyślimy, że w tamtych czasach wszyscy potrafili tańczyć mazura i potrafili improwizować w mazurze, no to czapki z głów. O wysokiej kulturze tanecznej tamtych czasów świadczą ówczesne podręczniki, np. podręcznik Karola Mestenhausera z XIX wieku, w którym znajduje się ponad 150 figur mazurowych, nie mówiąc już o ćwiczeniach, które tam autor zadaje. To dowód bardzo wysokiej sprawności i kultury tanecznej, bo jeśli każdy umiał tańczyć, to także potrafił oceniać kogoś, kto popisywał się mazurem. To tak jakby dziś, na imprezie ktoś nagle popisał się umiejętnie wykonaną solówką hip hopową.

Sneakers & Pointes: Ano właśnie, modny i popularny w programach telewizyjnych hip hop. Czy widzi Pani szansę i sens, by tańce dworskie bądź ludowe zajęły jego miejsce w programach komercyjnych w stylu YCD czy Taniec z Gwiazdami?


Romana Agnel: Na pewno byłoby ciekawe pokazanie różnych aspektów bardzo zróżnicowanego tańca dworskiego. Zawiera on przecież elementy, które można oceniać. Są to np. dziś szczególnie cenione - elementy akrobatyczne. W połączeniu z tańcem i choreografiami w kostiumach, które naprawdę są widowiskowe, byłaby to bardzo ciekawa propozycja dla publiczności. Tańce dworskie prezentowaliśmy już w telewizji i okazywało się, że ludzie bardzo pozytywnie to odbierali. To trochę jak z filmami kostiumowymi, każdy ma ochotę dowiedzieć się jak tańczyli jego przodkowie, jak to wyglądało kiedyś. Jeśli możemy się dziś zachwycać „Damą z łasiczką”, Sukiennicami, Wawelem, muzyką Bacha czy Vivaldiego, to czemu nie moglibyśmy się zachwycić tańcem tamtych epok.

...a już niebawem, pełny wywiad do odsłuchania na moim kanale Youtube. W wersji audio wszystko to czego nie udało się zmieścić na łamach magazynu drukowanego. Stay tuned!!!

Cracovia Danza - Korczyński





środa, 23 lutego 2011

Natasha Modern Project - Out of System

Po dłuższej przerwie powoli wracam do siebie, do bloga i do ponownie do większej aktywności piśmienniczej:) Zastój spowodowany był moim wyjazdem na warsztaty SDA Winter Camp, z którego zapewne przygotuje relację, wzmocnioną o kilka smaczków. Ale to uzależnione jest również od tego, kiedy dotrze do mnie nowy laptop, który pozwoli mi na więcej niż obecny, pozwalający ostatnio głównie na swobodne poruszanie się jedynie w edytorze tekstowym.

Dziś pozwolę sobie oficjalnie zaprosić czytelników na kolejny już spektakl grupy do której należę: Natasha Modern Project pod wezwaniem Nataszy Leśniak. Jeśli śledzicie uważnie moje posty zauważyliście może, że nasza nazwa zmieniła się nieco i znając życie zmieni się jeszcze nie raz. Może więc nazwiemy się Grupą Niezmiennie Zamienną acz Znamienną, kto wie... W związku z występem zabrałem się również za tworzenie plakatu promującego to wydarzenie używając zaawansowanego programu graficznego Paint. Po zaproponowaniu 'dzieła' zespołowi, moja grupa wyraziła umiarkowane zadowolenie graniczące z subtelnym rozczarowaniem;) powstały więc dwa kolejne projekty za które wzięła się Patka Bańbuła, również z naszego zespołu. Żeby nasza twórczość nie pozostała nie zauważona, zdecydowałem się zaprezentować wszystkie trzy postery, abyście wy drodzy czytelnicy zadecydowali, który z nich najbardziej przypada wam do gustu. Na dole znajduje się ankieta, w której możecie oddać głos na jedną z trzech propozycji.




Który z plakatów reklamujących spektakl 'Out of System' podoba Ci się najbardziej?
Pierwszy (grupa)
Drugi (Dwie postacie)
Trzeci (Krajobraz)




piątek, 4 lutego 2011

My, Wy, Oni... czyli dom wariatów

anna hampelska adrian ambroziakKilka tygodni temu umieściłem na blogu obszerną relację z obrony prac dyplomowych studentów Instruktorskiego Kursu Choreograficznego w Krakowie. Moje wrażenia z tych pokazów przeczytać możecie tutaj. Pisałem wtedy, że z pośród wielu udanych występów największe wrażenie zrobiły na mnie trzy, przy czym tylko jedno udało mi się nagrać. Dziś prezentuję wam drugi z tych występów, którego nagranie udostępniła mi Ania Hampelska, która wraz z Adrianem Ambroziakiem wspólnie opracowali do niego choreografię. Etiuda taneczna nosi nazwę Tacy Sami - My, Wy, Oni . Zapraszam...



