czwartek, 5 stycznia 2012

Tylko Taniec - czyli nowy show Polsatu

Dokładnie rok temu w USA ruszył kolejny po So You Think You Can Dance i Americas Best Dance Crew program taneczny o nazwie Live to Dance, o którym pisałem już wcześniej tutaj. W rolę głównego jurora wcieliła się Paula Abdul znana dziś głównie dzięki programowi American Idol. Ufff... sporo tych programów, sporo licencji. A licencje mają to do siebie, że jeśli programy 'chwycą', a koncepcje się sprawdzą, to kwestią czasu jest przeniesienie ich do innych krajów, w tym również do naszej wciąż jeszcze chłonnej tańca Polandii.


Przypadkiem dowiedziałem się, że dosłownie na dniach ruszają castingi do pierwszej tanecznej produkcji Polsatu o nazwie Tylko Taniec, wyglądającej bliźniaczo podobnie do wspomnianego na początku Live to Dance. Jestem bardzo ciekaw czy program wypali bo jak na razie jest jedną wielką niewiadomą co do której chyba nawet Polsat nie jest przekonany. Kampania promująca ten show jest dość słaba bo żadne medium nie uderzyło mnie w oczy ani uszy informując o programie. Nie wiem jak program jest reklamowany w TV bo oglądam to pudło bardzo rzadko, ale pozostałe środki przekazu są moim zdaniem dość zaniedbane. Co do prowadzących - zagadka. W krótkim spocie reklamowym nic nie jest zdradzone. Amerykańska wersja bazowała na nazwisku Pauli Abdul, tu Polsat zdecydował się zbudować wydarzenie bez gwiazdora na starcie. Odważnie. Skoro to Polsat można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że będzie to Krzysiu Ibisz (nie ten od zupy, tylko ten drugi od fitness-sportu) i Kasia Cichopek.

Czym program ma różnić się od YCD? Przede wszystkim tym, że nie ma ograniczeń wiekowych, więc mogą w nim wystartować zarówno emeryci i renciści jak również przedszkolaki. Ponadto jurorzy nie będą patrzeć krzywym okiem na tańce inne niż lirycal jazz, afro jazz, brodway jazz, contempo jazzz, jem zupe jazz, emocje jazz i wszystkie inne wyciskające łzy i chwytające za jazz serce cudowne układy, w których ona kocha jego, a on kocha ją. W teorii będzie więc można zabłysnąć kujawiakiem i mazurem, będzie można pokazać tańce dworskie, taniec hajducki czy bergamoszka (nie mam pojęcia co to za tańce, ale lansuję się znajomością ich nazw, bo usłyszałem je w rozmowie z Romaną Agnel - dyrektorem artystycznym Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”).

Podsumowując jestem bardzo ciekawy dwóch rzeczy. Po pierwsze, czy Polsatowi uda się wyemitować ten program kiedykolwiek na antenie (biorąc pod uwagę tak słabe nagłośnienie castingów). Po drugie, czy do programu zgłoszą się tancerze innych zaniedbanych i zapomnianych w naszym kraju styli tanecznych. Czas pokaże.

Więcej na temat samego programu dowiecie się na jego oficjalnej stronie.



Terminy castingów:

7 stycznia
Kraków – Nowohuckie Centrum Kultury al. Jana Pawła II 232
Gdańsk – Polska Fabryka Tańca DANCE VISION TV INTERNATIONAL ul. Paderewskiego 9

8 stycznia
Łódź – Szkoła Tańca LILLA HOUSE ul. Wigury 21
Bydgoszcz – Opera Nova ul. Marszałka F. Focha 5

14 stycznia
Białystok – Hotel Gołębiewski ul. Pałacowa 7
Wrocław – Regionalne Centrum Turystyki Biznesowej ul. Wystawowa 1

