poniedziałek, 17 stycznia 2011

Taye Diggs - czyli Teatr Tańca z Gwiazdami

Scott 'Taye' Diggs
Znany w naszym kraju z seriali Will & Grace czy Grey's Anatomy, oraz filmów Equilibrium lub Sekcja 8 aktor Scott 'Taye' Diggs, ma szanse zaskarbić sobie nowe rzesze fanek. Tym razem tych tańczących. Okazuje się, że Taye rozpoczynał swoją drogę do aktorstwa zaczynając właśnie od tańca, a i teraz będąc już umiarkowanie znanym celebrytą nie zapomniał o swojej pierwotnej pasji. Przeciwnie, Taye Diggs jest również współzałożycielem nowojorskiego teatru tańca \ dance company o nazwie dre.dance. Na oficjalnej stronie www.dredance.com zobaczycie między innymi ich repertuar, kilka zdjęć tancerzy oraz materiały video ze spektakli. Na moje oko, grupie bliżej do tańca współczesnego i teatralności, a nawet naszej rodzimej techniki tańca fizycznego niż popularnego obecnie w Stanach contemporary, tańczonego do słów i do konkretnych piosenek. Na stronie znajduje się także poniższa misja, która przyświeca nowojorskiemu teatrowi:


dre.dance is not a ballet company (but you will see pirouettes)
dre.dance is not an avante-garde company (but you will have a unique experience)
dre.dance is not about effects (but you will be affected)
dre.dance is immediate (but we pull from our collective history)
dre.dance is powerful (but we will let you decide)


Poniżej najnowszy spektakl dre.dance w choreografii drugiego z założycieli teatru - Andrew Palermo

czwartek, 13 stycznia 2011

Król Łabędzi o Czarnym Łabędziu

W oczekiwanu na polską premierę Czarnego Łabędzia dwie ciekawostki związane z tym wyjątkowym filmem. Mathew Bourne reżyser słynnej na całym świecie 'męskiej' adaptacji Jeziora Łabędziego w artykule dla magazynu the Times wyraża swoja opinię na temat filmu Black Swan, który w Wielkiej Brytanii miał już swoją premierę. Choreograf wypowiada się bardzo pozytywnie na temat tej hollywodzkiej produkcji porównując ją do klasycznego musicalu z lat 40tych the Red Shoes oraz równie leciwego the Turning Point z 1977 roku. Jeśli chcecie przeczytać artykuł w całości to reprint znajduje się poniżej, ostrzegam jednak, że Mathew odkrywa nieco zasłonę tajemnicy, zdradzając kilka szczegółów dotyczących głównej bohaterki filmu. Przepisałem z artykułu kilka zdań, które wydały mi się szczególnie interesujące:

'What i really like is the fact that Aronofsky did his homework so that the music in the film always matches the moment in the Swan Lake that a ballet lover would recognize. Everything relates to the right part of the story. There is a darkness and violence in Tchaikovsky's music that clearly excited Aronofsky; it excited me too when I made my Swan Lake.'

'Dancers' lives are quite masochistic (...) Masochism is built into the profession so this film does touch on something within the dance world that we are often affraid to admit.'


Poniżej trailery obydwu wspomnianych musicali z ubiegłego stulecia. Polecam szczególnie ten pierwszy. Niesłychane jak czas wpływa na postrzeganie różnych rzeczy. Dialogi z 1min 17sek kiedyś brzmiały zapewne przejmująco dziś w połączeniu z dramatyczną muzyką wywołują raczej poczciwe rozbawienie.

- Julian I love you...
- But you love THAT more [DUUUUUUUUUUUP!]







