niedziela, 31 października 2010

We are hiphop... czyli dawno temu w Bronxie

Freezes
Downrock
Toprock
Freezes
Ostatnio natrafiłem przypadkiem na materiał wyprodukowany przez amerykańską telewizję ESPN poświęcony break'owi. Program nadawany był w ramach pasma E:60 - czyli miniserii dokumentalnej poświęconej historiom lub osobowościom (około)sportowego świata.

Chylę czoła... montażystom tego programu, bo udało im się podnieść breaking do rangi Sztuki, którą zresztą według wielu, jest. Materiał w niesamowity sposób pokazuje umiejętności b-boy'ów, przypomina historię tego tańca i opisuje jego podstawowe ruchy i zasady. Dla znawców tematu materiał ten będzie jedynie podsumowaniem tego co i tak już wiedzą. Świeżaki, mogą dowiedzieć się między innymi, że określenie b-boy nie wzięło się od słowa breakdance, a od słowa Bronx-boy. Z boku umieściłem cztery kadry z filmu przedstawiające cztery podstawowe elementy b-boyingu. Są nimi:

Power moves - akrobacje wymagające ogromnej siły i kontroli
Downrock - kombinacje kroków wykonywanych przy ziemi
Freezes -  efektowne pozycje kończące wykonane rutyny
Toprock - czyli serie kroków wykonywane na stojąco


Żeby już nie przedłużać zapraszam do oglądania. Pierwszy filmik wrzuciłem dla osób, które tańcem ulicznym się nie interesują. Trwa niecałe 40 sekund więc może dooglądacie do końca;) Dla pozostałych - wersja pełna. E:60 Then New Oldschool.





We are Hip Hop...



Don't call it a come back...

wtorek, 26 października 2010

Trendy Dance - czyli porównanie dwóch dostępnych na rynku magazynów o tańcu

Już na wstępie zaznaczę, że artykuł ten nie zakończy się oceną punktową wystawioną obydwóm magazynom albo rekomendacją, który kupować, a który nie. Nie będzie tak, bo po pierwsze obydwa czasopisma traktują o tańcu i mam nadzieje, że obydwa zaskarbią sobie spore grono stałych czytelników, po drugie magazyny – mimo, że o tańcu, tak naprawdę dość mocno się różnią i kierowane są do innej grupy docelowej. Mam nadzieję, że poniższe zestawienie pomoże wam zdecydować, czy i która z gazet bardziej trafi w wasze gusta.

okładka magazynu Place for Dance
Place for Dance. Place for Tango... 
okładka magazynu Trendy
Taniec współczesny też może być Trendy...




