15 stycznia
Warszawa – Akademia Tańca Sulewscy (Dom Słowa Polskiego) ul. Miedziana 11a
Poznań – Akademia Tańca i Fitnessu METRUM os. Władysława Łokietka 102

wtorek, 27 grudnia 2011

Just for Kicks - szczypta historii

Na zakończenie roku z kopniakiem polecam świetny film dokumentalny opowiadający historię sneakersów. Prawie półtorej godzinny film opowiadający historię kolorowych butów sportowych? Dziwne? Może trochę, ale ja łyknąłem go w całości jakieś dwa lata temu, a dziś wracam, do niego, żeby odświeżyć sobie historię, która nierozerwalnie związana jest przecież z historią hiphopu.
Jeśli chcecie dowiedzieć się,
...którym butom Run DMC dedykowało jeden ze swoich najbardziej znanych kawałków?
...które buty od 20 lat nieprzerwanie cieszą się największym powodzeniem w USA , pierwotnie będąc wizytówką trouble makerów z  ulic Nowego Jorku?
...które buty zostały wyklęte przez władze NBA, czym przewrotnie zyskały kosmiczną wręcz popularność wśród amerykanów?
Jeśli chcecie dowiedzieć się dziesiątek innych ciekawostek na temat ulubionych butów hiphopowców sprawdźcie koniecznie poniższy film.


poniedziałek, 19 grudnia 2011

Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD - wyniki konkursu

Dziś krótko i zwięźle:) W ogłoszonym przeze mnie tydzień temu konkursie zwycięzcą okazał się Wawrzek z Krakowa. Jego mail był krótki i zwięzły, ale wystarczył, aby przekonać mnie, że zasługuje na nagrodę:) Do Wawrzka płytka trafi pewnie jeszcze w tym tygodniu. Wszystkim startującym w konkursie dziękuję i polecam śledzić bloga dalej. Kto wie, może za jakiś czas pojawią się równie atrakcyjne kąski do zgarnięcia:)

Poniżej mail Wawrzka:
Wielokrotnie słyszałem jak wspaniałe są organizowane przez FNF obozy, na których można spotkać wybitnego choreografa, jakim jest Tony Czar. Osobiście nigdy nie miałem okazji pojawienia się na nich (z powodów finansowych). Dlatego skorzystanie z płyty Tony'ego jest dla mnie świetną okazją, by poznać jego styl, choreografie - a przede wszystkim - rozwinąć się!

środa, 14 grudnia 2011

Taneczny przemysł 2.0



Grupa, czy indywidualizm. Kariera w zespole czy freelancing. To kwestia indywidualna, jeden czuje się lepiej kiedy otacza go zespół osób, z którym jest się w stanie porozumieć. Inni wolą samemu stawiać czoła wyzwaniom i zarówno upadki jak i sukcesy przypisywać wyłącznie własnym wysiłkom. Takie dylematy towarzyszą też zapewne niejednemu tancerzowi, czy choreografowi, który rozpocznie już swoją karierę zawodową. Jednak niezależnie od tego jaką drogę tancerz wybierze, w obliczu potencjalnych pracodawców powinien umieć mówić wspólnym z innymi tancerzami głosem. Dzięki temu, większe są szanse na przeforsowanie praw, które mu przysługują i wyegzekwowanie godnych warunków pracy i honorarium.

Taneczne lobby? Do tego w Polsce jeszcze długa i wyboista droga, ale coś zaczęło się dziać przy okazji Pierwszego Kongresu Tańca, który odbył się w Warszawie 9-11.05 tego roku. Trzeba jednak podkreślić, że kongres skupiał się jednak na tancerzach, którzy zawód swój wykonują na deskach teatrów, nie było na nim miejsca na komercyjną stronę tańca, a szkoda, przecież ta forma rozwija się w Polsce w równym jeśli nie większym stopniu niż ta artystyczna i tancerze komercyjni również powinni walczyć o swoje prawa. W przeciwnym wypadku, będą nimi rządziły wyłącznie prawa rynku, a żadne prawo nie jest chyba tak bezlitosne niż to które sam ustala rynek.

Telewizyjne programy przyniosły tancerzom komercyjnym wiele dobrego - możliwość częstszego występowania na licznych pokazach, większe zainteresowanie szkołami tańca. Są jednak również niedźwiedzie przysługi, które boom przysporzył tancerzom profesjonalnym i zawodowym. Dokładnie rok temu, moja znajoma tancerka ragga jam – Aga Bota gościła jako choreograf na niemieckiej imprezie Street Dance - Hip Hop Day 2010 we Frankfurcie. Na moją prośbę przeprowadziła krótki wywiad z Tomem Woll’em, jednym z niemieckich tancerzy street dance. Jedno z pytań, które mu zadałem dotyczyło popularności tańca w Niemczech przed i po erze YCD. Pamiętam, że zaskoczyła mnie wtedy jego odpowiedź pozbawiona entuzjazmu wobec tego programu. Przeciwnie, Tom stwierdził, że kiedyś tancerze w Niemczech zarabiali duże pieniądze za występowanie na koncertach i w teledyskach. Dziś, kiedy taniec jest tak popularny, wiele osób gotowych jest trząść tyłkiem przed kamerą za darmo, a niektórzy piosenkarze, którzy w dobie kryzysu sami muszą liczyć się z funduszami, wolą zrezygnować z profesjonalistów na rzecz bujających się za darmoszkę amatorów.