sobota, 8 stycznia 2011

Przepis na You Can Dance: Czyli jak zgarnać bilet

1. Bądź piękna

Telewizja kocha pięknych i młodych. Jeszcze bardziej piękne i młode kocha przewodniczący jury Agustin Egurrola, który przez ostatnich pięć edycji dał się poznać jako wyrafinowany amator kobiecych wdzięków, co jest mu systematycznie wypominane przez drugiego stałego jurora Michała Piróga. Oczy szefa komisji zaczynają błyszczeć natychmiast kiedy tylko długa i smukła noga wyłoni się z za kulis, a piękny, perlisty uśmiech zostanie skierowany w jego kierunku. Kandydatko, ładna buzia nie zagwarantuje Ci biletu do kolejnego etapu, ale na pewno ułatwi przebrnięcie przez precastingi, i wzmocni szanse na zdobycie głosów jury. W Krakowie zachwyt nad urodą poszczególnych uczestniczek okazywany był nie raz i nie dwa. Tak więc idąc na casting pomóż nieco matce naturze. Wyśpij się, wypocznij, odpicuj i zrób wszystko, żeby męska część komisji dała Ci 'plus 500 do respektu za sam wygląd' (hasło zasłyszane u innego obserwatora z widowni, który siedział przede mną i wyraźnie podzielał opinię na temat plebiscytu Viva You Can Dance najpiękniejszych. Pożyczam, bo wyjątkowo przypadło mi do gustu).


2. Miej 'coś'

Nawet nie 'to coś'. Po prostu coś. Jakiś punkt zaczepienia. 'Coś' o co komisja mogłaby się zapytać, na czym mogłaby się oprzeć, co mogłoby być w jakiś sposób intrygujące, wzruszające, zaskakujące bądź kontrowersyjne. Z wszystkich osób, które tańczyły przed komisją w Krakowie, praktycznie każda miała ze sobą jakąś historię. Żeby nie zdradzać sekretów produkcji powiem tylko, że przerabiane były problemy z wygórowanymi oczekiwaniami rodziców, akceptacją samej siebie i akceptacją otoczenia. Była konfrontacja dwóch zbuntowanych uczestników eliminacji, pośród których jeden rzucał piorunami z oczu w Michała Piróga, a inny, jeszcze bardziej zbuntowany, na głównego oponenta obrał sobie Agustina Egurollę. Były też siostrobójczy pojedynek taneczny  z finałem w dogrywce... Chleba i igrzysk Cezarze! Chleba i igrzysk!!!

3. Walcz o swoje

Na castingu w Krakowie byłem świadkiem przynajmniej dwóch sytuacji, w których kandydatki nie tyle samym tańcem, co późniejszą rozmową przekonały jury, o tym, że powinny dostać bilet lub dogrywkę czy też nie. W pierwszym wypadku dziewczyna wykonała naprawdę niezły występ, ale po wysłuchaniu nie do końca przekonanych jurorów ładnie się pożegnała i w te pędy czmychnęła ze sceny. Druga z kolei tak długo tłumaczyła, argumentowała i przekonywała komisję, że w końcu przewodniczący złamał się i wręczył jej upragniony bilet. W tym momencie jest to już oczywiście gdybanie i wróżenie z fusów, ale i tak mam silne przeczucie, że jeśli ta pierwsza powiedziałaby 'Panie Agustinie ...a może dogrywka z jazzu? Pokażę na co mnie stać!' dostałaby swoją drugą szansę.

4. Miej za sobą publiczność

Publiczność to bez dwóch zdań czwarty juror tego programu. Może nie o najmocniejszym głosie, ale na pewno o najsilniejszym gardle. Nie jeden dyktator ugiął się już pod wpływem rozbuchanego tłumu, ugiął się też zapewne nie jeden juror. Idąc na casting do You Can Dance upewnij się, że bierzesz ze sobą chłopaka, dziewczynę, kuzyna, kolegę z ławki lub panią z warzywniaka, którzy to z kolei wezmą swoich znajomych i zwartą grupą będą skandować twoje imię i klaskać jak szaleni zaraz po twoim wejściu na scenie i po twoim występie. Nawet jeśli ich krzyki nie zahipnotyzują jurorów, to przynajmniej każą im się zastanowić, że skoro widownia na żywo tak szaleje na twój widok, to może również telewidzowie także Cię polubią i z równym entuzjazmem będą później wysyłać na Ciebie smsy.

