poniedziałek, 25 lutego 2013
Harlem Shake - czym to się je?
środa, 12 grudnia 2012
Taneczne podsumowanie roku 2012
Taneczne podsumowanie roku
..a dokładnie rzecz biorąc podsumowanie tanecznych nagrywek w mym personalnym, subiektywnym i wybiórczym rankingu! Tak, tak. Taneczny Ranking 2012! Nie ma on na celu pokazanie kto w mojej opinii był mega i powinien dostać tysiąć pińcset dwa dziewińcset lajków, a raczej przypomnieć wam ile ciekawego działo się w tym roku w tanecznym światku. Jeśli widzieliście te nagrywki, możecie się delektować nimi ponownie, jeśli przeoczyliście, to dobrze że trafiliście na mojego bloga, bo możecie zobaczyć wszystko co dobre w jednym miejscu i w jednym poście. Jak wspomniałem na początku ranking jest MOCNO subiektywny. Ponieważ moja główna zajawka wiąże się z 'New Age', 'LA Style' czy z 'jak-zwał-tak-zwał inspirowanym hiphopem tańcem choreograficznym który przywędrował z zza oceanu i przyjął się na Starym Kontynencie' siłą rzeczy ranking ubogi jest o nagrania związane z tańcem współczesnym jazzowym, czy też pole dance;) Aha, jeszcze ostatnie zdanie i obiecuję że kończę gadać. Nie ukrywam, że kategorie w rankingu naciągnąłem nieco do nagrywek, które po prostu rozłożyły mnie na łopatki. Jeśli więc w przyszłym roku taki ranking się powtórzy bardzo możliwe, że kategorie będą zupełnie inne :)Most Inspiring New Artist
Z tym video miałem duże problemy. Bo o ile pierwsza połowa jest wręcz słaba - byłaby o wiele lepsza, gdyby trwała 20 sekund a nie 2 minuty 30 sekund (sic!) o tyle druga część jest niesamowita, i tak jak wspomniałem - inspirująca. Po tym nagraniu przynajmniej dwie inne znane tancerki wrzuciły na swoje YT kanały podobne nagrania, co było mimo wszystko trochę zastanawiające. I choćby to czyni Parris Goebel moim zdaniem najciekawszym odkryciem tego roku. Aha, warto wspomnieć, że nagranie to nie zostało w żaden sposób przyspieszone. Tancerki poruszają się 'na żywo'dokładnie w takim tempie w jakim widizie je na video.
Best Unknown Artist (and his crew)
Willdabeast czyli tancerz i choreograf na którego trafiłem zupełnie przypadkiem, o którym - jestem pewien - w Polandii mało kto słyszał. Może jego czas nadejdzie bo jest ciekawy. Pojawia się w tym rankingu w jeszcze jednej kategorii.Best Rookie
Chciałem napisać best new artist, ale jeszcze za wcześnie na takie miano:) Jednak Kazik to zdecydowanie najciekawszy moim zdaniem 'debiut' tego roku. I to od razu z kopyta bo nowe nagrywki powstają praktycznie co miesiąc. Szczególne propsy za Linkin Park Bleed it Out i 3OH!3 I Can't Do It Alone.Best Showcase
Najlepszy showcase, czyli podsumowanie objazdowych warsztatów po Polsce realizowanych przez Simbę i Anitkę z FP2.2Hot4 Youtube Video
Choreografia Radzi z FP2 wraz z dziewczynami z tej samej grupy. Jednym słowem: ogień! Nie zdziwiłbym się jeśli youtube pewnego pięknego dnia zdjął to video z netu za R-rated content :)Most Interesting (Non)Dance Event
Pokaz mody Fashionable East przygotowany przez Fair Play Crew. jeśli o mnie chodzi to to może być benchmark jak przygotowywać ciekawe i nieszablonowe pokazy mody. Drugi najciekawszy pokaz modowy łączący się z tańcem to oczywiście Kazaky Boys ze wschodu, ale raz, że tamten pokaz był w 2011 a dwa - czuł bym się niekomfortowo wrzucając link z chłopami na obcasach i w leginsach.Best (Whole) Song Video
Naciągana kategoria wiem :) ale musiałem ten klip umieścić. Na początku chciałem to nazwać ;Best girls-only video' ale później zauważyłem, że przecież pojawia się tam też Lee Daniel i Leeroy, a później jeszcze kilku chłopów. Nazwałem więc kategorię whole song, bo Candace Brown przygotowała ten projekt do calutkiej piosenki Biranny Perry pt. Marylin Monroe.Most Entertaining Choreo
Czyli video, którego nie oglądałem z zachwytem, ale raczej z uśmiechem, które dostarczyło mi rozrywki ze względu na swój śmieszny i pozytywny klimat. Ponownie Willdabeast tym razem wraz z Kenyą Clay.Hottest Video
To video jest gorące ale w zupełnie inny sposób niż można się tego domyślać. Parris Goebel rozpala zmysły swoim wolnym tempem, niespodziewanymi zmianami, kolorystyką no i przede wszystkim mimiką tancerek :)Best Dance Initiative
Zdecydowanie najlepszy w tym roku pomysł i jedna z najlepszych inicjatyw tanecznych w historii zaproponowana przez FNF. New Generation czyli projekt taneczny łączący tancerzy z różnych stron Polski, którzy zebrali się razem w Stolicy aby nagrać to oto wideo. Wow!Best House Choreo / Best Footwork Choreo
Specjalnie podkreślam w tej kategorii słowo choreo. Wiem, że królami footworków są tancerze house tańczący freestyle, ale ta choreografia do mnie trafiła od pierwszego wejrzenia. Plus propsy dla Lyle'a Beniga za wykorzystanie właśnie footworku i house w swojje choreografii. Rok 2012 upłynął pod znakiem Swagu. Tym fajniej, że Lyle pokazuje 'coś innego', nie mainstreamowego.Best Nonlinear Choreo
Czyli video z nieliniowym scenariuszem. Fajne jest to, że oglądając klip taneczny można oglądać go znowu i znowu i co chwila odnajdować nowe smaczki. Najlepszym przykładem jest to właśnie video Lando Willkinsa, w którym nic nie dzieje się przypadkiem. No dobra, ten samochód co przejeżdża po lewej jest raczey przypadkiem ;) reszta jest już zaplanowana.Best Edited Video
Najlepszy montaż. Taneczne video, które spokojnie mogłoby robić za teledysk. A nawet dobitniej - widziałem w tym roku wiele teledysków, które nie umywały się do produkcji Agnieszki Ucińskiej, Artura Frontczaka (który z kolei stworzył również choreografię i zatańczył w tym video) oraz Janka Gazickiego.Best SWAG Video
No tak. W tym roku wszystko było albo Swag albo Fuck Swag. W zależności czy jesteś non-konformistą czy NON-non-konformistą ;) Najbardziej swagowy videoclip to moim zdaniem Andye J. i jej choreografia do klasycznego kawałka Jaya-Z - U Don't Know.Most Disturbing Video
Niepokojące video. Kurcze Ellen Kim... wow. Skąd ona się wzięła. Tak miesza, tak wymyśla, tak zmienia. Druga Parris Goebel. To video szczególnie mi się podoba bo zupełnie nie spodziewałem się tego po artystce, która raczej kojarzy mi się z new age i hiphopikiem niż czymś tak... dziwnym. Okej, ruchy wciąż są new age'owe, ale ekspresja i klimat wywołują ciarki.Most Amazing Choreo
Najbardziej spektakularne i jak podejrzewam piekielnie trudne choreo autorstwa Bzygi FPC, który wykonuje je wraz z Kamą i Dangolem z FP2. Cała masa smaczków w choreografii.Most Sensual Video
2Hot4TV Video, Hottest video, Most Sensual video... no dobra, widać, że ten ranking przygotowywany jest przez chłopa:) nic nie poradzę. Tak jak wspomniałem ranking jest subiektywny i te nagrywki najbardziej mnie poruszyły w tym roku, a to na którą część mojego psychę oddziaływały to już inna sprawa. Obejrzyjcie Ellen Kim, Koharu Sugawarę i Ami Saitohi w tym video i zdecydujcie sami czy się ze mną zgadzacie czy nie :)...a ja idę na szluga.
sobota, 11 sierpnia 2012
Rocking z Willie Marine Boy Estrada, czyli skąd wziął się Bboying...