Moim zdaniem jednym z największych błogosławieństw, ale także jednym z największym przekleństw dzisiejszych czasów jest praktycznie nieograniczona dostępność wszystkich do wszystkiego. Kiedyś, aby świat zobaczył młodego artystę, ten musiał odbić się od dziesiątek drzwi, aż w końcu na tym właściwym castingu dostrzegła go właściwa osoba, która po przejściu szeregu dalszych etapów, w końcu zaprezentowała go szerszej publiczności. Posiadanie teledysku w telewizji było już pierwszym dużym krokiem w kierunku sukcesu. A dziś? Żeby nakręcić ‘teledysk’ wystarczy kamerka internetowa dostępna praktycznie w każdym laptopie. Żeby pokazać go światu wystarczy kilka kliknięć na youtube, a następnie wrzucenie go na tablicę na Fejsie. I już. Możesz stać się lokalnym celebrytą. Sytuacja jest jaka jest i nawet największy atleta choćby i zjadł tysiąc kotletów jej nie zmieni. Jedyne co można zrobić to się do niej dostosować. Część artystów z LA odkryła już jak wykorzystać te media (praktycznie każdy tancerz z Debbie Reynolds i Millenium studio), część zapiera się przed nimi rękami i nogami (Brian Green, Suga Pop i inne stare koty wciąż działające w przemyśle tanecznym). Moim zdaniem rozsądniej robią Ci, którzy godzą się z faktem, że z Internetem nikt nie wygra i albo nauczą się go wykorzystywać, albo sami zostaną przezeń wykorzystani. Najrozsądniejsze jak do tej pory podejście zapoczątkowała grupa choreografów z San Diego zakładając stowarzyszenie Movement Lifestyle, o którym nie raz wspominał już w swoich artykułach Maciek Cielecki. Lyle Beniga i Sean Evaristo tworząc wraz z kilkoma przyjaciółmi ML nadali zupełnie nowego wymiaru choreografiom, uczonym w swoich tanecznych studiach na cotygodniowych zajęciach. Wcześniej nagrywane komórkami materiały, które różnymi drogami przedostawały się do sieci, nagle zaczęły mieć wysoką jakość pod względem montażu, dźwięku, a czasem również scenariusza i fabuły. Nic dziwnego, że kanały YT obu panów, a także studia ML i wielu choreografów z nimi związanymi zostały prędko subskrybowane przez rzesze miłośników tańca. W jaki sposób przekłada się to na dobrobyt tych tancerzy? Przecież YT jest za darmo, a na reklamach wyświetlanych pod filmem właściciel kanału może po pół roku zarobić co najwyżej na zgrzewkę wody mineralnej. Chodzi oczywiście o promocję. Najbardziej rozpoznawalni i uwielbiani celebryci taneczni to pewniak gwarantujący sukces przy organizowanych na całym świecie warsztatach i eventach tanecznych. Organizatorzy wiedzą bowiem, że popularność z Internetu przełoży się na real life i jeśli postawią na takie nazwiska frekwencja entuzjastów tańca będzie zadowalająca. Tak producenci Ushera zrobili z Justinem Bieberem i historia pokazuje, że źle na tym nie wyszli. Pewnie niebawem, headhunterzy taneczni szukający kandydatów do trasy koncertowej gwiazd muzyki pop (jeśli już tak nie robią) obok tradycyjnych castingów będą również skanować zasoby youtube poszukując najpopularniejszych tancerzy sieci. Żeby daleko nie szukać, najlepszym przykładem tanecznego youtube'owego fenomenu jest grupa Quick z Norwegii, która szturmem podbija światowy rynek taneczny w 2012. Podobnie sytuacja wygląda z francuskimi bliźniakami Les Twins, których taneczne ewolucje widział już w Internecie każdy szanujący się streetdancer w Polsce.


