środa, 25 kwietnia 2012

Uwaga: Marquese "Nonstop" Scott jest w twojej lodówce!!!

Jaki jest przepis na skuteczny marketing wirusowy? Sprawdzić co jest w danym momencie na topie na Tubie albo na Fejsie i podpiąć tematycznie pod markę. Po taką receptę z sukcesem sięgnął Samsung wykorzystując umiejętności tuttingowe Jayfunka, który kilka miesięcy wcześniej zawładnął Youtubem. Pisałem już o tym wcześniej tutaj. Podobnie było z z marką płatków śniadaniowych Weetabix, które korzystając z umiejętności tanecznych dziewczynki o imieniu Arizona Snow stworzyły reklamę z dubstepowymi miśkami (tutaj). Było więc kwestią czasu kiedy to Marquese "Nonstop" Scott, który w ciągu siedmiu miesięcy zanotował ponad 40 milionów odwiedzin na YT zostanie zauważony przez większą markę, która połasi się na 40 milionów potencjalnych odbiorców brandu. Poniżej  oryginalny film umieszczony przez Nonstopa poruszającego się w dość nieszablonowy sposób do muzyki dubstep:


Pierwszą marką, (a przynajmniej pierwszą którą zauważyłem) wykorzystującą możliwości Marquese'a była od razu duża liga: Coca Cola. 


Dosłownie kilka dni później na portalu prezentującym najciekawsze kreacje reklamowe www.adforum.com w pierszej piątce pojawiła się reklama wykorzystująca kilku tancerzy w tym również  Marquese'a  Scotta. Produkt już nie tak lifestyle'owy jak zimna kolka, ale cóź, reklama dobra, a porządek w domu czasem trzeba zrobić...


Na tych dwóch reklamach myślałem, że zakończę posta, ale okazuje się, że tancerz Nonstop, chyba w najbliższych miesiącach będzie pojawiał się na ekranach komputerów i telewizorów faktycznie non stop, bo 12 kwietnia na kanale youtube LetYourBodyDrive pojawił się nowy film z Marquesem. Tym razem marka Peugeot postanowiła oprzeć całą kampanię marketingową na osobie tańczącego Marka, posuwając się dalej niż stworzenie kolejnego nagrania z atrakcyjnymi dla oka wygibasami. Peugeot zaproponował widzom wyzwanie Nonstopa do pojedynku i zaprezentowanie swoich tanecznych umiejętności w ramach konkursu. Nagroda? Wypad na Ibizę. Konkurs dopiero się rozpoczął więc myślę, że polscy tancerze mogą śmiało zrobić nalot na stronę  LetYourBodyDrive  i zgarnąć główną narodę:)

Wracając do tematu przewodniego, Marques podobnie jak wcześniej Jayfunk moim zdaniem idealnie wykorzystuje swoje pięć minut i wyciska z korporacyjnych sakiew tyle ile się da wykorzystując talent od Bozi i wypracowane w pocie czoła umiejętności. Pewnie spotka się on z objawami hejtowania, tych którzy zarzucą mu sprzedawanie się bla, bla, blaaaaa... Jak mówił kiedyś Liberace, a co podchwyciło również wielu artystów z nad Wisły którym zarzucano, że robią muzykę o niskiej wartości artystycznej: „Bardzo to przeżyłem. Płakałem całą drogę do banku" Myślę, że Marques będzie mógł niebawem powiedzieć to samo. Tylko po angielsku.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Podryw na parkiecie - czyli klubowe końskie zaloty

Kings Of Convenience - I'd Rather Dance With You

I'd rather dance with you than talk with you
so why don't we just walk in to the other room
there is space for us to shake, and hey i like this tune
even if i could hear what you said
i doubt my reply would be interesting for you to hear.
because i haven't read a single book all year, and the only film i saw - i didn't like it at all.
i'd rather dance than talk with you. the music's too loud
and the noise from the crowd increases the chance of misinterpretation.
so let your hips do the talking.
i'll make you laugh by acting like the guy who sings,
and you'll make me smile by really getting into the swing.