Do rzeczy zatem. Magazyn Place for Dance, który premierę połączoną z huczną galą miał w połowie września przeczytałem od deski do deski. Pominąłem jedynie porady jak malować usta i oczy żeby być ponętną, opisy najnowszych kosmetyków gdyż raczej bym z tych porad nie skorzystał:) Czasopismo, w nawiązaniu do tejże tematyki, zaskoczyło mnie jednak dość pozytywnie. W oczekiwaniu na premierę pisma, czytając liczne notki prasowe, zastanawiałem się co tak naprawdę w tej gazecie się znajdzie. Pojawiające się bez przerwy oklepane już, określenie lifestyle pojawiało się praktycznie w każdej informacji na temat magazynu wraz z rozwinięciem, iż będzie on traktował nie tylko o tańcu ale również modzie, turystyce, kulturze, i te pe i te de. W pewnym momencie nabrałem przekonania, że gazeta, o tańcu będzie jedynie z nazwy i tak na prawdę, będzie kolejną Elle lub Cosmo z większą ilością informacji na temat You Can Dance, bądź Tańca z Gwiazdami. Tak jak wspomniałem zaskoczyłem się bardzo pozytywnie. Magazyn faktycznie kierowany jest do aktywnych tancerzy oraz biernych lub czynnych amatorów tańca. Artykuły w nim są rzetelne i ciekawe, a kalendarium rzeczowe. Czyli pod tym względem obydwa pisma – Trendy Magazyn jak i Place for Dance nie okłamują czytelnika i są tym za co się podają. Magazynami o tańcu dla kochających taniec. Na tym jednak podobieństwo się kończy. O ile Trendy Magazyn kierowany jest do czytelników młodych bardzo wnikliwie opisując liczne turnieje i zawody z perspektywy osób biorących udział lub siedzących na widowni, o tyle Place for Dance kierowane jest do czytelników starszych (jak sami podają 25+), którzy poszukują nieco innych informacji niż młodzi tancerze. Kolejną rzeczą różniącą te dwa pisma jest struktura pisma. Place for Dance posiada stałe rubryki, takie jak 'Parkiet', czyli sekcja, w której wszystkie artykuły dotyczą tańca numeru (w pierwszym wydaniu jest to tango), 'Wasz Świat' poświęcony edukacji tancerza, a także 'Ulica', 'Teatr', 'Inspiracje' 'Podróże' itp. W Trendy Magazynie nie ma stałych rubryk więc każdy kolejny numer jest tak na prawdę niespodzianką. Ma to swego rodzaju uzasadnienie, ponieważ redakcja stara się pisać o rzeczach najciekawszych w danym momencie. Tak więc co kto lubi – albo systematyzacja, albo nieprzewidywalność:) Obydwa magazyny różnią się również ceną oraz częstotliwością wydania – Place for Dance jest droższy, ale za to wychodzi raz na dwa miesiące, więc (jako,że Trendy Magazyn ukazuje się co miesiąc) średnia jaką trzeba przeznaczyć na zakup pisma wychodzi mniej więcej taka sama. Niewątpliwym atutem Place for Dance było to, że już od pierwszego dnia dostępny był w sieciach sprzedaży, dzięki czemu, łatwiej go dostać... jednak według najświeższych informacji Trendy Magazyn, również wkracza na sklepowe półki. Także od listopada obydwa czasopisma będziecie mogli znaleźć na półkach w Empiku.

Jeśli więc poza tańczeniem i oglądaniem tańca macie jeszcze ochotę poczytać o tańcu (a lektura mojego bloga wciąż nie zaspakaja waszego nieposkromionego głodu informacji o tańcu:)) to sięgnijcie po jedno z tych czasopism. Jeśli z kolei macie własne zdanie na temat obu magazynów to zachęcam do podzielenia się swoją opinią w komentarzach:)

sikorson

czwartek, 21 października 2010

Wywiad z Wojciechem Terechowiczem (Arsharter|Hothaus)

Arsharter logo

Dziś na blogu coś, czego jeszcze do tej pory nie próbowałem:) W zeszłym tygodniu udało mi się namówić do wywiadu Wojtka Terechowicza dyrektora Atelier Arsharter i Teatru Hothaus, a następnie całą naszą rozmowę zarejestrować na dyktafonie. Do tej pory wywiady, które miałem okazję przeprowadzać publikowałem w skróconej wersji w Trendy Magazynie, a następnie na blogu. Tym razem postanowiłem podzielić się całym materiałem, w wersji uncensored:) Jestem strasznie niezadowolony ze swych wypowiedzi, tonu głosu i okropnego zaciąganiaaaaaa, ale człowiek uczy się na błędach i mam nadzieje, że kiedyś zbliżę się nieco do umiejętności dykcyjnych mojego rozmówcy.

Materiał jest dość długi, ponieważ rozgadaliśmy się ździebko z Wojtkiem, ale zapewniam, że rozmowa była bardzo ciekawa i jeśli interesują was takie zagadnienia jak teatr amatorski, teatr tańca, aktor-tancerz, czy wreszcie nabór do spektaklu tanecznego w Krakowie sądzę, że wywiad powinien was zaciekawić. Przy każdym z odcinków umieściłem skrót tematów, które w danej części wywiadu poruszaliśmy.