Aby przetrwać na rynku trzeba się dostosować nie załamując rąk i nie płacząc, że kiedyś było lepiej. Beyonce i Jay-Z to jedna z najbogatszych par biznesu muzycznego pomimo tego, że ich najnowsze albumy do większości fanów trafiło zapewne dzięki pirackim torrentom. Budżet Jay-Z i B jest jednak w stanie przetrać to uszczuplenie majątku dzięki temu, że dochody z płyty to zaledwie kropla w morzu przychodów generowanych przez ich dwuosobową korporację. Ciuchy, napoje, perfumy, filmy… dziś, żeby artysta mógł wydawać muzykę musi generować zyski na dziesiątki innych sposobów pokrewnych jedynie z działalnością core’ową. Stąd obok warsztatów tanecznych warto, otworzyć własny clothing line i przy okazji letnich lub zimowych zjazdów oferować spodnie, które chyba w przypadku każdej z trzech dominujących na rynku szkół (FNF, FPC i SDA) rozchodzą się zawsze jak świeże bułeczki. W przeciwieństwie do sztuki, która po śmierci artysty obroni się sama shobiznes musi się bronić już za życia i wygra w nim ten, kto poza warsztatem tanecznym potrafi wykorzystać jeszcze techniki marketingowe. Dance is life, owszem… ale również life is brutal. Żeby tańczyć trzeba najpierw (za coś) żyć.




niedziela, 11 grudnia 2011

Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD - konkurs!!!

Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD
Swego czasu zamówiłem na stronie weruletheempire.com płytkę o nazwie Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD. Tonego w Polsce przedstawiać nie trzeba, bo jest to gwiazda numer jeden wszystkich FNFowych Summerów, jeden z najbardziej kreatywnych, błyskotliwych i otwartych choreografów z LA. Lil Bigz to prowadzona przez niego mała taneczna gwiazdeczka, o której za klika lat będzie pewnie równie głośno jak wczoraj o Tuckerze Barkleyu, a dziś o Ianie Eastwoodzie. Na płytce znajdują sześć choregrafii na różnych poziomach zaawansowania. Poczynając od prawdziwego rookie, bazującego w główniej mierze na groovie, aż do choregrafii na poziomie master class, którą Tony poza Lil Bigz uczy wraz z Ianem Eastwoodem i Laurą Edwards. Poza samymi choregorafiami znajdzieciee inne extrasy w postaci teledysków do nauczanych choreografii czy krótkiego wywiadu z Tonym i Lil. A teraz uwaga: postanowiłem ogłosić konkurs i oddać tą płytkę jednemu z was, bo wiem, że jest w naszym kraju wiele osób, które zrobi z niej 10 razy lepszy pożytek niż ja. Samemu nie miałem nawet czasu przeglądnąć całej do końca, nie mówiąc o nauczeniu się, którejkolwiek z choreografii. Jeśli więc czujesz, że możesz to DVD wykorzystać lepiej, w takim razie zapraszam do sięgnięcia po nie. Zasady konkursu są banalnie proste:

Napisz dlaczego właśnie do Ciebie powinienem wysłać płytę Tony Czar Lil Bigz – Street Dance Instructional?

Najbardziej przekonującą wypowiedź umieszczę na blogu, a płyta z filmem pocztą poleci do zwycięzcy. Konkurs trwa do końca przyszłego tygodnia – 18 grudnia, tak abym zdążył wysłać nagrodę prosto pod choinkę. Zatem do roboty tancerze, chwytać klawiaturę i pisać do mnie maile albo przez formularz kontaktowy w prawym górnym rogu bloga, albo na mojego facebooka: https://www.facebook.com/antoni.sikora
Powodzenia!

niedziela, 4 grudnia 2011

Ciemne zaułki dubstepu

Kilka miesięcy temu umieściłem na blogu reklamę płatków śniadaniowych, na których dziewczynka o imieniu Arizona wykonywała dubstepową choreografię wraz z pluszowymi miśkami przyprawiając tym o opad szczeny zarówno swoich kolegów z podstawówki, jak również widzów youtube. Jeśli ktoś przeoczył tą reklamę możecie ją znaleźć tutaj, a jeśli chcecie zobaczyć jak reklama wyglądała od zaplecza i kim na prawdę były tańczące miśki to zobaczycie to tu.
Tym razem przedstawiam wam podobny zestaw jednak w zupełnie innym klimacie... Grupa Skrillex w kawałku First of the Year mocne dustepowe uderzenie muzyczne wzmocniła jeszcze mocniejszą historią, która moim zdaniem śmiało mogłaby być w wersji okrojonej wykorzystywana w reklamach społecznych przeciwko... zresztą zobaczcie sami.