Strasznie ulubiłem sobie tekst tej piosenki. Do tego stopnia, że skłonił mnie do chwycenia za klawiaturę i napisanie nowego artykułu o tematyce około tanecznej. I’d rather dance… ile razy mieliście okazję powiedzieć coś takiego w różnych sytuacjach? Ja wiele. Bardzo wiele. Zamiast siedzieć na nudnym spotkaniu poszedłbym popląsać. Zamiast uczestniczyć w niekończącej się dyskusji, która dawno straciła już wątek przewodni, wolałbym pomachać nieco nogami i rękami. Zamiast dreptać krok po kroku na przystanek o wiele fajniej byłoby wykonać go taneczną przeplatanką. O ile nie jestem na tyle wyluzowany aby na przystanek zasuwać two-step’em albo jazzowymi slajdami, o tyle kiedy jestem w klubie i moje stopy poczują parkiet, a uszy wchłoną już pierwsze nuty dochodzące za DJki mam w nosie czy na parkiecie jest osób pięć czy pięćdziesiąt – idę w tany.




Tak bardzo jak w klubie lubię tańczyć, tak samo bardzo nie lubię gadać. Nie zrozumcie mnie źle, staram się nie sprawiać wrażenia antypatycznego gościa, który ze zblazowaną miną przemieszcza się bez celu w te i wewte. Po prostu mam strasznie słabe mniemanie na temat jakości dialogów, które prowadzone są w klubach. I nie jest to zarzut do innych ale również do siebie samego;) Wolę więc milczeć. Zawsze mam wrażenie, że aura, która idealnie sprzyja tańcu zupełnie nie sprzyja rozmowie. Jak tu cholera poprowadzić rozumną wymianę zdań kiedy musisz starać się dopasować timbre swojego głosu do fal dźwiękowych płynących z głośników tak aby w ogóle było cię słychać. Na dodatek, musisz też idealnie wymierzyć odległość twoich ust od ucha swojego rozmówcy (choć częściej rozmówczyni) tak aby słowa dotarły i zostały przetworzone na treść. Nie zaś, żeby dotarła fala uderzeniowa twojego głosu powodująca bolesne konsekwencje dla bębenków i przekreślenie szans na dalszą rozmowę. Zanim jeszcze wypowiesz słowo tyle przeszkód, tyle przeciwności tyle niedogodności. A kiedy już zdecydujesz się otworzyć usta

STOP

Zastanów się.

Czy na pewno chcesz TO powiedzieć?

No właśnie.

Decydując się na wejście do klubu decydujesz się na wejście do strefy, w której w rozmowie z osobnikiem płci przeciwnej wszystkie słowa zaczynają nabierać nowego znaczenia. Każde zdanie może mieć drugie albo trzecie dno. Czasem po wypiciu zbyt wielu drinków może mieć też wyłącznie dno. Niestety. To fakt udowodniony naukowo*. Mam wrażenie, że banały w stylu ‘czego się napijesz’ lub ‘jak się bawisz’ brzmią o niebo lepiej na świeżym powietrzu niż w zatłoczonym klubie. Dlatego też dobrowolnie rezygnuję z szansy na spotkanie miłości w klubie z nadzieją na zachowanie szacunku do samego siebie. Ale czy moje spostrzeżenia są uniwersalne, czy też może wyssane z palca i właśnie, że wcale tak nie jest? Poprosiłem ostatnio znajomą, która zajmuje się pstrykaniem fotek szalejącym klubowiczom o małe podsumowanie tekstów, których nasłuchała się w swojej karierze klubowego paparazzi i które najbardziej utkwiły jej w pamięci. Chciałem sprawdzić czy ona też ma podobną opinię na ten temat. I taka była jej odpowiedź:


Fakt, faceci zagadują i to bardzo często. Z każdą kolejką częściej i odważniej. Jeśli na dodatek podchodzę do nich z aparatem traktują to najwyraźniej jako zachętę i zagadują ile wlezie. Większość tekstów jest skierowana personalnie do mnie, czyli do ‘pani fotograf’.

No pewnie, zawsze lepiej mieć jakiś punkt zaczepienia.


Pierwsze z brzegu, które powtarza się co noc to ‘Pani na pewno nie ma zdjęcia! Ja chętnie je zrobię!’ i tu następuje zwykle nachalne wyrywanie aparatu. Nie ma nic bardziej denerwującego niż coś takiego! Aparat to nie zabawka, to narzędzie mojej pracy. Ostatnia rzecz, o której myślę to oddanie go w ręce jakiemuś nabuzowanemu kolesiowi, który sądzi, że jedyne o czym marzę to mieć z nim fotkę…

Okej, odnotowano. Nie proponować fotek. Nie wyrywać aparatów. Coś jeszcze?


