Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Krysiak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Krysiak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 listopada 2010

Anna Krysiak - rozmowa o tańcu współczesnym

Anna Krysiak
Dziś na blogu zapowiadany już jakiś czas temu wywiad z osobowością polskiej techniki tańca współczesnego (tańca fizycznego) - Anną Krysiak. Moją  rozmówczynię poznałem na festiwalu Kalejdoskop w Białymstoku gdzie poza prowadzonymi warsztatami przygotowała krótki projekt wraz z młodymi tancerzami uczestniczącymi w festiwalu. Drugi raz miałem okazję brać udział w prowadzonych przez Nią warsztatach podczas obozu tanecznego Unique Days w Łazach. Po obozie zdecydowałem się zaproponować wywiad i moja propozycja spotkała się z pozytywnym odbiorem. W efekcie tego powstał krótki wywiad, który pojawił się w październikowo-listopadowym numerze Trendy Magazyn'u, a teraz pokazuje się również na blogu. A rozmowa przebiegała tak...





Sneakers & Pointes: Pojawia się Pani i znika. Nie jest łatwo odnaleźć w Internecie taneczny harmonogram Anny Krysiak. Jak wygląda Pani kalendarz? Czy ma Pani zaplanowany z góry cały rok czy raczej spontanicznie wybiera oferty, które do Pani spływają?

Anna Maria Krysiak: Tak, prawdą jest, że nie można znaleźć mojego harmonogramu w Internecie. Nie należę do osób, które planują przyszłość z ołówkiem w ręku. Większość projektów, czy warsztatów pojawia się raczej spontanicznie i te zazwyczaj należą do najbardziej trafnych.

Sneakers & Pointes: Czy ma Pani jedno konkretne miejsce, w którym mieszka czy jest raczej obywatelką całego świata? Dla profesjonalnych tancerzy specyficzne jest to, że większą część swojego życia spędzają w podróży. Występuje Pani na deskach teatrów w Polsce, Kanadzie... Gdzie jest Pani dom?

Anna Maria Krysiak: Żyję między Polską, a Kanadą. Mam łatwość szybkiego klimatyzowania się wszędzie gdzie jestem. Mój dom jest jednak tu w Polsce. Mam takie magiczne miejsce do którego zawsze wracam i które kocham. Mieści się ono na wzgórzu nad pięknym jeziorem wokół lasów, koni i dzikich pól, tam jest moja rodzina, mój dom, tam odpoczywam i nabieram sił.

Sneakers & Pointes: Kilka lat temu należała Pani do elitarnego zespołu tancerzy Śląskiego Teatru Tańca. Później zdecydowała się jednak opuścić zespół i rozpocząć indywidualną drogę. Czym różni się praca na stałe w jednym miejscu od niezależnego wykonywania zawodu tancerza?

Anna Maria Krysiak: Ze Śląskim Teatrem Tańca byłam związana przez 13 lat, od samego początku powstania tego zespołu. To był dobry czas, dużo nauczyłam się i wiele doświadczyłam. Praca dłużej w jednym miejscu wymaga trochę więcej dyscypliny, sił, cierpliwości, wytrwałości i co najważniejsze dystansu do Siebie i wszystkiego dookoła. Pracy na krótki dystans towarzyszy całkiem inna energia. Wchodzimy z całym bagażem własnych doświadczeń, otwieramy się na nowe, słuchamy, tworzymy i idziemy dalej.

Sneakers & Pointes: Czy planuje Pani w najbliższym czasie osiedlić się w jakimś innym teatrze tańca czy status tancerza freelancera najbardziej Pani odpowiada?

Anna Maria Krysiak: Praca niezależnego tancerza i choreografa odpowiada mi najbardziej na ten moment. Jeśli znajdę coś wyjątkowego to zapewne zatrzymam się tam na dłużej.

Sneakers & Pointes: Popularność tańca w ostatnim dziesięcioleciu wzrosła drastycznie głównie dzięki programom telewizyjnym i filmom poświęconym tej tematyce. Taniec współczesny, a szczególnie śląska \ polska technika tańca współczesnego różni się jednak diametralnie od tańca prezentowanego w telewizji. Jak więc ocenia Pani zainteresowanie tańcem współczesnym młodych tancerzy oraz widzów tanecznych spektakli. Czy wzrosło ono również?