środa, 2 listopada 2011

Festiwal Gdańsk Dźwiga Muze 2011 Dance Edition

Abradab rocks the Mic right
Południe - Północ
Pewnego pięknego weekendu sierpnia (choć pogoda w sierpniu świadczyła o czymś zupełnie innym, to jednak weekendy zawsze są piękne) postanowiłem oderwać się od codzienności i wraz z kilkoma znajomymi wybrać na drugi koniec Polski. Plotki bowiem niosły, że Gdańsk Muzę będzie Dźwigał, i to już nie pierwszy raz. Jako, że Gdańsk piękny jak i Muza zacna, wiele się nie zastanawiałem i po uzyskaniu akredytacji postanowiłem przejechać na drugi koniec Polski z miasta Krakusa do miasta Neptuna. Przewijając na Fast Forward wszelkie perypetie związane z podróżą i zakwaterowaniem, znalazłem się na Placu Zebrań Ludowych by wkroczyć luźnym krokiem na festiwal tańca i muzyki z pod znaku hip ha o pe.

Ponieważ z festiwalu chciałem wynieść jak najwięcej i w pełni wykorzystać te dwa dni już od rana krążyłem pomiędzy namiotami, w których odbywały się warsztaty taneczne z weteranami sceny hiphopowej z zachodniego i wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Zanim przejdę do szczegółowego opisywania tego co w namiotach napiszę jeszcze parę słów na temat tego co poza nimi. Otóż na placu zebrań znajdowało się wszystko co znajdować powinno. Trzy namioty ze stylami: hiphop, street dance i videoclip dance, ściana do graffiti, scena dla młodych MC, scena dla beatboxerów, i dla boyów oraz scena główna z DJem za deckami. Czekaj, czekaj: rap, DJing, B-boying, graffiti i beatbox… toż to przecie książkowe elementy kultury hiphopowej. Rzeczywiście, festiwal Gdańsk Dźwiga Muzę, jak żaden inny festiwal na którym byłem oddawał ducha kultury hiphopowej bez pominięcia żadnego z kluczowych elementów, bez David Guetta i bez autotune’a. Choć nie byłem jeszcze na Hiphop Kempie w Czechach ani Street Dance Kemp w Czechach, ani Urban Dance Camp w Cze… nie, nie, tym razem nie u braci z zza południowej granicy, ale w NiemCZECH;). Pomimo, że nie byłem na tych festiwalach to jednak wydaje mi się, że MTV GDM do tych właśnie najłatwiej porównać, co zresztą potwierdził mój znajomy, który na HHK dwukrotnie był. Jeśli więc MTV zdecyduje się na utrzymanie i rozwijanie tego festiwalu, to może się okazać, że za parę lat wykształcimy sobie nad polskim morzem europejskiej sławy festiwal hiphopowy, taki jakim obecnie stał się Heineken Open’er. Ale to najwcześniej za kilka lat, wróćmy więc do dnia dzisiejszego.

Hip Hop and Ya' Don't Stop...

Muzyka
Rap. Czyli słowa i muzyka, albo lepiej rymy i bity. Przyznam, że moje preferencje muzyczne i oczekiwania wobec wieczornych koncertów były zgoła inne niż zainteresowania ogółu. Moja w tej kwestii relacja będzie więc bardzo subiektywna, ale z drugiej strony - która relacja nie jest? Odmienność moich zainteresowań wynikała zapewne z tego, że wraz ze znajomymi, wiekowo prawie dwukrotnie przewyższaliśmy średni wiek uczestników tej imprezy. Jestem z pokolenia szerokich spodni z krokiem w kolanach, które pamięta kawałki Trzycha i Warszafskiego Deszczu, które album Tede S.P.O.R.T. znało na pamięć. Dla mnie więc bez wątpienia największe wrażenie zrobił koncert Warszawskiego Deszczu, przypominając mi starą dobrą polską szkołę rapu. Ech, kiedy to było… czas nas zmienił chłopaki, proste, robiłem głupoty ale z tego wyrosłem…