…albo inny tekst który słyszałam już chyba miliard razy. ‘dlaczego się nie bawisz?!’

Logiczne, nie gibasz się na parkiecie, podczas gdy muzyka ucieka, zatem coś musi być nie tak. Hej, DLACZEGO SIĘ NIE BAWISZ!? Już wiem, na pewno dlatego, że czekasz na mnie aż przyjdę i zaopiekuję się tobą mała…


Czasem trafiają się też zupełnie abstrakcyjne propozycje ‘Zostaw aparat i choć potańczyć ze mną!’ Uchowaj Panie Boże! Czy on naprawdę sądzi, że odłożę aparat na bok i pójdę z nim tańczyć? Trochę zastanowienia panowie…

No dobrze już dobrze. Znaczy, że wspólne fotki odpadają, informacja na temat twojego samopoczucia imprezowego również nie trafiają na podatny grunt. Jakakolwiek propozycja wiążąca się z odłożeniem narzędzia pracy może skłonić cię do zaatakowania absztyfikanta lampą flaszową… odnotowano… czy coś jeszcze?


Lubicie też czasem posłodzić… słyszę więc hasła "Najładniejsza pani fotograf jaką widziałem!" Dzięki. I co dalej? "Może się czegoś napijesz?" Już z taka propozycją? Toś się kolego nie wysilił jednak…

Foto nie, taniec nie, komplement nie, drink nie. Halo! Jak to? To czy jest jakikolwiek temat, który skłoniłby cię do nawiązania dłuższej rozmowy z nieznajomym w klubie?


Hmmmm, no cóż, nie ukrywam, że swojego chłopaka z którym jestem już od kilku lat spotkałam właśnie w klubie.

Alleluja! Eureka! Banzaj! Czyli, że jednak się da?!?


Wiesz, Jeśli zainteresowany osobnik podchodzi do mnie w sposób osobowy, traktując mnie przede wszystkim jako pracującego w dzikim tłumie człowieka, a nie zagubionej owieczki, która tylko czeka aż ktoś ją zagadnie to istnieje nadzieja na nawiązanie ciekawego kontaktu. Nie ukrywam, że lubię gdy nieznajomy docenia trud jaki wkładam w pracę z pijanymi ludźmi, podkreślając, że widział i lubi przy tym moje efekty pracy :P Jeżeli jeszcze do tego jest amatorem fotografii to zdecydowanie dodatkowy plus, ponieważ wtedy pochwalić się mogę swoją „latami wypracowaną wiedzą…” ;)

No tak, pamiętam was papużki! Zamiennie wpatrujący się w siebie i swoje aparaty…


Tak naprawdę wystarczy jedynie okazać odrobinę zainteresowania samą osobą, zagadać w interesujący, nieprzewidywalny sposób, zaintrygować inteligencją a nie prymitywną zagrywką. Wbrew pozorom zwykłe „Cześć, jestem XYZ, myślę, że jeśli masz czas to moglibyśmy chwilę porozmawiać?..” jest o wiele bardziej zachęcające niż „Dlaczego się nie bawisz?!”. :)

Takie proste? A może jednak takie trudne?! Cóż, jeśli drodzy czytelnicy chodzicie do klubów potańczyć to chwała wam za to! Chodźcie, tańczcie i pokazujcie jak dobrze można się bawić kiedy z głośników dobiega muzyka. Jeśli z kolei do klubów chodzicie szukać miłości… cóż, jak widać też się da, choć recepta na to może być czasem bardziej skomplikowana i wymagająca niż niejedna pokrętna choreografia :)



* Okej, nie wiem czy został udowodniony naukowo, ale amerykańscy naukowcy na pewno nad tym pracowali, lub zajmą się wkrótce o czym poinformuje nas zapewne któryś z poczytnych magazynów dla mężczyzn w rubryce ‘Dziwny jest ten świat’.

piątek, 2 marca 2012

Tupac Shakur wkrótce na Broadwayu

Tupac powraca! Tym razem nie w postaci kolejnego albumu, których po śmierci rappera ukazało się już więcej niż za życia. Również nie w filmie dokumentalnym czy fabularnym. No więc jak? Panie i Panowie w 2012 Tupac pojawi się na BROADWAYu!!! Tak, tak, tym samym Broadwayu na którym wystawia się musicale Cats, Chicacgo, Lion King i dziesiątki innych klasyków. Tym razem w wersji śpiewano tańczonej zostanie zaprezentowane życie Tupaca Shakura, legendarnego rapera, zastrzelonego w 1996 roku, od którego rozpoczął się cały Westcoast Eastcoast thing i w zasadzie początki renesansu hiphopu na całym Świecie. Czy to wyjdzie? Zobaczymy, skoro udało się wystawić na Broadway Spider Mana, czemu nie miałoby się udać z Shakurem?