sobota, 8 stycznia 2011

Przepis na You Can Dance: Czyli jak zgarnać bilet

1. Bądź piękna

Telewizja kocha pięknych i młodych. Jeszcze bardziej piękne i młode kocha przewodniczący jury Agustin Egurrola, który przez ostatnich pięć edycji dał się poznać jako wyrafinowany amator kobiecych wdzięków, co jest mu systematycznie wypominane przez drugiego stałego jurora Michała Piróga. Oczy szefa komisji zaczynają błyszczeć natychmiast kiedy tylko długa i smukła noga wyłoni się z za kulis, a piękny, perlisty uśmiech zostanie skierowany w jego kierunku. Kandydatko, ładna buzia nie zagwarantuje Ci biletu do kolejnego etapu, ale na pewno ułatwi przebrnięcie przez precastingi, i wzmocni szanse na zdobycie głosów jury. W Krakowie zachwyt nad urodą poszczególnych uczestniczek okazywany był nie raz i nie dwa. Tak więc idąc na casting pomóż nieco matce naturze. Wyśpij się, wypocznij, odpicuj i zrób wszystko, żeby męska część komisji dała Ci 'plus 500 do respektu za sam wygląd' (hasło zasłyszane u innego obserwatora z widowni, który siedział przede mną i wyraźnie podzielał opinię na temat plebiscytu Viva You Can Dance najpiękniejszych. Pożyczam, bo wyjątkowo przypadło mi do gustu).


2. Miej 'coś'

Nawet nie 'to coś'. Po prostu coś. Jakiś punkt zaczepienia. 'Coś' o co komisja mogłaby się zapytać, na czym mogłaby się oprzeć, co mogłoby być w jakiś sposób intrygujące, wzruszające, zaskakujące bądź kontrowersyjne. Z wszystkich osób, które tańczyły przed komisją w Krakowie, praktycznie każda miała ze sobą jakąś historię. Żeby nie zdradzać sekretów produkcji powiem tylko, że przerabiane były problemy z wygórowanymi oczekiwaniami rodziców, akceptacją samej siebie i akceptacją otoczenia. Była konfrontacja dwóch zbuntowanych uczestników eliminacji, pośród których jeden rzucał piorunami z oczu w Michała Piróga, a inny, jeszcze bardziej zbuntowany, na głównego oponenta obrał sobie Agustina Egurollę. Były też siostrobójczy pojedynek taneczny  z finałem w dogrywce... Chleba i igrzysk Cezarze! Chleba i igrzysk!!!

3. Walcz o swoje

Na castingu w Krakowie byłem świadkiem przynajmniej dwóch sytuacji, w których kandydatki nie tyle samym tańcem, co późniejszą rozmową przekonały jury, o tym, że powinny dostać bilet lub dogrywkę czy też nie. W pierwszym wypadku dziewczyna wykonała naprawdę niezły występ, ale po wysłuchaniu nie do końca przekonanych jurorów ładnie się pożegnała i w te pędy czmychnęła ze sceny. Druga z kolei tak długo tłumaczyła, argumentowała i przekonywała komisję, że w końcu przewodniczący złamał się i wręczył jej upragniony bilet. W tym momencie jest to już oczywiście gdybanie i wróżenie z fusów, ale i tak mam silne przeczucie, że jeśli ta pierwsza powiedziałaby 'Panie Agustinie ...a może dogrywka z jazzu? Pokażę na co mnie stać!' dostałaby swoją drugą szansę.

4. Miej za sobą publiczność

Publiczność to bez dwóch zdań czwarty juror tego programu. Może nie o najmocniejszym głosie, ale na pewno o najsilniejszym gardle. Nie jeden dyktator ugiął się już pod wpływem rozbuchanego tłumu, ugiął się też zapewne nie jeden juror. Idąc na casting do You Can Dance upewnij się, że bierzesz ze sobą chłopaka, dziewczynę, kuzyna, kolegę z ławki lub panią z warzywniaka, którzy to z kolei wezmą swoich znajomych i zwartą grupą będą skandować twoje imię i klaskać jak szaleni zaraz po twoim wejściu na scenie i po twoim występie. Nawet jeśli ich krzyki nie zahipnotyzują jurorów, to przynajmniej każą im się zastanowić, że skoro widownia na żywo tak szaleje na twój widok, to może również telewidzowie także Cię polubią i z równym entuzjazmem będą później wysyłać na Ciebie smsy.

5. Pokaż, że ci zależy

Idąc na casting idź zdeterminowany i przekonany. Jak udowodnisz innym, że się nadajesz skoro sam nie jesteś o tym przekonany? Nawet jeśli, zdecydowałeś się wziąć udział będąc już na miejscu, a piosenkę do występu nagrywałeś trzymając laptopa na kolanie, 5 minut przed wejściem na salę przesłuchań to broń Boże nie mów tego komisji! Oni muszą być pewni tego, że niesłychanie Ci zależy i że pokonasz wszystkich konkurentów. Teoria 'miej wyjebane, a będzie Ci dane' ma zastosowanie w innych miejscach i sytuacjach. Idąc na casting postaraj się zastosować jakąś inną bardziej tradycyjną prawdę, życiową np. tą o pracy i kołaczach, albo o tym, że jak sobie pościelisz tak się wyśpisz*


6. Przygotuj się

Nie jestem, aż takim cynikiem, żeby twierdzić, że wyżej wymienione tricki zapewnią Ci sukces w YCD. Oczywiście, że musisz dobrze tańczyć. Oczywiście, że musisz przynajmniej liznąć innych stylów, żeby później odnaleźć się zarówno w salsie, hiphopie jak i modern jazzie. Idąc na casting musisz być jednak przekonany, że wiesz po co tam idziesz i jakie atuty chcesz wykorzystać, aby zdobyć bilet. Wygląd? Historia? Temperament? Charyzma? Musisz posiadać te atrybuty, które dopiero w połączeniu z tańcem i odpowiednią dawką szczęścia dadzą Ci przepustkę do kolejnego etapu rywalizacji o Fejm, Broadway i PLNy.