- Przerwa na łzę wzruszenia -



Trochę trudno zrozumieć mi cały hype na Grubsona, który pojawiał się na scenie częściej niż reklamy pasty do zębów na Polsacie. Nie wiem co mnie w nim drażni. Może vocal brzmiący jak mix DMXa z Damianem Marleyem? A może polsko-jamajskie brzmienie, którego z założenia nie lubię? Pewnie jedno i drugie. Raczej nie przekonam się do tego rapera, aczkolwiek Grubson nie powinien się tym szczególnie przejmować bo dla 95% uczestników festiwalu to właśnie on był główną gwiazdą wieczoru. Część z widowni Grubsona i Abradaba nie dotrwała bowiem do koncertów Das FX i Chali 2na. Cóż, różnica pokoleń. Das FX i Chali to już weterani, Grubson to najwyraźniej przyszłość, a na pewno teraźniejszość.
GrubSon - Na szczycie, w rzeczy samej... 


Koncert Das FX składał się głównie z klimatu. Przyznam, że nie znałem kawałków tej nowojorskiej grupy, poza klasycznym Real Hip Hop, ale zdaje mi się, że spożycie przez nich zwiększonej ilości ziół przed koncertem sprawiło, że sami również nie do końca je pamiętali. Większość koncertu upłynęła na nawoływaniach ze sceny w stylu: ‘Put your hands up hiiiiii’, ‘When I say hip, you say hop’, Na ich koncercie nastąpił jednak najlepszy epizod całego festiwalu. W pewnym momencie jeden z członków grupy, bodajże Skoob wezwał do siebie pięciu eMCe z widowni, którzy byliby gotowi wystąpić z nim na scenie. Na odzew nie trzeba było długo czekać, pięciu składaczy rymów wskoczyło na scenę, żeby po chwili wyrzucać z siebie wers za wersem. Z całej piątki jeden płynął z lepszym inny z gorszym freestylem, jeden zaprezentował też nieco oszukany freestyle siląc się zwrotką swojego kawałka bo jego słowna improwizacja brzmiał jak ta Eminema w 8mej Mili. Mniejsza o tą czwórkę, bo najważniejszy był ten jeden, który (za mikrofon zdaje się chwycił jako drugi) popłynął z prawdziwym, spójnym i sensownym freestylem zakończonym wersem mówiącym że „w tym momencie na tej scenie spełniają się jego marzenia”. Now, how cool is that?! Publiczność doceniła młodego emce deszczem braw (albo przynajmniej zapamiętałem to jako deszcz).



Graffiti, DJing & Beatbox…
Bruk Brothers, na festiwalu GDM jeszcze bezimienni
Ściana do graffiti była moim zdaniem najsłabszym elementem całego festiwalu. Choć miejsca było sporo i każdy kto chciał mógł podejść do niej i wyrazić siebie za pomocą puszki i farby to jednak chętnych było niewielu. Pomimo licznych nawoływań z głośnika nie wielu zdecydowało się tam podejść. Dlaczego? Być może dlatego, że na festiwalu nie było najwyraźniej zbyt wielu graficiarzy, którzy potrafią wrzucić na ścianę coś co później można nazwać street artem, a ci którzy nie mieli pojęcia czym to się je i jak to się robi nie za bardzo mieli gdzie uzyskać porady. Przy punkcie graffiti niewiele się działo, zainteresowani podchodzili nieśmiało nie bardzo wiedząc o co pytać i o co prosić. Moim zdaniem w przyszłym roku, warsztaty z graffiti powinny być zaplanowane nieco lepiej bo choć w harmonogramie znajdowała się taka pozycja, to na żywo trudno było mi jej doświadczyć.
Zarówno DJe jak i beatboxerzy dbali o to, żeby na festiwalu ciągle coś płynęły dobre cięte dźwięki. Dje wymieniali się co jakiś czas na scenie głównej, z kolei beatboxerzy na podeście na środku placu najpierw szkolili warsztat poczym pod okiem jury w postaci Dharniego z Singapuru, Roxorloops z Belgii i Blady Kris z Polski stoczyli finałowe pojedynki na dźwięki… niestety wiele więcej na ten temat nie jestem w stanie powiedzieć bo dokładnie w tym czasie przebywałem na jednej z najlepszych, teoretycznych lekcji hiphopu jakie kiedykolwiek miałem okazję wziąć. A lekcji tej było na imię Mr Wiggles.