Reżyserem musicalu będzie Kenny Leona a produkcja zatytułowana będzie “Holla If You Hear Me.” Na razie wiadomo jedynie tyle, że musical nie będzie odtwarzał życia artysty, a raczej skupiał się na jego przesłaniu jego muzyki. Hmmmm... zastanawiam się czy chodzi o przesłanie kawałka "Hit'em up" czy może "2 of Amerikaz Most Wanted"?;)
Rozpoczęły się już castingi na których poszukuje się dwóch czarnoskórych raperów w wieku 18-35, i jednego białego aktora między 2- a 25 rokiem życia. Castingi rozpoczynają się w Nowym Jorku 10 marca. Więcej >>>


piątek, 10 lutego 2012

Mistrzowskie cięcie dźwięków - IDA World DJ Championships 2011

Na początek małe ogłoszenia parafialne. Poniższy ukazał się w lutowym wydaniu Trendy Magazynu, który właśnie ukazał się w Empiku w twoim mieście. W lutym Maciek Cielecki robi wiwisekcję twórczości choreograficznej  twórczości Vinha Nguyena, Justyna Lichacy kontynuuje historię swojej przygody z tańcem na Wyspach, z kolei Bizon - ojciec chrzestny Rytmów Ulicy opowiada co sądzi o turniejach tańca w Polandii. Sprawdź to ziom.

A teraz do rzeczy.

Intro

Mistrzowskie cięcie dźwięków ewidentnie ulubiło sobie nasz kraj, a jeszcze bardziej Stołeczne Miasto Królewskie, bo już nie pierwszy raz właśnie w Krakowie z początkiem grudnia odbyły się Mistrzostwa Świata DJów - IDA World DJ Championships 2011. O samej imprezie dowiedziałem się na dwa dni przed, bo zdecydowanie bardziej siedzę w ‘światku’ tanecznym niż muzycznym. Jednak po obejrzeniu materiału promo (o którym więcej na końcu) wiedziałem, że nie mogę przegapić tego wydarzenia, tym bardziej, że dzieje się na moim własnym podwórku - w mieście Kraka. Na szybkości sporządziłem więc mailo - smsa do naczelnego aby na ostatni dzwonek, załatwił mi akredytację na to wydarzenie. Pominę detal, jak bardzo Jacek lubi, kiedy przedstawiam mu takie niespodzianki za pięć dwunasta (tak, tak, wiem. Na przyszłoroczną edycję Gdańsk Dźwiga Muzę zgłaszam się zatem szefie już dziś!!!) i przejdę od razu do rzeczy.

Cięte dźwięki

Na początek wesprę się nieco Wikipedią żeby wprowadzić tych mniej wtajemniczonych w świat DJingu.
Didżej lub DJ, dyskdżokej (ang. Disc Jockey – Dee Jay) – osoba zajmująca się dobieraniem oraz odtwarzaniem i miksowaniem muzyki na żywo, w celu rozbawienia publiczności. DJ najczęściej stara się stworzyć płynność muzyczną w swoim występie, łącząc ze sobą różne utwory muzyczne, a nawet dodając efekty dźwiękowe, sample, utwory typu acapella. DJe turntabliści posługują sie także skreczem.

Najbardziej w tej definicji podoba mi się fragment o rozbawieniu publiczności. Ach, jakże zawsze rozbawiony jestem kiedy DJ rozkręca się za konsoletą;) Ale okej, bądź co bądź ta definicja jest w dużej mierze właściwa. Jeśli jednak z taką wiedzą i przekonaniem ktoś wybrałby się na imprezę z pod znaku IDA mógłby się grubo rozczarować, a jego spojrzenie na ‘stworzenie płynności muzycznej w celu rozbawienia publiczności’ nabrałoby zupełnie innego wymiaru.