Zdjęcia autorstwa Macieja Drewniaka pochodzą z portalu http://www.mmkrakow.pl.



*również ta teoria w niektórych okolicznościach, życiowych zawodzi;)

niedziela, 19 grudnia 2010

Niezliczone oblicza jazzu - czyli choreograficzne pokazy dyplomowe

Kolejny już weekend upłynął mi w całości pod znakiem tańca. Wczoraj, w sobotę 18 grudnia miałem przyjemność gościć na pokazie absolwentów 2,5 letniego Instruktorskiego Kursu Choreograficznego w Krakowie ze specjalnością taniec jazzowy. Kilka tygodni wcześniej odbył się również pokaz zwieńczający absolutorium świeżo upieczonych choreografów tańca ludowego, nie wiem z kolei czy odbył się już czy dopiero odbędzie pokaz choreografów tańca współczesnego. Anyway, taniec jazzowy to chyba najszerszy gatunek taneczny ponieważ można pod niego przyporządkować ogromną ilość rodzajów tańca nowoczesnego takich jak modern, contemporary, hiphop (nie wchodzę w dyskusję na ten temat), czy też taniec musicalowy \ broadway \ showdance etc. Ponieważ dziedzina ta jest tak obszerna, podczas około czterdziestu występów na prawdę trudno byłoby wskazać dwa takie same. Każdy miał swój pomysł, swój rodzaj ruchu, swoją koncepcję sceniczną. Niektóre występy ocierały się o teatr tańca i poruszały tematy istotne, inne z kolei nastawione były w całości na rozrywkę lub na show sceniczny. I bardzo dobrze. Nie każdy taniec musi na siłę 'uczyć' widza jak postrzegać świat, nie każdy spektakl taneczny musi też emanować pięknem ruchu, ewolucjami w przestworzach i możliwościami akrobatycznymi tancerzy. Było więc miejsce zarówno dla układów współczesnych i modernowych było również dla hiphopowych, house'owych, balltimore'owych i ragga jamowych (w tych ostatnim moje ulubione jamajsko-sileziańskie dziewczyny z Jammin Squad!
O każdym występie można by powiedzieć więc coś dobrego. Ja skupię się na trzech etiudach tanecznych, które wywarły na mnie największe wrażenie. Każda z nich była totalnie z innej bajki i w inny sposób poruszała widza. Niestety w większości nie spisałem sobie tytułów tych projektów, ani nazwisk osób które je prezentowały, posługiwał się więc będę jedynie nazwami umownymi.



Numer 1:

Vivere militare est - czyli Życie jest walką Zdecydowane numero uno i to nie tylko w mojej opinni. Rozmawiałem z wieloma osobami i słuchałem braw, mogę więc śmiało powiedzieć, że ta etiuda zyskała sobie najwięsze grono zwolenników. Vivere militare est to projekt Łukasza Zięby, któremu na scenie towarzyszyła Julia Żytko i Dominik Olechowski. Występ ukazywał trzy etapy życia człowieka: dzieciństwo, dojrzałość i starość. Każdy z tych etapów rządzi się swoimi prawami, charakteryzuje specyficznym podejściem do świata i do otaczających ludzi, każdy również przeplata się ze sobą. Dzieci ciekawe świata, dorośli zawsze w biegu,
starzy z balastem życiowych doświadczeń przekazujący je młodym potrzebujący opieki dojrzałych. Dorośli z kolei dający oparcie dwóm pozostałym. Jasny w przekazie i ciekawy zarazem temat przeplatał się tu z wyjątkowymi umiejętnościami trzech tancerzy. Wartość tej etiudy wzrosła dodatkowo dzięki umiejętnościom aktorskim występujących, którzy poza tańcem potrafili wcielić się w grane przez siebie osoby. Łukasz dziecko, Julia dojrzałego człowieka i Dominik - starca. Ten występ udało mi się na szczęście zarejestrować dlatego możecie sami przekonać się o czym mówię oglądając nagranie. Spostrzegawczy zauważyli na pewno, że koncepcja choreografii pokazująca trzy osoby: dziecko, dorosłego i starca była już wykorzystana w telewizji, Autor jednak nie odżegnywał się od tego, samemu przyznając, że choreografia zainspirowana jest układem stworzonym przez niesamowitą Mię Michaels dla VII edycji amerykańskiego So You Think You Can Dance.



Numer 2:
Tacy sami ? A może My i Oni ? Niestety nie zapamiętałem, ale w każdym razie coś w ten deseń. Był to projekt duetu tanecznego Adriana Ambroziaka i Anny Hampelskiej, którzy rozpoczęli występ w kaftanach bezpieczeństwa, z których wyzwolili się w raz z rozwojem akcji. Występ był bardzo przemyślany i wyważony. Pokazywał umiejętności techniczne tancerzy jednocześnie nie powodując przerostu formy nad treścią. Pomimo kaftanów, nie był na szczęście oczywisty do bólu. Dygresja: Jeśli w piosence pojawia się LOVE nie trzeba rękami robić znaku serca (sic!), a jeśli piosenka jest o umieraniu nie trzeba wbijać sobie niewidzialnego noża w serce. W takich wypadkach mam wrażenie, że choreograf \ reżyser ma widza za idiotę i koniecznie chce mu palcem wskazać to na co trzeba zwrócić uwagę. Ale wracając do tematu, w tym występie takiego przesytu oczywistości na szczęście nie było. Żałuję, że nie mogę zobaczyć raz jeszcze projektu tej pary i napisać na jego temat jeszcze więcej. Nie zarejestrowałem go niestety na video więc nie mam możliwości odtworzenia go i dostrzeżenia wszystkich ciekawych i trafionych elementów tej etiudy. A szkoda.