W pierwszej części wywiadu usłyszycie…
… czym jest Arhsrter.
… o teatrze HotHaus
… o teatrze tańca w Krakowie.
… a nawet o KATHARSIS




W drugiej części wywiadu usłyszycie…
… o przemianie aktora w tancerza i tancerza w aktora
… o tancerzach i aniołach
… o tym czy tancerz powinien się odzywać




W trzeciej części wywiadu usłyszycie…
…o obrazach mentalnych
… o tancerzach stojących przed lustrem
… o pierwotnej przyczynie ruchu
… o dojrzałości i spalaniu kalorii




W czwartej części wywiadu usłyszycie…
… o indywidualności i odkrywaniu nowych styli
… o jaskółkach i walce o ogień




W piątej części wywiadu usłyszycie…
… o krumpie na deskach teatru
… o fabule tanecznych spektakli
… o skażeniu stylem
… o obliczach profesjonalizmu




W szóstej części wywiadu usłyszycie…
… o naborze do spektaklu
… o uroczystościach i jubileuszach
… o budowaniu, ludziach i cudach i ideałach.




W siódmej części wywiadu usłyszycie…
…o planach na przyszłość
… o premierach teatru Hothaus (ale w
I W TYM MOMENCIE BRUTALNIE NAM PRZERWANO:) Ale wywiad postaram się dokończyc już w przyszłym tygodniu, jednocześnie pracując nad swoją pożal-się-boże dykcją, która przyprawiała mnie o ból głowy przy montowaniu tego nagrania.

niedziela, 17 października 2010

Sex Sells

Wrócę dziś jeszcze na chwilę do teorii, że seks sprzedaje się najlepiej, jednocześnie zapewniając, że nie będę już (raczej) wykorzystywał tego tricku w przyszłości:) Nie było trudno przewidzieć, że doświadczenie przeprowadzone w poście o nagich baletnicach potwierdzi prawdziwość zjawiska. Ilość kliknięć tego dnia była ponad dwukrotnie większa niż dnia poprzedniego. Ba! Miała nawet więcej odwiedzin niż recenzja filmu Step Up 3D, którą oprócz publikacji na blogu, wrzuciłem na kilka portali tanecznych, z linkiem zwrotnym.

…a (jednak) jeszcze w temacie seksu, baletu i tricków marketingowych. Poniżej nagranie zrobione w Mediolanie podczas akcji promocyjnej marki Diesel, która na swój sposób podeszła do tematu, nomen omen nazywając kampanię… Sex Sells.

czwartek, 14 października 2010

W poszukiwaniu szczęścia czyli od pasji, przez pa$$$ję do szewskiej pasji.