Mistrzostwa IDA to impreza, na której DJe z całego świata mogą wykazać się swoim kunsztem. Prezentują więc nadludzkie wręcz umiejętnościami skreczu, miksowania i co równie ważne – umiejętności nawiązania kontaktu z publicznością podczas wykonywania arcytrudnych manewrów z wykorzystaniem dwóch płyt winylowych i miksera. Podkreślić trzeba, że na takiej imprezie nie usłyszy klubowych setów, czy znanych z clubbangerów. Podczas 2 minutowych showcase’ów, artyści mają na celu pokazać swoją sprawność manualną, niesamowity timing i precyzję ruchów rąk. Są to więc sety w pigułce, w dawce skondensowanej bardziej niż napoje energetyczne sprzedawane w tych śmisznych mikro pojemniczkach. Tricki wykorzystywane w klubach sporadycznie, aby uatrakcyjnić przejście z jednego kawałka w drugi, tu są z kolei głównym elementem pokazu. Choć kategorie zawodów podzielone są tradycyjnie na ‘technical’ i ‘show’ to dla na w pół laika takiego jak ja nie robi to zbyt dużej różnicy. Technical jest technical, a show jest technical również tylko trochę bardziej z show. Nie będę się tu silił na wystawianie profesjonalnej oceny poszczególnym DJom, bo po prostu się na tym nie znam. Kiedy siedzący obok koleś z Pomorza powiedział mi, że DJ S-Trix zaprezentował charakterystyczny niemiecki styl miksowania, nie pozostało mi nic innego jak pokiwać głową.

Loop Skywalker i Cross Vader

Mogę jednak wypowiedzieć się na temat samego show dawanego przez kolejnych artystów i umiejętności zaskarbienia sobie publiczności. Oglądając występy każdego z uczestników zacząłem w wyobraźni rysować ich sobie jako zawodników z jakiejś rąbanki rodem z Playstation 3 w stylu Tekkena czy Mortal Kombat (nic nie poradzę, MK9 kradnie mi wiele godzin życia od jakiegoś pół roku, stąd analogia). Każdy z nich bowiem miał inne skille. Pomijając już te techniczne, których ocenić nie jestem w stanie, każdy w inny sposób wyważał stosunek między koncentracją na gramofonach, a publiczności. Loop Skywalker choć pozytywny, wydawał mi się mocno pospinany, S-Trix (ten od niemieckiego stylu) wydawał mi się bardzo skupiony na sprzęcie i w niego wpatrujący się przez 90% seta. DJem, który wygrał sobie publiczność swoją nieprzeciętną sceniczną osobowością i pomysłem na set był DJ Cross z Belgii, który zgarnął tym samym główne trofeum w kategorii technical, co publiczność przyjęła z szalonym entuzjazmem. Jak później się okazało, Cross był faworytem publiczności już na starcie, bo rok wcześniej, wbrew oczekiwaniom wszystkich, nagrodę z przed nosa zgarnął mu Mandrayq z Włoch. W zeszłym roku Cross otrzymał więc powołaną naprędce nagrodę publiczności, a w 2011 przybył aby odebrać co mu się słusznie należało. W 2010 nie byłem świadkiem jego występu, ale to co przekonało mnie do niego w tym roku to jego niesłychany spokój, praktycznie nieustanny kontakt z publicznością i tak zwane amerykańskie ‘cockyness’ czyli w wolnym tłumaczeniu pozytywne cwaniactwo i wielka pewność siebie… albo po ludzku - Cross był kozakiem.



Granie na ekranie

Poza samymi mistrzostwami warto wspomnieć jeszcze o dwóch innych atrakcjach tego wieczoru. Pierwszą z nich był fenomenalny występ DJ-a Irie, który na żywo miksował obraz z dźwiękiem. Byłem już nieraz świadkiem takich wyczynów w krakowskim klubie Ministerstwo i jeśli będziecie mieli okazję wybrać się na imprezę, na której DJ miksuje video z muzyką koniecznie się na nią wybierzcie. DJ Irie zaprezentował kontynuację zeszłorocznego Miracle Motion Picture Show, które moim zdaniem zdaniem było jeszcze lepsze niż przyjęty z owacjami na stojąco występ zeszłoroczny (po który tradycyjnie odsyłam na youtube). Druga atrakcja to występ etno-elektro-ekipy o nazwie Gooral, która święci całkiem zasłużone tryumfy w polskich klubach, nie tylko na fali rosnącej popularności etno-folku, i nie tylko dzięki popularności przeraźliwie białych zębów ‘Tańczącego z Gwiazdami’ Staszka Karpiela-Bułecki, ale również za przyczyną tego, że robią całkiem porządną muzę.