Numer 3:
Trzeci występ który podobał mi się najbardziej tego wieczoru to... występ trzech dziewcząt (dziewczęta w przypadku tego projektu pasują bardziej niż dziewczyny) tańczących choreografię tańca ludowego stworzoną przez Karolinę Swiatek wraz z towarzyszącym im jednym
bądź dwoma tancerzami. Nie pamiętam niestety ilu ich było ponieważ ta trójka zdecydowanie przykuwała wzrok i skupiała całą uwagę publiczności dzięki swojej energii scenicznej. Koncepcja była prosta, młoda panna pierze ubrania na tarce przy rzeczce, a od czynności tej odrywają ją jej przyjaciółki i młodociany zalotnik. Występujący tak idealnie oddali charakter tego występu, że na całej sali czuć było nastrój etiudy i pozytywna energia udzieliła się również widowni. Wydaje mi się, że w tej opinii również nie byłem odosobniony, ponieważ występ ten został uwieńczony jedną z większych salw braw tego wieczoru.

Nie chcę w tym podsumowaniu pisać co dokładnie mi się nie podobało, bo wiem, że każdy z występujących lub prezentujących (nie każdy choreograf występował bowiem na scenie) włożył w swój projekt masę pracy i emocji. Jednak od jednej uwagi nie jestem w stanie się powstrzymać. Przytoczę kilka tytułów prezentowanych prac: 'Kryzys', 'Depresja', 'Nałóg', 'Niewola'... nie to nie żart. Zabrakło jedynie zgonu, chociaż po jeszcze kilku takich tytułach jakiś pewnikiem nastąpiłby na widowni. Rozumiem, że część choreografów koniecznie chciała przekazać odbiorcom jakąś ważną historię, ale trzeba być bardzo ale to bardzo ostrożnym zabierając się za takie tematy. Choreograf musi być już naprawdę dojrzałym człowiekiem i artystą, żeby zmusić widza do refleksji nad problemem, którego etiuda dotyczy i jednocześnie nie kłuć w oczy banałami i zbyt oczywistym przekazem. Jest tak wiele tematów wartych uwagi i zastanowienia, które można przedstawić za pomocą tańca, choreografowie jednak często decydują się zadręczyć widza obraną problematyką. Druga sprawa, o której chciałem jeszcze wspomnieć to debata na temat inspiracji innymi choreografiami i powielania pomysłów. W trakcie oglądania tych kilkudziesięciu projektów, miałem czasem większe czasem mniejsze wrażenie, że gdzieś to już widziałem. Faktycznie, część występów silnie podpierała się innymi produkcjami i jeśli ktoś śledzi taneczne programy sam z pewnością to zauważył. Jednak dopóki ogranicza się to jedynie do zapożyczenia pomysłu, a całość choreografii - ruchy, muzyka i scenariusz jest własna, w takim wypadku nie widzę w tym nic złego. Jedną rzeczą jest dobry pomysł, a drugą jego realizacja i kiedy jest ona oryginalna i trafiona, projekt zawsze obroni się sam.


poniedziałek, 29 listopada 2010

Red Bull BC One - czyli Kleju z Krakowa atakuje Tokio

Dziś post z pod znaku "cudze chwalicie swego nie znacie"... czyli o ostatnich niewiarygodnych osiągnięciach naszego bboya znad Wisły Tomka Kulisia bardziej znanego jako bboy Kleju. Ten charakterystyczny tancerz uliczny o posturze Pana Wołodyjowskiego i afro godnym polskiego Micheala Jacksona, rozpoczął karierę bboya ledwie w 2002 roku w wykonując pierwsze pierwsze freeze na Rynku w Krakowie, a już wspiął się na światowe szczyty. W tym roku Kleju reprezentował Polskę w mistrzostwach świata Red Bull BC One, które w tym roku odbywały się w Tokio.

Red Bull BC One 2010


Red Bull BC One to jedne z najważniejszych na świecie zawodów w bboyingu, podczas których 16 najlepszych bboyów z całego świata pojedynkuje się ze sobą w walkach 1 na 1. Pierwsze mistrzostwa Red Bulla odbyły się w Biel w Szwajcarii w 2004 roku, kolejne edycje miały zaś miejsce w Berlinie (2005), Sao Paulo (2006), Johannesburgu (2007), Paryżu (2008). W zeszłym roku z kolei bboying wrócił do miejsca, w którym narodził się w latach 70tych czyli do Nowego Jorku.

Tegoroczna edycja przeniosła się tym razem do Kraju Kwitnącej Wiśni, w której po raz pierwszy w historii mieliśmy okazję zobaczyć reprezentanta naszego kraju. Poniżej zobaczyć możecie walkę którą przyszło Klejowi stoczyć 2 dni temu. Walkę niestety werdyktem sędziów przegraną, jednak dla ogromnej rzeszy publiczności (nie tylko polskiej) zwycięską. Kliknijcie play i oceńcie sami.




Trzeba przyznać, że reprezentant Francji - Marcio - miał bardzo imponujące Power Moves czyli siłowe elementy akrobatyczne, ale warto też pamiętać, że Bboying to nie tylko akrobatyka, a jego podstawowe elementy to Toprock, Downrock, Power Moves i Freezes, o których pisałem już wcześniej.