5. Pokaż, że ci zależy

Idąc na casting idź zdeterminowany i przekonany. Jak udowodnisz innym, że się nadajesz skoro sam nie jesteś o tym przekonany? Nawet jeśli, zdecydowałeś się wziąć udział będąc już na miejscu, a piosenkę do występu nagrywałeś trzymając laptopa na kolanie, 5 minut przed wejściem na salę przesłuchań to broń Boże nie mów tego komisji! Oni muszą być pewni tego, że niesłychanie Ci zależy i że pokonasz wszystkich konkurentów. Teoria 'miej wyjebane, a będzie Ci dane' ma zastosowanie w innych miejscach i sytuacjach. Idąc na casting postaraj się zastosować jakąś inną bardziej tradycyjną prawdę, życiową np. tą o pracy i kołaczach, albo o tym, że jak sobie pościelisz tak się wyśpisz*


6. Przygotuj się

Nie jestem, aż takim cynikiem, żeby twierdzić, że wyżej wymienione tricki zapewnią Ci sukces w YCD. Oczywiście, że musisz dobrze tańczyć. Oczywiście, że musisz przynajmniej liznąć innych stylów, żeby później odnaleźć się zarówno w salsie, hiphopie jak i modern jazzie. Idąc na casting musisz być jednak przekonany, że wiesz po co tam idziesz i jakie atuty chcesz wykorzystać, aby zdobyć bilet. Wygląd? Historia? Temperament? Charyzma? Musisz posiadać te atrybuty, które dopiero w połączeniu z tańcem i odpowiednią dawką szczęścia dadzą Ci przepustkę do kolejnego etapu rywalizacji o Fejm, Broadway i PLNy.

Zdjęcia autorstwa Macieja Drewniaka pochodzą z portalu http://www.mmkrakow.pl.



*również ta teoria w niektórych okolicznościach, życiowych zawodzi;)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Bye Bye FNF Summer Dance Intensive... ?

 FNF SDI 2010
SDI 2011 ...???
Wolałbym rozpocząć rok od bardziej optymistycznego posta, ale co zrobić. Wszystko wskazuje na to, że najbardziej znane i popularne warsztaty taneczne FNF Summer Dance Intensive stoją pod znakiem zapytania, a wraz z nimi inne warsztaty organizowane przez FNF. Na oficjalnej stronie FNFów niedawno pojawiła się niepokojąca informacja:

Uprzejmie informujemy ze w związku z wprowadzeniem nowych przepisów podatkowych na rok 2011 i narzuceniem na wszelkie warsztaty taneczne podatku vat 23%, warsztaty FNF (SDI i Tricky L.A) w roku 2011 pozostaja pod znakiem zapytania. Oświadczamy tez ze Winter Dance Intensive 2011 będą ostatnimi miedzynarodowymi warsztatami tanecznymi organizowanymi przez firme Fresh N Funky Błażej Szychowski.

Bardzo możliwe, że w ślad za nimi wkrótce pójdą również Fair Play'e, Street Dance Academy z Wrocławia i inne szkoły i kluby taneczne organizujące warsztaty z zagranicznymi choreografami. Ale dlaczego tak jest i o co dokładnie chodzi? Otóż niestety z Nowym Rokiem i z nowymi planami budżetowymi, Sejm wprowadził nowe stawki vat na produkty i usługi. W przypadku imprez takich jak warsztaty taneczne cena w 2011 powiększona zostaje o 23 procentowy podatek. Te 23% dopłacić musi organizator z własnej kieszeni, a co za tym idzie, finalnie uczestnik warsztatów, płacąc za kurs 23% więcej. Tancerze w naszym kraju to najczęściej młodzi 'konsumenci', a ich wypłacalność opiera się w dużej mierze na dobrej woli rodziców. Więc jeśli Ci usłyszą, że i tak niemałe już koszty przeznaczone na pasję wrasta o kolejne setki PLNów, ich reakcja będzie łatwa do przewidzenia. Cóż, znak zapytania na plakacie reklamującym poprzednią edycję Summera nabiera dziś zupełnie innego znaczenia... Pozostaje mieć nadzieję, że założyciel FNFów Blazee i inni organizatorzy warsztatów tanecznych, w myśl hasła 'Polak potrafi' wpadną na jakiś pomysł, dzięki któremu dalej będziemy mogli korzystać z nauczania tancerzy z Los Angeles bez większego uszczerbku na domowych finansach...

... okej, okej, jak zwykle mam swoją 'dobrą radę' na każdą sytuację i jak zwykle nie zawaham się jej przedstawić;) Z nowych ustaleń wynika, że są jednak szkolenia, których 23% vat nie dotknie. W przypadku wszelkich kursów językowych wszystko zostaje po staremu.