Moje powyższe dylematy zgrały się w czasie z dwoma ciekawymi wydarzeniami mającymi związek ze światkiem uliczno tanecznym. Pierwsza to festiwal Gdańsk Dźwiga Muzę 2012, który miał miejsce 10 i 11 sierpnia. To jeden z bardziej truescoolowych wydarzeń w Polsce związanych z hiphopem i tańcem ulicznym. Na tym festiwalu rok wcześniej miałem okazję wysłuchać wykładu Mr. Wigglesa dotyczącego początków tańca streetdance, w latach 70 ubiegłego wieku. Wykład ten był jednym z ważniejszych doświadczeń związanych z tańcem jakie miałem okazję przeżyć, dlatego często wracam do niego, żeby odświeżyć swoją wiedzę w tym temacie. Wkład trwał ponad 1-5h ale udało mi się zarejestrować jego ważniejsze części. Ludzi, który chcieliby dowiedzieć się więcej na temat tańca hiphop odsyłam do nagrań, które umieściłem na moim kanale YT:
Drugi ważny fakt, który miał ostatnio miejsce to wzmożona aktywność na kanale YT człowieka o imieniu Willie Marine Boy Estrada, urodzonego w 1956 roku w południowym Bronxie jednego z ojców rockingu, stylu tańca, z którego wywodzi się Bboying. Po obejrzeniu jednego z najnowszych nagrań Marine Boya, utwierdziłem się w przekonaniu, że trudno jest mówić o „początkach” tańca ulicznego ponieważ praktycznie każdy tancerz, którego dziś uznamy za prekursora gatunku (więc również Willie) uczył się od kogoś kto był przed nim. Można więc posilić się o stwierdzenie, że bboying narodził się w Bronxie w latach siedemdziesiątych, a popping w Kaliforni w tym samym czasie, ale taniec uliczny był obecny w Stanach praktycznie od początku istnienia większych aglomeracji miejsckich, w których mniejszości latynoskie i afrykańskie mieszały swoje tradycje taneczne z tańcami innych kultur.
Wszystkim, którzy chcą dowiedzieć się więcej na temat tańca ulicznego polecam przede wszystkim strony takie jak www.break.pl, a jeśli wciąż będziecie czuć niedosyt – zacznijcie drążyć dalej. Internet pełen jest informacji na ten temat, w postaci dość fragmentarycznej, ale coraz częściej pojawiają się osoby, które starają się zebrać poszczególne porcje historii 'do kupy' - Willie Estrada, sam zapowiedział że piszę książkę o historii rockingu.
Na koniec - link do filmiku, w którym zobaczycie pojedynki rockingu, odbywające się regularnie w Bronxie. Na pierwszy rzut oka może wyglądać to nieco komicznie. Dwóch dorosłych facetów stoi naprzeciwko siebie gibająć w rytm muzyki i od czasu do czasu udaje, że dźga się nożem lub strzela z pistoletu. Trudno uwierzyć, że rocking w formie pierwotnej wykonywany był właśnie przez latynoskie gangi z południowego Bronxu. Potyczki te traktowane były niesamowicie poważne, a konsekwencją zbyt agresywnych pojedynków było nie raz sięgnięcie po prawdziwą broń i zranienie przeciwnika. W jednej z zatarczek stracił życie jeden z najlepszych tancerzy wczesnych lat siedemdziesiątych o imieniu Rubberband. Pierwszego października 1974 roku zginął od ran zadanych nożem przez czternastolatka w parku.I choćby ze względu na to, postaram się wznieść na wyżyny mej kreatywności i stworzyć nazwę zajęć, które będę mógł prowadzić z czystym sumieniem, a ludzie przychodząc do mnie na zajęcia nie będą musieli się zastanawiać co to do diabła jest za dens :)
PS:
Polecam zasubskrybowanie kanału Williego Estrady http://www.youtube.com/user/wilestrada424 kilka dni temu napisałem do niego, że polscy tancerze chętnie przyjmą go na warsztatach nad Wisłą więc może za jakiś czas ten weteran tańca ulicznego pojawi się na kolejnej edycji festiwalu GDM lub innej imprezie tańca ulicznego w Polsce.
środa, 25 kwietnia 2012
Uwaga: Marquese "Nonstop" Scott jest w twojej lodówce!!!
wtorek, 3 kwietnia 2012
Podryw na parkiecie - czyli klubowe końskie zaloty
I'd rather dance with you than talk with you
so why don't we just walk in to the other room
there is space for us to shake, and hey i like this tune
even if i could hear what you said
i doubt my reply would be interesting for you to hear.
because i haven't read a single book all year, and the only film i saw - i didn't like it at all.
i'd rather dance than talk with you. the music's too loud
and the noise from the crowd increases the chance of misinterpretation.
so let your hips do the talking.
i'll make you laugh by acting like the guy who sings,
and you'll make me smile by really getting into the swing.
Strasznie ulubiłem sobie tekst tej piosenki. Do tego stopnia, że skłonił mnie do chwycenia za klawiaturę i napisanie nowego artykułu o tematyce około tanecznej. I’d rather dance… ile razy mieliście okazję powiedzieć coś takiego w różnych sytuacjach? Ja wiele. Bardzo wiele. Zamiast siedzieć na nudnym spotkaniu poszedłbym popląsać. Zamiast uczestniczyć w niekończącej się dyskusji, która dawno straciła już wątek przewodni, wolałbym pomachać nieco nogami i rękami. Zamiast dreptać krok po kroku na przystanek o wiele fajniej byłoby wykonać go taneczną przeplatanką. O ile nie jestem na tyle wyluzowany aby na przystanek zasuwać two-step’em albo jazzowymi slajdami, o tyle kiedy jestem w klubie i moje stopy poczują parkiet, a uszy wchłoną już pierwsze nuty dochodzące za DJki mam w nosie czy na parkiecie jest osób pięć czy pięćdziesiąt – idę w tany.
Tak bardzo jak w klubie lubię tańczyć, tak samo bardzo nie lubię gadać. Nie zrozumcie mnie źle, staram się nie sprawiać wrażenia antypatycznego gościa, który ze zblazowaną miną przemieszcza się bez celu w te i wewte. Po prostu mam strasznie słabe mniemanie na temat jakości dialogów, które prowadzone są w klubach. I nie jest to zarzut do innych ale również do siebie samego;) Wolę więc milczeć. Zawsze mam wrażenie, że aura, która idealnie sprzyja tańcu zupełnie nie sprzyja rozmowie. Jak tu cholera poprowadzić rozumną wymianę zdań kiedy musisz starać się dopasować timbre swojego głosu do fal dźwiękowych płynących z głośników tak aby w ogóle było cię słychać. Na dodatek, musisz też idealnie wymierzyć odległość twoich ust od ucha swojego rozmówcy (choć częściej rozmówczyni) tak aby słowa dotarły i zostały przetworzone na treść. Nie zaś, żeby dotarła fala uderzeniowa twojego głosu powodująca bolesne konsekwencje dla bębenków i przekreślenie szans na dalszą rozmowę. Zanim jeszcze wypowiesz słowo tyle przeszkód, tyle przeciwności tyle niedogodności. A kiedy już zdecydujesz się otworzyć usta
STOP
Zastanów się.