Say what?

Największym dla mnie nieobecnym tej imprezy była ekipa Foreign Beggars… która tak naprawdę wcale nie miała na tegorocznych mistrzostwach IDA wystąpić. Wraz z kilkoma znajomymi zaznaliśmy masowej iluzji, w którą wkręciliśmy się samodzielnie wmawiając sobie, że wbrew wszelkiej logice i wszystkim informacjom podanym na plakatach i biletach Beggarsi jednak na imprezie wystąpią. Źródłem tej mistyfikacji było fenomenalne promo, którego obejrzenie gorąco polecam (a nawet nalegam) na kanale youtube krakowskiej Zooteki. Ten pięciominutowy klip, w którym pojawiają się właśnie Beggarsi (sic!), a także Fader Penetrators i mistrz świata federacji DMC - DJ Unkut to produkcja lepsza niż niejeden teledysk, lub filmowy trailer. Propsy za to.

Udział wzięli

Na koniec dwa słowa o organizatorach. Krakowska organizacja Zooteka, na czele której stoi Zulus, jest w moim mniemaniu hiphopowym (muzyka) odpowiednikiem hiphopowego (taniec) FNFu i Blazee’a (Błażeja Szychowskiego). O ile jednak o Błażeju i FNFach można dowiedzieć się z netu co nieco (nawet zanim stał się czasopismowo - plejadowym celebrytą), o tyle o Zulusie zbyt wiele nie przeczytasz. A szkoda, bo jest to człowiek, który zrobił bardzo wiele dla hiphopu w Polsce, i rozkręca koncerty i imprezy hiphopowe wraz ze swoją Zooteką już od ponad dekady. Ważne jednak, że przemysł hiphopowy wciąż się kręci, a imprezy typu IDA z roku na rok mają coraz większy rozmach i zyskują coraz większe zainteresowanie, cały czas ewoluując… podobnie jak ewoluuje muzyka gdzie hiphop coraz częściej zwalnia miejsce swojemu potomkowi z ADHD o imieniu – dubstep.

Jeśli chcecie zobaczyć więcej kozackich fotek z tej imprezy sprawdzcie fanpejdża IDA 2011 skąd zassałem większość fotek do tego artykułu, jak również galerię na stronie where2b.



Na sam koniec, końców wrzucam linkusa do tegoż zajebistego promomateriału, o którym mowa w ostatnim paragrafie. Amen.



czwartek, 5 stycznia 2012

Tylko Taniec - czyli nowy show Polsatu

Dokładnie rok temu w USA ruszył kolejny po So You Think You Can Dance i Americas Best Dance Crew program taneczny o nazwie Live to Dance, o którym pisałem już wcześniej tutaj. W rolę głównego jurora wcieliła się Paula Abdul znana dziś głównie dzięki programowi American Idol. Ufff... sporo tych programów, sporo licencji. A licencje mają to do siebie, że jeśli programy 'chwycą', a koncepcje się sprawdzą, to kwestią czasu jest przeniesienie ich do innych krajów, w tym również do naszej wciąż jeszcze chłonnej tańca Polandii.


Przypadkiem dowiedziałem się, że dosłownie na dniach ruszają castingi do pierwszej tanecznej produkcji Polsatu o nazwie Tylko Taniec, wyglądającej bliźniaczo podobnie do wspomnianego na początku Live to Dance. Jestem bardzo ciekaw czy program wypali bo jak na razie jest jedną wielką niewiadomą co do której chyba nawet Polsat nie jest przekonany. Kampania promująca ten show jest dość słaba bo żadne medium nie uderzyło mnie w oczy ani uszy informując o programie. Nie wiem jak program jest reklamowany w TV bo oglądam to pudło bardzo rzadko, ale pozostałe środki przekazu są moim zdaniem dość zaniedbane. Co do prowadzących - zagadka. W krótkim spocie reklamowym nic nie jest zdradzone. Amerykańska wersja bazowała na nazwisku Pauli Abdul, tu Polsat zdecydował się zbudować wydarzenie bez gwiazdora na starcie. Odważnie. Skoro to Polsat można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że będzie to Krzysiu Ibisz (nie ten od zupy, tylko ten drugi od fitness-sportu) i Kasia Cichopek.