Może więc zamiast Dance Intensive, zorganizować szkolenie FNF Summer English Intensive?:)

- Dear Mr Tony Czar, teach us how to dance!
- Alright guys, but first let's practice some English! How about somebody tell me how do we spell the word 'c-h-o-r-e-o-g-r-a-p-h-y'?

Mr Clever

Tak czy siak musi znaleźć się jakieś rozwiązanie tego problemu, bo jestem pewien, że setki miłośników tańca nie wyobrażają już sobie lata bez 'Summera' i na wiadomość o pożegnaniu na dobre Tonego Czara, Erici Sobol czy Lee Daniela, zareagują protestem, lamentem i strajkiem okupacyjnym bądź głodowym. 

środa, 29 grudnia 2010

Place for Dance - w Nowy Rok z walczykiem

Place for Dance
W tym tygodniu w kioskach pojawił się kolejny, styczniowo-lutowy numer magazynu Place for Dance. Tym razem temat główny numeru to Walc oraz taniec klasyczny - Balet. Z tematem numeru wiąże się już tradycyjnie sesja zdjęciowa oraz okładka wydania dotycząca danego tańca. Z tych dwóch tańców wybór padł na walc. Osobiście wiele bardziej wolałbym balet bo sesja z zdjęciowa z tancerzami Polskiego Baletu Narodowego mogłaby być naprawdę niesamowita. Tymczasem z okładki spogląda na mnie Gąs, który na zdjęciach przybiera miny lubieżnego Mefistofelesa. No ale cóż - walc bardziej pasuje na okładkę w okresie sylwestrowych uroczystości i karnawałowych balów, a prowadzący Tańca z Gwiazdami prędzej rzuci się w oko przeciętnemu czytelnikowi niż nieznani szerszej widowni tancerze baletowi. Sama koncepcja z okładkami tematycznym to jednak strzał w dziesiątkę i jak do tej pory najbardziej przypadła mi do gustu ta z  numeru drugiego - jazzowa.


Co ponadto w numerze... dancehall, taniec współczesny, taniec irlandzki, Isadora Duncan (yay! bohaterka mojego poprzedniego wpisu), Martha Graham i spora dawka historii i ciekawostek na temat tańca. Artykuł o dancehallu pierwsza klasa. Rzetelny i ciekawy. Czytając go zastanawiałem się czy autorka wspomni o ragga jam czy pominie ten temat, ale ku mej radości na samym końcu artykułu pojawiła się ta wisienka na torcie. W stałych rubrykach Michał Piróg załamuje ręce nad rodzimymi ekspertami od tańca z pilotami w ręku, Filip Łobodziński rozwodzi się nad znaczeniem słowa 'bal', a Michał Malitkowski relacjonuje kolejny międzynarodowy turniej - tym razem w Royal Albert Hall w Londynie. A za dwa miesiące Czarna Mamba, rock'n'roll i Samba de Janeiro...

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Isadora Duncan - Buntowniczka, ekscentryczka, kobieta wyzwolona...

Isadora Duncan - the movie
Dziś prawdziwa perełka, którą przy okazji innych poszukiwań udało mi się wykopać z samego dna Youtube'a. Perełka wielka, acz naprawdę interesująca jedynie dla garstki osób zainteresowanych tańcem współczesnym, a dokładnie samymi jego korzeniami. Znalazłem film z 1968 roku będący biografią Isadory Duncan - protoplastki tańca modern. Isadora Duncan, o której mowa, była postacią szalenie barwną, a jej życie obfitowało w liczne kontrowersje i skandale towarzyskie. Więcej o jej życiu przeczytać możecie na Wikipedii, na blogu skupię się jednak na jej wkładzie w historię tańca.

Isadora Duncan – tancerka amerykańska ur. 26 maja 1877 w San Francisco, zm. 14 września 1927 w Nicei. Nie studiowała tańca w sposób systematyczny, lecz stworzyła oryginalny, niepowtarzalny styl oparty na własnej filozofii. Widziała w tańcu wyraz wolnej myśli i radykalnie sprzeciwiała się ograniczeniom, jakie narzucał taniec klasyczny. Wywarła ogromny wpływ zarówno na całokształt przyszłej sztuki scenicznej, jak i na wygląd następnych pokoleń tancerzy. Odrzuciła klasyczną białą paczkę (tutu), zrzuciła baletki, tańczyła przyodziana w grecką tunikę, boso i z rozpuszczonymi włosami, co było szokującą innowacją dla ówczesnej publiczności. Jako pierwsza pokazała się na scenie ubrana tylko w obcisły trykot.