Czy na pewno chcesz TO powiedzieć?
No właśnie.
Decydując się na wejście do klubu decydujesz się na wejście do strefy, w której w rozmowie z osobnikiem płci przeciwnej wszystkie słowa zaczynają nabierać nowego znaczenia. Każde zdanie może mieć drugie albo trzecie dno. Czasem po wypiciu zbyt wielu drinków może mieć też wyłącznie dno. Niestety. To fakt udowodniony naukowo*. Mam wrażenie, że banały w stylu ‘czego się napijesz’ lub ‘jak się bawisz’ brzmią o niebo lepiej na świeżym powietrzu niż w zatłoczonym klubie. Dlatego też dobrowolnie rezygnuję z szansy na spotkanie miłości w klubie z nadzieją na zachowanie szacunku do samego siebie. Ale czy moje spostrzeżenia są uniwersalne, czy też może wyssane z palca i właśnie, że wcale tak nie jest? Poprosiłem ostatnio znajomą, która zajmuje się pstrykaniem fotek szalejącym klubowiczom o małe podsumowanie tekstów, których nasłuchała się w swojej karierze klubowego paparazzi i które najbardziej utkwiły jej w pamięci. Chciałem sprawdzić czy ona też ma podobną opinię na ten temat. I taka była jej odpowiedź:
Fakt, faceci zagadują i to bardzo często. Z każdą kolejką częściej i odważniej. Jeśli na dodatek podchodzę do nich z aparatem traktują to najwyraźniej jako zachętę i zagadują ile wlezie. Większość tekstów jest skierowana personalnie do mnie, czyli do ‘pani fotograf’.
No pewnie, zawsze lepiej mieć jakiś punkt zaczepienia.
Pierwsze z brzegu, które powtarza się co noc to ‘Pani na pewno nie ma zdjęcia! Ja chętnie je zrobię!’ i tu następuje zwykle nachalne wyrywanie aparatu. Nie ma nic bardziej denerwującego niż coś takiego! Aparat to nie zabawka, to narzędzie mojej pracy. Ostatnia rzecz, o której myślę to oddanie go w ręce jakiemuś nabuzowanemu kolesiowi, który sądzi, że jedyne o czym marzę to mieć z nim fotkę…
Okej, odnotowano. Nie proponować fotek. Nie wyrywać aparatów. Coś jeszcze?
…albo inny tekst który słyszałam już chyba miliard razy. ‘dlaczego się nie bawisz?!’
Logiczne, nie gibasz się na parkiecie, podczas gdy muzyka ucieka, zatem coś musi być nie tak. Hej, DLACZEGO SIĘ NIE BAWISZ!? Już wiem, na pewno dlatego, że czekasz na mnie aż przyjdę i zaopiekuję się tobą mała…
Czasem trafiają się też zupełnie abstrakcyjne propozycje ‘Zostaw aparat i choć potańczyć ze mną!’ Uchowaj Panie Boże! Czy on naprawdę sądzi, że odłożę aparat na bok i pójdę z nim tańczyć? Trochę zastanowienia panowie…
No dobrze już dobrze. Znaczy, że wspólne fotki odpadają, informacja na temat twojego samopoczucia imprezowego również nie trafiają na podatny grunt. Jakakolwiek propozycja wiążąca się z odłożeniem narzędzia pracy może skłonić cię do zaatakowania absztyfikanta lampą flaszową… odnotowano… czy coś jeszcze?
Lubicie też czasem posłodzić… słyszę więc hasła "Najładniejsza pani fotograf jaką widziałem!" Dzięki. I co dalej? "Może się czegoś napijesz?" Już z taka propozycją? Toś się kolego nie wysilił jednak…
Foto nie, taniec nie, komplement nie, drink nie. Halo! Jak to? To czy jest jakikolwiek temat, który skłoniłby cię do nawiązania dłuższej rozmowy z nieznajomym w klubie?
Hmmmm, no cóż, nie ukrywam, że swojego chłopaka z którym jestem już od kilku lat spotkałam właśnie w klubie.
Alleluja! Eureka! Banzaj! Czyli, że jednak się da?!?
Wiesz, Jeśli zainteresowany osobnik podchodzi do mnie w sposób osobowy, traktując mnie przede wszystkim jako pracującego w dzikim tłumie człowieka, a nie zagubionej owieczki, która tylko czeka aż ktoś ją zagadnie to istnieje nadzieja na nawiązanie ciekawego kontaktu. Nie ukrywam, że lubię gdy nieznajomy docenia trud jaki wkładam w pracę z pijanymi ludźmi, podkreślając, że widział i lubi przy tym moje efekty pracy :P Jeżeli jeszcze do tego jest amatorem fotografii to zdecydowanie dodatkowy plus, ponieważ wtedy pochwalić się mogę swoją „latami wypracowaną wiedzą…” ;)
No tak, pamiętam was papużki! Zamiennie wpatrujący się w siebie i swoje aparaty…
Tak naprawdę wystarczy jedynie okazać odrobinę zainteresowania samą osobą, zagadać w interesujący, nieprzewidywalny sposób, zaintrygować inteligencją a nie prymitywną zagrywką. Wbrew pozorom zwykłe „Cześć, jestem XYZ, myślę, że jeśli masz czas to moglibyśmy chwilę porozmawiać?..” jest o wiele bardziej zachęcające niż „Dlaczego się nie bawisz?!”. :)
Takie proste? A może jednak takie trudne?! Cóż, jeśli drodzy czytelnicy chodzicie do klubów potańczyć to chwała wam za to! Chodźcie, tańczcie i pokazujcie jak dobrze można się bawić kiedy z głośników dobiega muzyka. Jeśli z kolei do klubów chodzicie szukać miłości… cóż, jak widać też się da, choć recepta na to może być czasem bardziej skomplikowana i wymagająca niż niejedna pokrętna choreografia :)

* Okej, nie wiem czy został udowodniony naukowo, ale amerykańscy naukowcy na pewno nad tym pracowali, lub zajmą się wkrótce o czym poinformuje nas zapewne któryś z poczytnych magazynów dla mężczyzn w rubryce ‘Dziwny jest ten świat’.
piątek, 2 marca 2012
Tupac Shakur wkrótce na Broadwayu
Reżyserem musicalu będzie Kenny Leona a produkcja zatytułowana będzie “Holla If You Hear Me.” Na razie wiadomo jedynie tyle, że musical nie będzie odtwarzał życia artysty, a raczej skupiał się na jego przesłaniu jego muzyki. Hmmmm... zastanawiam się czy chodzi o przesłanie kawałka "Hit'em up" czy może "2 of Amerikaz Most Wanted"?;)
Rozpoczęły się już castingi na których poszukuje się dwóch czarnoskórych raperów w wieku 18-35, i jednego białego aktora między 2- a 25 rokiem życia. Castingi rozpoczynają się w Nowym Jorku 10 marca. Więcej >>>
piątek, 10 lutego 2012
Mistrzowskie cięcie dźwięków - IDA World DJ Championships 2011
Na początek małe ogłoszenia parafialne. Poniższy ukazał się w lutowym wydaniu Trendy Magazynu, który właśnie ukazał się w Empiku w twoim mieście. W lutym Maciek Cielecki robi wiwisekcję twórczości choreograficznej twórczości Vinha Nguyena, Justyna Lichacy kontynuuje historię swojej przygody z tańcem na Wyspach, z kolei Bizon - ojciec chrzestny Rytmów Ulicy opowiada co sądzi o turniejach tańca w Polandii. Sprawdź to ziom. A teraz do rzeczy.