Anna Maria Krysiak: Popularność tańca bardzo wzrosła co mnie cieszy, zwłaszcza w telewizji. Teatr i telewizja rządzą sie jednak swoimi prawami. W teatrze nie można niczego zatrzymać, wyciąć, zmontować czy powtórzyć, nie ma nic na pokaz. Wszystko dzieje się tu i teraz, jest prawdziwe, żywe. Zachęcam wszystkich młodych tancerzy do oglądania spektakli tanecznych na żywo. Gdy chodzi jednak o publiczność zawsze była, jest i będzie zróżnicowana.

Sneakers & Pointes: Czym jest taniec fizyczny?

Anna Maria Krysiak: Tak jak i sama nazwamówi, wymaga więcej sprawności i świadomości ciała.

Sneakers & Pointes: Tańczy Pani na deskach teatrów całego świata. Jak w innych krajach traktowany jest taniec w porównaniu do Polski?

Anna Maria Krysiak: Taniec popularny jest wszędzie, różni się tylko jego poziom i przekaz - w zależności od kultury.

Sneakers & Pointes: Kiedy będzie można zobaczyć Panią na scenie w Polsce i gdzie? Również kiedy będzie można wziąć udział w prowadzonych przez Panią warsztatach?

Anna Maria Krysiak: Wylatuje teraz do Kanady, gdzie będę pracować nad nowym projektem ze wspaniałymi artystami. Mam nadzieję że uda mi się sprowadzić ten spektakl do Polski, nie wiem jeszcze gdzie… Rozstrzygnie się to w najbliższym czasie. Jeśli chodzi o warsztaty to w styczniu będę uczyć w Warszawie w Free Art Fusion na Miedzianej.

Sneakers & Pointes: Myśląc o tańcu współczesnym myślę również o trudnej i wymagającej technice, którą dobry tancerz musi opanować. Przypominam sobie bardzo trudne do przyswojenia wskazówki, których udziela Pani na warsztatach – np. o pracy na kościach nie na mięśniach, czy o tym aby zawsze pamiętać co wyprowadza dany ruch...

Anna Maria Krysiak: Uczymy się całe życie i nigdy nie ma końca. Latami pracujemy na mięśniach, aby w końcu odkryć, że możemy zrobić to samo lepiej na kościach i energii, bez niepotrzebnego zmagania się. Szybkość i zwinność nie wymaga wysiłku. Wystarczy zaufać ciału, poczuć impuls i pójść za jego przepływem.

Sneakers & Pointes: Tradycyjnie zadaję to pytanie każdemu tancerzowi i choreografowi, z którym mam możliwość przeprowadzenia wywiadu. Jakich wskazówek udzieliłaby Pani młodym adeptom sztuki tanecznej w naszym kraju? Na co powinni zwrócić szczególną uwagę, jeśli chcą rozwijać się w kierunku tańca współczesnego?

Anna Maria Krysiak: Przede wszystkim Zaufać Sobie! Pozostać otwartym na wszystko nowe co pojawia się w tańcu; uczyć się u dobrych nauczycieli i pamietać, że "Ważne jest to co Nami porusza, a nie jak się ruszamy!" -jak mawiała wielka Pina Bausch....

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Festiwal Kalejdoskop - Białystok 17.03 - 21.03

Pod koniec marca w Białymstoku odbyła się siódma już edycja Festiwalu Tańca Współczesnego Kalejdoskop organizowana przez Studio Działań Kreatywnych DanceOFFnia. Główną tematyką festiwalu był taniec współczesny jednak poza samym tańcem Kalejdoskop oferował również inne formy artystycznej realizacji takie jak teatr, fotografia czy rysunek. Po czterech intensywnych dniach przekonałem się, że warto było przyjechać do Białegostoku z drugiego końca Polski i wziąć udział w tym wyjątkowym przedsięwzięciu.


Poloneza czas zacząć...

Już od pierwszego dnia Festiwal oferował swoim uczestnikom pełną gamę warsztatów w zależności od upodobań twórczych. Dla amatorów tańca były więc warsztaty ze światowej renomy tancerzami i choreografami, którzy specjalnie na Festiwal Kalejdoskop przybyli z różnych stron świata. Była więc Ida Jousmaki z Finlandii, Dymitr Kurakułow z Białorusi, Takako Matsuda z Japonii. Z naszego rodzinnego kraju do Białegostoku przybyli dwaj choreografiowie w swojej karierze współtworzący między innymi Śląski Teatr Tańca – Anna Krysiak i Eryk Makohon, a także Anna Piotrowska reżyser, choreograf, założyciel Teatru Tańca 'Mufmi', oraz Anna Steller tancerka i performerka związnana z Gdańskim Teatrem Dada von Bzudlow. Poza tańcem festiwal umożliwiał również poszerzenie swoich umiejętności twórczych w zakresie fotografii z Jakubem Wittchenem oraz rysunku z Bogdanem Marszeniukiem. Dla tych, którzy chcieli po prostu dowiedzieć się czegoś na temat sztuki współczesnej festiwal oferował wykłady Julii Hoczyk teatrologa z Akademii Teatralnej  Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie.