Skok do wody
Odnalezienie pasji w życiu nie jest rzeczą łatwą. Oj nie. Bardzo wiele osób - w tym przez wiele lat również ja sam - boryka się nie do końca wiedząc co robić z czasem, który ma się do dyspozycji kiedy akurat nie trzeba iść do szkoły, do pracy, posprzątać w domu czy zrobić zakupów. Oczywiście im człowiek starszy tym czasu wolnego jest mniej, a w momencie kiedy pojawia się rodzina, praca i konieczność utrzymania jednego i drugiego, problem wolnego czasu rozwiązuje się sam. Wróćmy jednak do szczęśliwego okresu życia, w którym rozterki sprowadzają się jeszcze do tego czy iść na imprezę, na shoping (względnie window shoping), na boisko czy też posiedzieć przed komputerem śledząc aktywność znajomych na fejsbuku. Są ludzie, którym powyższe 'rozrywki' w pełni wystarczają i którym do szczęścia nic więcej nie trzeba. Opisuję, akceptuję, nie oceniam. Są też tacy, którym rodzice (najczęściej albo Ci zamożni, albo Ci, którzy w swoich pociechach widzą szansę na zrealizowanie własnych nie spełnionych marzeń i ambicji) w pełni planują wolny czas wszelkiego rodzaju kursami językowymi, lekcjami tenisa, jazdy konno lub nauką gry na pianinie. Taka forma, bądź co bądź przymusowych zajęć często, w zależności od charakteru potomka, może się spotkać w większym lub mniejszym oporem. Jednak moim zdaniem jest wariantem bardziej pozytywnym niż opcja pierwsza. Jako, że piszę do magazynu o tematyce tanecznej sięgnę po przykład z półki z napisem 'Showbiz' i wspomnę o takich postaciach jak Michael Jackson i Beyonce Knowles, którzy to gdzie zaszli zawdzięczają wytrwałości, surowości i determinacji swoich rodziców. Nie chcę się broń Boże wdawać w polemikę nad metodami wychowawczymi ojca Jacksona. Nie jestem Super Nianią i nie będę oceniał w skali od 1 do 10 jak bardzo spartańskie wychowanie zapełnił Michaelowi jego ojciec. Oceniam tylko suche fakty. Wersja trzecia, najbardziej 'przyjazna środowisku' to wersja, w której młody szczęśliwiec sam znajduje w swoim życiu pasję, którą chcę realizować i co do której jest przekonany, że 'to jest właśnie to'. Piszę 'szczęśliwiec' bo tak jak wspomniałem -w pierwszym zdaniu nie wielu się to udaję. Część rezygnuje, za część - wyboru dokonuje życie, a jeszcze inni przez lata błąkają się od kursu fotograficznego, przez ścianki do wspinaczki i sale do squasha aż po warsztaty teatralne i zajęcia malarskie. Szczęśliwiec to ten, który odnajdzie pasję i życie pozwala mu na jej realizowanie. OK, ale czy może być coś ponad to? Wg mnie może, dlatego bez konsultacji z Janem Miodkiem stworzyłem dwa neologizmy, które pozwolą mi na wyartykułowanie tego co mam na myśli. Najszczęśliwiec, to taki człowiek, który pasję odnajdzie na tyle wcześnie aby być w stanie osiągać w niej sukcesy (istotne w przypadku dziedzin wymagających kondycji fizycznej – takiej jak sport czy taniec). Przeszczęśliwiec to z kolei osoba, która odnajdzie pasję, osiąga w niej sukcesy i spełnienie, i na koniec jest w stanie wykonując ją zarabiać na życie i to najlepiej nie na chleb z solą, tylko dom z ogródkiem.

The Athletes
Rozmawiałem ostatnio z pewną dziewczyną, a ponieważ była to rozmowa towarzysząca pierwszemu etapowi znajomości dlatego pytania kwestionariuszowe w stylu 'czym się zajmujesz', 'co robisz, kiedy nie pracujesz' chcąc nie chcąc padały dość często. Kiedy doszliśmy do tematu pasji, zauważyłem, że nasze zdanie w tej kwestii jest dość rozbieżne – ona twierdziła, że pasja nie może być zawodem wykonywanym, ponieważ zarabianie na pasji automatycznie ją zabija. Ja – wręcz przeciwnie – nie ma większego szczęścia niż zarabianie na tym co się kocha. Przyznam, że teoria z zabijaniem pasji przelewami bankowymi i zmaganiami dnia codziennego jest bardzo pesymistyczna i nie chcę się z nią zgodzić. Znaczyłoby to, że albo musimy wykonywać nudny, żmudny i dochodowy zawód, ślęcząc 8h przed ekranem komputera, marząc o tym aby po przyjściu do domu wygospodarować godzinkę na pasję pomiędzy pozostałymi obowiązkami domowo – rodzinnymi. Albo musimy patrzeć jak coś co kiedyś kochaliśmy zamienia się w przekleństwo oraz kolejny przykry obowiązek. Hmmmm, zupełnie nie zgadzam, a dokładniej nie chcę zgodzić się z tą teorią. Wystarczy spojrzeć na ludzi którzy osiągają sukces (nie tylko w showbiznesie – choć tam najłatwiej) i którzy z przekonaniem i wiarygodnością wypowiadają zdania w stylu 'moje życie jest wspaniałe' , 'kocham to co robię', 'jestem szczęściarzem'.