Intro
Mistrzowskie cięcie dźwięków ewidentnie ulubiło sobie nasz kraj, a jeszcze bardziej Stołeczne Miasto Królewskie, bo już nie pierwszy raz właśnie w Krakowie z początkiem grudnia odbyły się Mistrzostwa Świata DJów - IDA World DJ Championships 2011. O samej imprezie dowiedziałem się na dwa dni przed, bo zdecydowanie bardziej siedzę w ‘światku’ tanecznym niż muzycznym. Jednak po obejrzeniu materiału promo (o którym więcej na końcu) wiedziałem, że nie mogę przegapić tego wydarzenia, tym bardziej, że dzieje się na moim własnym podwórku - w mieście Kraka. Na szybkości sporządziłem więc mailo - smsa do naczelnego aby na ostatni dzwonek, załatwił mi akredytację na to wydarzenie. Pominę detal, jak bardzo Jacek lubi, kiedy przedstawiam mu takie niespodzianki za pięć dwunasta (tak, tak, wiem. Na przyszłoroczną edycję Gdańsk Dźwiga Muzę zgłaszam się zatem szefie już dziś!!!) i przejdę od razu do rzeczy.Cięte dźwięki
Na początek wesprę się nieco Wikipedią żeby wprowadzić tych mniej wtajemniczonych w świat DJingu.Didżej lub DJ, dyskdżokej (ang. Disc Jockey – Dee Jay) – osoba zajmująca się dobieraniem oraz odtwarzaniem i miksowaniem muzyki na żywo, w celu rozbawienia publiczności. DJ najczęściej stara się stworzyć płynność muzyczną w swoim występie, łącząc ze sobą różne utwory muzyczne, a nawet dodając efekty dźwiękowe, sample, utwory typu acapella. DJe turntabliści posługują sie także skreczem.
Najbardziej w tej definicji podoba mi się fragment o rozbawieniu publiczności. Ach, jakże zawsze rozbawiony jestem kiedy DJ rozkręca się za konsoletą;) Ale okej, bądź co bądź ta definicja jest w dużej mierze właściwa. Jeśli jednak z taką wiedzą i przekonaniem ktoś wybrałby się na imprezę z pod znaku IDA mógłby się grubo rozczarować, a jego spojrzenie na ‘stworzenie płynności muzycznej w celu rozbawienia publiczności’ nabrałoby zupełnie innego wymiaru.
Mistrzostwa IDA to impreza, na której DJe z całego świata mogą wykazać się swoim kunsztem. Prezentują więc nadludzkie wręcz umiejętnościami skreczu, miksowania i co równie ważne – umiejętności nawiązania kontaktu z publicznością podczas wykonywania arcytrudnych manewrów z wykorzystaniem dwóch płyt winylowych i miksera. Podkreślić trzeba, że na takiej imprezie nie usłyszy klubowych setów, czy znanych z clubbangerów. Podczas 2 minutowych showcase’ów, artyści mają na celu pokazać swoją sprawność manualną, niesamowity timing i precyzję ruchów rąk. Są to więc sety w pigułce, w dawce skondensowanej bardziej niż napoje energetyczne sprzedawane w tych śmisznych mikro pojemniczkach. Tricki wykorzystywane w klubach sporadycznie, aby uatrakcyjnić przejście z jednego kawałka w drugi, tu są z kolei głównym elementem pokazu. Choć kategorie zawodów podzielone są tradycyjnie na ‘technical’ i ‘show’ to dla na w pół laika takiego jak ja nie robi to zbyt dużej różnicy. Technical jest technical, a show jest technical również tylko trochę bardziej z show. Nie będę się tu silił na wystawianie profesjonalnej oceny poszczególnym DJom, bo po prostu się na tym nie znam. Kiedy siedzący obok koleś z Pomorza powiedział mi, że DJ S-Trix zaprezentował charakterystyczny niemiecki styl miksowania, nie pozostało mi nic innego jak pokiwać głową.Loop Skywalker i Cross Vader
Mogę jednak wypowiedzieć się na temat samego show dawanego przez kolejnych artystów i umiejętności zaskarbienia sobie publiczności. Oglądając występy każdego z uczestników zacząłem w wyobraźni rysować ich sobie jako zawodników z jakiejś rąbanki rodem z Playstation 3 w stylu Tekkena czy Mortal Kombat (nic nie poradzę, MK9 kradnie mi wiele godzin życia od jakiegoś pół roku, stąd analogia). Każdy z nich bowiem miał inne skille. Pomijając już te techniczne, których ocenić nie jestem w stanie, każdy w inny sposób wyważał stosunek między koncentracją na gramofonach, a publiczności. Loop Skywalker choć pozytywny, wydawał mi się mocno pospinany, S-Trix (ten od niemieckiego stylu) wydawał mi się bardzo skupiony na sprzęcie i w niego wpatrujący się przez 90% seta. DJem, który wygrał sobie publiczność swoją nieprzeciętną sceniczną osobowością i pomysłem na set był DJ Cross z Belgii, który zgarnął tym samym główne trofeum w kategorii technical, co publiczność przyjęła z szalonym entuzjazmem. Jak później się okazało, Cross był faworytem publiczności już na starcie, bo rok wcześniej, wbrew oczekiwaniom wszystkich, nagrodę z przed nosa zgarnął mu Mandrayq z Włoch. W zeszłym roku Cross otrzymał więc powołaną naprędce nagrodę publiczności, a w 2011 przybył aby odebrać co mu się słusznie należało. W 2010 nie byłem świadkiem jego występu, ale to co przekonało mnie do niego w tym roku to jego niesłychany spokój, praktycznie nieustanny kontakt z publicznością i tak zwane amerykańskie ‘cockyness’ czyli w wolnym tłumaczeniu pozytywne cwaniactwo i wielka pewność siebie… albo po ludzku - Cross był kozakiem.Granie na ekranie
Poza samymi mistrzostwami warto wspomnieć jeszcze o dwóch innych atrakcjach tego wieczoru. Pierwszą z nich był fenomenalny występ DJ-a Irie, który na żywo miksował obraz z dźwiękiem. Byłem już nieraz świadkiem takich wyczynów w krakowskim klubie Ministerstwo i jeśli będziecie mieli okazję wybrać się na imprezę, na której DJ miksuje video z muzyką koniecznie się na nią wybierzcie. DJ Irie zaprezentował kontynuację zeszłorocznego Miracle Motion Picture Show, które moim zdaniem zdaniem było jeszcze lepsze niż przyjęty z owacjami na stojąco występ zeszłoroczny (po który tradycyjnie odsyłam na youtube). Druga atrakcja to występ etno-elektro-ekipy o nazwie Gooral, która święci całkiem zasłużone tryumfy w polskich klubach, nie tylko na fali rosnącej popularności etno-folku, i nie tylko dzięki popularności przeraźliwie białych zębów ‘Tańczącego z Gwiazdami’ Staszka Karpiela-Bułecki, ale również za przyczyną tego, że robią całkiem porządną muzę.Say what?