Litry potu czas przelać...
Jako, że z oferowanych form realizacji twórczej zdecydowanie hołduje tańcowi wszystkie warsztaty, w których miałem okazję wziąć udział były właśnie warsztatami tanecznymi. Wybór jak pisałem powyżej miałem całkiem spory jak na 4 dniowy festiwal jednak wyboru \ selekcji faktycznie dokonać musiałem. Nie było możliwości skorzystania z zajęć wszystkich choreografów gdyż aby uchwycić wszystkie sroki za ogon musiałbym się rozdwoić lub roztroić. Ale ten dylemat towarzyszy mi akurat przy większości warsztatów więc po kilku ciężkich westchnieniach dokonałem wyboru. Miałem więc okazję pobrać lekcji u Anny Krysiak, Takako Matsudy, Idy Jousmaki i Dymitra Kurakułowa. Wybór w pełni zadowalający i po 4 dniach mogłem z satysfakcją poklepać się po obolałym z wysiłku ramieniu. Czterech choregrafów pokazało jak bardzo różnić się może taniec współczesny i jak szeroką, obszerną i rozwijającą się dziedziną jest. O ile zajęcia z Anną Krysiak dały mi dokładnie to czego oczekiwałem (taniec fizyczny jest mi już znany dzięki Tomkowi Wesołowskiemu, który kilka miesięcy temu wprowadził się do mojego miasta), o tyle zajęcia z Dymitrem Kurakułowem i Takako Matsudą były czymś czego nie miałem jeszcze okazji wcześniej doświadczyć. Zaawansowane zajęcia z Dymitrem uświadomiły mi jak długa i ciężka jest droga tancerza do osiągnięcia perfekcji w tańcu. Elementy, które przerabialiśmy były momentami tak piekielnie trudne (koordynacja + prędkość + akrobatyka), że gdyby nie to, że musiałem ich wciąż używać w kombinacjach ręce na pewno by mi opadły. Jednak, zaciskając zęby, nie poddałem się, aż do końca. Zajęcia z Takako, z kolei początkowo przyprawiły mnie o stan balansujący między rozczarowaniem, a osłupieniem. Przez pierwsze 10 minut zajęć wraz z innymi uczestnikami spoglądaliśmy na koniuszki swoich palców wykonując nimi mikroruchy, następnie poruszaliśmy paliczkami, całymi palcami, nadgarstkami, ramionami i tak, dalej i tak dalej nie przestając ruszać wszystkimi poprzednimi elementami ciała. Ci którzy spodziewali się, zajęć z tańca butoh nie byli zawiedzeni, Ci którzy – jak ja – nie mieli czym Butoh jest mogli być zawiedzeni. Na szczęście jak się okazało, byłem tam chyba jedynym laikiem więc warsztaty spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem.  Sam, pomimo że nie odnajduję się zupełnie w takiej formie ruchu, obserwując Takako na zajęciach miałem podejrzenia, że jej spektakl będzie czymś bardzo ciekawym. I nie pomyliłem się -  ze wszystkich pokazów, które miałem szansę zobaczyć Letter from Lady L w wykonaniu Takako Matsudy zrobił na mnie największe wrażenie. Zresztą nie na mnie jedynym. Jeśli oceniać entuzjazm publiczności według najbardziej oczywistego kryterium – ilości braw, etiuda taneczna w wykonaniu japońskiej artystki zdobyła najliczniejsze grono zachwyconych odbiorców.


Na własne oczy zobaczyć...
No właśnie, zobaczyć można było bardzo wiele. Każdego dnia Festiwal oferował swym uczestnikom przynajmniej po dwa spektakle taneczne. Jak już wspomniałem, nie miałem niestety okazji uczestniczyć w pierwszym dniu Festiwalu więc spektakle...