Medale wręczone
Zastanawiałem się jak zakończyć ten artykuł (napisałem go już dwa miesiące temu pozostawiając bez zakończenia) i doszedłem do wniosku, że w takim stanie jednak go pozostawię. Nie wiem bowiem, kto ma tutaj 'rację'. Czy pasja musi pozostać na zawsze w przegródce z napisem 'czas wolny'? Czy pasja nie może stać się metodą na utrzymanie? Czy samorealizacja to pełnia szczęścia? Mam swoją własną odpowiedź na to pytanie i mam odpowiedź jaki element trzeba dodać jeszcze do tej układanki aby była kompletna. Ale to mój własny przepis. A czy ty wiesz jaka jest twoja recepta?



Artykuł pierwotnie ukazał się we wrześniowym numerze pisma Trendy Magazyn.
sikorson

PS:

Fotografie, którymi okraszony został artykuł pochodzą z rodzinnego albumu i przedstawiają mojego tatę w okresie świetności podczas zmagań i triumfów w karierze pływackiej. Pomyślałem, że idealnie pasują do tematu pasji i samorealizacji, a przy okazji z dumą mogę pochwalić się jego osiągnięciami. Więcej zdjęć z albumu znajdziecie poniżej.
Champion

wtorek, 12 października 2010

Nagie baletnice!!! Gołe zdjęcia!! Nude! Naked! XXX

Okej, okej. Zdaję sobie sprawę, że mocno pojechałem w tytule tego posta Pudelkiem, ale zrobiłem to świadomie. Po pierwsze, jak to mówią ‘sex sells’ więc obstawiam, że ten post będzie miał szczególnie dużo kliknięć, a po drugie... faktycznie będzie o gołej baletnicy. Sensacja, która wpadła mi w oko w sobotnich aktualnościach Onetu nosiła tytuł 'Balerina wyrzucona z opery za rozebrane zdjęcia'. U-la-laaa! Brzmi ciekawie! Kilkam! Po przeczytaniu okazało się, że sprawczyni całego zamieszania to Karina Sarkissova, tancerka pracująca (do niedawna) w wiedeńskiej Staatsoper. Sesja zdjęciowa, za którą balerina pożegnała się z Operą nie była pierwszym ekscesem frywolnej baletnicy. Pozowanie do austriackiego magazynu Wiener, miało miejsce po wcześniejszym ostrzeżeniu, jakiego dyrekcja udzieliła tancerce, za sesję do magazynu Penthouse. Aby zaoszczędzić czasu męskiej części czytelników mojego bloga dodam, że na necie nie znajdziecie zdjęć z żadnego z tych magazynów (no, dobra może jedno... :)) Anyway, tancerka decyzję dyrekcji uznała za nic innego jak dyskryminacja kobiet. Hmmmmm, no właśnie. Równouprawnienie swoją drogą, ale zasady obowiązujące w pewnych zawodach swoją. Moim zdaniem, feralna balerina miała pełne prawo do występu na łamach obydwu magazynów, ale dyrekcja miała również pełne prawo ją za to zwolnić. Są zawody, na które decydując się rezygnujemy dobrowolnie z pewnych praw. Zawód tancerki baletowej jest dla mnie jednym z takich zawodów. Występuje się w operze, a nie na koncertach, tańczy klasykę, a nie dancehallowe shake'i. Gdyby jedna z tancerek Madonny miała rozbieraną sesję zdjęciową i zostałaby za to zwolniona byłbym więcej niż zdziwiony, jednak w tym przypadku, decyzja dyrekcji austriackiej opery była dla mnie w zrozumiała i uzasadniona. A jakie jest wasze zdanie? Czy Karina Sarkissova jest Joanną D'Arc i Fridą Kahlo naszych czasów, czy jedynie dziewczyną, która przekroczyła granicę i usiłuje teraz dorabiać ideologię do pokazanych przez siebie cycków podczas sesji zdjęciowej? Hmm?
Petite Mort by Karina Sarkissova & Mihail Sosnovschi
Czy 'upadłej' balerinie uda się jeszcze wznieść na szczyty kariery baletowej... ?  