Największym dla mnie nieobecnym tej imprezy była ekipa Foreign Beggars… która tak naprawdę wcale nie miała na tegorocznych mistrzostwach IDA wystąpić. Wraz z kilkoma znajomymi zaznaliśmy masowej iluzji, w którą wkręciliśmy się samodzielnie wmawiając sobie, że wbrew wszelkiej logice i wszystkim informacjom podanym na plakatach i biletach Beggarsi jednak na imprezie wystąpią. Źródłem tej mistyfikacji było fenomenalne promo, którego obejrzenie gorąco polecam (a nawet nalegam) na kanale youtube krakowskiej Zooteki. Ten pięciominutowy klip, w którym pojawiają się właśnie Beggarsi (sic!), a także Fader Penetrators i mistrz świata federacji DMC - DJ Unkut to produkcja lepsza niż niejeden teledysk, lub filmowy trailer. Propsy za to.Udział wzięli
Na koniec dwa słowa o organizatorach. Krakowska organizacja Zooteka, na czele której stoi Zulus, jest w moim mniemaniu hiphopowym (muzyka) odpowiednikiem hiphopowego (taniec) FNFu i Blazee’a (Błażeja Szychowskiego). O ile jednak o Błażeju i FNFach można dowiedzieć się z netu co nieco (nawet zanim stał się czasopismowo - plejadowym celebrytą), o tyle o Zulusie zbyt wiele nie przeczytasz. A szkoda, bo jest to człowiek, który zrobił bardzo wiele dla hiphopu w Polsce, i rozkręca koncerty i imprezy hiphopowe wraz ze swoją Zooteką już od ponad dekady. Ważne jednak, że przemysł hiphopowy wciąż się kręci, a imprezy typu IDA z roku na rok mają coraz większy rozmach i zyskują coraz większe zainteresowanie, cały czas ewoluując… podobnie jak ewoluuje muzyka gdzie hiphop coraz częściej zwalnia miejsce swojemu potomkowi z ADHD o imieniu – dubstep.Jeśli chcecie zobaczyć więcej kozackich fotek z tej imprezy sprawdzcie fanpejdża IDA 2011 skąd zassałem większość fotek do tego artykułu, jak również galerię na stronie where2b.
Na sam koniec, końców wrzucam linkusa do tegoż zajebistego promomateriału, o którym mowa w ostatnim paragrafie. Amen.
czwartek, 5 stycznia 2012
Tylko Taniec - czyli nowy show Polsatu
Przypadkiem dowiedziałem się, że dosłownie na dniach ruszają castingi do pierwszej tanecznej produkcji Polsatu o nazwie Tylko Taniec, wyglądającej bliźniaczo podobnie do wspomnianego na początku Live to Dance. Jestem bardzo ciekaw czy program wypali bo jak na razie jest jedną wielką niewiadomą co do której chyba nawet Polsat nie jest przekonany. Kampania promująca ten show jest dość słaba bo żadne medium nie uderzyło mnie w oczy ani uszy informując o programie. Nie wiem jak program jest reklamowany w TV bo oglądam to pudło bardzo rzadko, ale pozostałe środki przekazu są moim zdaniem dość zaniedbane. Co do prowadzących - zagadka. W krótkim spocie reklamowym nic nie jest zdradzone. Amerykańska wersja bazowała na nazwisku Pauli Abdul, tu Polsat zdecydował się zbudować wydarzenie bez gwiazdora na starcie. Odważnie. Skoro to Polsat można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że będzie to Krzysiu Ibisz (nie ten od zupy, tylko ten drugi od fitness-sportu) i Kasia Cichopek.
Czym program ma różnić się od YCD? Przede wszystkim tym, że nie ma ograniczeń wiekowych, więc mogą w nim wystartować zarówno emeryci i renciści jak również przedszkolaki. Ponadto jurorzy nie będą patrzeć krzywym okiem na tańce inne niż lirycal jazz, afro jazz, brodway jazz, contempo jazzz, jem zupe jazz, emocje jazz i wszystkie inne wyciskające łzy i chwytające za jazz serce cudowne układy, w których ona kocha jego, a on kocha ją. W teorii będzie więc można zabłysnąć kujawiakiem i mazurem, będzie można pokazać tańce dworskie, taniec hajducki czy bergamoszka (nie mam pojęcia co to za tańce, ale lansuję się znajomością ich nazw, bo usłyszałem je w rozmowie z Romaną Agnel - dyrektorem artystycznym Baletu Dworskiego „Cracovia Danza”).
Podsumowując jestem bardzo ciekawy dwóch rzeczy. Po pierwsze, czy Polsatowi uda się wyemitować ten program kiedykolwiek na antenie (biorąc pod uwagę tak słabe nagłośnienie castingów). Po drugie, czy do programu zgłoszą się tancerze innych zaniedbanych i zapomnianych w naszym kraju styli tanecznych. Czas pokaże.
Więcej na temat samego programu dowiecie się na jego oficjalnej stronie.
Terminy castingów:
7 stycznia
Kraków – Nowohuckie Centrum Kultury al. Jana Pawła II 232
Gdańsk – Polska Fabryka Tańca DANCE VISION TV INTERNATIONAL ul. Paderewskiego 9
8 stycznia
Łódź – Szkoła Tańca LILLA HOUSE ul. Wigury 21
Bydgoszcz – Opera Nova ul. Marszałka F. Focha 5
14 stycznia
Białystok – Hotel Gołębiewski ul. Pałacowa 7
Wrocław – Regionalne Centrum Turystyki Biznesowej ul. Wystawowa 1
15 stycznia
Warszawa – Akademia Tańca Sulewscy (Dom Słowa Polskiego) ul. Miedziana 11a
Poznań – Akademia Tańca i Fitnessu METRUM os. Władysława Łokietka 102
wtorek, 27 grudnia 2011
Just for Kicks - szczypta historii
Jeśli chcecie dowiedzieć się,
...którym butom Run DMC dedykowało jeden ze swoich najbardziej znanych kawałków?
...które buty od 20 lat nieprzerwanie cieszą się największym powodzeniem w USA , pierwotnie będąc wizytówką trouble makerów z ulic Nowego Jorku?
...które buty zostały wyklęte przez władze NBA, czym przewrotnie zyskały kosmiczną wręcz popularność wśród amerykanów?
Jeśli chcecie dowiedzieć się dziesiątek innych ciekawostek na temat ulubionych butów hiphopowców sprawdźcie koniecznie poniższy film.
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD - wyniki konkursu

Poniżej mail Wawrzka:
Wielokrotnie słyszałem jak wspaniałe są organizowane przez FNF obozy, na których można spotkać wybitnego choreografa, jakim jest Tony Czar. Osobiście nigdy nie miałem okazji pojawienia się na nich (z powodów finansowych). Dlatego skorzystanie z płyty Tony'ego jest dla mnie świetną okazją, by poznać jego styl, choreografie - a przede wszystkim - rozwinąć się!
środa, 14 grudnia 2011
Taneczny przemysł 2.0

Taneczne lobby? Do tego w Polsce jeszcze długa i wyboista droga, ale coś zaczęło się dziać przy okazji Pierwszego Kongresu Tańca, który odbył się w Warszawie 9-11.05 tego roku. Trzeba jednak podkreślić, że kongres skupiał się jednak na tancerzach, którzy zawód swój wykonują na deskach teatrów, nie było na nim miejsca na komercyjną stronę tańca, a szkoda, przecież ta forma rozwija się w Polsce w równym jeśli nie większym stopniu niż ta artystyczna i tancerze komercyjni również powinni walczyć o swoje prawa. W przeciwnym wypadku, będą nimi rządziły wyłącznie prawa rynku, a żadne prawo nie jest chyba tak bezlitosne niż to które sam ustala rynek.



niedziela, 11 grudnia 2011
Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD - konkurs!!!
![]() |
| Tony Czar & Lil Bigz Instructional DVD |
Napisz dlaczego właśnie do Ciebie powinienem wysłać płytę Tony Czar Lil Bigz – Street Dance Instructional?
Najbardziej przekonującą wypowiedź umieszczę na blogu, a płyta z filmem pocztą poleci do zwycięzcy. Konkurs trwa do końca przyszłego tygodnia – 18 grudnia, tak abym zdążył wysłać nagrodę prosto pod choinkę. Zatem do roboty tancerze, chwytać klawiaturę i pisać do mnie maile albo przez formularz kontaktowy w prawym górnym rogu bloga, albo na mojego facebooka: https://www.facebook.com/antoni.sikora
Powodzenia!
niedziela, 4 grudnia 2011
Ciemne zaułki dubstepu
Kilka miesięcy temu umieściłem na blogu reklamę płatków śniadaniowych, na których dziewczynka o imieniu Arizona wykonywała dubstepową choreografię wraz z pluszowymi miśkami przyprawiając tym o opad szczeny zarówno swoich kolegów z podstawówki, jak również widzów youtube. Jeśli ktoś przeoczył tą reklamę możecie ją znaleźć tutaj, a jeśli chcecie zobaczyć jak reklama wyglądała od zaplecza i kim na prawdę były tańczące miśki to zobaczycie to tu.