Hey girls, hey boys, superstar DJs, here we go!!!
Bboying
Choć raczej na tym festiwalu więcej było samego hiphopu i poppingu niż bboyingu, więc może lepiej powiedzieć ogólnie – taniec. Taniec… tym właśnie festiwal GDM odróżniał się od wielu innych wakacyjnych festiwali, że na koncertach nieraz bardziej chciało się spoglądać na płynącą do muzyki widownie niż na samą scenę. Tak był na koncercie Cali 2Na, czyli głównej gwiazdy drugiego dnia. Kiedy rozglądnąłem się w koło po prostu nie mogłem oderwać oczu od bansujących ludzi. Don’t stop the body rock! W poprzednim artykule podsumowującym FNF Summer Intensive zarzucałem polskim tancerzom, że ogromna większość z nas nie potrafi freestyle’ować. Z tego zdania się nie wycofuje, jednak muszę zaznaczyć, że na festiwalach takich jak Gdańsk Dźwiga Muzę ilość tancerzy potrafiących swobodnie interpretować muzykę jest o znacznie większa. Nic dziwnego – na taki festiwal przyjeżdżają przecież głównie wyznawcy oldchoolowego hiphopu, w którym freestyle to podstawa, a choreografia to największe zło. W naszym kraju, podobnie zresztą jak na całym świecie wykrystalizowały się dwa światy hiphopu (w celowym i pogrubionym cudzysłowie). Tancerze street dance, dla których hiphop to jedynie Elite Force Crew, Electric Boogaloos i RockSteady Crew, oraz tancerze LA Style dla których hiphop to Movement Lifestyle, Young Lions, Essence, SoRealCrew i centra szkoleniowe takie jak Debbie Raynolds czy Millenium w Los Angeles. Ci pierwsi zarzucają drugim, że to co tańczą nie kwalifikuje się jako hiphop i może być nazwane wyłącznie street jazzem, Ci drudzy z kolei zarzucają pierwszym archaiczność, hermetyczność i zamknięcie się na zmiany jakie niesie ze sobą ewolucja tańca ulicznego. Myślę, że za parę lat emocje za oceanem opadną, co pewnie z kolei przeniesie się i na stary kontynent. Już teraz jedna i druga strona wypowiada się mniej stanowczo i autorytarnie niż jeszcze jakiś czas temu. Każdy z młodych tancerzy LA w pierwszych zdaniach nauczania powtarza jak mantrę ‘learn foundations… study the roots… know your history…’. Mr Wiggles, który jeszcze nie dawno pisał na swojej oficjalnej stronie ‘hiphop choreography always sucks!’ w Gdańsku wypowiadał się już w znacznie bardziej wyważony sposób.



Streetowe kocury spragnione wiedzy na wykładzie Mr Wigglesa
Mr Wiggles says…
No właśnie, Mr Wiggles… choć o tej barwnej postaci słyszałem nie raz, to nie miałem do tej pory okazji być na jego zajęciach. Cieszę się, więc, że udało mi się to tym razem, bo były to jedne z ciekawszych lekcji jakie kiedykolwiek wziąłem. U pana Wigglesa nie poznałem wprawdzie jakichś niesamowitych kombinacji ruchowych, bo jego zajęcia sprowadzały się do najbardziej podstawowych podstaw i najgłębszych korzeni - do studiowania takich ruchów jak body rock, bounce, skate, back step, powerturn itp. Ale nie po to tam szedłem. Albo może inaczej, szedłem właśnie po to, aby zażyć hiphopu u jego korzeniu i w najczystszej pierwotnej wręcz formie. Wiggles to bowiem członek takich grup jak Rocksteady Crew czy Elecric Boogaloos, które dały początek stylom tańca hiphop dance, popping i locking. Każdy, kto dziś szaleje na punkcie tanecznych sensacji Youtuba rodem z Los Angeles, powinien obowiązkowo wziąć udział w zajęciach jeden z osób, które ten styl stworzyły. Hiphopowcy, mają tą wyjątkową szansę, której nie mają, tancerze innych gatunków tanecznych - poznać na żywo prekursorów gatunku. Hiphop jest na tyle młodym tańcem, że jego twórcy wciąż żyją, tańczą i jeżdżą po świecie. Ci którzy dali początek tańcu modern, jazzowi czy tańca współczesnemu od dawna tańczą już po tamtej stronie, a ich taneczne dziedzictwo możemy poznawać wyłącznie dzięki ich tanecznym wychowankom, książkom czy nagraniom archiwalnym. Głównym przekazem Wigglesa było uświadomienie polskim tancerzom bez pamięci zakochanym w choreografiach, że hiphop od zawsze był i zawsze będzie social party dance, czyli tańcem klubowym mającym za zadanie jednoczyć bawiących się ludzi. Patrząc na znane mi kluby faktycznie wielu w naszym kraju o tym zapomniało. I mówię teraz o tych, którzy przychodzą do klubów potańczyć i którzy kochają i potrafią to robić. Nasz klubowy taniec rzadko łączy ludzi! Jeśli ktoś potrafi tańczyć to najczęściej tak bardzo zagłębia się w swoim tańcu, że totalnie zapomina o otaczających go ludziach na parkiecie. Jeśli na parkiet wkroczą Bboye, lub Popperzy to najczęściej zamykają się w swoich własnych grupkach gdzie wzajemnie pokazują przed sobą skilla. Inna sprawa, że w wielu przypadkach to również dziewczyny zamykają się na wszelką formę integracji tanecznej skupiając w trzyosobowych grupkach tańcząc w okół torebki, która leży pomiędzy nimi. Paranoja… ale o tym może kiedy indziej :) wróćmy jeszcze do festiwalu.