Film jest bardzo długi, podzielony aż na 16cie części. Wklejam więc poniżej jedynie link do pierwszej części; kolejne pojawiają się z boku w sugerowanych linkach. Film znajduje się na kanale bloggera o nicku alexinmovieland, który na swoim koncie umieszcza różne prastare filmy ze złotej ery Hollywood. Na wszelki wypadek skopiowałem jednak Isadorę również na swoje konto. Gdyby okazało się, że film jakimś cudem zniknie jednak wkrótce z sieci, będzie dostępny u mnie w opcji niepublicznej - dla potomnych;) i posiadaczy linka.

A teraz zapraszam już do kina...




I jeszcze na koniec kilka ciekawszych cytatów Isadory Duncan:

Wiele okazji do śmiechu traci ten, kto nie potrafi śmiać się z samego siebie.

Gdy żegnamy się z ukochanym, chociaż nęka nas straszny żal, doznajemy zarazem dziwnego uczucia ulgi, wyzwolenia

Nadzieja jest rośliną trudną do wyplenienia. Można nie wiem ile odrąbać gałęzi i zniszczyć, a zawsze będzie wypuszczać nowe pędy.

Nie ma na świecie tak zwanego szczęścia, bywają tylko szczęśliwe chwile.

Najpiękniejszym dziedzictwem, jakie można dać dziecku, jest zezwolić mu, by szło własna drogą, wyłącznie o własnych siłach.

U kołyski teatru stał taniec i pierwszym aktorem był tancerz.


czwartek, 23 grudnia 2010

Choinki, karpia i tańczącego Mikołaja...

Neil Cameron
Święta, święta... i od tańca chcąc, nie chcąc kilka dni przerwy. Pora zamienić parkiet na wigilijny stół, a choreografie na radosne kolędowanie ;) Wszystkim odwiedzającym bloga Sneakers & Pointes życzę Wesołych Świąt i roztańczonego Nowego Roku! Znając życie przed Nowym Rokiem jeszcze coś napiszę, ale już teraz życzę wszystkiego najlepszego:) Zamiast świątecznych kartek posyłam wam świąteczno-zimowe choreografie, które wpisały się wysoko na liście moich 'Ulubionych'. Większość z was pewnie je już widziała - szczególnie drugi, robiący ostatnio furrorę na YT, ale i tak myślę, że warte są przypomnienia i zobaczenia raz jeszcze. I tak:



Numer 1

Pierwsze nagranie to filmik z zeszłego roku. Sentymentalny Ian Eastwood wraz ze swym dziewczęciem swoją muzykalną i szczegółową choreografią sprawia, że śnieg rozpływa się pod nogami, a polskie fanki Iana rozmarzone rozpływają się wraz z nim.



Numer 2

Druga choreografia, to mój osobisty number one tego sezonu. Zresztą wydaję mi się, że nie tylko mój bo większość moich tańczących znajomych umieściła już link do tej choreografii na swoich Facebookowych profilach:) Tak, tak, mowa oczywiście o trzech zupełnie nieskandynawskich Norwegach o imionach Nasir, Bilal i Suleman, tworzących grupę Quick. Nazwa bardzo adekwatna bo ich szybkość i precyzja w każdej  choreografii zawsze przyprawia mnie o opad szczęki. W świątecznej choreografii zwolnili nieco tempo, jednak ich charakterystyczny rodzaj ruchu i zegarmistrzowska precyzja pozostała bez zmian. Zapraszam do obejrzenia Quick- Christmas Concept



Numer 3

Ostatni klip jest już leciwy i musiałem się trochę naszukać zanim udało mi się go odkopać w w przepastnych zasobach internetu. Na YT go już najwyraźniej nie ma, ale udało mi się zlokalizować go na szczęście w innym serwisie. Klip jest z totalnie innej bajki niż dwa pierwsze filmiki, ale zdecydowanie jest w klimacie świątecznym i zdecydowanie jest taneczny. Panie i Panowie: Salvation Army Santa vs Cup'o'Soup :)))


Justin Timberlake - Cup O Soup
Załadowane przez: tony0413. - Odkryj inne klipy wideo.

Newer Posts Older Posts