Poniżej kilka gorących komentarzy po walce:

Absolutely Kleju... I dont think judges should come to work with a hangover, they make few mistakes in work, Taisuke lost for making a short set, Kleju lost to Marcio although MArcio made 2 almost identical sets.... Seriously, less alcohol in work boys...
TheBboyHubee


Ja powiem tak równie dobrze za bboya Marcio mógł tańczyć nasz wspaniały gimnastyk Leszek Blanik, i było by pewnie to samo, same powery zero top rocku, zero footworku. zastanawiam się czy marcio ma jakiekolwiek i tym pojecie. Ciekawe czy wie kim jest Kool Herc.
szewaone


Dziwna decyzja;/ Gimnastyk bez podstawowych elementów breaka wygrywa z kompletnym Bboy'em;/ poraszka zwłaszcza werdykt Ken Swifta. Kto jak kto ale on powinien się znać. w póżniejszych walkach już zrozumieli o co comon. Więc szkoda, że walka była tak wcześnie pozdro pincet
anonymous


Why Marcio win? Because he did flares and airflares ? SO FUCKIN WHAT?????? My grandma would do it faster and more powerful than Marcio. Kleju was dynamic, he showed more moves and he danced to the music! Who Judged this battle? Morgan Hamm?
KrzysioFisiol
? 

Marcio doesn´t danceto the music! no flow, no flava, only power...that´s only 1 element of bboying...that´s shit ..why was he in red bull bc1?...because it´s fucking comercial action....
....Kleju won! Who said that Kleju didn´t smoke Marcio... is wack..because only guy who doesn´t understand what the bboying is can say that
bboyTASTY


gimnastykę celebruje się chyba podczas igrzysk olimpijskich, no z tego co mi wiadomo ;> ta impreza jest dla bboy'i i to oni powinni wygrywać. Cóż poradzić... dziś ponad taniec przedkłada się jakąkolwiek widowiskowość najwyraźniej, a szkoda. Kleju dał radę i za to szacun!!!
patsonpierwszy



...oczywiście, każdy kij ma dwa końce, trzeba więc również oddać honor Marciowi. Poniżej wrzucam więc kilka komentarzy tych, którzy jednak zgadzają się z wynikiem jury.


Marcio is the creator of much powermoves of bboying, he is strong bboy focused on powermoves, and showed his skills on this battle, respect for the dedicion. good Kleju too ! ;)
koque


Damn use your brain and think, you are gonna put all 30 powermoves in a set? DAMN! He did a high difficulty airflare which not everyone can do and some halos freeze.....and he thinks it's enoguh, even the judges thinks thats enought to ripe Kleju's style apart......use your brain to think sometime before you start bullshits again...
lancauz


I na koniec garść zdjęć z Red Bull BC One Tokio 2010, opublikowane pierwotnie na www.bboyworld.com.

Bboyworld

czwartek, 18 listopada 2010

Leszek Stanek i bezsenność na parkiecie

Mam dziś przyjemność zaprosić was do odsłuchania mojej drugiej już rozmowy z Leszkiem Stankiem. Poprzedni wywiad ukazał się na łamach magazynu Trendy jak również na blogu. Tym razem Leszek zgodził się na rozmowę specjalnie i wyłącznie dla bloga Sneakers & Pointes. Jest to też tym samym drugi wywiad, którego możecie odsłuchać bowiem pierwsza zarejestrowana rozmowa z Wojciechem Terechowiczem pojawiła się tu niecały miesiąc temu.


W pierwszej części wywiadu usłyszycie…
...o tym kto ma fajne buty;)
...o bezsenności na parkiecie
...o zarażaniu tańcem
...o kompozycji, improwizacji i eksperymentowaniu





W części drugiej wywiadu usłyszycie...
...o Zakopane Summer\Winter Dance Camp'ie
...o wyglądaniu w ruchu, wyobraźni i impulsach
...o Studiu Teatru Fizycznego





W części trzeciej wywiadu usłyszycie...
...o STF w Warszawie i dalszych planach ekspansji
...o Bytomiu, Warszawie, Krakowie i Poznaniu
...o newsletterach:)

środa, 17 listopada 2010

Wskakuj w obcasy i zgarnij 2500 $

Aldo shoes


Dziś trafiła do mnie taneczno-obuwnicza ciekawostka, czyli coś w sam raz na bloga o tańcu, który w nazwie posiada obuwie:) Znajoma blogerka zajmująca się modą podesłała mi link do konkursu organizowanego przez firmę obuwnicza Aldo. Aby zgarnąć główną nagrodę, czyli 2500 dolców, należy nagrać i opublikować na stronie producenta, krótki film video z własną choreografią, jedynym ograniczeniem jest muzyka, którą narzuca organizator. Piosenka jest jednak na tyle uniwesalna, że zatańczyć do niej można praktycznie wszystko. Zatem, jeśli przydałaby wam się ekstra kasa i macie sporo znajomych na Facebooku lub Twitterze, którzy wsparli by was głosami to do roboty! Wymyślać, nagrywać, wysyłać... termin zgłoszeń upływa 6 grudnia.