Czym program ma różnić się od YCD? Przede wszystkim tym, że nie ma ograniczeń wiekowych, więc mogą w nim wystartować zarówno emeryci i renciści jak również przedszkolaki. Ponadto jurorzy nie będą patrzeć krzywym okiem na tańce inne niż lirycal jazz, afro jazz, brodway jazz, contempo jazzz, jem zupe jazz, emocje jazz i wszystkie inne wyciskające łzy i chwytające za jazz serce cudowne układy, w których ona kocha jego, a on kocha ją. W teorii będzie więc można zabłysnąć kujawiakiem i mazurem, będzie można pokazać tańce dworskie, taniec hajducki czy bergamoszka (nie mam pojęcia co to za tańce, ale lansuję się znajomością ich nazw, bo usłyszałem je w rozmowie z Romaną Agnel - dyrektorem artystycznym Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”).

Podsumowując jestem bardzo ciekawy dwóch rzeczy. Po pierwsze, czy Polsatowi uda się wyemitować ten program kiedykolwiek na antenie (biorąc pod uwagę tak słabe nagłośnienie castingów). Po drugie, czy do programu zgłoszą się tancerze innych zaniedbanych i zapomnianych w naszym kraju styli tanecznych. Czas pokaże.

Więcej na temat samego programu dowiecie się na jego oficjalnej stronie.



Terminy castingów:

7 stycznia
Kraków – Nowohuckie Centrum Kultury al. Jana Pawła II 232
Gdańsk – Polska Fabryka Tańca DANCE VISION TV INTERNATIONAL ul. Paderewskiego 9

8 stycznia
Łódź – Szkoła Tańca LILLA HOUSE ul. Wigury 21
Bydgoszcz – Opera Nova ul. Marszałka F. Focha 5

14 stycznia
Białystok – Hotel Gołębiewski ul. Pałacowa 7
Wrocław – Regionalne Centrum Turystyki Biznesowej ul. Wystawowa 1

15 stycznia
Warszawa – Akademia Tańca Sulewscy (Dom Słowa Polskiego) ul. Miedziana 11a
Poznań – Akademia Tańca i Fitnessu METRUM os. Władysława Łokietka 102

wtorek, 27 grudnia 2011

Just for Kicks - szczypta historii

Na zakończenie roku z kopniakiem polecam świetny film dokumentalny opowiadający historię sneakersów. Prawie półtorej godzinny film opowiadający historię kolorowych butów sportowych? Dziwne? Może trochę, ale ja łyknąłem go w całości jakieś dwa lata temu, a dziś wracam, do niego, żeby odświeżyć sobie historię, która nierozerwalnie związana jest przecież z historią hiphopu.
Jeśli chcecie dowiedzieć się,
...którym butom Run DMC dedykowało jeden ze swoich najbardziej znanych kawałków?
...które buty od 20 lat nieprzerwanie cieszą się największym powodzeniem w USA , pierwotnie będąc wizytówką trouble makerów z  ulic Nowego Jorku?
...które buty zostały wyklęte przez władze NBA, czym przewrotnie zyskały kosmiczną wręcz popularność wśród amerykanów?
Jeśli chcecie dowiedzieć się dziesiątek innych ciekawostek na temat ulubionych butów hiphopowców sprawdźcie koniecznie poniższy film.


poniedziałek, 19 grudnia 2011

Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD - wyniki konkursu

Dziś krótko i zwięźle:) W ogłoszonym przeze mnie tydzień temu konkursie zwycięzcą okazał się Wawrzek z Krakowa. Jego mail był krótki i zwięzły, ale wystarczył, aby przekonać mnie, że zasługuje na nagrodę:) Do Wawrzka płytka trafi pewnie jeszcze w tym tygodniu. Wszystkim startującym w konkursie dziękuję i polecam śledzić bloga dalej. Kto wie, może za jakiś czas pojawią się równie atrakcyjne kąski do zgarnięcia:)

Poniżej mail Wawrzka:
Wielokrotnie słyszałem jak wspaniałe są organizowane przez FNF obozy, na których można spotkać wybitnego choreografa, jakim jest Tony Czar. Osobiście nigdy nie miałem okazji pojawienia się na nich (z powodów finansowych). Dlatego skorzystanie z płyty Tony'ego jest dla mnie świetną okazją, by poznać jego styl, choreografie - a przede wszystkim - rozwinąć się!

Newer Posts Older Posts