Poza Wigglesem wziąłem jeszcze udział w zajęciach Briana Greena, J.C. Winstona, Fabrice Labrany i Justyny Lichacy. Gdybym miał opisywać zajęcia każdego z nim ten artykuł przeciągnąłby się jeszcze o kilka stron, a tego naczelny pewnie by mi nie wybaczył, zatem postaram się streścić. Brian Green to podobnie jak Wiggles, jeden z prekursorów gatunku. Jego umiejętności i wiedza jest faktycznie wybitna, jednak w przeciwieństwie do Pana W, Brian nie wzbudził u mnie zbyt wielkiej sympatii. Wręcz przeciwnie, miałem wrażenie, że Brian koniecznie chce nam udowodnić, że choć wydaje nam się, że coś tam umiemy to jednak jedynie nam się wydaje, z każdym kolejnym krokiem trudnej koordynacyjnie choreografii spoglądał na uczestników z wyrazem coraz większej ironii, a na samym końcu praktycznie pokładał się ze śmiechu. Wprawdzie, rzucił nam na pocieszenie hasło: ‘I’m not laughing AT you, but WITH you’ ale nie zabrzmiało to szczególnie przekonująco. Cóż, bądź co bądź z tej lekcji też można się było czegoś nauczyć – spokoju i pokory. Na zajęciach JC i Fabrice również trafiłem na choreografie, jednak obydwaj zaprezentowali coś zupełnie innego. JC na całkowitym groove, w starym stylu, Fabrice na mocnym spięciu do robiącej się coraz popularniejszą muzyki dubstep. Tak, to było coś innego. U Justyny dostałem porządną dawkę house’u którego akurat w Krakowie bardzo mi brakuje. Praktycznie nikt nigdzie tego nie tańczy. Szkoda. Na końcu zajęć Justyny udało mi się załapać jeszcze na płytkę z jej wspólnym projektem taneczno-filmowym pt. ‘Zamknij oczy’ wyreżyserowanym wraz z Pawłem Łukomskim. Powiem tylko tyle, że niezależnie ile rozgłosu uda się zebrać temu projektowi to i tak będzie za mało. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze napisać o tym szerzej bo naprawdę warto. Ci, którzy jeszcze nie widzieli powinni koniecznie obejrzeć go na youtube, bo znajduje się tam w całości (w dwóch częściach).
Tyle odnośnie edycji 2011. W moich odczuciach wypadła naprawdę nieźle, choć brak mi porównania do edycji zeszłorocznej. Czuję jednak, że za rok, znów zdecyduję się odwiedzić ten festiwal i tym razem osobiście doświadczyć czy ulega on zmianom i czy są to zmiany na lepsze.

PS:
Za zdjęcia wielkie dzięki przesyłam dla Marty Szreder z Gdańska, która uchwyciła na swoim aparacie wiele fajnych scen z tego wydarzenia:)





MTV - Gdańsk Dźwiga Muzę 2011

Newer Posts Older Posts