... a przy okazji, patrząc na te buty, myślę sobie, że dobra choreografia high heels mogłaby być w tym konkursie mocnym kandydatem, o ile nie pewnym zwycięzcą. Jeśli nie wiecie czym jest high heels, to poniżej obejrzeć możecie dwa układy, które przygotowała znajoma tancerka - Kaja Kudełko. Moim zdaniem Ciara, i Beyoncé mogłyby się już teraz sporo od tych tancerek nauczyć:)





wtorek, 9 listopada 2010

Wielki Casting JDC, czyli po prostu tańcz w Krakowie

JDC
Ta! Da! Wielki Casting JDC przeszedł już do historii. Wszystko się zgadzało. Faktycznie, było dość wielki – liczba ludzi, która zdecydowała się wziąć w nim udział zaskoczyła mnie totalnie. Spodziewałem się głównie tancerzy z Krakowa, tymczasem bardzo wielu kandydatów było z miast w których JDC ma swoje filie, jak i z miejsc, do których JDC nigdy nawet nie zawitało. Jak widać, potęga Facebooka zbiera swoje żniwo. Nie da się ukryć, że był też Castingiem. W pełni profesjonalnym, zorganizowanym, przemyślanym i przeprowadzonym. No i na koniec był również JDC. Just Dope Castingiem;)
Ale od początku. Na przesłuchanie zdecydowałem się pójść bez większego roztrząsania za i przeciw. Wiedziałem, że chcę iść i wiedziałem po co tam idę. Po to, aby przekonać się jak to jest, aby pierwszy raz stanąć przed tego rodzaju komisją i publicznością i zaprezentować swoją pierwszą solową rutynę. I muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony. Z udziału, ze zdobytego doświadczenia, i z tego że włożyłem porcję pracy w przygotowanie się do niego, bo wiem, że jeślibym tego nie zrobił plułbym sobie później w brodę. Zresztą nie ja jeden. Jestem pewien, że każdy z obecnych tam uczestników wiedział po co się tam pojawił i jaki jest jego cel. Każdy chciał wypaść jak najlepiej i dać z siebie tyle ile tylko się da. Na pewno młodzi (bardzo młodzi:)) tancerze różnili się między sobą pewnością siebie, poziomem, upodobaniami tanecznymi, umiejętnością radzenia sobie ze stresem, ale wszystkich łączył wspólny cel. Dać pokaz na 100% swoich możliwości.
Zanim pierwsi kandydaci dostali się na salę ćwiczeń czekała ich przeprawa przez tradycyjną ankietę, a tych odważniejszych, również krótki wywiad przed kamerą. W rolę redaktora wcielił się Tomek ‘Marchew’ Marchewka, który sprawnie zadawał pytania swoim rozmówcom nie pozwalając na zaplątanie się mówiącego we własnej wypowiedzi. Wszystko to, kamery, ankiety, wywiad i tancerze rozciągający się po kątach, rozgrzewający mięśnie i utrwalający choreografie budziło nieodparte skojarzenia z castingami do You Can Dance. W zasadzie jedyne co różniło casting YCD i JDC to po prostu skala. Cała reszta była już bardzo podobna. Dla wszystkich kandydatów krótka chorografia jazz’owa, uczona w dużej grupie, a następnie prezentowana w pięcioosobowych podgrupach. W drugiej kolejności hiphop dla wszystkich uczestników i te same zasady gry - nauka i występy w mini grupach. Po tym etapie oceniający, Andrzej Starowicz, Paulina Kędzior i Alek Paliński wyselekcjonowali osoby, które przeszły do etapu solówek. W tej części programu każdy z uczestników miał swoje pięć minut (a dokładnie od 40 sekund do 2 minut), podczas którego miał możliwość zaprezentowania się w wybranej przez siebie technice. Ostatni etap był dla wielu (tak- dla mnie również:)), najcięższą próba walki z nerwami i własnym ciałem. Pojawiły się łzy, radość, a nawet kontuzja kolana u jednego z uczestników. Na ten etap warto było czekać, nawet jeśli nie wszystkim dane było wziąć w nim wziąć udziału, a jedynie śledzić wykonanie innych. Można było bowiem zobaczyć wszystko jak na dłoni. Jak dana osoba radzi sobie z kontrolowaniem nerwów i emocji, jaka jest technicznie, jak interpretuje muzykę, jaką ma energię tańcząc i wreszcie jak przyjmuje krytykę. A było na co patrzeć. Pomimo, że dominował hiphop i contemporary to jednak nie było dwóch takich samych występów, każdy wnosił do swojej solówki coś zupełnie innego, coś własnego. Ja osobiście, obserwując występy innych duża uwagę poświęcałem twarzom tańczących. Najbardziej zelektryzował mnie występ dziewczyny, mniej więcej w połowie castingu, która swoim spojrzeniem tak całkowicie weszła w rolę, że wydawać by się mogło, że znajduje się w zupełnie innym miejscu, w innej rzeczywistości… kurcze, miałem dreszcze. Aż chciałoby się zawołać, za wielką Joanną Krupą: Dziefczyno! Tfoje oszy som hipnotajzin!!! Na szczęście zapanowałem nad emocjami i krzyknąłem jedynie w myślach. Nie było mi niestety dane doczekać do końca castingu i tym samym obejrzeć wszystkich prezentacji, bo opuściłem studio chwilę po 23, a casting skończył się ponoć grubo po północy. Nie wiadome są jeszcze jego wyniki (piszę to we wtorek, a listę JDC ma ogłosić w piątek). Wydaje mi się jednak, że każda z osób biorących udział w audycji, powinna czuć się wygraną już za sam fakt przybycia, zmierzenia się ze sobą i z publicznością. jeszcze więcej zyskali Ci, którzy mieli okazję wysłuchać opinii jurorów, bo była to krytyka rzeczowa, konstruktywna i pozbawiona zbędnego lukru. Podsumowując: wszystkim tancerzom amatorom, ale też wszystkim tym, którzy myślą aby kiedyś występować na scenie polecam gorąco udział we wszelkiego rodzaju audycjach, castingach, przesłuchaniach i innego rodzaju występach. ...i chyba nawet lepiej kiedy na początku jest trudno, kiedy są wpadki, błędy i nerwy, bo później kiedy Lady Gaga wykona do Ciebie Telephone, aby poinformować o naborze w kolejnej trasy koncertowej, na casting pójdziesz easy like sunday morning.