(i w tym momencie dałem niestety ciała, bo zawiesiłem pisanie tego tekstu na kilka tygodni, a teraz kiedy do niego wróciłem moja pamięć nie jest już niestety tak świeża jak zaraz po powrocie z Białegostoku. Echhh, lecytyno!

dnia pierwszego po prostu mnie ominęły;) Dni kolejne zaoferowały mi z kolei cztery przedstawienia bardzo różne pod każdym względem – chyba też dzięki temu każdy z nich zapamiętałem. Projekt Anny Piotrowskiej był dla mnie tak abstrakcyjny, że nie jestem w stanie (albo nie chcę) na jego temat zbyt wiele powiedzieć. Pozostawił mnie z refleksją kumulującą się w trzyliterowym skrócie WTF tudzież spolszczonej wersji OCB. Podobnie jak z filmów Davida Lyncha nie wiele zrozumiałem – filmy Lyncha mają jednak klimat grozy. W tym przypadku nie byłem w stanie określić klimatu. Projekt Dymitra był dla mnie kwintesencją tańca w czystej formie i dowodem na to,  że tancerze ze wschodu są niedoścignionymi mistrzami techniki. Projekt Anny Steller był bardzo ciekawy ale równie jak ciekawy – męczący. W spektaklu brały udział dwie osoby – Anna oraz Jacek Krawczyk a całe przedstawienie polegało na przemieszczaniu się tych dwóch postaci z jednego konta sceny w drugi. Tyle. Oczywiście projekt miał głębszy sens, formę oraz treść i pomimo, że w poprzednim zdaniu mocno ubanalniłem jego koncepcję, to jednak wymagał od aktorów – tancerzy, solidnego warsztatu, przygotowania i wysiłku. Tancerze poruszali się bowiem z niemalże geometryczną precyzją (nie wiem czy istnieje coś takiego jak geometryczną precyzja) w sposób przemyślany, minimalistyczny i ascetyczny. Dodatkiem uzupełniającym minimalizm ruchowy był minimalizm muzyczny – a dokładnie rzecz biorąc dźwięki dochodzące z głośników przez 40 minut trwania przedstawienia – dźwięki jak sama artystka przyznała nagranego pisku huśtawki czy nienaoliwionej furtki. Gdyby spektakl trwał 10 minut byłbym jego wielkim entuzjastą. Przy 40 doceniam po prostu pomysł i kunszt wykonania  i zamykam tę furtkę za sobą. Projekt, który chciałbym obejrzeć jeszcze nie jeden raz, to wspomniany już wcześniej występ Takako Matsudy z etiudą Letter from Lady L. W tym projekcie pasowało mi wszystko. Eteryczna tancerka, jasna historia, cudowne wykonanie, orientalność ruchu, uniwersalność tematu. Mógłbym ach-ować i och-ować na ten temat jeszcze długo, ale zamiast tego zachęcę was do obejrzenia Takako na scenie jeśli będzie mieć kiedyś okazję. Warto.



I na deskach teatru samemu stanąć...
Ostatnim etapem stawiającym kropkę nad J słowa Kalejdoskop były projekty własne, choreografów festiwalu, podczas których przygotowywali oni aspirujących tancerzy do występu na scenie. Projekty były trzy i każdy z nich (hmmm, to w przypadku tego festiwalu stało się jak widać standardem) był od siebie bardzo różny. Współczesny projekt Anny Krysiak, hiphopowy, a może bardziej streetstyle'owy projekt Idy Jousmaki, oraz bardziej aktorski niż taneczny projekt węgierki Marty Ladjanszki. Udział w projekcie był dla mnie chyba najcenniejszą, a na pewno najprzyjemniejszą częścią festiwalu (pomimo tego, że uszkodziłem sobie podczas niego cholerną kostkę, której do tej pory nie mogę doleczyć, a minął już prawie miesiąc). Możliwość zatańczenia razem z reprezentacyjną grupą Danceoffni – Kolorami, współtworzenia wraz z Idą spójnego i atrakcyjnego spektaklu (tak, tak, współtworzenia. Ida dała nam bowiem momentami dużo swobody co zaowocowało własnymi, osobistymi i autorskimi elementami projektu), oraz występ na profesjonalnej scenie, było cennym, i dającym satysfakcję doświadczeniem. 

Brawa.

I to by było na tyle. Kończę tą przydługawą, powstającą w bólach i dziesięciu podejściach relację z przekonaniem, że jeśli tylko będę miał możliwości i czas w przyszłym roku zapewne wrócę do Białego na kolejną edycję festiwalu. Od teraz już wiem, że Białystok to nie tylko Fair Play Crew:) ale również Danceoffnia, Kolory no i oczywiście Festiwal Kalejdoskop. 

Older Posts