sobota, 9 października 2010

Jezioro Łabędzie, a w rolach głównych... łabędzie

Ostatnio przypadkiem natknąłem się w internecie na dość nietypowy balet. Nie miałem okazji zobaczyć go na żywo i pewnie jeszcze długo nie będę, bo nie zawitał jeszcze do Polski, a bilety na całym świecie wyprzedają się z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Balet, o którym mówię to... Jezioro Łabędzie. Hmmm... no ale jak to? Przecie Jezioro Łabędzie jest wystawiane w Polsce i słyszeli o nim wszyscy, nawet Ci zupełnie nie interesujący się tańcem. Czemu więc nietypowy? Cóż, w przypadku tego Jeziora Łabędziego faktycznie mamy do czynienia z łabędziami, nie łabędzicami. Jeśli wciąż nie wiecie jeszcze o co chodzi to wyjaśniam – w balecie Jezioro Łabędzie w reżyserii Mathew Bourne'a tańczą prawie wyłącznie mężczyźni.
Balet miał premierę w Londynie już w 1995 roku. Od tego czasu przebył już dwukrotne tourné po Wielkiej Brytanii, a także odwiedził Stany Zjednoczone (LA), Australię, Japonię oraz kilka największych stolic Europy. Obsada na jaką zdecydował się Mathew Bourne przy swojej aranżacji dzieła Czajkowksiego, jak można się domyślać, wywołała na świecie spore kontrowersje. Balet w oryginale ukazuje romantyczną miłość pomiędzy mężczyzną i kobietą. Księżniczka Odetta przedstawiona jest jako efemeryczna i filigranowa bohaterka przeciwstawiona roli bohaterskiego i walecznego myśliwego, który posiada moc aby ją ocalić. W wersji Bourne'a w roli głównego Łabędzia obsadzony został mężczyzna, a co za tym idzie główny wątek miłosny stał się wątkiem miłości między dwoma mężczyznami. Dodatkowo bardzo naturalistyczna choreografia strojów, opierzone sylwetki tancerzy Bourna, stoi w dużym kontraście do baśniowego wyglądu baletnic Czajkowskiego i podważa wyobrażenie łabędzia jako ptaka kobiecego pełnego wdzięku, piękna i gracji. Sam Bourne twierdzi, że pomysł obsadzenia mężczyzn w roli łabędzi jest logiczny. Siła, piękno i rozpiętość skrzydeł tych istot kojarzy się z muskulaturą mężczyzn bardziej niż balerin w tutu*. Cóż, niezależnie od tego czy patrząc na łabędzia widzicie eteryczną niewiastę czy gibkiego młodzieńca, jeśli interesujecie się tańcem, a w szczególności tańcem klasycznym, warto zobaczyć ten nie-klasyczny balet, choćby w telewizji, może kiedyś na kanale Mezzo.

Balet Jezioro Łabędzie
Jezioro Łabędzie w wersji klasycznej...


Matthew Bourne Swan Lake
... oraz w wersji Matthew Bourne'a

PS: W jednej z głównych ról w balecie Mathew Bourne'a, można zobaczyć jednego z głównych bohaterów filmu Streetdance 3D - Richard Winsor, który w filmie wcielił się w rolę Tomasa.

* tutu – paczka, spódniczka baletowa

Newer Posts Older Posts