czwartek, 21 października 2010

Wywiad z Wojciechem Terechowiczem (Arsharter|Hothaus)

Arsharter logo

Dziś na blogu coś, czego jeszcze do tej pory nie próbowałem:) W zeszłym tygodniu udało mi się namówić do wywiadu Wojtka Terechowicza dyrektora Atelier Arsharter i Teatru Hothaus, a następnie całą naszą rozmowę zarejestrować na dyktafonie. Do tej pory wywiady, które miałem okazję przeprowadzać publikowałem w skróconej wersji w Trendy Magazynie, a następnie na blogu. Tym razem postanowiłem podzielić się całym materiałem, w wersji uncensored:) Jestem strasznie niezadowolony ze swych wypowiedzi, tonu głosu i okropnego zaciąganiaaaaaa, ale człowiek uczy się na błędach i mam nadzieje, że kiedyś zbliżę się nieco do umiejętności dykcyjnych mojego rozmówcy.

Materiał jest dość długi, ponieważ rozgadaliśmy się ździebko z Wojtkiem, ale zapewniam, że rozmowa była bardzo ciekawa i jeśli interesują was takie zagadnienia jak teatr amatorski, teatr tańca, aktor-tancerz, czy wreszcie nabór do spektaklu tanecznego w Krakowie sądzę, że wywiad powinien was zaciekawić. Przy każdym z odcinków umieściłem skrót tematów, które w danej części wywiadu poruszaliśmy.

W pierwszej części wywiadu usłyszycie…
… czym jest Arhsrter.
… o teatrze HotHaus
… o teatrze tańca w Krakowie.
… a nawet o KATHARSIS




W drugiej części wywiadu usłyszycie…
… o przemianie aktora w tancerza i tancerza w aktora
… o tancerzach i aniołach
… o tym czy tancerz powinien się odzywać




W trzeciej części wywiadu usłyszycie…
…o obrazach mentalnych
… o tancerzach stojących przed lustrem
… o pierwotnej przyczynie ruchu
… o dojrzałości i spalaniu kalorii




W czwartej części wywiadu usłyszycie…
… o indywidualności i odkrywaniu nowych styli
… o jaskółkach i walce o ogień




W piątej części wywiadu usłyszycie…
… o krumpie na deskach teatru
… o fabule tanecznych spektakli
… o skażeniu stylem
… o obliczach profesjonalizmu




W szóstej części wywiadu usłyszycie…
… o naborze do spektaklu
… o uroczystościach i jubileuszach
… o budowaniu, ludziach i cudach i ideałach.




W siódmej części wywiadu usłyszycie…
…o planach na przyszłość
… o premierach teatru Hothaus (ale w
I W TYM MOMENCIE BRUTALNIE NAM PRZERWANO:) Ale wywiad postaram się dokończyc już w przyszłym tygodniu, jednocześnie pracując nad swoją pożal-się-boże dykcją, która przyprawiała mnie o ból głowy przy montowaniu tego nagrania.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Puente del Tango - VI Festiwal Tanga Argentyńskiego

Puente del Tango
Całkiem niedawno, bo w kwietniu pisałem na blogu na temat Kraków Tango Festiwal. Zaledwie kilka miesięcy po tym wydarzeniu, w Krakowie odbywa się kolejny festiwal poświęcony temu tańcowi. Sierpniowe, trwające właśnie wydarzenie - VI Festiwal Tanga Argentyńskiego - nosi nazwę Puente del Tango czyli po naszemu Most Tanga i brać można w nim udział od 8 do 15 sierpnia. Impreza podobnie jak ta kwietniowa obfituje w atrakcje, które mogą wzbudzić zainteresowanie zarówno osób tańczących jak i tych podziwiających. Podczas tych dni można będzie zatańczyć z instruktorami z Argentyny i Turcji, posłuchać, porozmawiać oraz poznać historie argentyńskiego tańca. Szczegółowy harmonogram znajduje się na stronie festiwalowej.

…przy okazji, jeśli ktoś byłby zainteresowany gdzie w Krakowie można nauczyć się Tanga Argentyńskiego polecam szkołę, którą moja znajoma z zespołu Anna Sieprawska założyła wraz ze swoim partnerem. Zajęcia prowadzone są zarówno dla osób początkujących jak i średniozaawansowanych. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej polecam ich stronę: www.tango.krakow.pl

piątek, 16 lipca 2010

Taniec a Grunwald - czyli Festiwal Tańców Dworskich

Jako, że o Grunwaldzie jest w tym miesiącu bardzo głośno pomyślałem sobie, że może warto sprawdzić jak i czy tańczyło się w ogóle w tamtych czasach. Nie było przecież wtedy nawet ziemniaków (sic!) ani pomidorów (o zgrozo!), więc może nie było też tańca?;) Zrobiłem małe poszukiwanie (naprawdę malutkie) i znalazłem kilka informacji na temat tańców dworskich tamtego okresu. Jak można się domyślać nie były one zbyt energiczne i miały charakter bardziej zapoznawczy tudzież reprezentacyjny niż rozrywkowy. Tuptanie w miejscu, obchodząc partnerkę zgodnie lub odwrotnie z ruchem wskazówek zegara delikatnie się przy tym kłaniając trudno nazwać tańcem wg dzisiejszego rozumienia tej formy aktywności. Aczkolwiek mając na uwadze zachowanie niektórych dziewczyn i facetów, którzy w klubach ruszają jedynie szyją na lewo i prawo, można stwierdzić, że tradycja tańców dworskich jest jednak nieświadomie kultywowana;)