Tym razem przedstawiam wam podobny zestaw jednak w zupełnie innym klimacie... Grupa Skrillex w kawałku First of the Year mocne dustepowe uderzenie muzyczne wzmocniła jeszcze mocniejszą historią, która moim zdaniem śmiało mogłaby być w wersji okrojonej wykorzystywana w reklamach społecznych przeciwko... zresztą zobaczcie sami.

środa, 2 listopada 2011
Festiwal Gdańsk Dźwiga Muze 2011 Dance Edition
![]() |
| Abradab rocks the Mic right |
Pewnego pięknego weekendu sierpnia (choć pogoda w sierpniu świadczyła o czymś zupełnie innym, to jednak weekendy zawsze są piękne) postanowiłem oderwać się od codzienności i wraz z kilkoma znajomymi wybrać na drugi koniec Polski. Plotki bowiem niosły, że Gdańsk Muzę będzie Dźwigał, i to już nie pierwszy raz. Jako, że Gdańsk piękny jak i Muza zacna, wiele się nie zastanawiałem i po uzyskaniu akredytacji postanowiłem przejechać na drugi koniec Polski z miasta Krakusa do miasta Neptuna. Przewijając na Fast Forward wszelkie perypetie związane z podróżą i zakwaterowaniem, znalazłem się na Placu Zebrań Ludowych by wkroczyć luźnym krokiem na festiwal tańca i muzyki z pod znaku hip ha o pe.
Ponieważ z festiwalu chciałem wynieść jak najwięcej i w pełni wykorzystać te dwa dni już od rana krążyłem pomiędzy namiotami, w których odbywały się warsztaty taneczne z weteranami sceny hiphopowej z zachodniego i wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Zanim przejdę do szczegółowego opisywania tego co w namiotach napiszę jeszcze parę słów na temat tego co poza nimi. Otóż na placu zebrań znajdowało się wszystko co znajdować powinno. Trzy namioty ze stylami: hiphop, street dance i videoclip dance, ściana do graffiti, scena dla młodych MC, scena dla beatboxerów, i dla boyów oraz scena główna z DJem za deckami. Czekaj, czekaj: rap, DJing, B-boying, graffiti i beatbox… toż to przecie książkowe elementy kultury hiphopowej. Rzeczywiście, festiwal Gdańsk Dźwiga Muzę, jak żaden inny festiwal na którym byłem oddawał ducha kultury hiphopowej bez pominięcia żadnego z kluczowych elementów, bez David Guetta i bez autotune’a. Choć nie byłem jeszcze na Hiphop Kempie w Czechach ani Street Dance Kemp w Czechach, ani Urban Dance Camp w Cze… nie, nie, tym razem nie u braci z zza południowej granicy, ale w NiemCZECH;). Pomimo, że nie byłem na tych festiwalach to jednak wydaje mi się, że MTV GDM do tych właśnie najłatwiej porównać, co zresztą potwierdził mój znajomy, który na HHK dwukrotnie był. Jeśli więc MTV zdecyduje się na utrzymanie i rozwijanie tego festiwalu, to może się okazać, że za parę lat wykształcimy sobie nad polskim morzem europejskiej sławy festiwal hiphopowy, taki jakim obecnie stał się Heineken Open’er. Ale to najwcześniej za kilka lat, wróćmy więc do dnia dzisiejszego.
![]() |
| Hip Hop and Ya' Don't Stop... |
Muzyka
Rap. Czyli słowa i muzyka, albo lepiej rymy i bity. Przyznam, że moje preferencje muzyczne i oczekiwania wobec wieczornych koncertów były zgoła inne niż zainteresowania ogółu. Moja w tej kwestii relacja będzie więc bardzo subiektywna, ale z drugiej strony - która relacja nie jest? Odmienność moich zainteresowań wynikała zapewne z tego, że wraz ze znajomymi, wiekowo prawie dwukrotnie przewyższaliśmy średni wiek uczestników tej imprezy. Jestem z pokolenia szerokich spodni z krokiem w kolanach, które pamięta kawałki Trzycha i Warszafskiego Deszczu, które album Tede S.P.O.R.T. znało na pamięć. Dla mnie więc bez wątpienia największe wrażenie zrobił koncert Warszawskiego Deszczu, przypominając mi starą dobrą polską szkołę rapu. Ech, kiedy to było… czas nas zmienił chłopaki, proste, robiłem głupoty ale z tego wyrosłem…
- Przerwa na łzę wzruszenia -
Trochę trudno zrozumieć mi cały hype na Grubsona, który pojawiał się na scenie częściej niż reklamy pasty do zębów na Polsacie. Nie wiem co mnie w nim drażni. Może vocal brzmiący jak mix DMXa z Damianem Marleyem? A może polsko-jamajskie brzmienie, którego z założenia nie lubię? Pewnie jedno i drugie. Raczej nie przekonam się do tego rapera, aczkolwiek Grubson nie powinien się tym szczególnie przejmować bo dla 95% uczestników festiwalu to właśnie on był główną gwiazdą wieczoru. Część z widowni Grubsona i Abradaba nie dotrwała bowiem do koncertów Das FX i Chali 2na. Cóż, różnica pokoleń. Das FX i Chali to już weterani, Grubson to najwyraźniej przyszłość, a na pewno teraźniejszość.
![]() |
| GrubSon - Na szczycie, w rzeczy samej... |
Koncert Das FX składał się głównie z klimatu. Przyznam, że nie znałem kawałków tej nowojorskiej grupy, poza klasycznym Real Hip Hop, ale zdaje mi się, że spożycie przez nich zwiększonej ilości ziół przed koncertem sprawiło, że sami również nie do końca je pamiętali. Większość koncertu upłynęła na nawoływaniach ze sceny w stylu: ‘Put your hands up hiiiiii’, ‘When I say hip, you say hop’, Na ich koncercie nastąpił jednak najlepszy epizod całego festiwalu. W pewnym momencie jeden z członków grupy, bodajże Skoob wezwał do siebie pięciu eMCe z widowni, którzy byliby gotowi wystąpić z nim na scenie. Na odzew nie trzeba było długo czekać, pięciu składaczy rymów wskoczyło na scenę, żeby po chwili wyrzucać z siebie wers za wersem. Z całej piątki jeden płynął z lepszym inny z gorszym freestylem, jeden zaprezentował też nieco oszukany freestyle siląc się zwrotką swojego kawałka bo jego słowna improwizacja brzmiał jak ta Eminema w 8mej Mili. Mniejsza o tą czwórkę, bo najważniejszy był ten jeden, który (za mikrofon zdaje się chwycił jako drugi) popłynął z prawdziwym, spójnym i sensownym freestylem zakończonym wersem mówiącym że „w tym momencie na tej scenie spełniają się jego marzenia”. Now, how cool is that?! Publiczność doceniła młodego emce deszczem braw (albo przynajmniej zapamiętałem to jako deszcz).