Tańce Dworskie
Spektakl Tańce i zabawy w czasach Średniowiecza


Jeśli jednak mielibyście ochotę przekonać się jak faktycznie wyglądały te tańce będziecie mieli okazje przekonać się podczas Krakowskiego Festiwalu Tańców Dworskich "Cracovia Danza", który odbędzie się w dniach 24.07-1.08.2010 w Krakowie. Szczegółowy program Festiwalu znajdziecie na tej stronie. Festiwal cieszy się dużą, rosnącą z roku na rok popularnością, a tegoroczna edycja jest już jedenastą w historii. Odstawiając na chwilę na bok fascynację tańcem współczesnym oraz stylami tańców ulicznych zza oceanu, warto też sprawdzić jak tańczyli nasi pra-pra-pradziadowie.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Out of system - spektakl taneczny w reżyserii Nataszy Leśniak

Czyli trochę prywaty... Out of System to pierwszy spektakl taneczny wyreżyserowany przez Nataszę Leśniak. Autorka do tej pory współtworzyła Scenę Tańca Współczesnego w Krakowie pod przewodnictwem Anity Podkowy-Brańki. W dniu wczorajszym, STW obchodziło jubileusz dziesięciolecia swojego istnienia co stało się dobrą okazją do zaprezentowania przez 'wychowanków' krakowskiej sceny  własnych projektów, nad którymi choreografowie i tancerze pracowali w ostatnich miesiącach. Owocem pracy Nataszy Leśniak i jej zespołu o (obecnej) nazwie Grupa ψ jest spektakl Out of System, którego opis możecie przeczytać poniżej, a tutaj możecie dopisać się do wydarzenia na Facebooku.

XXI wiek to czas, w którym technologia daje ludziom nieograniczone wręcz możliwości. Coś co kiedyś było nie do pomyślenia, dziś traktowane jest jako norma. Coś co dawniej uważane było za cud, dziś nie wywołuje nawet najmniejszego wzruszenia ramion. Człowiek w swoim dążeniu do absolutnej kontroli systematycznie podporządkowuje sobie otaczający go świat. 
Czy w drodze do celu nie zagubiliśmy siebie samych? Czy chęć automatyzacji wszelkich otaczających nas procesów nie powoduje, że sami stajemy się jej ofiarami? Czy kult jednostki i szał technologiczny nie oddala nas coraz bardziej od człowieczeństwa i nie zbliża coraz bardziej do maszyny?

Spektakl Out of System zainspirowany został podróżą reżyserki Nataszy Leśniak w rejony Wielkiej Korony Świata odbytej wiosną 2010 roku oraz 
filmem Baraka (1992) będącym formą niewerbalnej filmowej refleksji nad światem, duchowością oraz postępem cywilizacyjnym.


REŻYSERIA I CHOREOGRAFIA: Natasza Leśniak
WYSTĘPUJĄ: Grupa ψ
MIEJSCE: MDK os. 1000lecia 15 Kraków
DATA: 24.06.2010 19.oo



środa, 9 czerwca 2010

LeeSaar The Company w spektaklu - Prima

Już wkrótce, bo 28 czerwca w Nowohuckim Centrum Kultury wystąpi grupa o nazwie LeeSaaR The Company.  Zespół stworzony został w Izraelu w 2000 roku przez aktorkę i pisarkę Lee Sher oraz tancerza i choreografa Saar Harari. W obecnym składzie znajdują się przedstawiciele takich krajów jak Niemcy, Włochy, Taiwan, Korea, Stany Zjednoczone i Izrael. Kto wie, może po trzech występach, które zaplanowane mają w polskich miastach - Warszawie, Bytomiu i Krakowie, zespół powiększy się o tancerzy z Polski:)

Oglądając poniższy materiał z prób spektaklu, na pierwszy rzut oka podobają mi się dwie rzeczy:
- tancerze występują w strojach codziennych, co zbliża wg mnie sztukę do codzienności. Nie jestem zwolennikiem ani kosmicznych przebrań zalatujących czasem modą disko polo, ani odchyłu w drugą stronę, czyli występowania w samych gaciach w kolorze ciała.
- muzyka w poniższym nagraniu jest ewidentnie muzyką popularną, komercyjną. Też osobiście wolę taki wybór, który ułatwia odbiór przeciętnemu odbiorcy. Aczkolwiek po oglądnięciu innych materiałów na oficjalnej stronie zespołu widzę, że mają oni również tendencję do wykorzystywania koszmarnych dźwięków charakterystycznych dla teatrów tańca współczesnego. Cóż, jak będzie wyglądała całość przyjdzie mi przekonać się za trochę ponad dwa tygodnie. Bilety do nabycia w NCK.




Older Posts