Graffiti, DJing & Beatbox…
![]() |
| Bruk Brothers, na festiwalu GDM jeszcze bezimienni |
Zarówno DJe jak i beatboxerzy dbali o to, żeby na festiwalu ciągle coś płynęły dobre cięte dźwięki. Dje wymieniali się co jakiś czas na scenie głównej, z kolei beatboxerzy na podeście na środku placu najpierw szkolili warsztat poczym pod okiem jury w postaci Dharniego z Singapuru, Roxorloops z Belgii i Blady Kris z Polski stoczyli finałowe pojedynki na dźwięki… niestety wiele więcej na ten temat nie jestem w stanie powiedzieć bo dokładnie w tym czasie przebywałem na jednej z najlepszych, teoretycznych lekcji hiphopu jakie kiedykolwiek miałem okazję wziąć. A lekcji tej było na imię Mr Wiggles.
| Hey girls, hey boys, superstar DJs, here we go!!! |
Choć raczej na tym festiwalu więcej było samego hiphopu i poppingu niż bboyingu, więc może lepiej powiedzieć ogólnie – taniec. Taniec… tym właśnie festiwal GDM odróżniał się od wielu innych wakacyjnych festiwali, że na koncertach nieraz bardziej chciało się spoglądać na płynącą do muzyki widownie niż na samą scenę. Tak był na koncercie Cali 2Na, czyli głównej gwiazdy drugiego dnia. Kiedy rozglądnąłem się w koło po prostu nie mogłem oderwać oczu od bansujących ludzi. Don’t stop the body rock! W poprzednim artykule podsumowującym FNF Summer Intensive zarzucałem polskim tancerzom, że ogromna większość z nas nie potrafi freestyle’ować. Z tego zdania się nie wycofuje, jednak muszę zaznaczyć, że na festiwalach takich jak Gdańsk Dźwiga Muzę ilość tancerzy potrafiących swobodnie interpretować muzykę jest o znacznie większa. Nic dziwnego – na taki festiwal przyjeżdżają przecież głównie wyznawcy oldchoolowego hiphopu, w którym freestyle to podstawa, a choreografia to największe zło. W naszym kraju, podobnie zresztą jak na całym świecie wykrystalizowały się dwa światy ‘hiphopu’ (w celowym i pogrubionym cudzysłowie). Tancerze street dance, dla których hiphop to jedynie Elite Force Crew, Electric Boogaloos i RockSteady Crew, oraz tancerze LA Style dla których hiphop to Movement Lifestyle, Young Lions, Essence, SoRealCrew i centra szkoleniowe takie jak Debbie Raynolds czy Millenium w Los Angeles. Ci pierwsi zarzucają drugim, że to co tańczą nie kwalifikuje się jako hiphop i może być nazwane wyłącznie street jazzem, Ci drudzy z kolei zarzucają pierwszym archaiczność, hermetyczność i zamknięcie się na zmiany jakie niesie ze sobą ewolucja tańca ulicznego. Myślę, że za parę lat emocje za oceanem opadną, co pewnie z kolei przeniesie się i na stary kontynent. Już teraz jedna i druga strona wypowiada się mniej stanowczo i autorytarnie niż jeszcze jakiś czas temu. Każdy z młodych tancerzy LA w pierwszych zdaniach nauczania powtarza jak mantrę ‘learn foundations… study the roots… know your history…’. Mr Wiggles, który jeszcze nie dawno pisał na swojej oficjalnej stronie ‘hiphop choreography always sucks!’ w Gdańsku wypowiadał się już w znacznie bardziej wyważony sposób.
| Streetowe kocury spragnione wiedzy na wykładzie Mr Wigglesa |
No właśnie, Mr Wiggles… choć o tej barwnej postaci słyszałem nie raz, to nie miałem do tej pory okazji być na jego zajęciach. Cieszę się, więc, że udało mi się to tym razem, bo były to jedne z ciekawszych lekcji jakie kiedykolwiek wziąłem. U pana Wigglesa nie poznałem wprawdzie jakichś niesamowitych kombinacji ruchowych, bo jego zajęcia sprowadzały się do najbardziej podstawowych podstaw i najgłębszych korzeni - do studiowania takich ruchów jak body rock, bounce, skate, back step, powerturn itp. Ale nie po to tam szedłem. Albo może inaczej, szedłem właśnie po to, aby zażyć hiphopu u jego korzeniu i w najczystszej pierwotnej wręcz formie. Wiggles to bowiem członek takich grup jak Rocksteady Crew czy Elecric Boogaloos, które dały początek stylom tańca hiphop dance, popping i locking. Każdy, kto dziś szaleje na punkcie tanecznych sensacji Youtuba rodem z Los Angeles, powinien obowiązkowo wziąć udział w zajęciach jeden z osób, które ten styl stworzyły. Hiphopowcy, mają tą wyjątkową szansę, której nie mają, tancerze innych gatunków tanecznych - poznać na żywo prekursorów gatunku. Hiphop jest na tyle młodym tańcem, że jego twórcy wciąż żyją, tańczą i jeżdżą po świecie. Ci którzy dali początek tańcu modern, jazzowi czy tańca współczesnemu od dawna tańczą już po tamtej stronie, a ich taneczne dziedzictwo możemy poznawać wyłącznie dzięki ich tanecznym wychowankom, książkom czy nagraniom archiwalnym. Głównym przekazem Wigglesa było uświadomienie polskim tancerzom bez pamięci zakochanym w choreografiach, że hiphop od zawsze był i zawsze będzie social party dance, czyli tańcem klubowym mającym za zadanie jednoczyć bawiących się ludzi. Patrząc na znane mi kluby faktycznie wielu w naszym kraju o tym zapomniało. I mówię teraz o tych, którzy przychodzą do klubów potańczyć i którzy kochają i potrafią to robić. Nasz klubowy taniec rzadko łączy ludzi! Jeśli ktoś potrafi tańczyć to najczęściej tak bardzo zagłębia się w swoim tańcu, że totalnie zapomina o otaczających go ludziach na parkiecie. Jeśli na parkiet wkroczą Bboye, lub Popperzy to najczęściej zamykają się w swoich własnych grupkach gdzie wzajemnie pokazują przed sobą skilla. Inna sprawa, że w wielu przypadkach to również dziewczyny zamykają się na wszelką formę integracji tanecznej skupiając w trzyosobowych grupkach tańcząc w okół torebki, która leży pomiędzy nimi. Paranoja… ale o tym może kiedy indziej :) wróćmy jeszcze do festiwalu.
Poza Wigglesem wziąłem jeszcze udział w zajęciach Briana Greena, J.C. Winstona, Fabrice Labrany i Justyny Lichacy. Gdybym miał opisywać zajęcia każdego z nim ten artykuł przeciągnąłby się jeszcze o kilka stron, a tego naczelny pewnie by mi nie wybaczył, zatem postaram się streścić. Brian Green to podobnie jak Wiggles, jeden z prekursorów gatunku. Jego umiejętności i wiedza jest faktycznie wybitna, jednak w przeciwieństwie do Pana W, Brian nie wzbudził u mnie zbyt wielkiej sympatii. Wręcz przeciwnie, miałem wrażenie, że Brian koniecznie chce nam udowodnić, że choć wydaje nam się, że coś tam umiemy to jednak jedynie nam się wydaje, z każdym kolejnym krokiem trudnej koordynacyjnie choreografii spoglądał na uczestników z wyrazem coraz większej ironii, a na samym końcu praktycznie pokładał się ze śmiechu. Wprawdzie, rzucił nam na pocieszenie hasło: ‘I’m not laughing AT you, but WITH you’ ale nie zabrzmiało to szczególnie przekonująco. Cóż, bądź co bądź z tej lekcji też można się było czegoś nauczyć – spokoju i pokory. Na zajęciach JC i Fabrice również trafiłem na choreografie, jednak obydwaj zaprezentowali coś zupełnie innego. JC na całkowitym groove, w starym stylu, Fabrice na mocnym spięciu do robiącej się coraz popularniejszą muzyki dubstep. Tak, to było coś innego. U Justyny dostałem porządną dawkę house’u którego akurat w Krakowie bardzo mi brakuje. Praktycznie nikt nigdzie tego nie tańczy. Szkoda. Na końcu zajęć Justyny udało mi się załapać jeszcze na płytkę z jej wspólnym projektem taneczno-filmowym pt. ‘Zamknij oczy’ wyreżyserowanym wraz z Pawłem Łukomskim. Powiem tylko tyle, że niezależnie ile rozgłosu uda się zebrać temu projektowi to i tak będzie za mało. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze napisać o tym szerzej bo naprawdę warto. Ci, którzy jeszcze nie widzieli powinni koniecznie obejrzeć go na youtube, bo znajduje się tam w całości (w dwóch częściach).
Tyle odnośnie edycji 2011. W moich odczuciach wypadła naprawdę nieźle, choć brak mi porównania do edycji zeszłorocznej. Czuję jednak, że za rok, znów zdecyduję się odwiedzić ten festiwal i tym razem osobiście doświadczyć czy ulega on zmianom i czy są to zmiany na lepsze.
PS:
Za zdjęcia wielkie dzięki przesyłam dla Marty Szreder z Gdańska, która uchwyciła na swoim aparacie wiele fajnych scen z tego wydarzenia:)
![]() |
| MTV - Gdańsk Dźwiga Muzę 2011 |
sobota, 22 października 2011
Virpi Pahkinen - Scandinavian Snake Eater

Virpi Pahkinen, one of the Scandinavia´s most successful solo dancers. She has been succesfully touring the world in her dual role as choreographer and solo dancer. Her solos have met critical acclaim in over 40 countries including Australia, Mexico, South Africa and Lebanon. (...) She has also choreographed and appeared in a short dance film for wide screen, Atom by Atom, an existential thriller filmed on the remarkable volcanic mountains of Lanzarote and M de Mafra which was shot at the Palácio Nacional de Mafra Library in Portugal. (...) Her musicality and her interest in light as architecture has attracted artists of the highest quality, the lighting designer Jens Sethzman for instance, the composer Akemi Ishijima and live-musicians such as Jon Rose (violin,etc.) and Sussan Deyhim (song). In 2001, at the International Solo Dance Theatre Festival in Stuttgart, Virpi Pahkinen won the 1st Choreography Prize with her solo Prayer of the Scorpio. In 2002 she was awarded Carina Ari Foundation Gold Medal. (...)
She has taken part as a dancer in several of Ingmar Bergman´s theatre productions at the Royal Dramatic Theatre in Stockholm: The Bacchae, Peer Gynt, Goldberg Variations, Space and Time, A Winter´s Tale and Ghostsonata.
Antoni Sikora: When I meet modern and contemporary dancers, especially in Poland their dance educational backgrounds are usually very different from each other. Some of the dancers used to be acrobats or gymnasts, some were martial arts professionals that moved away from karate or aikido to modern dance. Some have a classical ballet background. Your dance background is also different. Can you please tell us what you did before you took up dancing and why you decided to change?
Virpi Pahkinen: Before dancing I did gymnastics and figure skating. At the age of 15 I saw an announcement about modern dance classes. I got curious. At that time this dance school hired the studio from the Mormon church, so the place was quite fantastic, high in the ceiling and big windows. This is unlike the usual studios down in the basements. I tried to combine everything but then I decided to take more dance classes and skipped the other activities. Of course I also played piano a lot. So after school. I always had something to do. When I saw Carolyn Carlsson´s "Blue Lady" on the TV I got more enthusiastic. It confirmed that Dance can open up new spaces in our souls. At the age of 18 had no idea what I should do. I intuitively knew it should be something to do with Art, but didn´t know which direction. I dreamt of traveling. Signed up to study in the University but instead of going to lectures I enjoyed the student discounts and saw lot´s of films, in a.o Tarkovski. While doing my piano studies in the conservatory of Helsinki also danced every evening. Got a hint from a teacher to apply in the National College of Dance in Stockholm. I started my studies in the choreography department 1989.
Antoni Sikora: Have you ever been/are you associated with any dance theater or group or do you prefer to work as an individual? Why?
Virpi Pahkinen: Already 1990 one of our guest teachers in choreography, Donya Feur picked me up to a theatre production, Peer Gynt, directed by Ingmar Bergman in the Royal Dramatic Theatre in Stockholm. So it was busy times with both the performances in the evening and studies in the daytime. By 2001 I had been working with Ingmar in 6 different productions as a dancer and also in 2 of them as a choreographer. I had many contracts with the Royal Dramtatic Theatre in the 90´s and sometimes it was hard to combine with my own independent productions and touring with that theatre job. But I appreciate a lot all the rehearsal periods with Ingmar Bergman, it was really interesting. Now am happy to be a freelancer, couldn´t be doing any too regular normal theater work any longer. The freedom and the responsibility, the uncertainty and the surprises keeps the dance spirit inspired and live. Am of course ready to make commissioned works for ex ballet companies, but these type of contracts are just few months.
Antoni Sikora: What intention do you have when you create your choreographies? Is there any specific subject you want to touch on through your dance performances or do you want people to understand them individually, each interpreting the performance on their own?
Virpi Pahkinen: I wish people can get connected with their own spirituality and fantasy. I want to offer a beautiful resting place for a soul.
Antoni Sikora: You have said you have drawn your inspirations from Asia and the Far East. What is it about these regions that has affected you most significantly? How do you translate this influence onto your artistic work?
Virpi Pahkinen: Actually people have seen these "asiatic" influences long before I even visited Asia for the first time. Maybe it is my life before this that carries the "dance" karma from the past. One of the most important books I ever read is the Tibetan Book of Death. Some of the temples in South India are mind-blowing. The extraordinary architecture and the atmosphere that is vibrating of the prayers.Antoni Sikora: You wrote a book called "Snake Eater". There’s not much information about it in English on the internet. Can you tell us what is it about and what made you write it?
Virpi Pahkinen: When I was kid I wrote a lot and while I was 18 years tried some poetry. It is still a little mystery why one Publisher in Finland asked me if I was interesting in a book project. The genre was free. I admitted that I might have some notes and maybe it was time to sum up something. It took me 3 years to write. When you are touring and dancing it is the other parts of the brain that are activated. Another kind of fire. quite far from the writing process, which needs more calm mood and melancholia The book is difficult to put in any box, it is autobiographical but with some ironic twist, lot´s of short travel stories, some poetic visions of life when the motor is improvisation, even some romantic adventures are present.
Antoni Sikora: What are you working on right now? What are your plans for the nearest future?
Virpi Pahkinen: I recently had a premiere in the Finnish National Opera Ballet. The commissioned work Korona was for 11 dancers and the music by Slovenian composer Borut Krzisnik. Tomorrow I will continue with a technically advanced dance film project, directed by Marita Liulia. Later this summer will have few gigs in Sweden, then will go to Java, Indonesia to work with Mugi Kasido and perform at the festivals in Solo City and Jogyakarta. In October my work "Aajej" will tour in Mexico, starting at the Cervantino Festival in Guanajuato 17th Oct.
Agnieszka Federowicz: What does dance mean to you? What fascinates you about dance?
Virpi Pahkinen: When I was young and anxious about the meaning of life, the physical activities were the relief form difficult questions, a run-away from God. What fascinates you about dance? Nowadays it is the highway back to God.
As an artist your need is to communicate, and when the words are not enough, the dance is the continuation of the thought, dance touch the places that words are afraid of.
Agnieszka Federowicz: Have you ever been involved in any projects in Poland? If so, what projects, can you tell us about your experience?
Virpi Pahkinen: I have choreographed for Polski Teatr Tanca/Poznan, two times, the latest was in 2003. I made a work called Zefirum. I liked the company and their artistic quality a lot. Sometimes we had some language problems but that passed away while drinking a strong black tea. I specially remember one of the company´s fantastic dancer, Iwona Pasinka. I have also performed in Cross Roads festival in Warsaw in 2005 (Theater Maly) with my solo series called SUITE 303.


















